1

Serwisy randkowe tylko dla lewaków/prawaków – to jest przyszłość

Nie interesuje mnie, czy jesteś ładna, inteligentna, obdarzona poczuciem humoru - ważne, byś miała skrajnie lewicowe poglądy. Czy to wyznanie miłości członka Międzynarodówki Komunistycznej w dalekiej przeszłości? Nie, takie teksty mogą się pojawiać dzisiaj na portalach randkowych. Okazuje się, że i one zaczynają ulegać polaryzacji, jaka spada na społeczeństwa. W Stanach Zjednoczonych, swoje miejsca do szukania sympatii mają już np. zwolennicy Donalda Trumpa. Kto wie, może podobny los czeka Polaków: wybór drugiej połówki zaczną od kwestii politycznych.

Serwisy randkowe to dzisiaj pewnie główny sposób poznawania kandydatów na drugą połówkę. Nie opieram tej tezy na żadnych badaniach, raczej na swoich obserwacjach: większość znajomych czy członków rodziny żądnych randkowania korzysta ze stron internetowych i aplikacji. Byłem już na kilku ślubach, do których doprowadziły te narzędzia. Z Tindera można się śmiać, ale za jakiś czas okaże się pewnie, że to on walczy na Zachodzie o dodatni przyrost naturalny.

Poruszam ten temat ze względu na dwa serwisy randkowe, o których ostatnio zrobiło się głośno w mediach: trumpsingles.com oraz trump.dating. Słowo „trump” w domenie nie jest przypadkowe – to odwołanie do obecnego prezydenta USA. Twórcy stron szybko to potwierdzają odwołując się do sloganów związanych z kampanią czy chociażby do charakterystycznej fryzury miliardera. To może wzbudzać zdziwienie: motyw polityczny i randkowanie? Tak! Oba serwisy przygotowano dla zwolenników kontrowersyjnego polityka. W tym przypadku u podstaw związku ma się znajdować patriotyzm i konserwatywne wartości.

Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że to żart. I to niepoprawny politycznie żart, bo szybko okazuje się, że zarejestrować można się jedynie jako osoba heteroseksualna (jednocześnie może być w związku małżeńskim – dość zabawne). Sęk w tym, że to prawdopodobnie dzieje się na serio. Powód jest prosty: twórcy stron chcą, by ludzie nie ryzykowali randek, które kończą się szybko, zaraz po pytaniu o preferencje polityczne. Chodzi po prostu o zmniejszanie ryzyka niepowodzenia. Wyobraźcie sobie tylko: para spotyka się w restauracji, ona zagaja rozmowę słowami „widziałeś, jaką głupotę ostatnio Trump wrzucił na Twittera?”, a on stwierdza, że podał ją dalej, bo zgadza się z tą opinią. To nie prowadzi do kolejnej randki…

Czy takie rzeczy się zdarzają? Oczywiście – także w Polsce. Od osób randkujących słyszałem już zdania w stylu „Musiałem się zmyć, bo to zapalona kodziara” albo „Przyszedł na spotkanie w bluzie z żołnierzami wyklętymi – nawet go nie słuchałam”. Mając to w pamięci, dochodzę powoli do wniosku, że eksperyment, w którym serwisy randkowe budowane są na podłożu politycznym, może się okazać naprawdę interesujący. Kto wie, może odsetek „dobrań” będzie tu naprawdę wysoki?

Jasne, wystarczy wprowadzić odpowiednie rubryki w już istniejących serwisach (lub zacząć z nich korzystać). Będzie i tak, że 2 osoby połączyły poglądy polityczne, ale podzieliły wszystkie pozostałe kwestie – tego nie da się uniknąć. Jednak przynajmniej stresującą rozmowę o wyborach będą miały za sobą – nie muszą się obawiać tego, że ktoś wyśmieje ich decyzję. Zaczną przypominać najlepsze teksty politycznego idola. Jeszcze się okaże, że brali udział w tej samej manifestacji i mają książkę podpisaną przez ulubionego polityka. To całkiem niezły fundament.

Tak oto od ironicznego uśmiechu towarzyszącego przeglądaniu wspomnianych serwisów, trafiłem do miejsca, w którym im kibicuję. Co prawda, jeszcze bardziej ograniczy dialog między zwaśnionymi stronami społeczeństwa, ale można odnieść wrażenie, że i tak go nie szukają, więc po co się oszukiwać i męczyć. Jeśli zatem szukacie pomysłu na biznes w Polsce, może warto pomyśleć o stworzeniu aplikacji randkowej dla lewaków, prawaków, narodowców, monarchistów, korwinistów, anarchistów… Chętnie pomogę w wymyślaniu haseł i opisów na stronę. To nie może się nie udać.