6

Jedno konto by rządzić wszystkimi subskrypcjami. Google idzie po bandzie

Subskrybowanie konkretnych serwisów, zakupowanie prenumerat, podawanie własnych danych w wybranych przez siebie tytułach to często procesy żmudne - wymagające tego, aby podawać za każdym razem swoje dane. Jeżeli nie korzystacie z menedżera haseł, pamiętanie każdej kombinacji (która w każdej usłudze powinna być inna!) może być problematyczne. A co jeśli mielibyście jedno konto rządzące wszystkimi Waszymi subskrypcjami?

Google po raz kolejny chce ułatwić użytkownikom poruszanie się w sieci i na fali coraz częstszych przypadków przenoszenia wysokiej jakości treści za tzw. „paywall” w mediach oferuje nowy mechanizm, który w ramach tylko jednego konta pozwoli nam zarządzać wszystkimi subskrypcjami. Wystarczy, że użyjecie do tego celu adresu założonego w Google, potwierdzicie wszystko swoim hasłem i… gotowe. Również płatność za dostęp do treści zostanie zrealizowana błyskawicznie, bez konieczności podawania karty danych karty kredytowej (o ile ta jest podpięta do konta Google).

Subscribe with Google to odpowiedź na zmiany na rynku wydawniczym

Coraz więcej stron informacyjnych przechodzi na dualistyczny model oferowania treści. Publikacje pogłębione, bardziej ekskluzywne i nazywane umownie „premium” są ukrywane za paywallem i aby je zobaczyć, należy rozpocząć uiszczać co miesiąc jedną, stałą opłatę. W Polsce jest już całkiem sporo serwisów działających w ten sposób i okazuje się, że ten model wcale nie jest taki głupi, jakby się mogło wydawać. Dzięki dobrze skonstruowanemu mechanizmowi paywallowemu, wydawcy mogą m. in. zamortyzować sobie nieco straty wynikające z korzystania przez użytkowników z AdBlocka oraz zaoferować swoim subskrybentom serwis bez dużej ilości materiałów sponsorowanych np. w formie bannerów.

Google

Google natomiast rozpoczęło już współpracę z Financial Times, La Nacion, New York Times, NRC Media, Le Parisien i innymi serwisami informacyjnymi w sieci. Rozmowy z kolejnymi partnerami już trwają i niewykluczone, że wkrótce w tym gronie pojawią się również polskojęzyczne propozycje. W tym momencie jednak nie wiadomo nic na temat rychłego debiutu tytułów z naszego rodzimego internetu.

Czy aby Google nie poczyna sobie zbyt śmiało?

Notka blogowa dotycząca Subscribe with Google wspomina również o tym, iż źródła uczestniczące w tym programie będą dodatkowo eksponowane w wyszukiwaniach. Dajmy na to, szukacie danych dotyczących konkretnego modelu telefonu – jeżeli coś pojawiło się w medium korzystającym z Subscribe with Google na ten temat, to z pewnością nie umknie to Waszej uwadze. Jest to swego rodzaju ukłon Google w stronę tych wydawców, którzy zdecydowali się z nim współtworzyć nową usługę.

Z drugiej strony jednak, może to zostać poczytane jako próba dyktowania użytkownikom co powinni czytać i z jakich źródeł należy korzystać. Akurat o to jestem w tym momencie spokojny, choć muszę przyznać, że gigant w istocie coraz śmielej sięga po kolejne skrawki globalnej sieci.