Pierwsze zapowiedzi Far Cry Primal były zaskoczeniem. No bo jak to - seria przenosi się do czasów prehistorycznych, nie będzie karabinów? Za to z łukami, włóczniami, polowaniem na zwierzynę i jeżdżeniem na mamutach. Mimo materiałów przedpremierowych i oswojenia się z tą myślę, pierwszych kilka godzin spędzonych z grą wciąż były dla mnie zaskoczeniem. Najważniejsze jednak, że pozytywnym. Nie jestem pewien, czy w tym właśnie kierunku powinna iść popularna seria, ale bawiłem się przy Primal naprawdę nieźle i doceniam trud włożony w pokazanie tego pięknego i oryginalnego świata.

Pierwsze, co rzuca się w oczy po włączeniu Far Cry Primal to piękne Oros, czyli kraina, w której przyjdzie nam żyć. Piękne okolice, zmienne pory dnia, roślinność, zwierzyna – świat żyje własnym życiem. Wcielicie się w postać Takkara, zwykłego jaskiniowca, którego plemię przestaje istnieć. Postanawia on nie tylko przeżyć, ale również odbudować swoją społeczność. Far Cry Primal to próba przeżycia w prehistorycznej krainie, połączona z tworzeniem i rozbudowywaniem wioski oraz sprowadzaniem do niej kolejnych postaci, dzięki którym do przodu popychana jest nie tylko opowieść, ale również rozwój umiejętności bohatera i możliwości tworzenia nowych przedmiotów.






















Zapytacie pewnie o historię. A ja nie wiem co odpowiedzieć, jej po prostu nie ma. Tworzymy nowe plemię, wypełniamy misje, często polegające na zebraniu lub przyniesieniu konkretnych przedmiotów, czasem na zabiciu wrogiej grupy. I tyle. Minus? Niekoniecznie, raczej konsekwencja. Patrząc na to, jak porozumiewają się jaskiniowcy nie wierzę, że można było utkać z tego fajną, wciągającą opowieść ze zwrotami akcji. I myślę, że warto o tym pamiętać oceniając nową produkcję Ubisoftu.

Ciężkie życie jaskiniowca

W większości FPS-ów wcielamy się w twardziela, który doskonale potrafi władać każdego rodzaju bronią, a w dodatku ma jej zawsze pod dostatkiem. Takkar swoją przygodę zaczyna natomiast „na smutno”, praktycznie bezbronny, dopiero pierwsze poszukiwania dają mu możliwość stworzenia podstawowej broni. Mimo tego przez pierwsze godziny jest praktycznie bezbronny i może sobie pozwolić na starcia z jednym-dwoma przedstawicielami wrogiego plemienia oraz zapolować na mniejsze zwierzaki. I w zasadzie mimo zdobywania nowych umiejętności, oswajania nowych zwierząt i umiejętności tworzenia nowych broni, nigdy nie staje się prehistorycznym Rambo, który kładzie w kilkanaście sekund dziesiątki przeciwników.

Far Cry Primal

Przetrwanie jest jednym z podstawowych elementów Far Cry Primal i nadaje grze charakteru. To od Waszej odwagi i rozgarnięcia zależeć będzie, czy przeżyjecie. Nie polecam polowania w nocy, po okolicy biega wtedy najwięcej drapieżników, a wataha wilków nie jest tym, co chcecie spotkać w świetle księżyca. Fajnie, że w grze pojawiają się takie smaczki, jak strach zwierzyny przed ogniem – pamiętajcie, że czasem warto podpalić strzałę czy maczugę, rozniecić płomienie po okolicznej roślinności. Zdarzały się sytuacje, w których ratowało mi to życie, a agresywne zwierzęta po prostu uciekały.

Far Cry Primal nie stawia na otwartą walkę i warto o tym wiedzieć już od pierwszych minut. Po pierwsze – atakowanie grupy zwierzaków, które nie są przestraszonymi sarenkami, prawie zawsze skończy się śmiercią. Naprawdę, nie żartuję – walka z jednym małym mamutem bywa czasem kłopotliwa, a co dopiero z całym ich stadem, które nie zamierza stać bezczynnie i patrzeć na nasze polowanie. W przypadku starć z wrogim plemieniem Udam nie jest wcale lepiej, tu naprawdę nie ma miejsca dla Rambo. Strzał z łuku (najlepiej w głowę), ucieczka za kamień, rzut dzidą, najlepiej podpaloną, znów przyczajka i szybki kęs mięsa przywracającego pasek życia, a potem powtarzamy schemat. Nie czujcie się też zbyt pewnie w towarzystwie zwierząt – oswojony pupil owszem, jest bardzo pomocny, ale też potrafi zginąć, a jego uleczanie kosztuje nas mięso, które przy większych akcjach bardzo szybko się kończy. Zawsze kiedy jest taka możliwość, starajcie się przejmować wrogie wioski i wypełniać misje gdzieś z ukrycia, jest po prostu łatwiej (wiem co mówię, zawsze biegnę na tak zwanego Jana i tłukę wszystkich naokoło).

Far Cry Primal

Wspomniałem o zwierzętach i nie sposób o nich zapomnieć. Wraz z rozwojem bohatera, uzyskamy możliwość oswojenia nowych przedstawicieli świata Primal. Kiedy nam się to uda, będziemy ich mogli wzywać na pomoc, traktując jak towarzyszy przygody. Taki pomocnik przyda się przy polowaniu i przy walce z innymi drapieżnikami lub plemieniem Udam. Przydatka jest też sowa, działająca niczym dron zwiadowczy. Pomoże zaznaczyć przeciwników albo przeprowadzić szybki atak z powietrza, najlepiej wykorzystać go na końcu starcia, gdy trudno znaleźć kilku ostatnich, ukrytych w krzakach wrogów.

Adam Słodowy, czyli zrób to sam

Bardzo podoba mi się sposób, w jaki Ubisoft podszedł do tematu broni i ekwipunku. Poza pozostawionymi przez niektórych przeciwników (lub rozrzuconymi w wiosce) strzałami czy dzidami, nie znajdziemy w świecie Far Cry Primal żadnego gotowego oręża. Zamiast tego czeka Was żmudne zbieranie kamieni, patyków, gałęzi i innych podobnych przedmiotów głównie po to, by stworzyć sobie z nich broń. Skończyły się strzały? Można je stworzyć samemu, trzeba mieć jednak odpowiednie przedmioty, w dodatku w odpowiedniej ilości. Jakby tego było mało, część broni potrafi się psuć, dlatego nie nastawiajcie się, że raz zmajstrowana maczuga starczy na długo. Nie zapominajcie jednak, że po przejęciu jakiejś placówki, znajdziecie tam specjalne skrzynie, w których poukrywano całą masę półproduktów, naprawdę warto tam zaglądać. Bo nawet do przywołania oswojonego zwierzęcia coś będzie potrzebne.

Postępy w grze to również nowe umiejętności craftingu, dzięki czemu co jakiś czas rozszerzycie swój arsenał, choć zestaw maczuga, dzida i łuk to podstawa, od której nie uwolnicie się przez całą przygodę. Uwielbiam łuki w grach i w przypadku Primal jestem bardzo zadowolony z tego, jak to urządzenie działało. Owszem, liczyła się przede wszystkim celność, ale czasem strzała leciała gdzieś obok przeciwnika, a i tak odnosił obrażenia – nie wiem czy to bug, czy konsolowe ułatwienie.

Mam też dla Was bardzo dobrą radę. Zbierajcie absolutnie wszystko i absolutnie wszędzie. Kamienie, listki, skóry, mięso – wszystko. Przedmioty potrzebne są nie tylko do tworzenia broni czy amunicji do nich, ale również rozbudowywania wioski. Przygotujcie się też na poszukiwania chociażby rzadkich liści, obecnych jedynie w odległych miejscach – czasem tylko dzięki nim uda się coś stworzyć. Polujcie też odpowiednio często, pełna torba mięsa to podstawa przy każdym starciu.

Far Cry Primal

Werdykt

Far Cry 4 nazywano dodatkiem do świetnej trójki. Teraz też widzę, że ludzie doszukują się podobieństw twierdząc, że Primal to po prostu czwórka w trochę innej oprawie. Nie jestem w stanie się z tym zgodzić, nie czułem tu aż tak dużo FC jak się spodziewałem. Podziwiam odwagę Ubisoftu, bo przeniesienie serii kojarzącej się przede wszystkim ze strzelaniem do uniwersum z dzidami i łukami było ryzykowne. Ale udało się, Far Cry Primal wciąga, pozwala naprawdę oderwać się nie tylko od codzienności, ale również większości konkurencyjnych FPS-ów, w których od kilku lat przewijają się najnowsze karabiny, egzoszkielety, drony i EMP.

Jasne, powtarzają się tu mechanizmy i schematy znane z FC3 i FC4, ale po pierwsze trudno żeby jakakolwiek firma z dorobkiem robiła wszystko od zera, po drugie większość rozwiązań świetnie się tu sprawdza i naprawdę fajnie widzieć, że ktoś potrafi przemodelować model walki tak, by z karabinów i granatów zamienić oręż na łuki i maczugi.

Far Cry Primal kupił mnie widokami i klimatem, którego już dawno nie widziałem w popularnych grach AAA. Żałuję, że historia jest taka słaba, a i przy mechanice można było trochę posiedzieć. Ale te blisko 20 godzin spędzone w skórze jaskiniowca będę miło wspominał, bo to po prostu fajna podróż do pięknego świata. Mam nadzieję, że Primal stanie się serią.

Ocena: 8/10

Kup Far Cry Primal w Avans.pl. Kliknij!