Sushi Striker: The Way of The Sushido
2

Kompletnie w nią nie wierzyłem, ale stała się jedną z moich ulubionych gier — i kompletnie nie mogę się od niej oderwać!

Sushi Striker: The Way of The Sushido to jedna z tych gier, po których nie spodziewałem się zbyt wiele. Nintendo Switch i 3DS dorobiłī się jednak kolejnej perełki w swojej bibliotece!

Sushi Striker: The Way of The Sushido to jedna z tych gier, które — teoretycznie — w 2018 roku nie mają prawa bytu na konsolach. To rozgrywka, która od co najmniej kilku lat kojarzona jest ze smartfonami. Ale Nintendo jak zwykle podąża swoją ścieżką — i we współpracy z indieszero opracowali grę, która już jutro trafi do sklepów na Switcha oraz 3DSa. I choć tytuł ten wielu może skojarzyć się ze „smartfonową popierdółką”, to nie dajcie się zwieźć pozorom: to jedna z najbardziej wciągających gier, w jakie miałem przyjemność grać na hybrydowym sprzęcie Ninny.

Sushi Striker: The Way of The Sushido

Fabularne wstawki są tam na porządku dziennym i przemierzając do kolejnych historii możemy śledzić wielką wojną miłośników sushi. Jest to jednak typowa zapchajdziura, której nie sposób nie porównać do tworzonej z myślą o najmłodszych serii anime, w której dziecięca wola walki jest w stanie pokonać największe zło w walce o marzenia. Trzeba jednak przyznać, że animacje którymi to okraszono wykonane są starannie — zadbano nawet o pełne ich udźwiękowienie, brawo!

Dopasuj kolory, najlepiej także potrawy, i strzelaj tak, by pokonać

No ale dość o historii, bo ta stanowi tak naprawdę tło — i co najwyżej przystawkę przed daniem głównym, czyli rozgrywką. A tam czeka na nas czysta zabawa Rozgrywka Sushi Striker: The Way of The Sushido to statyczna plansza, na której znajdziemy tory pełne talerzyków z sushi. Naszym celem jest zbieranie jak największych stert takich smakołyków, a następnie obrzucanie nimi rywala stojącego po drugiego stronie taśmy na tyle efektywnie, by zbić jego pasek energii do zera. Warto jednak zauważyć, że tylko kilka tych pasów należy do nas — po środku jest jeden wspólny, reszta zaś pokazuje co przygotowuje dla nas nasz rywal. Na jednorazową akcję, czyli zebranie pasujących do siebie kolorystycznie talerzy, mamy siedem sekund — jeżeli do tego czasu nie skończymy ich kolekcjonowania, tracimy całą ich stertę i zaczynamy od początku. Samo zbieranie takich stosików byłoby jednak dość nudne, dlatego do zabawy dość szybko dołączają różnej maści modyfikatory, power-upy i dodatki, które urozmaicają zabawę. Ich grono regularnie się powiększa — podobnie jak odpowiadających za nasze specjale bohaterów, z których każdy oferuje inną moc.

Sushi Striker: The Way of The Sushido

Statystyki i od groma zmiennych

Poza wymianą naszych pomagierów, możemy także dopasowywać akcesoria naszego bohatera, wymieniać taśmy (na szybsze, wolniejsze, bardziej lub mniej dynamiczne itd.), a także wskazywać ulubione sushi — one także oferują dodatkowe umiejętności, albo bonusy do naszych ofensywnych/defensywnych statystyk — nierzadko w określonych warunkach. Kombinowanie z całym tym zestawem zmiennych daje od groma frajdy, chociaż smutną prawdą jest, że kiedy już odkryłem moją ulubioną (i zarazem najbardziej efektywną) konfigurację, raczej z ciekawością spoglądałem co takiego zaoferują mi nowi bohaterowie czy przedmioty.

Sushi Striker: The Way of The Sushido

Smartfonowy schemat — ale i tak lubię walczyć o trzy gwiazdki

W każdej z potyczek mamy dodatkowe wyzwania, za które możemy zgarnąć dodatkowe odznaczenia i nieco więcej punktów. Poza tym, w zależności od tego w jakim stylu pokonamy przeciwnika — musimy liczyć się z oceną od D, do Super. I jeżeli, podobnie jak ja, nie odejdziecie od konsoli tak długo, jak ich nie wymaksujecie to… czeka was wiele godzin doskonałej zabawy — choć i odrobina miejsca na nerwy też się znajdzie.

Sushi Striker: The Way of The Sushido

Kompleksowe i złożone podejście do prostej idei — to działa

Poza doskonałym pakietem wyzwań oferującym kilkanaście godzin typowo arcade’owej zabawy, znalazło się tam jeszcze miejsce na mini-gierki i dość prosty, ale jednak sprawdzający się w praktyce, tryb zabawy wieloosobowej — lecz tylko lokalnej. W tym celu panel dotykowy już nam się nie przyda — a zamiast niego, czas chwycić w dłonie joycony i… tutaj sprawy się nieco komplikują. Bo mimo że twórcy dokonali wszelkich starań by zabawa na padzie była wygodna, to jednak nie dorasta ona do pięt mazaniu po panelu dotykowym — i tak naprawdę to największe „ale”, jakie mam do tej wciągającej zabawy, która zagwarantowała mi sporo nerwów (ale wiecie, tych pozytywnych ;) i nieco późniejsze niż planowałem pójście spać Przy okazji stała się jedną z najlepszych gier na Switcha, w jaką do tej pory miałem okazję zagrać.

Sushi Striker: The Way of The Sushido to jedna z tych produkcji która teoretycznie nie ma szans — w końcu mówimy tutaj o grze za dwieście złotych, której rozgrywka to po prostu smartfonowe łączenie kolorów. Niby tak, ale w praktyce to zabawa premium: pełna niespodzianek, rozbudowana, z solidnym pakietem modyfikatorów. Ja jestem kupiony i polecam grę z całego serca — lojalnie jednak ostrzegam, że to produkt ponadczasowy, który za kilka miesięcy będzie równie grywalny — warto więc rozważyć, czy aby na pewno musicie go mieć za pełną cenę.

Grę do recenzji dostarczył polski wydawca