59

Smog co roku zabija dwie Warszawy. Nadal uważacie, że trzeba korzystać tylko z opłacalnych technologii?

Co jakiś czas poruszam na AW tematy OZE, poszukiwania paliw przyszłości, samochodów elektrycznych. Moim zdaniem, bardzo ważne kwestie, chociaż daleko mi do radykalnej ekologii. Pod tymi wpisami pojawiają się nierzadko pytania w stylu: ale czy to się opłaca? I dodawane są wnioski: bo jeśli to podnosi koszt produkcji energii czy transportu, to zostańmy przy starym. […]

Co jakiś czas poruszam na AW tematy OZE, poszukiwania paliw przyszłości, samochodów elektrycznych. Moim zdaniem, bardzo ważne kwestie, chociaż daleko mi do radykalnej ekologii. Pod tymi wpisami pojawiają się nierzadko pytania w stylu: ale czy to się opłaca? I dodawane są wnioski: bo jeśli to podnosi koszt produkcji energii czy transportu, to zostańmy przy starym. Ma sens? Nie, nie ma. Zwłaszcza, gdy spojrzy się na dane dotyczace liczby zgonów wywoływanych przez smog.

Ponad 3 mln ofiar i będzie więcej

Smog, czyli zanieczyszczenie powietrza, na które składa się kilka czynników, każdego roku zabija ponad 3 mln osób. To oznacza, że przedwcześnie umierają dwie Warszawy. Na choroby układu oddechowego, układu krążenia, raka. Zanieczyszczone powietrze robi spustoszenie w organizmie i co do tego nie ma wątpliwości. W największym stopniu problem dotyczy oczywiście Azji, szybko rosnących gospodarek dwóch najludniejszych krajów świata, czyli Chin oraz Indii. Ofiar smogu w Chinach każdego roku naliczymy około 1,4 mln dla Indii jest to około 660 tysięcy.

Rozmawiałem kiedyś z kolegą na stałe mieszkającym w Chinach i podawał liczby obrazujące zanieczyszczenie wody i powietrza. Konkretów nie przytoczę, ale to robiło wrażenie. Niestety, w negatywny sposób. Przestałem się dziwić, że mieszkańcy chodzą w ich miastach w maskach – sam bym ją nosił. Nie dziwi także, że chińskie Xiaomi rozpoczęło budowanie oferty AGD od sprzętu do oczyszczania powietrza w domu. Zrozumiałe staje się, dlaczego Indie i Chiny inwestują w nowe technologie, także na polu energetyki, gdzie coraz większą rolę odgrywają OZE. Nie chodzi tylko o to, że oświetlenie LEDowe będzie tańsze, że warto być niezależnym energetycznie, jak opisywane kiedyś lotnisko – zagadnienie dotyczy także kosztów społecznych, a te zaczynają przerażać.

Oba wspomniane państwa chcą być globalnymi mocarstwami, podporządkowują temu zadaniu kolejne sfery funkcjonowania kraju, ale okazuje się, że cena jest wyższa, niż wcześniej zakładano – natura i ludzkie zdrowie zaczynają wystawiać rachunki. Ten region, ale też inne kontynenty czeka powstawanie supermiast, w których będą stłoczone dziesiątki milionów ludzi> Jeśli nad takimi metropoliami na stałe zawiśnie trująca chmura, to ze wspomnianych dwóch Warszaw ofiar za kilka dekad zrobią się cztery Warszawy. I nie są to moje przypuszczenia – to prognozy naukowców zaznajomionych z tematem.

Polska nie jest wolna od problemu

Mylą się ci, którzy myślą, że to problem Chińczyków i pozostałych Azjatów. Owszem, to w tamtym regionie smog wywołuje najwięcej zgonów, ale w Europie też zgarnia co roku pokaźne żniwo. Chodzi o kilkaset tysięcy ludzi. A sporo dokłada Polska. Tak się złożyło, że dzisiaj trafiłem na artykuł poświęcony temu zagadnieniu, na podpis prezydenta czeka tzw. ustawa antysmogowa:

W Krakowie – najbardziej zanieczyszczonym mieście Polski – działacze Polskiego Alarmu Smogowego nagrali wezwania zwykłych mieszkańców, by prezydent podpisał ustawę. „Dusimy się, mamy dosyć wdychania smogu”, „Proszę spytać swoją mamę, dziekan Wydziału Energetyki i Paliw AGH, jakie substancje wydobywają się podczas spalania mułu i miału węglowego”, „Nie robi pan tego ani dla prawej, ani dla lewej strony. Robi to pan dla nas i przyszłych pokoleń” – mówili do kamery. W internecie zbierają też podpisy pod apelem (na stronie dzialaj.akcjademokracja.pl). W ciągu weekendu podpisało się pod nim 2,5 tys. mieszkańców.[źródło]

Ja tych ludzi doskonale rozumiem, przez blisko dekadę mieszkałem w Krakowie i wiem, że problem nie jest wyssany z palca, to nie są wymysły szalonych ekologów. Po przeprowadzce ze zdziwieniem stwierdziłem, że znacznie lepiej oddycha się zimą na Śląsku kojarzonym ze sporym zanieczyszczeniem powietrza. Stare piece opalane słabej jakości węglem i śmieciami, stare samochody, po których Niemcy płaczą do dzisiaj, podpalanie śmieci przez firmy, które mają zajmować się ich utylizacją (cywilizowaną), energetyka, w której dąży się do utrzymania statu quo – wszyscy za to zapłacimy.

Faktycznie wychodzi taniej?

Przeciwnicy zmian, ludzie, którzy nie zgadzają się na to, by ktoś mówił im w czym i czym mają palić, czym nie mogą jeździć, przekonują, że nie stać ich na ekologię. Podobne komentarze pojawiają się, gdy mowa o przechodzeniu naszej energetyki na bardziej zieloną: nie możemy niszczyć górnictwa. To samo czytam też w komentarzach, gdy piszę o samochodach na wodór czy elektrykach. E, to nie ma sensu, bo jest drożej. Dajcie spokój z tą energią odnawialną, bo to jakaś fanaberia. Jest ropa, jest węgiel, jest tanio.

Toyota Mirai

Problem polega na tym, że w takich wyliczeniach często nie bierze się pod uwagę np. kosztów leczenia milionów ludzi chorujących z powodu wspomnianego smogu, spalania paliw kopalnych czy śmieci. Czynników, które trzeba brać pod uwagę w takich rachunkach jest sporo i nie można się ograniczyć do kosztu wytworzenia określonej ilości energii. Zaoszczędzisz paląc śmieci i marny węgiel, po dekadzie zachorujesz na raka z powodu wdychania trucizn. Wychodzi taniej?

Tak, na nowe rozwiązania trzeba patrzeć przez pryzmat ekonomii, opłacalności. Ale na tym dyskusja nie może się kończyć.

Grafika tytułowa: youtube.com