34

Nie rozumiałem ludzi oglądających, jak ktoś gra. Aż do teraz…

Z każdym kolejnym rokiem rośnie popularność Twitcha i innych usług, w których można obejrzeć jak ktoś gra. Nie słabnie też zainteresowanie tak zwanymi let’splay’ami. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego?

Gram od przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku. Lata temu oddałbym naprawdę wiele by móc podejrzeć filmik z tak zwanym “walkthrough” by dowiedzieć się jak rozwikłać zagadkę czy przejść fragment, na którym się zablokowałem. Zamiast tego musiałem jakoś dotrzeć do poradnika, o ile oczywiście w którejś z gazet on się w ogóle pojawił. Dodatkowo byłem ograniczony do polskiej prasy growej, dostęp do zachodnich tytułów był dla młodego Pawła Winiarskiego niemożliwy. Tymczasem od lat obserwuję jak rozwija się bierne konsumowanie elektronicznej rozrywki za pomocą YouTube i serwisów pokroju Twitcha. Czasem mam wrażenie, że ludzie wolą oglądać niż grać. Powoli zaczynam rozumieć dlaczego…

250 złotych vs zero złotych

Mam tak czasem, że nie dopuszczam do siebie pewnych, często oczywistych, rzeczy. Widzę, że na YouTube jest cała masa filmów, na których widać grę od pierwszych minut aż do napisów końcowych. I cały czas podchodziłem do nich na opisanej wyżej zasadzie – to bardzo prosty i wygodny sposób by zobaczyć jak ktoś poradził sobie z fragmentem, z którym ja mam problem – jak rozwiązał zagadkę lub jak pokonał trudnego przeciwnika. I nie wierzyłem w to, że ktoś faktycznie ogląda te filmy od początku do końca zamiast zagrać – do momentu aż kilka dni temu z taką osobą nie rozmawiałem. Był to znajomy bez konsoli PlayStation 4 za to z ogromną chęcią poznania nowych przygód Kratosa w fantastycznym God of War. Rozumiem chęć, to świetna gra, dla której warto kupić konsolę. Nie każdy chce jednak wydawać na jedną przygodę około 250 złotych, w tym akurat przypadku w grę wchodziłby też zakup konsoli, pieniądze robią się więc już naprawdę konkretne. Można przecież spędzić ponad 20 godzin nad filmami z gry, a później normalnie o niej rozmawiać tak, jakby się ją przeszło. Serio, rozmawialiśmy bez żadnych ograniczeń – miałem nawet wrażenie, że znajomy wyłapał więcej detali nie musząc skupiać się na ubijaniu przeciwników. I nie, nie miał 12 lat, niskiego kieszonkowego, po prostu nie chce wydawać sterty pieniędzy na nowy sprzęt będąc zainteresowanym tylko jedną grą (a dodam, że codziennie spędza trochę czasu przy PC). Rozumiem to, ale sam bym tak nie potrafił. Jeśli w coś nie grałem, a bardzo chciałem zagrać – czekam na promocję i ostatecznie kupuję grę.

Chcę oglądać prawdziwe show

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego niektórzy streamerzy cieszą się większą, a inni mniejszą popularnością? Przecież nie chodzi tylko o szczęście i wpasowanie się w aktualny trend. Nie ma na świecie ludzi, których lubią wszyscy, prawdziwy showman będzie jednak potrafił przyciągnąć tłumy. Ostatnio przyciągnął mnie tak DrDisRespect, przy którego filmach z PUBG spędziłem dużą część ostatniego weekendu i zamierzam śledzić jego kanał na Twitchu, choć zbyt często z dobrodziejstw tej platformy nie korzystam. Co ten typ wyczynia doskonale widać na jego “best moments”, w którym naprawdę mocno czuć echa lat 80., co oczywiście potęguje wrzucana tam muzyka z nurtu synthwave. Spójność zarówno filmów na YT, jak i profilu na Twitchu jest naprawdę godna podziwu. Widać, że ktoś dobrze to wszystko zaprojektował, rozpisał, a później narysował, zanimował i zmontował.

Grać jak mistrzowie

Wspomniany wyżej Dr Disrespect to również niezły wymiatacz. Oczywiście w PlayerUnknown’s Battlegrounds są lepsi od niego, ale czy potrafią zrobić wokół headshota takie show jak wąsaty typ w okularach przeciwsłonecznych? W przypadku PUBG sam również łapię się na tym, że oglądam co jakiś czas materiały z rozgrywki najlepszych graczy by zobaczyć jak używają danej broni lub jak radzą sobie w niektórych sytuacjach. Oczywiście sam później nie będę w stanie zrobić tego samego (nie to oko, nie ten skill), ale zdarzało mi się, że podpatrzone taktyki czy zachowania sprawdziły się na moim polu bitwy.

E-sport i profesjonalne mecze to trochę coś innego, ale z rozmów przeprowadzonych z “e-sportowymi świrami” dowiedziałem się, że poza kibicowaniem swoim ulubionym drużonom, oglądają rozgrywki też po to, by wynieść z nich coś wartościowego i przenieść do swojej gry. Jest to o tyle ciekawe, że przecież grając na szkolnym boisku raczej nie zrobicie tego, co gwiazdy futbolu na wielkich stadionach. To też pokazuje, że próg wejścia do e-sportu w porównaniu z klasycznym sportem jest zupełnie inny.

Nie mogę nie napisać o pewnym potępianym w branży gier trendzie, który został niedawno ukrócony przez serwis Twitch. Chodzi oczywiście o skąpo ubrane streamerki, których poziom gry był ostatnim, co interesowało graczy. Jednocześnie sama gra praktycznie nie interesowała wspomnianych streamerek, które pojawiły się na Twitchu tylko po to by epatować ciałem.

Jak to wpływa na rynek gier?

Chciałbym kiedyś zobaczyć tabele wyników sprzedaży jakiegoś dużego wydawcy rozpisane tak, by wskazywały wzrost lub spadek w kontekście popularności streamów i let’s-play’ów z wydanych gier. Wspomniany kolega nie kupi God of War i jego zainteresowanie tytułem nie przyniesie PlayStation nawet złotówki. Jednocześnie streamowanie PUBG, CS: GO czy Fortnite popularyzuje te gry, zachęca do ich zakupu (jeśli nie są darmowe) lub zostawienia pieniędzy w mikrotransakcjach. No bo jeśli ulubiony streamer ma jakąś kosztującą 100 złotych skórkę, to przecież ja też mogę taką kupić.

Największymi wygranymi w zainteresowaniu ludzi oglądaniem gier są autorzy materiałów wideo, niezależnie od tego czy jest to stream czy zwykły let’splay. Oni w wielu przypadkach i tak siedzieliby przed komputerem grając, a tak zarabiają przy okazji pieniądze. Czy to z samych reklam, czy budując zasięgi, które później można spieniężyć wchodząc w komercyjną kooperację z różnymi firmami.

Natomiast mimo tego, że rozumiem skąd bierze się zainteresowanie oglądaniem jak ktoś gra, to dla mnie nigdy nie będzie to substytut elektronicznej rozrywki, a tylko bierna konsumpcja, która nie ma startu do samodzielnego uczestnictwa w grze.

grafika: DmitryPoch/Depositphotos