23

Nie komputer, nie książka, nie czytnik. Dla mnie jako czytelnika, najważniejszy jest smartfon

Nawet nie wiem, kiedy to się stało. Książki czytam, nieco rzadziej niż zwykle, bo po prostu zaczynam nie mieć na to czasu (i bardzo z tego powodu żałuję). Z powodu natury swojej pracy czytać muszę sporo - od artykułów, po informacje prasowe, a skończywszy już na szczegółowych dokumentacjach. Cały czas się coś dzieje - ale jak już mam czytać coś w Sieci, to nie sięgam po komputer. Ani po czytnik. Wyciągam z kieszeni smartfona i...

Robię tak nawet wtedy, gdy siedzę przy komputerze

Oczywiście, jeżeli pracuję na źródle – innego wyjścia, jak robić tego przy komputerze nie ma. Załóżmy jednak, że dostaję coś od Grzegorza Ułana na Slacku. Albo źródło, albo jakaś ciekawa informacja. Mam sobie to wstępnie przyswoić i ocenić, czy jest ok. Mimo, że jestem przy komputerze, to i tak odczytuję to na telefonie. Oczywiście przechodząc w tryb Reader (Safari na iOS). Przeczytanie, choćby skaningowe takiego tekstu jest wtedy znacznie szybsze, niż na komputerze. W ogóle, gdy chcę przeczytać cokolwiek – od Joemonstera, kiedy w ramach przerwy postanowię się odmóżdżyć, aż po poważne portale publicystyczne, dla złapania innego zdania obserwowanego przeze mnie dziennikarza.

smartfon

Pamiętam swoje początki z Internetem – wtedy rzecz jasna smartfonów nie było, więc dużo i często czytało się na komputerze. O stronach mobilnych nie myślał nikt, tym bardziej o trybie czytania na smartfonie – bez przeszkadzaczy, w przystępnej czcionce. Wiele zmieniło się kilka lat temu, kiedy wydawcy zaczęli przygotowywać mobilne strony swoich serwisów. Wydaje mi się, że i tak sporo wody w Wiśle upłynęło, zanim zmieniły się nawyki konsumentów treści w Sieci. Zauważyli to również wydawcy, którzy zaczęli aktywnie monetyzować również mobilne odsłony swoich mediów.

Dlaczego?

Zastanawiam się nad tym, dlaczego moje nawyki poddały się takiej transformacji. Od pewnego czasu żyję coraz szybciej, dosłownie widzę, jak czasami grafik pęka w szwach. Antyweb nie jest jedynym miejscem, dla którego piszę i nierzadko siedzę po nocach i przygotowuję to, z czym nie uporałem się w ciągu dnia. A przecież też muszę jeść, spać, gdzieś wyjść, coś załatwić. W każdej mojej aktywności znajdzie się dziura – wbrew pozorom nie do zasklepienia, w której mogę umieścić czas na przeczytanie czegoś.

I tak – do łóżka przeglądam sobie strony z „głupimi obrazkami”, prym wiedzie u mnie 9GAG. Oprócz tego, że czasami się tam solidnie uśmieję, to również obserwuję to, jak internauci z całego świata reagują na wydarzenia, poznaję nowe trendy. Jeżeli już coś oglądam do łóżka, to laptopa stawiam obok łóżka – ten sobie gra, a ja w tym czasie zasypiam. Inaczej jest, kiedy chcę coś przeczytać. Albo robię to przy posiłku, albo w trakcie przejazdu komunikacją miejską / międzymiastową. I tylko na smartfonie. Czytanie na komputerze nie pociąga już tak, jak kiedyś i niestety „rekreacyjnie” mam na to czas tylko wtedy, kiedy „nie jestem” w pracy. W sumie, prawda jest taka, że w pracy jestem zawsze wtedy, kiedy jestem podłączony do Internetu. Zgadnijcie zatem, ile trwa mój realny wymiar pracy.

Żalisz się, czy chwalisz?

Uprzedzam taki komentarz pod artykułem i odpowiadam. Ani to, ani to. Sam sobie wybrałem taki sposób życia. Wiem jednak po sobie i swoich znajomych, że nie garstka, acz sporo ludzi żyje dokładnie tak samo. Pozornie, bez sztywnych godzin pracy, żyjąc głównie na deadline’ach i trendach. Polecam Wam pracę zdalną w takim modelu – nauczycie się takiego sposobu organizowania sobie czasu, o jakim Wam się nawet nie śniło. Lubię to – bez tego bym się zwyczajnie nudził.

Tyle, że taki model życia wymaga kompromisów. Serio, nie mam czasu na czytanie, a nawet ochoty po tym, jak ogarnę sporo swoich publikacji, a przeczytam 3-4 razy tyle w trakcie „godzin pracy”.

smartfon

A skoro zauważyli to wydawcy…

To i nagabują nas reklamami. Jest coraz gorzej na urządzeniach mobilnych, jeżeli chodzi o intruzywne reklamy i boleję nad tym nie tylko jako czytelnik, ale również media worker. Nie zgadzam się z obecną polityką wydawców odnośnie reklam, gdzie krótkowzrocznie wrzuca się reklamy tam, gdzie można – kosztem dobrych treści i zdrowego podejścia do czytelnika. Ten musi wiedzieć, że jego klik na marne nie poszedł, że nie jest tylko pozycją w statystykach i „groszem” do utrzymania piszących. Tymczasem, przy obecnym podejściu wszystko się do tego sprowadza. Również na smartfonach, gdzie również można umieścić sporo irytujących reklam. Niestety.

Grafika: 1, 2, 3

  • gom1

    Skoro o czytaniu mowa, to polecam „Minimalizm po polsku” Anny Mularczyk-Meyer. Szczególnie rozdziały o nadmiarze pracy.

  • Baluk

    Skoro reader w safari taki fajny to czemu żaden z Waszych artykułów nie da się otworzyć w readerze? Jedyne co się ładuje to nagłówek i wstęp-kilka pierwszych wierszy artykułu. Fakt nie dotyczy to wszystkich artów, ale znacznej ich większości. Mam coś źle ustawione czy faktycznie jest tu jakiś problem?

    • Konrad Uroda-Darłak

      Bo masz odwiedzić stronę, proste :P

    • Fafiq

      I to jest dobre pytanie :D

    • Marx

      heh
      nie podoba mu się napakowanie reklamami, a Antyweb się od nich ugina…

    • Chyba coś Ci się pomyliło. ;)

    • Marx

      zgubiłem „nie” :)

  • Tomasz N.

    Polecam medytacje, wiecej benefitow przyniesie

    • bit

      szczególnie jak już zaprosisz demona do swojego umysłu.

    • MagHoracy

      Tia… podczas najbliższej sesji proponuję pomedytować na pięknym polskim słowem „korzyści” oraz blamażem na jaki się narażamy przez intelektualne lenistwo jakim jest stosowanie bezsensownych kalek językowych.

  • Mivael

    Co to jest „przeczytanie skaningowe”? Co to za durna nowomowa? Ja rozumiem, że to jest portal o nowych technologiach i rządzi się własnymi prawami w tym pewną ulgą językowo, ale jak mówi klasyk „już k*&W@ bez przesady”. Trochę szacunku do języka ojczystego, jak już tyle czytasz na telefonik to poczytaj trochę dobrej, polskiej literatury i podciągnij język.

    • Patryk Świtalski

      Ja wymiękam przy artykułach Pana Jakuba „intruzywne reklamy” można zastąpić natarczywymi, a składnia w zdaniu „i bardzo z tego powodu żałuję” też taka nie do końca poprawna, chyba lepiej brzmiałoby „bardzo tego żałuję”. Ja jak coś piszę za pieniądze, przed wysłaniem dwa razy czytam….

    • Wszystko to, co napisałem znajduje się w słowniku. Nie widzę powodów do płaczu.

    • Patryk Świtalski

      Nikt nie płacze, to tylko drobna uwaga. To, że słowo widnieje w słowniku, nie znaczy, że jego
      użycie w danym kontekście jest poprawne, to się tyczy słowa „intruzywne”. Również wszystkie słowa ze zwrotu
      „i bardzo z tego powodu żałuję” występują w słowniku, co nie znaczy, że razem dobrze się komponują.

    • Przecież czytanie skaningowe to termin używany również w pracach naukowych…? Jak miałem to nazwać, żebyś zrozumiał? Hopsasa po tekście?

    • pawel pawek

      pobieżne przeczytanie

    • Mivael

      Nie wydaje mi się, ale chętnie poznam jakiś przykład. Czekam na źródło.

  • SyoMas

    Szkoda mi trochę tego czytania książek, na które nie mam czasu z podobnych powodów. Już rozważam zakup czytnika by nie rozpraszać się podczas czytania na smartfonie. Ale tak, czytanie na smartfonie zacząłem uskuteczniać gdy jeszcze smartfonem nie był do końca (Nokia N73) a jednak był pod ręką. Próbowałem wówczas z rozmaitymi Palmami, potem tabletami ale nic nie wytrzymywało konkurencji z urządzeniem, które najłatwiej mieć przy sobie. Skutkiem tego zacząłem celować w słuchawki, które już dawno przekroczyły granicę 5″ by ogarniać większą ilość tekstu. Żałuję tylko, że pomysł na czytnik e-atramentowy w pleckach telefonu kultywuje jedynie radziecka myśl techniczna, bo jednak słabo z tym czytaniem w pełnym słońcu, na plaży czy innym łonie. Jako ciekawostkę dodam, że bajki dziecku też oczywiście czytam z telefonu w standardzie starych monitorów, czyli ciemnozielone litery na czarnym tle bo wtedy nie potrzeba żadnej lampki a i telefon nie razi.

    • Marx

      też czytałem na Palmach. te to miały SOT…

      Generalnie już pogodziłem się z tym że mało czytam książek, ale pochłaniam dużo więcej informacji innymi ścieżkami, jak Tapatalk, RSS. Sporo słucham podcastów, a książki czyta mi syntezator – w sytuacjach gdy interakcja nie jest niemożliwa, jak bieganie czy jazda samochodem.

      Generalnie nie szkoda mi czytania książek. Choć w dzieciństwie potrafiłem przeczytać jedną książkę wielokrotnie, to prawda jest taka, jak w tym (trochę przerysowanym) artykule:
      http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/czytaj-dalej/20131010/tomaszewska-nie-warto-czytac-ksiazek

      To dlatego pisanie książek ma niewielki sens, bo zarobienie na nich pieniędzy jest równie prawdopodobne, jak zostanie topowym piłkarzem. No i ludzie czytają coraz mniej książek, a książek do przeczytania jest coraz więcej.

    • Są również nowe formy czytelnictwa. Książka opublikowana tylko w Sieci nie jest według mnie głupim do reszty pomysłem. :)

    • Marx

      ale gdzie tu jakaś nowa forma? jedyną papierową książką, którą ostatnio kupiłem, był podręcznik do nauki języka. Poza tym wszystko elektronicznie od lat. To żadna nowość. Self publishing jest dużo tańsze, ale nadal twierdzę, że przyniesie wymierne dochody tylko w wypadku genialnego autora, posiadania znajomości i zainwestowania sporych środków w promocję.

  • Krzysztof Dejneka

    A ja właśnie rezygnuje z smartphona. Powód jest prozaiczny. Chcę znów sikać na stojąco.

    • W sumie dobry powód :) Nigdy nie sądziłem, że mężczyźni będą to robić na siedząco i jeszcze ze smartfonem w ręku albo laptopem, a teraz proszę bardzo :)