37

Solo media czyli czy jesteś medialnym snobem?

Bardzo fajny komentarz co do zachowań na serwisach takich jak twitter (w naszym przypadku dotyczyć to będzie blipa lub flakera) poczynił Perry Belcher w swoim video poście. Czy naprawdę kogoś jeszcze zaskakuje, że niektórzy wykorzystują social media do promowania własnej osoby? Z drugiej strony czy jeśli nasz przykładowy „dobry” bohater czyli Guy Kawasaki śledzi na twitterze 32 tysiące osób to czy ktoś wierzy, że czyta on […]

Bardzo fajny komentarz co do zachowań na serwisach takich jak twitter (w naszym przypadku dotyczyć to będzie blipa lub flakera) poczynił Perry Belcher w swoim video poście.




Czy naprawdę kogoś jeszcze zaskakuje, że niektórzy wykorzystują social media do promowania własnej osoby? Z drugiej strony czy jeśli nasz przykładowy „dobry” bohater czyli Guy Kawasaki śledzi na twitterze 32 tysiące osób to czy ktoś wierzy, że czyta on to co ci wszyscy ludzie piszą i aktywnie uczestnicz w kontaktach z nimi ?(chociaż w przypadku Kawasakiego który powiedział ostatnio, że gdyby na tydzień miał z rezygnować z twittera lub telefonu to wołałby wyłączyć telefon wszystko jest możliwe).

Ciekawy jestem waszych opinii na ten temat – czy też jesteście medialnymi snobami?

  1. Dominik Koza napisał(a):

    Automatycznie dodawaj do obserwowanych tych, którzy Cię obserwują? Niezła bzdura.

  2. Pobe napisał(a):

    To że ja kogoś obserwuje nie oznacza, że on musi obserwować mnie. I vice versa… Nie wysyłam zaproszeń do obserwowanych jak niektórzy na naszej klasie…

  3. Paweł Zinkiewicz napisał(a):

    ^ Powyższy komentarz definiuje social media w tym kraju. Na nic lepszego niż wykop z bandą nastolatków głosujących na debilne filmiki i blokujących wszystko co może być wartościowe nas jak widać nie stać.
    Z Twittera dowiaduję się codziennie tylu rzeczy, że nawet nie warto zaczynać dyskusji jak ważny i wartościowy to serwis. I tak. może i to jest glupie, że każdy każdego obserwuje, ale przy okazji i miłe. Tak po prostu, nie-po-polsku miłe.
    I naprawdę Twitter to nie Blip. Na Blipie w dyskusji uczestniczy wiele osób o ile dotyczy ona pokacycków, na Twiterze ludzie dzielą się ciekawymi linkami i pomagaja innym, bo wiedzą że to narzędzie do promocji własnej osoby i własnych produktów. A blip to ciągle mini blog.

  4. ;) napisał(a):

    gosc jest chyba bardzo samotny albo niedowartosciowany :(

    Czy naprawdę kogoś jeszcze zaskakuje, że niektórzy wykorzystują social media do promowania własnej osoby

    mnie, bo niby na czym polega to promowanie, jesli ktos jest kevinem rosem to raczej chce zachowac resztki prywatnosci i promowac sie nijak nie musi

  5. Dominik napisał(a):

    Panowie, zdajmy sobie sprawę z jednego – mówimy tu o dwóch zupełnie różnych światach… Polska – USA to nie social media w tym samym wydaniu.. jesteśmy – póki co – jedynie nieudolną kopią zachodnich pomysłów, bardzo mocno ograniczoną językiem. Nawet samo porównanie mikrocelebrytów pokroju Kevina Rose’a, którego obserwujący sięgają dziesiątek tysięcy, a naszego lidera Tomka Topę, którego obserwuje chyba coś ponad 200 osób mówi samo za siebie…
    Tutaj Koza ma racje, że u nas blip służy bardziej mikroblogowaniu, więc jakby dodawanie obserwowanych to nie szukanie znajomości i kontaktów tylko zwykłe mini „dodawanie ulubionych blogów do czytnika”… Takiego Antyweba ma w RSS 4000 osób i dlatego Grzegorz ma codziennie przeglądać wpisy na 4000 innych blogów? Idiotyczne…
    Natomiast z Pawłem zgodzę się co do spostrzeżenia o wciąż niesamowitym upośledzeniu internetu w polskim wydaniu…

  6. Dominik napisał(a):

    @ ;)
    no to właśnie przykład tego upośledzenia – polscy mikrocelebryci w dużej mierze są znani z tego, że są znani :)

  7. nrafal napisał(a):

    Nie rozumiem tego gościa – jeśli zaczynam kogoś śledzić to dlatego, że uważam, że ma coś ciekawego do powiedzenia i chętnie go posłucham. To nie znaczy automatycznie, że on ma słuchać mnie i wcale tego nie oczekuję.

    Poza tym to trochę głupio powiedzieć, że jeśli kogoś obserwuje 70000 osób w stosunku do 1000 obserwowanych to to jest egocentryzm. 1000 osób kontra 1 człowiek to już też jakieś social mimo wszystko.

  8. Dominik Koza napisał(a):

    @Paweł Zinkiewicz:
    rozumiem, że jak Ciebie obserwuje nagle więcej osób niż Ty sam obserwujesz, wtedy automatycznie dodajesz tych, co Cię dodali? Czemu więc po prostu cały social się nie doda wzajemnie od razu? Przecież w pewnym momencie, zgodnie z postawą, której się trzymasz, wszyscy i tak się wzajemnie dodadzą, bo przy takich założeniach nie ma miejsca na selekcję osób, które chcesz obserwować.

  9. peter napisał(a):

    w ogóle takie portale to bzdura, kto ma czas na takie rzeczy? lepiej przeczytać dobrą książkę.

  10. Grzegorz Marczak Grzegorz Marczak napisał(a):

    W jednym się z Pawłem zgadzam – Blip poszedł w inną stronę niż Twitter, nie wiem czy to kwestia zasięgu (podejrzewam, że też)?

  11. dc1 napisał(a):

    Gdyby porownywac klony, to Blip jest jednym z tych nie udanych. NK, Wykop osiagnely spory sukces, za to jedynym sukcesem Blipa jest zakup przez GG. Autorzy wykorzystali moment i tyle. O sukcesie nie ma mowy, w zasadzie, nie ma go nawet co porownywac juz do Twittera, bo to zupelnia inna bajka.

  12. Łukasz Sobek napisał(a):

    Po co jechać po blipie? Oczywiście autorzy mają duży wpływ na to jaki będzie. Jest taki jakim go zrobiliśmy i tyle. Gdyby na wykop weszła grupa ludzi, która się interesuje tym serwisem z innej strony wykopywane byłoby też coś innego niż śmieszno-straszne rzeczy. Na flakerze po przejrzeniu filmiku dodałem wszystkich mnie obserwujących – nie było ich dużo, ale jest to najszybszy sposób na powiedzenie „dziękuję”. Jak ludzi zrobi się za dużo też założę sobie drugi profil, ale nie znaczy to, że przestanę dziękować ludziom za to, że dodali mnie do flakera. Zwyczajnie – też ich dodajesz, tak społecznie.

  13. Paweł Zinkiewicz napisał(a):

    @Dominik Koza – nie, ja się na Twitterze ograniczam do leechowania i dodaje po prostu ludzi których blogi czytam. To, że oni mnie do siebie dodają uznaję za miły fakt i nic więcej. Nie widzę w tym bzdury i nie oburzam się. Skoro obserwuję wielkich to mniejsi zaczynają obserwować mnie, bo wiedzą że większość osób doda także i ich do obserwowanych, a dzięki temu będą mogli się promować i docierać do większej ilości ludzi, chociażby ze swoimi tekstami na blogu. Full circle.

    a to że u nas każdy link jest zły, każdy artykuł za słaby, a każda osoba która cię obserwuje nie zasługuję na to żeby być obserwowana, uważam ze jeden wielki kompleks polskości.
    Nikt nie czepia się Blipa, że jest jaki jest, po prostu skoro większość pisze bzdury i rozmawia ze sobą o bzdurach, to każdy nowy mysli że tak trzeba. Na Twitterze obowiązuje to samo, tylko tam większość nie pisze bzdur. Oczywiście są osoby opowiadające co jedza i piją przez cały dzień, ale nie są to ci wielcy których się obserwuje bo wie się, że dzięki temu dowiesz się czegoś wartościowego.
    Na blipie nie ma takich osób. Mam nadzieję że *jeszcze* nie ma po prostu.

  14. Dominik Koza napisał(a):

    @Paweł Zinkiewicz:
    cytuję Twoją wypowiedź – „Skoro obserwuję wielkich to mniejsi zaczynają obserwować mnie, bo wiedzą że większość osób doda także i ich do obserwowanych, a dzięki temu będą mogli się promować i docierać do większej ilości ludzi, chociażby ze swoimi tekstami na blogu. Full circle”. Rozumiem, że to się nazywa prawidłowo rozumiane social?

    Innymi słowy, w pewnym momencie obserwujesz tak dużo osób, których nie znasz, które podrzucają kolejne linki do nowej kolekcji Avonu, że tak naprawdę ich nie czytasz? Dla mnie blip to źródło ciekawych linków, kontakt ze znajomymi. No, ale każdy może go traktować jak chce.

    @Łukasz Sobek:
    mam wrażenie, że pokazałeś, co znaczy olewać tych, którzy Cię obserwują, cytuję – „Na flakerze po przejrzeniu filmiku dodałem wszystkich mnie obserwujących – nie było ich dużo, ale jest to najszybszy sposób na powiedzenie “dziękuję”. Jak ludzi zrobi się za dużo też założę sobie drugi profil, ale nie znaczy to, że przestanę dziękować ludziom za to, że dodali mnie do flakera. Zwyczajnie – też ich dodajesz, tak społecznie”.

    Czyli: dodajesz do obserwowanych, skoro ktoś Cię dodał, ale tak naprawdę robisz komuś łaskę, bo dla wartościowych kontaktów założysz sobie drugie konto.

    Panowie, jaja sobie robicie?

  15. Paweł Zinkiewicz napisał(a):

    @Dominik Koza – przypominam, że można w każdej chwili przestać obserwować i robiłem to już wielokrotnie, np gdy większość twittów była w stylu „@ktostam dzieki za dodanie do obserwowanych.jesteś zajebiaszczy.”
    Częściej jednak zdarzało mi się znaleźć ciekawą osobę tylko dlatego że ona zaczęła mnie obserwować pierwsza bo ja obserwowałem liderów.Póki co czerpię korzyści z dodawania większości do obserwowanych bo do tego używam Twittera. TweetDeck jest włączony cały dzień i sprawdzam sobie co jakiś czas ciekawe linki czy artykuły na blogach które ktoś przeetwetował (bo wiecie, liderzy często dostają różne linki od początkujących, i jak coś przetweetują to dany blog czeka duży skok ogladalności).
    Z kolegami sobie gadam na gg albo ide na piwo.
    W zasadzie nie mam pomysłu jak wykorzystać blipa, bo nie ma tu osób które chcą czytać to co pisze, a reklamowanie bloga sensu nie ma, bo zainteresowani i tak go maja readerze. Więc póki co wychodzi pierdu pierdu i gadka o niczym.
    Dla Ciebie blip to drugi irc, ok, możesz go wykorzystać jak chcesz.

    BTW: ja np, usunąlem ^fanatyka z obserwowanych bo w 99% przypadków poruszał się i rozmawiał w swoim gronie osób, pisząc o sprawach w zasadzie. prywatnych. Poczułem że mnie to nie interesuje i ciach. Jego bloga tak czytalem jak czytać zamierzam, bo lubie, po prostu.

    I nie, nie robię sobie jaj, nie wiem jak Łukasz :)

  16. Jacek Gadzinowski napisał(a):

    Porownywanie naszego polskiego grajdołka ze swiatem troche nie na miejscu.
    Bariera jezykowa i duzy polski rynek wewnetrzny, powodują to ze Ebay, Facebook, Twitter, Digg nie sa popularne a mamy ich polskie odpowiedniki ktore radza sobie … (zalezy jeszcze co jest wyznacznikiem sukcesu).

    Twitter juz dawno sie umasowil, stal sie „ludowy” i ma swoje prawdziwe gwiazdy – stad sposob korzystania moze i jest inny. Wiecej linkow, inicjatyw ktore mozna dostrzegac, ludzie wrzucaja bardziej wartościowe materialy a nie statusy o myciu zebow czy jedzeniu ciastek. Sprawy prywatne, cycki czy koty – pewnie tez tam sa, tylko nie sa tak widoczne.

    Co do Blipa, mniejsze srodowisko – to i bardziej widoczne sa niszowe i prywatne sprawy. Pokacycki czy pokakota, kregi adoracji… choroba wieku dziciecego :) Nie ma co wywnetrzac sie na Blip, ale mu dopingowac by sie rozwinął (Marcin chyba nad tym własnie pracuje).
    Tak po prawdzie, jesli Blip ma sie zmienic, umasowic musi wyjsc poza swoja zagrode. Na razie swoja hermetycznością nie przekonał duzo wiekszego grona potencjalnych uzytkownikow. To taki dzisiejszy IRC, usenet lub fora na BBS’ach dla wtajemniczonych.

  17. Dominik Koza napisał(a):

    @Paweł Zinkiewicz:
    po tym, co piszesz nasuwa mi się porównanie – wymiana komciów na blogaskach. To na pewno dobra zabawa dla wielu osób, nikt nikogo nie zawiedzie, są niepisane zasady wśród nastolatek, że należy skomentować na blogu osoby, która u Ciebie skomentowała itd. Na pewno to spójny system, jedni w to wchodzą, inni pozostają „snobami”.

    @Jacek Gadzinowski:
    zdajesz sobie sprawę, że właściwie nie odniosłeś się do tematu? Bo temat to nie treść na blipie, a dodawanie do obserwowanych.

  18. Jacek Gadzinowski napisał(a):

    Dominik@ – odnioslem sie ogolnie do tego typu komunikatorow.

    Natomiast w kwestia „dodawania do obserwowanyh” – moim zdaniem to taki krag wzajemnej adoracji. Dyszka za dyszke na epuls, lub „komcia za komcie” na blogaskach/fotce. Snobizm, dowartościowanie, ego – jak zwał tak zwał.

  19. Marcin Jagodziński napisał(a):

    @paweł zinkiewicz:

    „Na Blipie w dyskusji uczestniczy wiele osób o ile dotyczy ona pokacycków, na Twiterze ludzie dzielą się ciekawymi linkami i pomagaja innym, bo wiedzą że to narzędzie do promocji własnej osoby i własnych produktów. A blip to ciągle mini blog.”

    jakiś dowód na tą odważną i bzdurną tezę?

    http://blipcast.pl/drogiblipie

    strona długo się ładuje, ciekawe dlaczego?

  20. Krzysztof Lis napisał(a):

    @Dominik Koza: niekoniecznie trzeba od razu komentować, ale warto zajrzeć na ich bloga. I do tego samego sprowadzałoby się obserwowanie obserwujących. Jak blog (wpisy na blipie) nie będą ciekawe, to nie będziesz go więcej odwiedzać (obserwować).

  21. Grzegorz Marczak Grzegorz Marczak napisał(a):

    http://blipcast.pl/dobranoc lub słucham – też jest dużo wpisów z tym tagie czy o czymś to ma świadczyć?

  22. dc1 napisał(a):

    „Ekspertom” od Blipa trudno przyznac sie do porazki. Zamiast popularnego serwisu a’la Twitter jest jakis karzel ktory wyladowal jako dodatek do GG i z ktorego korzysta nikly procent uzytkownikow.

    Dzisiaj moge zalozyc sie, ze Blip nie przyniesie zadnych dochodow, a za 2-3 lata nikt o nim nie bedzie pamietal.

  23. Dominik Koza napisał(a):

    Nie mam pojęcia, co się będzie działo z blipem, ale widzę, że pięknie temat schodzi z początkowo zaproponowanej przez wpis ścieżki. Jednak trudno dyskutować z tezami, że twitter i blip mają służyć właściwie tylko i wyłącznie promocji osób lub (uwaga!) produktów. Nie mówię temu nie, widzę te zastosowanie, ale żeby social sprowadzać do tego? To ja jednak podziękuję za takie rozumienie serwisów społecznościowych. Niemniej Pawło Zinkiewiczowi życzę udanego lansu. :)

  24. Asen napisał(a):

    Coś jest na rzeczy. Blip czy Pinger nie służy mi… jak Nasza Klasa do kolekcjonowania znajomych, ale zmieniłem trochę zdanie, dodaje na próbę osoby, które mnie dodały – ale nie mam skrupułów po jakimś czasie przesiewać to sito.

  25. Asen napisał(a):

    Wytłumaczcie mi łopatologicznie na czym polega przewaga twittera nad blipem. Czy jakieś techniczne opcje, nieziemskie i amerykańskie? Czy po prostu rzesza ludzi, z których łatwiej wybrać cenne dla mnie źródła.
    Postawmy miliard Chińczyków i od razu poziom wzrośnie.
    Może ktoś opisze twitter.owy wzór cnot na jakimś przykładzie? Jak pisać, żeby inni cie kochali. (Bo ja nieangielskojęzyczny jestem, i żadne zachwyty nad twitterem nie przełożą się na moje zainteresowanie nim).

    Blip jest taki jak my. Ja nie mam kompleksu, dodaję sobie ludzi, potem usuwam, nie przepraszam, piszę co mi się chce, ewentualnie oszczędzam tagi, jak coś jest ważne tylko dla mnie.
    Blip mi pasuje do wielu rzeczy, info o wpisach na blogach (blip jest lepszy od rss na google reader), info o wydarzeniach z subskrybowanych tagów, łatwa komunikacja, choć celebryci niech korzystają z Sekretarki, spamowanie na eventach (ja: f1, mamtalent).
    Drogiblipie trochę spamuje, ale go lubię… często odpowiadam, często podglądam, czasem pytam. Teraz mam w planie pomęczyć ludzi na tagu #ubuntu.

  26. jwieczorek napisał(a):

    Absurdalne są niektóre wypowiedzi. Obserwujesz ludzi, którzy Twoim zdaniem mają coś ciekawego do powiedzenia. IMHO koniec tematu.

  27. Paweł Zinkiewicz napisał(a):

    @Dominik Koza nie czytałeś widzę tego co napisałem, więc streszcze Ci – dodaje każdego kto mnie dodaje na Twitterze, bo wtedy mogę zajrzeć na ich bloga i poczytać co mają do napisania. Jeśli mi się nie spodoba, to usuwam. Tym sposobem poznaję nowe blogi, nowe wpisy i nowe punkty widzenia, których nie poznałbym normalnie.
    Doszło?
    Czy dalej będziesz pisał o komciach jak 14 latek z wykopu?
    @Marcin Jagodziński (bo chyba wypada napisać imię i nazwisko z wielkiej litery?)
    Niestety nie przekonałeś mnie, zostanę przy swojej bzdurnej tezie.

  28. Kuba napisał(a):

    W przypadku freelancerów promocja własnej osoby jest jak najbardziej zrozumiała i równa się reklamie własnej firmy firmy. W przypadku pozostałych osób promocja własnej osoby to promocja własnej strony = zdobywanie userów = potencjalnych klientów.

  29. Dominik Koza napisał(a):

    @Paweł Zinkiewicz:
    tryb agresji włączony? Dociera, powoli dociera, że ustępujesz ze swojej pierwszej zawziętej linii. Choć rozumiem, że aspekt zabawy nie ma tu znaczenia i tak docelowo chodzi o promocję?

    Ot, możemy zakończyć tym, że stosujemy różny poziom selekcji informacji.

  30. Aleksandra Biolik napisał(a):

    Ten rysunek chyba najlepiej oddaje idę „dziękowania” na Twitterze czy Blipie….
    http://blog.hubspot.com/blog/tabid/6307/bid/4453/Twitter-In-Real-Life-No-I-Won-t-Follow-You-Back-cartoon.aspx

  31. eraevion napisał(a):

    @Aleksandra Biolik: ten obrazek według mnie w ogóle nie oddaje idei follow-back na Twitterze. No chyba że obserwowanie wpisów kogoś na naszych monitorach można porównywać do odprowadzania do domu… A chyba nie można. :)