1

Idealne odświeżenie wybitnej gry. Recenzja Shadow of the Colossus

Powiecie, że to odgrzewany kotlet. W dodatku kolejny raz, bowiem gra dostała już ulepszoną wersję kilka lat po premierze, na PS3. A ja odpowiem - “i co z tego?”. Odświeżony Shadow of the Colossus, który trafia właśnie na PlayStation 4 to doskonały pokaz tego, jak powinno się tworzyć nowe wersje klasyków.

Chciałbym napisać, że Shadow of the Colossus zna każdy, minąłbym się jednak z prawdą. Kultową dla wielu osób produkcję Uedy wydano najpierw na PS2, później na PS3 grono odbiorców było więc ograniczone. Tym bardziej, że to japońska gra, która przez wielu Europejczyków mogła być niezrozumiała. Szczególnie, że produkcje Team ICO od zawsze są tajemnicze, prowadzą akcję na swój własny sposób, nie uczą rozgrywki i niezależnie od tego, w którym roku się pojawiają, jest to dla nich cecha charakterystyczna. Niech za przykład posłuży młody przecież The Last Guardian, który był oczywiście grą bardzo dobrą, to jednak wiało od niego zarówno starymi czasami, jak i japońszczyzną. (na plus i na minus).

Gra opowiada historię młodego chłopaka – Wandera. Bohater chce uratować swoją ukochaną, która zginęła w tajemniczych okolicznościach. Jest to możliwe, choć warunek wydaje się niewykonalny. Wander musi pokonać 16 kolosów. I to takich kolosów-kolosów, a nie jakichś podrabiańców. Problem w tym, że cherlawy chłopak nie wygląda na wojownika, ma jedynie miecz i konia. Uda się? No cóż, wszystko w Waszych rękach.

Shadow of the Colossus zachwycał w 2005 roku, pokazywał jednak że PlayStation 2 nie ma już mocy. Pewnie w dużej mierze dlatego zdecydowano się na odświeżenie gry na PS3 w 2011 roku – tam produkcja działała i wyglądała zdecydowanie lepiej. Jednak to, co Bluepoint zrobiło z najnowszą odsłona gry sprawia, że SoC nigdy nie wyglądało tak dobrze, to najlepsza wersja tej gry. PlayStation porównawczy materiał wideo, poziom ulepszenia wersji na PS4 robi ogromne wrażenie.

Bo to w pewnym sensie nowa gra bazująca jedynie na szkielecie oryginału. Mamy więc 16 tych samych kolosów, dokładnie tę samą przygodę, powtórkę z rozrywki. Zarówno silnik, jak i wszelkie obiekty i tekstury zostały przygotowane na nowo. Nowe SoC wygląda świetnie nie tylko jak na remastera, ale może śmiało konkurować z każdą dużą grą ostatnich miesięcy.

PlayStation 4 Pro pozwala wybrać czy chcemy grać w trybie kinowym i dostać skalowaną do 4K rozdzielczość przy 30 klatkach animacji na sekundę lub FullHD i 60 klatek. Oba tryby mają swoje plusy i minusy, w obu przypadkach gra wygląda bardzo dobrze. Polecam jednak usiąść przy dużym telewizorze z HDR, zagrać w 4K, są momenty kiedy szczęka sięga podłogi. Testowałem grę na PS4 Pro z podpiętym OLEDem Sony KD-55A1 i niektóre fragmenty, właśnie z włączonym HDRem wgniotły mnie w fotel. Generalnie wydaje się, że światło gra w Shadow of the Colossus ogromna rolę, nadając grze niesamowitego, tajemniczego klimatu. Buduje go również rozmiar kolosów, który podczas grania potrafi przytłoczyć. Efekt ten udało się już osiągnąć w oryginale, jednak lepsza oprawa, trochę filtrów i efektów sprawiają, że jest jeszcze lepiej niż kiedyś.

Lepiej jest też w temacie sterowania, które nie boli już tak, jak kiedyś. Możecie oczywiście zagrać z oryginalnym ułożeniem klawiszy, ułożeniem nowym lub dostosować je pod siebie – super, że wreszcie się za ten aspekt zabrano. Zabrano się również za kamerę, choć tu idealnie nie jest. Gubiące się podczas walki kadry były jednym z największych technicznych minusów oryginału i bardzo dobrze, że nie dokucza to już tak jak kiedyś – potrafi jednak czasem popsuć przyjemność z rozgrywki i pokazać akcję ze złego kąta. A to potrafi zirytować, bo o ile powiedzmy dwa pierwsze kolosy nie sprawiają trudności, to później zaczynają się już schody, a sama walka staje się coraz dłuższa. Zdarzają się sytuacje, że podczas starcia nawet mały błąd oznacza zmarnowanie kilkunastu minus i konieczność rozpoczęcia jakiegoś fragmentu akcji od początku. Ale mówię Wam, satysfakcja z pokonania kolosa jest wtedy niesamowita. I jeśli gracie pierwszy raz, nie psujcie sobie przyjemności oglądaniem filmów na YT, najfajniej dojść do wszystkiego samemu – również w temacie odszukania przeciwnika, bo to też dość istotny element rozgrywki.

Oryginalny Shadow of the Colossus to gra wybitna, kropka. W 2005 roku technicznie może nie udało się dopiąć wszystkiego na ostatni guzik i może trzeba było poczekać na mocniejszą konsolę. Trzeba jednak pamiętać, że mówimy o roku 2005, o produkcji na PlayStation 2 w dodatku w czasie, kiedy “indyki”nie były tak popularne jak dziś. Jeśli chodzi o pomysł i sposób prowadzenia, gra Uedy jest bowiem trochę takim indie. Nie powiela popularnych schematów, wyłamuje się z growej rutyny – również dziś będzie stanowić niesamowitą odskocznię od większości wysokobudżetowych produkcji AAA.

Dla wielu osób Shadow of the Colossus jest grą na raz i przeniesienie jej na przystający do dzisiejszych czasów silnik nie zachęci do ponownego przejścia. Ja nie miałem z tym problemu i wciąż bawiłem się świetnie, choć oczywiście nie było w tym tyle samo frajdy co kiedyś, przy oryginale. Jeśli jednak nigdy nie graliście w Shadow of the Colossus, macie fantastyczną okazję by nadrobić tę grę. Dostaliśmy bowiem najlepszą wersję klasyka, a przy okazji kolejny dowód na to, że Bluepoint to magicy. Jeśli gry mają być odświeżane, to tylko tak jak Shadow of the Colossus. Remaster, czy w zasadzie już remake prawie idealny.