46

Netflix w trzech serialach sprzedał mi podobne historie. Jestem zadowolony, ale…

Nie mogę spać, bo oglądam seriale Netflixa - pewnie już funkcjonuje taki mem. A jeśli nie, zaraz go stworzę. W tym tygodniu za moje niewyspanie odpowiada m.in. serial Dark, który przykuwa do monitora na około 10 godzin. Oglądam i zastanawiam się, czy ta produkcja mogłaby powstać u nas? Niemcy są znacznie lepsi w robieniu takiej rozrywki czy po prostu mieli szczęście? A im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej intryguje mnie... udział amerykańskiej platformy w tym przedsięwzięciu: na podstawie zebranych danych firma stworzyła szablon, który po protu musi się sprawdzić?

Seriale są dla platformy Netflix najważniejszym silnikiem. Widziałem kilka filmów wyprodukowanych na potrzeby serwisu i nie przypominam sobie, by któryś mnie szczególnie porwał. Tymczasem historie opowiedziane w odcinkach zazwyczaj aż się prosiły, by po obejrzeniu jednego odcinka, zdecydować się na drugi, a potem trzeci… W tym roku obejrzałem ich przynajmniej dziesięć i zdecydowana większość powstała na zamówienie tego serwisu. Trzy z nich przyciągnęły moją uwagę, bo są do siebie bardzo podobne.

Mowa o Dark, The OA oraz Stranger Things. Co je łączy? Postaram się nie spojlować, by nie psuć zabawy tym, którzy jeszcze nie widzieli, ale wielką rolę odgrywa tam świat równoległy: ten w wizjach, ten w przeszłości/przyszłości, ten podziemny. Zawsze jest coś więcej niż tu i teraz. Mamy też wątki porwania czy zniknięcia, a wraz z nimi cierpiących rodziców, dużą rolę w tych produkcjach odgrywają dzieci oraz młodzież ulokowane w środowisku szkolnym. Są przedziwne eksperymenty na ludziach, zazwyczaj wyglądają podobnie. Jest tajemnica, są kłamstwa, dużo retrospekcji, a wraz z nimi np. korzystanie z uroków lat 80. XX wieku, które ostatnio w kinie cieszą się sporym zainteresowaniem. Zawsze jest silna, wyalienowana postać i otaczająca ją mroczna aura.

Niby wszystkie te podobieństwa można skwitować słowami „jest podobnie, bo to mniej lub bardziej SF” Tyle, że ja takiego wyjaśnienia nie kupuję – jest zbyt proste i ogólne. Bardziej przemawia do mnie stwierdzenie, że tu pojawiają się wielkie zbiory danych, na których pracuje Netflix. Platforma od lat śledzi, co się sprawdza, a co nie, które seriale odnoszą sukces i wśród jakich widzów. Na podstawie informacji zebranych u siebie, ale też w mediach (także społecznościowych), wie, jakie rzeczy się podobają, co porywa, co odstręcza, czym zaciekawić i jak nie zanudzić. Potęga danych. Dużych danych. Serwis wie, że jeśli Stranger Things odniosło sukces, to kolejna produkcja w tym klimacie też może się okazać petardą. I tu dostajemy Dark.

Trudno to nazwać dziełem przypadku. Pewnie nie jest też tak, ze Niemcy po prostu wzorowali się na wcześniejszych produkcjach – bardziej skłonny jestem uznać, że otrzymali konkretne wytyczne od amerykańskiej firmy: sprzedaje się to i to, unikajcie tego, warto poeksperymentować z tym. Musicie pamiętać o X, Y, Z, bo to nakręca seriale. Komputer wszystko posegregował, algorytmy napisały szablon. Może nie scenariusz, ale z czasem będzie i tak. Zastanawiam się, jak duży jest udział tych rozwiązań w dzisiejszej telewizji (ale też kinie)? Autorzy nadal mają wolną rękę i spore pole do popisu czy „teczki przysyłane z centrali” wzięły górę?

Przyznam, że na razie mi to nie przeszkadza, bo dobrze się bawię – dostaję to, co mi się podoba. I pewnie będę tego dostawał coraz więcej. Im lepiej serwis mnie pozna, im bardziej rozwiną się te technologie, tym mniej będzie wpadek, nie będę przerywał oglądania po 30 minutach filmu czy 2 odcinkach serialu. Niby wygrywam. Wszyscy wygrywamy: nie tracimy czasu, jesteśmy zadowolonymi widzami (klientami), Netflix czy inna platforma nas przy sobie utrzymuje. Ale jak się to sprawdzi na dłuższą metę? Chodzi mi o to, czy będziemy jeszcze zaskakiwani w kinie, telewizji, serwisach streamingowych? Bo zamknięcie w swoistej bańce ma też swoje minusy i wolałbym tego uniknąć…

Tymczasem kończę, ostatni odcinek Dark sam się nie obejrzy.