14

Znowu mowa o składanych smartfonach. Tylko… Po co to komu?

Składany smartfon to bywalec branżowych plotek już od kilku lat. Nie chodzi w tym przypadku o telefony z klapką czy modele rozsuwane, które wszyscy dobrze kojarzymy - mowa o urządzeniu ze składanym wyświetlaczem. Wyobraźcie sobie, że złożone urządzenie miałoby 5-calowy ekran, a po rozłożeniu ten komponent rósłby o kilka cali i powstawałby mały tablet. Brzmi nieźle? Z pewnością ciekawie. Nie dziwi zatem, że temat wywołuje emocje. Przy okazji zastanawia to, czy ta zmiana mocno wpłynęłaby na rynek.

Plotki, ploteczki, a konkretów brak

Do tematu wracam, ponieważ pojawiły się nowe pogłoski dotyczące składanego urządzenia mobilnego. Na dobrą sprawę, nie ma w nich nawet zbyt wielu ciekawostek, konkretnych danych – raczej mglista zapowiedź, iż w przyszłym roku Samsung pokaże składany smartfon. Robi wrażenie? Raczej nie. Ale skłania do przemyśleń: czy taki produkt ma sens, czy jego premiera wpłynie na rozwój biznesu i sytuację na rynku czy należy to odbierać jako produkt docelowy czy też jako przystanek przed czymś znacznie bardziej rozwiniętym?

Branża od kilku lat spekuluje na temat eksperymentów Samsunga (ale dotyczy to też podobnych poczynań LG) i niektórzy zdążyli już znudzić się tym zagadnieniem. Bo szumu dużo, a konkretów niewiele. Co komu po składanym smartfonie, którego nie można kupić? Ba, po smartfonie, który nie został zaprezentowany. Przyjmijmy jednak, że firma rzeczywiście pokaże taki sprzęt w przyszłym roku – przecież technologicznie to może już być w jej zasięgu. Będzie hit i ludzie rzucą się do sklepów? Mało prawdopodobne.

Składany smartfon, czyli działamy i nie śpimy

Kilka lat temu głośno było o wygiętych smartfonach od LG i Samsunga. Zwłaszcza model Flex (LG) wywoływał spore emocje. Pisałem wówczas, że to ciekawe, ale głównie dlatego, że stanowi zapowiedź zmian. Firmy pokazywały, że nie stoją w miejscu, że próbują zmieniać inteligentne telefony. Koreańscy producenci sami opracowują wyświetlacze, baterie, procesory, więc mogą eksperymentować i zmierzać w kierunku „czegoś dużego”. Takim pokazem chęci i możliwości jest chociażby model Edge: czy zakrzywiony ekran jest rozwiązaniem na miarę przełomu? Nie. Ale udowadnia, że Samsung potrafi i pracuje.

Podobnie może być z bohaterem wpisu: składany smartfon nie będzie celem, lecz pokazem możliwości. Samsung, jeśli już planuje dokonać rewolucji, celuje raczej w bardziej elastyczne formy. W zwijany czy składany ekran będący w istocie całym smartfonem albo tabletem. Przecież o takich planach mówi się od lat i nadal są one aktualnym wyzwaniem. Inną kwestią pozostaje to, czy takie rozwiązania sprawdzą się w każdych okolicznościach i będą tym najdoskonalszym pomysłem. Może na tym polu znaleziono już złoty środek i obecny sprzęt mobilny potrzebuje do pełnej funkcjonalności jedynie zasilania nowego typu?

Składany smartfon czy składany tablet już teraz omawiany jest w kontekście zmian, jakie wywołało pojawienie się na rynku fabletów/tabfonów, czyli dużych smartfonów. Nowe urządzenie miałoby wywołać podobne przemiany w biznesie, stworzyć kolejny segment rynku mobilnego. Czy rzeczywiście tak się stanie? Wątpię. Ludzie byliby zainteresowani takim rozwiązaniem tylko wtedy, gdy dostrzegliby realne korzyści, a urządzenia byłyby idealnie wykonane. Przyznam szczerze, że nie wiem, który z tych czynników będzie tu większym problemem.

Smartlet branży nie pomoże

Nowy typ urządzenia doczekał się już nazwy smartlet, pewnie pojawią się kolejne i to jeszcze przed premierą produktu/produktów. Jeżeli Samsung potwierdzi, że taki eksperyment nadciąga, to zrobi się o nim bardzo głośno. Ale potem będzie pewnie tak, jak z modelem Flex od LG i emocje opadną. Bo czy składany smartfon zapewni nową jakość pracy? Czy ludziom zależy właśnie na tym, by rozbudowywać smartfon o dodatkowe cale? Czy chcą mieć w kieszeni tablet? Nie sądzę. Nadal celem będzie stworzenie w pełni elastycznych urządzeń. A składak może być tak popularny, jak hybrydy, w których smartfon wpinano w większy ekran z dodatkową baterią. No chyba, że temat podejmie Apple i dorzuci do tej historii trochę emejzingu