auto tesla model 3
28

Tesla Model 3 sprzedaje się fenomenalnie. To dla firmy wielki sukces czy… problem?

Sprzedaż Tesli Model 3 to obecnie jeden z najgorętszych tematów. Elon Musk od chwili premiery informuje, ilu klientów zapisało się na liście kolejkowej i prawdopodobnie będzie to robił jeszcze przez kilka dni. Media i analitycy patrzą, doceniają i chwalą, ale jednocześnie zadają pytania: co zrobi teraz Tesla? Jak poradzi sobie z tą "klęską urodzaju"? Bez wątpienia można mówić o sukcesie Tesla Motors, lecz jednocześnie warto się zastanowić, czy biznes jest na ten sukces przygotowany.

Liczby rosną, rosną, rosną

Ci z Was, którzy czytali na temat premiery nowej, „taniej Tesli”, zapewne zdają sobie sprawę z tego, że liczba zamówień już podczas pokazu przebiła próg 100 tysięcy. Było to możliwe, ponieważ przedsprzedaż wystartowała rankiem w dniu premiery. Gdy pisałem o tym wydarzeniu, była mowa o 130 tysiącach. Po 24 godzinach Elon Musk informował, że chętnych jest 180 tysięcy, a w sobotę wieczorem, po 3 dniach licznik dobił do 276 tysięcy chętnych. Ponoć firma ma jeszcze podać dane na koniec tygodnia. A potem cisza.

Samochód w najtańszej wersji kosztuje 35 tysięcy dolarów, ale średnia cena pojazdu w zapisach wyniosła 42 tysiące dolarów. Jeżeli liczbę zamówionych modeli wymnożymy przez tę sumę, to zrobi się kilkanaście (blisko 12) miliardów dolarów. To kilka razy więcej, niż wyniosły przychody firmy w roku 2015. Aby ukazać skalę zamówień, warto dodać, że w poprzednim roku Tesla Motors sprzedała około 50 tysięcy samochodów, zdecydowaną większość stanowił Model S. Widać różnicę, prawda?

Od dawna mówi się o tym, że celem Tesli jest sprzedaż 500 tysięcy samochodów rocznie i ten wynik miałby zostać osiągnięty już za kilka lat. Przywołane dane pokazują, że plan jest w zasięgu kalifornijskiego producenta. Przynajmniej w sferze sprzedaży. Bo jednocześnie nie jest pewne, czy firma sprosta zadaniu na płaszczyźnie produkcyjnej.

Sprzedaż Tesli a produkcja

Inwestorzy cieszą się z dużej liczby zamówień, wiele osób bije brawo i głośno mówi „wow”. Po pierwsze, samochód nie jest tani, a i tak sprzedaje się świetnie, po drugie, ludzie stoją po niego w kolejkach, a część z nich wpłaca kaucję, chociaż nie widziała pojazdu, po trzecie, dokonuje tego firma, która nie ma długiej historii i zbyt dużego doświadczenia. Trzeba przyznać, że Musk i spółka robią coś intrygującego, zwiększa się ferment na rynku motoryzacyjnym, konkurencja pewnie jeszcze mocniej przygląda się poczynaniom tego gracza.

Ale spójrzmy na to z drugiej strony: czy firma jest w stanie podołać temu wyzwaniu? Wspominałem już, że wcześniej sprzedaż Tesli nie rzucała na kolana, w jednym kwartale pojawiali się chętni na kilkanaście tysięcy pojazdów. I mimo to nadal są problemy z dostarczaniem Modelu X. Jak producent zamierza sprostać zamówieniom na poziomie setek tysięcy? Można oczywiście powiedzieć, że przecież to zaplanowano, skoro producent chciał sprzedawać kilkaset tysięcy samochodów rocznie. Nie jestem jednak pewien, czy przewidzieli taki sukces „Trójki” już teraz.

Istotne staje się to, czy firma postanowi jakoś podkręcić produkcję (o ile jest to możliwe), by za kilka kwartałów możliwe stało się wytwarzanie większej liczby samochodów niż wcześniej planowano. Musk będzie chciał rozwijać firmę w dotychczasowym rytmie i stwierdzi, że klienci muszą poczekać, czy wyjdzie naprzeciw oczekiwaniom i dojdzie do wniosku, że ludzie nie mogą czekać na samochód zamówiony dzisiaj np. do początku kolejnej dekady? Wszak w tym czasie klienci mogą się rozmyślić.

Zafascynowani czy skuszeni ulgami?

Sprzedaż Tesli komentowana jest na różne sposoby, nie brakuje porównań, przywołuje się np. Apple i stopień przywiązania klientów do tej firmy. Patrząc na to z tego punktu widzenia, można dojść do wniosku, że ludzie poczekają te kilka lat, by mieć w garażu gorącą Teslę i długa kolejka nie jest aż tak wielkim problemem. Wszak na końcu czeka wspaniała nagroda. Nie ma mowy o problemie, bo jeśli Elon Musk powie, że inaczej nie można i jest to ekskluzywny, reglamentowany produkt, to popyt może jeszcze bardziej wzrosnąć.

Warto mieć jednak na uwadze, że wspomniane setki tysięcy chętnych nie zostały bardzo mocno zobowiązane do zakupu. Ludzie wpłacili tysiąc dolarów kaucji, którą można wycofać. Możliwe, że spora część zrobiła to „na wszelki wypadek”, a teraz będą się zastanawiać czy warto czekać. Jaki może być odsetek takich chętnych? Dobre pytanie. Należy też napisać, że przywoływane przez nas niejednokrotnie ulgi podatkowe nie są przypisane do Tesli na stałe – po osiągnięciu pewnego poziomu sprzedaży, zostają one obniżone, a potem znikają. Tesla zbliża się do tego poziomu. Całkiem możliwe, że ludzie ustawili się w kolejkach, bo chcą załapać się na ulgę. A co będzie, gdy ta zniknie?

Nie twierdzę, że chętni nagle odpuszczą. Możliwe, że na miejsce sporej grupy, która zrezygnuje, pojawi się jeszcze większa nowych klientów gotowych na wyłożenie nawet pełnej sumy. Trudno to jednak przewidzieć. Pod tym względem firma sama zrobiła sobie problem wprowadzając taką formę zapisów. Chyba, że to celowe i świetnie przemyślane działanie – można się chwalić sukcesem, jednocześnie klienci nie powinni mieć pretensji, że czekają latami: nie podoba się? Bierz swój tysiąc i znikaj, bo to jest elitarny klub.

Jak już pisałem, dzieje się coś intrygującego. Czekam na wyniki sprzedaży po pierwszym tygodniu. Jeszcze bardziej interesuje mnie to, jak firma zareaguje na swój sukces, jak produkcja odpowie na sprzedaż Tesli. O ile zareaguje…