86

Czekam, aż w barach, kinach i muzeach wprowadzą depozyt na smartfony

Od kilku lat zastanawia mnie zachowanie ludzi, którzy nie potrafią wytrzymać kilkunastu minut bez spoglądania na smartfon. Spotkać można ich w wielu miejscach, wystarczy się dobrze rozejrzeć. Najciekawsze jest to, że spora część tej grupy nie używa tego urządzenia w konkretnym celu - po prostu trzyma je w dłoni, przewija palcem po ekranie, wbija wzrok w wyświetlacz. Nie ma znaczenia, co się na nim znajduje. A skoro tak, może człowiek nie potrzebuje w ręce prawdziwego telefonu - wystarczy atrapa?

Smartfon przyrósł do niektórych dłoni. Akurat jestem osobą, która spogląda na niego rzadko, więc mam wiele okazji by obserwować innych. A dobrym punktem obserwacyjnym jest dzisiaj praktycznie każde miejsce, w którym znajdują się ludzie: teatr, kino, sklep, park, urząd, przychodnia, komunikacja miejska – wszędzie w ruch idą smartfony. I wielu osobom nie przeszkadza przekreślony telefon na tabliczce, prośby, by nie używać tego sprzętu, utarte (wydawałoby się) normy kulturowe. Wyciągają urządzenia z kieszeni, torebek, plecaków i wbijają wzrok w kilkucalowe szkiełko.

Mnie w tym wszystkim najbardziej fascynuje fakt, że oni często robią to bez… celu. Nie chodzi o to, by odebrać ważnego maila i na niego odpisać, dowiedzieć się, że dziecko bezpiecznie wróciło do domu, dokonać istotnego przelewu itp. Celem jest po prostu sunięcie palcem po ekranie. Zaledwie wczoraj byłem tego świadkiem: dwie osoby siedzące w niższym rzędzie wyciągały smartfony, gdy tylko opadała kurtyna. I sunęły. Do czasu aż ta ostatnia znowu poszła w górę. Czasem chowały sprzęt z opóźnieniem, trudno było się z nim rozstać. Traf chciał, że tego samego dnia przeczytałem o pewnym projekcie wiedeńskiego designera.

Chodzi o fałszywy smartfon. Nie posiada wyświetlacza czy procesora, to kawałek plastiku o odpowiedniej wadze, wyposażony w rząd kulek, po którym można przesuwać palcem. Gadżet z jednej strony jest oczywiście manifestem, z drugiej… może się sprawdzić. Pewnie uspokoiłby część ludzi uzależnionych od telefonu. Tych, którym chodzi właśnie o trzymanie tej maszyny, o ruch palcem. Robią to zaraz po przebudzeniu, przy każdym posiłku, w komunikacji miejskiej lub samochodzie, w toalecie i w pracy czy szkole. Wbijają oczy w ekran, gdy są w kinie i w parku, gdy spotykają się ze znajomymi w barze, ale też przed snem. I suną palcem bez celu…

Tak, to jest już uzależnienie. A z badań wynika, że może ono prowadzić do kolejnych: od pornografii, hazardu, gier mobilnych. Mówimy już o realnym zagrożeniu i problemie. Wczoraj pisałem, że zmniejsza się grono młodzieży pijącej alkohol i zauważyłem, że to efekt rozwoju technologicznego. Podkreśliłem przy tym, że i ta „moda” może mieć negatywne konsekwencje. Teraz wypada powtórzyć: będzie przybywać ludzi ze wzrokiem wbitym w komórkę. Nie oznacza to jednak, że zjawisko dotyka wyłącznie ludzi młodych – uprościłbym sprawę. Osoby dojrzałe, a czasem nawet te w podeszłym wieku, też zasmakowały smartfonowej rewolucji i często tego nie ukrywają.

Czekam aż rozwinie się trend na… odłożenie komórki, gdy bary, kina czy teatry powiedzą ludziom: ok, możesz wejść, ale smartfon zostaw w depozycie. Ciekaw jestem, ile osób odwróci się na pięcie i podziękuje. Albo wejdzie myśląc, że to nic wielkiego. A potem, już po kilku minutach, zacznie świerzbić ręka. W takiej sytuacji przydałaby się przynajmniej atrapa, smartfon do potrzymania i pomacania kciukiem. Może to nie jest taki głupi pomysł i jeszcze uda się na tym komuś zarobić…?