12

Sci-fi od Netflixa wypada bajecznie! „Altered Carbon”, czyli „Modyfikowany węgiel” – recenzja

Altered Carbon zapowiadał się na najciekawszą produkcję Netflixa na cały rok 2018 lub co najmniej pierwsze półrocze. Premiera serialu już 2 lutego, a my widzieliśmy pierwszy sezon. Czy mamy do czynienia z legendarnym Blade Runnerem na małym ekranie? I tak, i nie.

Altered Carbon opowiada historię Takeshiego Kovacsa – członka specjalnej grupy Emisariuszy, który ginie w walce. To był jednak dopiero początek, ponieważ akcja serialu rozgrywa się w przyszłości, w której cała osobowość oraz pamięć mogą być zapisane w cyfrowej postaci i przetransferowane do innego ciała. Jak łatwo się domyślić, taki zabieg pozostaje jedynie w zasięgu finansowym najbogatszych, którzy nie obawiając się konsekwencji mogą korzystać z życia do woli. Ci, których nie stać, starają się uzbierać jak najwięcej, by móc pozwolić sobie chociaż na zachowanie “siebie” na później.

Altered Carbon

Kovacs powraca do świata żywych na życzenie jednego z bogaczy. Dzieje się tak tylko z jednego powodu – chęci rozwikłania zagadki śmierci zleceniodawcy. Rezultat oficjalnego śledztwa jest dla niego, delikatnie mówiąc, niesatysfakcjonujący. Jest przekonany, że został zamordowany, a samobójstwo zostało jedynie upozorowane. Prywatne dochodzenie ma przeprowadzić właśnie Kovacs w “nowej odsłonie” (Joel Kinnaman). Wcześniejsze ciało Kovacsa sportretował Will Yun Lee.

Altered Carbon – porównania do Blade Runnera są w pełni uzasadnione

 

Jeśli widzieliście już zwiastuny Altered Carbon, to doskonale wiecie, czego można spodziewać się po oprawie wizualnej serialu. Jest dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałem – mroczny klimat rozjaśniany jest przez rażące w oczy neony, które przebijają się przez dym. Poza przybytkami najbogatszych, które wydają się aż zbyt perfekcyjne, społeczeństwo musi znosić trudy codziennego życia w warunkach, które odbiegają od szeroko przyjętych standarów. Razem z głównym bohaterem odwiedzamy przeróżne lokalizacje, ukazujące między innymi jak nisko może upaść człowiek. To wszystko, paradoksalnie, cieszy oczy, bo prezentuje się wiarygodnie i przekonywująco. Wiele mówiło się, że Altered Carbon, to najdroższa produkcja sci-fi Netflixa i będziecie mieć okazję przekonać się o tym na własne oczy.

O ile estetycznie Altered Carbon po prostu zachwyca, o tyle w przypadku fabuły nie jestem przekonany o uniwersalności opowiadanej historii. Sama w sobie intryguje, ale dość powolny sposób zawiązywania akcji i chęć przedstawienia tła oraz bohaterów jak najdokładniej może niektórych zniechęcić. Podobnie prezentuje się to w przypadku Blade Runnera 2049, do którego przyrównywany jest Altered Carbon, więc jeśli film Denisa Villeneuve przypadł Wam do gustu, to serial Netflixa również powinien.

W porównaniu do historii z książki nie dokonano wielu znaczących zmian – “Modyfikowany węgiel” Richarda Morgana znów jest w księgarniach – co jest przyczyną wyżej opisanego tempa akcji, ale fanów może ucieszyć wierne odwzorowanie pojedycznych scen czy nawet dialogów. Na ekran nie przeniesiono jednak 1:1 książkowej postaci Kovacsa. Starano się, by postać Joela Kinnamana była bardziej ludzka i wzbudzała empatię wśród widzów. To zrozumiały zabieg, bo gdybyśmy mieli do czynienia z charakterem oryginału, to można by się pokusić o stwierdzenie, że serial byłby zlepkiem świetnych, ale nie do końca dopasowanych do siebie elementów. Skomplikowana osobowość działa jak klej i oprócz podziwiania ślicznych widoków, interesuje nas także przyszłość głównego bohatera.

Modyfikowany węgiel to wizualne cudo!

Nieoficjalnie Altered Carbon dostał już zamówienie na drugi sezon – nastąpiło to około 6 tygodni przed datą premiery, co pozwala sądzić, że Netflix jest przekonany o sukcesie serialu. Nie jestem przekonany, do fenomenalnego przyjęcia serialu przez szeroką publiczność – cyberpunkowe realia nie trafiają w gusta wszystkich, ale w tych wąskich kręgach będzie mieć wielu zwolenników.

Premiera Altered Carbon na Netflix już 2 lutego.