0

Spersonalizowane bajki dla dzieci, wirtualne pulpity i zrzutka na prezenty – tym trzem polskim startupom mocno kibicuję

Miałem przyjemność uczestniczyć odbywającej się w Paryżu Viva Technology, największej imprezie startupowej w Europie, wystawiło się tam aż 5 tysięcy startupów. Na imprezę zaprosiło mnie Orange, które w swoim inkubatorze Orange Fab ma kilka polskich pomysłów, z których przedstawicielami miałem przyjemność porozmawiać.

Impreza startupowa różni się od MWC czy targów IFA, nawet jeśli odbywa się w wielkiej hali. Choć wystawili się tam też giganci pokroju Google, Facebooka czy PlayStation (ze swoim PSVR), większość stanowisk stanowili mniejsi wystawcy, którzy w swoich budkach mieli tylko dwie rzeczy – laptopa i pomysł na aplikację lub usługę. Jednym z inkubatorów, w których mogą rozwijać się tego typu projekty jest Orange Fab.

I choć każda z firm dogaduje się na innych warunkach, ogólna koncepcja jest prosta. Orange analizuje jak może przenieść pomysł na grunt swoich usług i jeśli obie strony są zgodne, rozpoczyna się współpraca, której efekty widzą abonenci/klienci sieci. Miałem okazję zobaczyć wewnętrzny pitch, na którym 15 z 50 znajdujących się w Orange Fab startupów przez 2 minuty opowiadało o swoim pomyśle. Byli tam też Polacy i choć nie wszyscy wzięli udział w prezentacji, miałem porozmawiałem z nimi o ich startupach.

Deskdoo to wirtualny pulpit przeznaczony do zdalnej pracy w zespołach. Wszystko działa w oparciu o przeglądarkę internetową, nie ma więc potrzeby instalowania dodatkowej aplikacji. Wirtualne biurko wygląda na rozwiązanie świetnie nadające się do zespołowej pracy na konkretnych projektach – chociażby dlatego, że cała grupa ma wizualny podgląd działań pozostałych, może więc śledzić wszelkie zmiany. Deskdoo symuluje w pewien sposób cały system operacyjny, umożliwia również korzystanie ze wszelkiej maści programów biurowych. Część z nich to narzędzia Google do pracy grupowej, część opiera się natomiast na rozwiązaniach typu ORO CRM. Widziałem na przykład autorskie rozwiązanie przypominające i działające na tej samej zasadzie co Trello, podejrzewam więc, że niezależnie od rodzaju przedsiębiorstwa zainteresowanego Deskdoo, każdy dobierze sobie odpowiedni pakiet programów, na których będzie chciał pracować.

Elastyczny wydaje się również sposób współpracy – firmy mają płacić za pojedynczego użytkownika korzystającego z Deskdoo, przy czym ostateczna cena zależy od tego, czy firma zdecyduje się na własny hosting, czy będzie chciała skorzystać z firmy zewnętrznej. Nic nie będzie również stało na przeszkodzie by poszerzać katalog wirtualnych programów wykorzystywanych na wirtualnych pulpitach – będzie je można dokupić. Deskdoo ma jedną kluczową cechę, o której trudno nie wspomnieć – chmura, na której działa wirtualny system jest prywatna – wydaje się więc idealnym rozwiązaniem dla firm, które na pierwszym miejscu stawiają prywatność, bojąc się o wycieki danych.

iWisher to z kolei aplikacja konsumencka, dzięki której użytkownicy tworzą listę prezentów, by później przeprowadzić grupową zbiórkę. Tytułowy iWish to wirtualne marzenie, które w założeniu ma być spełnione siłą nabywczą kilku osób, chociażby przyjaciół czy rodziny. Może być to zarówno produkt, jak i usługa – skok na bungie czy lot balonem. Na pierwszy rzut oka wygląda to trochę jak zbiórka społecznościowa albo próba przeniesienia do aplikacji zwykłej zrzutki znajomych na przykład na prezent urodzinowy, tymczasem najciekawszy wydaje się być koniec takiej zbiórki.

Otóż wyobraźcie sobie sytuację, w której „marzeniem” jest tablet, który kosztuje w sklepach równo 2 tysiące złotych, a Wy zebraliście jedynie 1850. Niby sprawa przegrana, tymczasem iWisher współpracuje z wybranymi sklepami i przedstawia im Wasze życzenie oraz kwotę jaką udało Wam się zebrać. W tym momencie wspomniane sklepy przejmują pałeczkę i niejako walczą o klienta, próbując tak dostosować na przykład swoją marżę, by obie strony były zadowolone. Wygląda to trochę jak aukcja, tyle tylko, że to nie kupujący, a właśnie wspomniane sklepy biorą w niej udział. Pomysł wydaje się niezły, szczególnie że zbiórka nie musi być tylko grupowa. iWisha może założyć również pojedyncza osoba, odkładać na nim pieniędzy na konkretny cel, a następnie wystawić go na aukcję dla sklepów – fajny pomysł, dzięki któremu może uda się coś kupić taniej.

Największe wrażenie zrobiła na mnie jednak aplikacja przeznaczona dla…dzieci. Wise Stories to spersonalizowany gamebook, w którym dziecko staje się bohaterem fabuły. Innymi słowy mamy wirtualne bajki, w których jesteśmy w stanie ustalić imię głównego bohatera, a następnie dokonywać wyborów, które przekładają się na dalszy ciąg opowieści. Podstawą merytoryczną Wise Stories jest bajkoterapia oraz bajkoedukacja, które opracował amerykański psycholog i naukowiec Bruno Bettelheim. Wise Stories nie są zwykłymi opowieściami dla dzieciaków, choć gdyby patrzeć na nie tylko w taki sposób, bardzo dobrze się z tego zadania wywiązują. Fajne historie, bardzo ładna kreska ilustracji – sęk w tym, że za całym projektem stoi coś więcej. Otóż Wise Stories ma za zadanie rozprawić się z lękami najmłodszych – niech przykładem będzie chociażby strach przed ciemnością. Każda z opowieści w tej kategorii ma pomóc dziecku przezwyciężyć lęk, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że nad bajkami czuwa dziecięcy psycholog. Oczywiście trudno żeby sam pisał historie – od tego jest odpowiedni copywriter – jednak pracując taki duet wspólnie układa taką historię, by spełniała swoją „misję”. Jako ojciec kilkulatka doskonale wiem, że wirtualne bajki skupiają uwagę najmłodszych i nie ukrywam, że zdarza mi się czytać je właśnie w takiej formie. Nie miałem niestety okazji przetestować Wise Stories na swojej latorośli, jednak jestem prawie pewien, że pojawienie się jego imienia w bajce sprawi, iż będzie nią bardziej zainteresowany. Podobnie zadziałają wybory, bo to on będzie decydował o tym, jak zachowa się bohater. Jestem zdania, że trzeba z dzieciakami rozmawiać zarówno o problemach, jak i lękach czy uczuciach, a jeśli będę mógł robić to przy pomocy wirtualnej książki – biorę ten pomysł bez zastanowienia.

Za mniej więcej trzy tygodnie testowa wersja powinna pojawić się w AppStore, na pewno ją sprawdzę i opiszę na łamach Antyweba. Podoba mi się też model dystrybucji, jaki ma być efektem współpracy twórców Wise Stories i Orange. Otóż firmy planują abonament (w wysokości około 4,99 zł miesięcznie), który umożliwi dostęp do nowych opowieści, dodawanych do aplikacji regularnie. Fajnie, że twórcy nie celują jedynie w polski rynek, bajki będą dostępne również w innych językach – nie dość więc, że skorzystają z nich dzieciaki na całym świecie, to mam wrażenie, że Wise Stories może też pomóc w nauce chociażby angielskiego. I jeszcze jedno – rodzice będą mogli tworzyć opowieści samemu, zobaczymy jak ten pomysł sprawdzi się w praktyce.