87

Nienawiść, obelgi, zmasowany atak na stronę. I to wszystko za 7/10 dla nowej Zeldy. Opanujcie się!

Jim Sterling (a raczej James Nicholas Stanton), jeden z najpopularniejszych recenzentów gier przeżywa właśnie atak zarówno na swoją osobę, jak i swoją stronę. Bo wystawił nowej Zeldzie ocenę 7/1/0. O fanbojach, a raczej psychofanach gry, serii czy platformy miałem napisać już wcześniej, ale dziś mam ku temu świetną okazję.

Na początek kilka informacji, o co właściwie chodzi. Wszyscy zachwycają się grą The Legend of Zelda: Breath of The Wild. W recenzjach sypią się maksymalne noty, Metacritic pokazuje średnią 97%, Kamil zagrywa się i poleca, niedługo na Antywebie pojawi się recenzja. Nie wiem z jaką oceną, ale obstawiam naprawdę wysoką notę. Sam grałem za krótko, by się wypowiedzieć, ale tytuł robi wrażenie.

Tymczasem Jim Sterling postanowił wytknąć grze błędy i niedociągnięcia, doprawił recenzję swoimi spostrzeżeniami punktując elementy, które go irytują i dał 7/10. Ma prawo? Ma, w końcu to jego recenzja i jego ocena. Tak przynajmniej mogłoby się wydawać, bowiem zaraz po tym w sieci zaczęły się pojawiać takie wpisy:

Daruję sobie wymienianie obelg, którymi obrzucono Sterlinga, dodam tylko, że jego strona doczekała się nawet ataku DDoS. Tak, dobrze się domyślacie – wszystko za to 7/10 dla Zeldy. Myślałem, że są pewne granice, ale widać w sieci jednak już w ogóle nie istnieją.

Jak wszyscy, to i ja

Serwisy pokroju Metacritic czy Gamerankings mają zawsze dwie strony medalu. Wyciągnięta średnia pomaga na pewno tym, którzy nie mają czasu czy chęci zagłębiać się w recenzje. Jeśli więc nie wiecie co kupić, taka ogólna ocena jest naprawdę przydatna. Pominę kwestie serwisów, których oceny wchodzą w skład średniej, bo to temat na oddzielny tekst. Z drugiej strony wywierają na część recenzentów pewną presję. Bo nikt tak naprawdę nie chce się wyłamać ze schematu, trochę podgląda i sugeruje się ocenami innych. Dlatego tak bardzo lubię, gdy gra trafia do mnie przed premierą, mam czas na zapoznanie się z nią bez wycieków i czyichkolwiek ocen. Wtedy po prostu sam nie psuję sobie obrazu gry ocenami innych, bo jednak po przeczytaniu tekstów chociażby zachodniej konkurencji zdarza się, że zaczynam mieć wątpliwości. Ostatecznie i tak zostaję przy swoim, jednak komfort ogrywania produkcji do recenzji z czystą głową jest dużo większy.

To jest moja ocena

Skoro ja gram, ja recenzuję, ja oceniam, ocena też jest moja. Czy to będzie 5/10, 7/10, 10/10 – wystawiłem ją ja (w przypadku naszej sprawy – Sterling). Można się ze mną nie zgodzić, można się zgodzić. Obronię się w komentarzach lub nie. „Omówienie i ocena dzieła literackiego” – taka jest definicja recenzji w Słowniku Języka Polskiego. O obiektywnych tekstach można pisać długo – jeden recenzent jest fanem serii, drugi jej nienawidzi. Czy którykolwiek nie powinien czegoś recenzować? Dlaczego tylko fan samochodówek powinien recenzować samochodówki? Przecież to gra dla wszystkich. Tak, tego typu komentarze pojawiają się pod recenzjami również w naszym kraju i tak naprawdę nigdy nie wiem co można na nie odpisać. Na szczęście część osób zwraca uwagę na autora recenzji i zna go na tyle, że jest w stanie ocenić, czy mają podobny gust. Wtedy zostaje zaufanie. Oczywiście to znika kompletnie, gdy ktoś wejdzie w tekst z wyszukiwarki Google. Wtedy nie ma znaczenie ani strona, ani autor.

Skoro nowa Zelda została przez Sterlinga oceniona na 7, to na jego stronie, w jego tekście powinna dostać 7. To powód, żeby go obrażać czy DDoSować mu stronę? No skąd – po pierwsze świat się po tym tekście nie zmienił, po drugie można go przecież nie czytać i kompletnie zignorować tę notę. No, ale…

Przecież inni wiedzą lepiej

Najbardziej bawią mnie komentarze i oceny osób, które gry nie widziały na oczy. Naczytały się innych tekstów, wyrobiły sobie opinię i powielają cudze argumenty. Najzabawniej jest przy przedpremierowych recenzjach – od lat odpisuję „grałeś?” i nagle delikwent znika. Pamiętam burzę wokół mojej recenzji ostatniego Need for Speeda. Dałem grze 9/10 – pisząc jednocześnie, że na takiego NFS-a czekałem 11 lat. Recenzja nie powstała we współpracy z wydawcą (co mi oczywiście zarzucano) – gdyby był to „tekst sponsorowany”, odpowiednia adnotacja by się w nim znalazła. W komentarzach nie było wesoło – z częścią zarzutów wobec gry się zgadzam, z częścią nie. Tyle tylko, że to ja grałem z bananem na twarzy, to mi powróciły wspomnienia z obu części NFS Underground, to ja ten tytuł splatynowałem i dziś wystawiłbym tę samą ocenę. To ja zdecydowałem się nie porównywać nowego NFS-a to bardziej rozbudowanych gier o samochodach i to ja czytałem obelgi na swój temat (tak, były, wykasowałem, bo niby co wnoszą do rozmowy?). I – najważniejsze – to ja czekałem na takiego NFS-a 11 lat. Nie Wy, ale ja.

Jeśli ktoś się z moją oceną tej czy innej gry nie zgadza – proszę, od tego są komentarze, ale zachowajmy tam kulturę. Nie podobają Ci się moje teksty/recenzje i nie uważasz, że powinienem pisać o grach? Twoje prawo, nikt do czytania moich tekstów Cię nie zmusza.Podajmy sobie rękę, pożegnajmy – proste. Chcesz pisać sam i zrobisz to lepiej niż ja? Proszę bardzo, mieliśmy niedawno do Antyweba rekrutację i pewnie za jakiś czas pojawi się kolejna (bo przecież co jakiś czas się pojawiają). Wyślij swój tekst, zobaczymy co z tego będzie.

Gryźć do krwi

Przykład ataku na Sterlinga pokazuje, że część osób cały czas nie rozumie, że to tylko gry. Nikt nie pobił im brata, nie okradł domu, nie zrobił krzywdy. Facet napisał recenzję, wystawił grze ocenę niższą niż inni. Ok, tekst przeczytany – można zrezygnować z interesowania się materiałami Sterlinga i iść dalej, sieć jest dużą i ma mnóstwo treści. Ja tak robię. Kiedy się z czyjąś opinią nie zgadzam, przyjmuję ją do wiadomości i żyję dalej. Do głowy by mi nie przyszło żeby kogoś wyzywać (publicznie czy prywatnie) albo atakować mu stronę. Nie robię tego w realnym świecie, nie robię tego w sieci. Możemy podyskutować i nawet jeśli się nie zgodzimy, nic się nie stanie. IEM to co roku świetna okazja do rozmów o grach z innymi recenzentami. Czy kogoś zwyzywałem lub „dałem mu w mordę”? Nigdy, choć z wieloma osobami nie potrafię się zgodzić w wielu kwestiach.

Gry powinny łączyć, a nie dzielić. Bawić, a nie wzbudzać agresję. Jak gracze mają bronić się przed mainsteramowymi materiałami obwiniającymi gry za morderstwa? Sami nie potrafimy się zachować we własnym towarzystwie, pokazujemy agresję we własnej, zamkniętej przecież grupie. Naprawdę warto czasem wyluzować. To ma być przede wszystkim zabawa.