6

Spotify podejmie spore ryzyko, bo chce… zaoszczędzić

Giełdowe debiuty jednorożców, czyli firm wycenianych na minimum miliard dolarów, zazwyczaj przyciągają uwagę. Duże debiuty, a taki mógłby zaliczyć Spotify, to poważne wydarzenie, o którym byłoby głośno. Z branżowych doniesień wynika jednak, że szwedzka korporacja planuje wykonać ten krok w sposób bardzo niestandardowy. To może zapewnić firmie jeszcze większy szum. Jednak nie o rozgłos w tym wszystkim chodzi - właściciele i decydenci biznesu chcą... zaoszczędzić pieniądze. Ciekawe, choć ryzykowne.

Spotify to dzisiaj bardzo rozpoznawalna marka, przedsiębiorstwo z Północy w ciągu kilku lat zdołało solidnie namieszać w biznesie muzycznym, szczególnie w mechanizmach dystrybucji muzyki. Jedni przekonują, że to przyszłość, że streaming w modelu subskrypcyjnym zwycięży, drudzy kręcą głową na znak protestu i pokazują na liczby: to się nie spina i w końcu runie. Jeszcze inni przyznają rację obu stronom i pytają, co po streamingu, gdy już okaże się niewydolny. Dyskutując tę kwestię spogląda się właśnie na Spotify, bo ta firma rozdaje dzisiaj karty na rynku. Niedawno poinformowała, że ma już 140 mln użytkowników, z czego 60 mln płaci za usługę (nie brakuje powodów, by to robić). Niezły wynik, szczególnie, gdy weźmie się pod uwagę, że ostatnie 10 mln subskrybentów przybyło w niewiele ponad kwartał. Przychody w roku 2016 wyniosły około 3 mld dolarów i były wyższe od tych z 2015 roku o ponad 50%. Jest czego gratulować.

Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że Spotify nie zarabia. Co więcej, korporacja traci spore pieniądze, rok 2016 zamknięto ze stratą blisko 600 mln dolarów. Trudno uznać to za dobry wynik. Zdecydowana większość pieniędzy odpływa z firmy do artystów i wytwórni, środki, które zostają nie wystarczają na rozwój (ten reprezentuje m.in. wprowadzenie podcastów), utrzymanie biznesu i jeszcze możliwość pochwalenia się zyskami. To wymaga zmian. Pytanie, czy są one możliwe?

Ta kwestia może coraz częściej powracać, ponieważ głośny ponownie staj się temat wejścia Spotify na giełdę. Mówi się o tym od kilku lat, tak jest w przypadku każdego jednorożca, lecz tym razem sprawa może być bliska realizacji. Przy tym wzbudza emocje, ponieważ Szwedzi nie chcą podążać drogą Facebooka, Twittera czy Snapchata i nie myślą o IPO, czyli ofercie publicznej – zamierzają wejść na nowojorski parkiet (New York Stock Exchange) „tylnymi drzwiami”. W tym celu prowadzą już ponoć rozmowy z SEC, czyli amerykańską komisją papierów wartościowych i giełd. Urzędnicy pewnie będą wnikliwie przyglądać się propozycjom firmy, bo takie rozwiązanie jest bardzo rzadko stosowane. Tymczasem chce je przeprowadzić firma wyceniana na miliardy dolarów.

Brak IPO oznacza, że Spotify nie sprzeda udziałów po ustalonej cenie przed debiutem – swoje akcje zaoferuje bezpośrednio inwestorom. To oczywiście wiąże się ze sporym ryzykiem i to dla obu stron. Skoro nie jest to bezpieczny model, dlaczego Spotify miałoby podążać w tym kierunku? Odpowiedź może być bardzo prosta: to oznacza wielkie oszczędności. Firma ominie potężną machinę biurokratyczną, dzięki czemu zaoszczędzi czas i górę pieniędzy. Z jednej strony zamieni obecne długi na akcje, z drugiej nie zapłaci za ten proces wygórowanej sumy. O ile oczywiście wszystko pójdzie zgodnie z planem. Nie wiadomo, czy regulator wyrazi na to zgodę, a potencjalni inwestorzy będą zainteresowani propozycją.

Spotify nie potrzebuje IPO, by zyskać środki, bo te póki co posiada (z wcześniejszych rund finansowania i abonamentów). Firmie nie jest też potrzebny rozgłos towarzyszący debiutowi, ponieważ tej marki nie trzeba szerzej przedstawiać. Decydenci są najwyraźniej pewni swego i nie zamierzają płacić komuś sporych środków za gwarancję powodzenia całego procesu. Igrają z ogniem, ale wydaje im się, że wszystko jest pod kontrolą. Ponownie widzimy niesztampowe podejście do procesu rozwoju firmy. Na rynku muzycznym to zadziałało (chociaż pisałem, że zdania są podzielone), przekonamy się, jak będzie w sektorze finansowym. Rozwiązanie tej zagadki moglibyśmy poznać jeszcze w tym roku.

  • Alot

    Spotify chce zamienić długi na akcje czyli potrzebuje kasy.
    Tej kasy, której nie będzie musiało oddawać, gdy dług zniknie.

    • Może i nie chciałoby się pozbywać tego długu, gdyby nie jego struktura – z każdym rokiem będzie bardziej ciążył. Sęk w tym, że nie spieszy się aż tak, by podejmować takie ryzyko.

  • Lukasz

    Na czym to polega,co roku traci się setki milionów dolarów,a firma wciąż działa,jak to się utrzymuje? Wyceniona jest na miliard,a w ubiegłym roku na minusie 600 milionów?????

    • Danax

      Sztuczki księgowe, jazda na długach u inwestorów omaminych wizją przyszłych zarobków w zamian za udziały.

    • Piotr Potulski

      Gdyby interes był bardzo zyskowny i mało ryzykowny to brali by kasę z banków a nie z giełdy.

    • Kasa od inwestorów – sam Uber pozyskał miliardy dolarów i może dzięki temu działać przez lata.