17

Gonimy europejską czołówkę: w 2016 roku Polacy zarejestrowali 556 aut elektrycznych!

Motoryzacja przechodzi rewolucję? Z taką opinią można się dzisiaj często spotkać, przy czym zmiany dotyczą kilku kwestii: posiadania aut, ich napędu czy autonomicznej jazdy. Temat nie omija Polski, dowodem zagadnienie rozwoju elektromobilności przez rodzime firmy. Politycy przekonują (chcą), by za dziesięć lat po naszych drogach jeździło milion elektryków. Realia są jednak takie, że w ubiegłym roku w Polsce pojazdów tego typu zarejestrowano niewiele ponad pół tysiąca...

Samochody elektryczne to przyszłość, od której nie można już uciec. Teza dyskusyjna, ale coraz więcej osób się z nią zgadza. Co kilka dni z polskiego rynku płyną doniesienia związane z rozwojem tego biznesu, dowiadujemy się o nowych firmach, grantach, projektach, decyzjach władz, inwestycjach, planach, czasem robi to wielkie wrażenie. Potem jednak trzeba skonfrontować te informacje z rzeczywistością. A ta na razie nie pozostawia złudzeń – polska motoryzacja z elektryczną ścieżką rozwoju ma niewiele wspólnego.

Okazuje się, że w roku 2016 Polacy zarejestrowali 556 pojazdów z napędem elektrycznym lub hybrydowym typu plug-in. Pewnie nie trzeba nikomu tłumaczyć, że liczba jest naprawdę mała. Jasne, można przywołać informację, iż w porównaniu do roku 2015 poprawiono wynik o 65%, lecz przy tak niskiej sprzedaży elektryków, łatwo poprawić rezultaty nawet o kilkaset procent. W skali całego rynku wciąż będzie to jednak miało znikome znaczenie. Jeżeli dynamika wzrostu zostanie utrzymana, a na to wskazują prognozy, to sprzedaż elektryków w tym roku nadal będzie bardzo niska, wciąż mowa o promilach w całym biznesie.

Czy jestem zaskoczony? Nie. Dziwi mnie jednak to, że decydenci, część polityków i urzędników, wciąż powtarzaja, iż w połowie przyszłej dekady po naszych drogach będzie jeździło milion samochodów elektrycznych. Rząd ma narzędzia, które mogą przyspieszyć rozwój sektora, przyciągnąć klientów, wspomina się o zachętach zakupowych i tworzeniu infrastruktury. To jednak nie zadziała ani za rok, ani za pięć lat – realne działania i ich efekty są kwestią długofalową. Sam Plan Rozwoju Eletromobilności może się pojawić, lecz nie ściągnie polskich klientów masowo do salonów.

Samochody elektryczne wciąż są drogie, mają poważne ograniczenia i nie „zatankujemy” ich w kilka minut na najbliższej stacji. Producenci mogą przekonywać, że te auta są tańsze w utrzymaniu i bardziej eko, lecz to na klienta nie podziała, jemu potrzebny jest konkret. I nie ma sensu przywoływać tu osiągów, możliwości oraz bonusów Tesli, bo ten samochód jest poza zasięgiem większości Polaków. Trzeba patrzeć na ofertę innych producentów, a ta czasem pozostawia wiele do życzenia. I piszę tu o poważnych koncernach motoryzacyjnych, a nie firemkach, którym wydaje się, że stworzą solidne samochody elektryczne.

Warto w tym miejscu przywołać wyniki sprzedaży elektryków w innych europejskich krajach. Kilka razy przywoływałem już Norwegię, ale trzeba podkreślić, że to kraj nie tylko bogaty, lecz także realnie promujący samochody elektryczne. Ekologiczne auta mogą się tam dobrze sprzedawać. Tymczasem Francja, kraj duży, ludny, z rozwiniętym rynkiem motoryzacyjny, może się pochwalić wynikiem stu tysiecy aut elektrycznych. Pod koniec dekady ma ich być 350 tysięcy. Pewnie nawet tam z rezerwą podchodzi się do miliona takich pojazdów za niecałą dekadę. Ten biznes wciąż jest w powijakach i nie zmienią tego kolejne slajdy prezentowane przez polityków…

Zmiany na tym polu nastąpią, są nieuniknione chociażby z powodu wyczerpywania się złóż paliw kopalnych. Ale nie wydarzy się to nagle czy nawet w ciągu kilku lat, bo to nie jest rynek butów albo smartfonów.

  • doogopis

    556 ? Rewoluszyn ! Samochodów elektrycznych prędko nie bedzie. Oni tylko robią niby takie kroczki do przodu,ale w nocy gdy nie patrzymy cofają sie. Tak że nic sie tak ryli nie zmienia. Ciągle tylko sie mówi że już niedługo. A popatrzmy troche w przeszłość. Z jednej strony skopiowałem kawałki.
    http://benzina.blog.pl/2015/01/05/kto-zabil-samochod-elektryczny-taka-historia/
    Historia, jaka by nie była, pokazuje, że w swoim czasie wielu wynalazców, a właściwie prekursorów motoryzacji pracowało nad napędem elektrycznym. To w nim upatrywano szansę na umożliwienie ludzkości szybszego przemieszczanie się. Samochód napędzany silnikiem spalinowym powstał bowiem dużo później – bo 1885 roku, czyli prawie pół wieku po pierwszym samochodzie elektrycznym!
    Początkowo prace nad pojazdami elektrycznymi szły „pełną parą”. W 1899 roku została po raz pierwszy pokonana bariera 100 km/h. Dokonał tego belgijski kierowca Camille Jenatzy jadący samochodem elektrycznym. Ustanowiony 21 maja (wg innych źródeł był to 1 kwietnia) 1899 roku rekord prędkości wynosił dokladnie 105,882 km/h.
    W 1900 roku powstał Lohner-Porsche. Była to pierwsza na świecie hybryda!
    Stagnacja i teoria spisku
    O ile XIX wiek stanowił dynamiczny rozwój samochodów elektrycznych, to XX wiek całkowicie zahamował rozkwit tej technologii. Powodem była zimna kalkulacja.
    Po pierwsze – samochody napędzane silnikami spalinowymi okazały się bardziej praktyczne. Po drugie – pojawił się Henry Ford. Wynalazca „samochodu dla ludu” spowodował, że pojazdy spalinowe stały się ekstremalnie tanie w produkcji. Popularny Ford T kosztował niecałe 300 dolarów, podczas gdy pracownik w fabryce zarabiał 5-7 dolarów dziennie. W ten sposób technologia elektryczna została zepchnięta na margines z niewielką szansą na powrót do lat świetności.
    W latach 80- tych pojawił się problem dziury ozonowej, globalnego ocieplenia oraz zanieczyszczenia powietrza. Chwilę później zaczął się kryzys paliwowy, a kończące się zapasy ropy naftowej dodatkowo zmotywowały producentów samochodów do zmiany myślenia. W tym czasie skupili się oni na opracowywaniu konceptów samochodów napędzanych prądem. Trudno powiedzieć ile w tym było zabiegów marketingowych, a ile rzeczywistej chęci zadbania o środowisku. Nie mniej jednak pierwsze pojazdy, które nadawały się do użytku trafiły na rynek już w latach 90- tych.
    Jednym z najciekawszych projektów, który miał szansę na odniesienie globalnego sukcesu, był samochód EV-1 zaprojektowany i zbudowany przez General Motors. Już pierwsza odsłona tego modelu charakteryzowała się rewelacyjnymi wprost osiągami. Przyspieszenie do „setki” zajmowała nie więcej niż 9 sekund. Dodatkowo zasięg tego – przypomnijmy wyprodukowanego w 1996 roku – samochodu był nie mniejszy niż zasięg produkowanego obecnie BMW i3, które kosztuje ponad 150 tys. zł. Wynosił bowiem około 120 km, a druga odsłona EV-1 dwukrotnie poprawiła ten wynik oferując zasięg na poziomie 240 km! Dodatkowo został on wyposażony we wszystkie nowinki techniczne i całkiem przyzwoicie wyglądał. To znaczy bardziej przypominał samochód, a nie UFO na kołach.
    Na rynku pojawiło się około tysiąca tych modeli. Użytkownicy byli zadowoleni. Pojawiły się entuzjastyczne komentarze zachwalające jego właściwości użytkowe. Samochody te ponoć rewelacyjnie sprawiały się zarówno w mieście, jak i na trasie. Do tego rozpoczęła się rozbudowa stacji ładowania. Ekologiczne niebo?

    Nie do końca. Pewnego dnia przedstawiciele General Motors odwiedzili użytkowników modelu EV-1 i odebrali im samochody. Wszystkie, które trafiły na rynek. Jak to możliwe? Nikt nie był właścicielem EV-1. Tego samochodu nie można było kupić. Oferowano wyłącznie wynajem i to tylko wybranym (samochód dostał np. Tom Hanks, ale także wiele innych celebrytów i polityków). Plotka głosi, że samochody zostały zniszczone na pustyni w Newadzie. Ocalałe egzemplarze znajdują się w muzeach.
    Oficjalne stanowisko General Motors głosi, że samochód nie miał szans na powodzenie ze względu na wysokie koszty produkcji i brak zysków.
    Nieoficjalnie mówi się oczywiście o naciskach koncernów naftowych, które poczuły, że ich biznes jest zagrożony lub może być zagrożony. Do tego doszli producenci samochodów z tradycyjnym napędem, którzy nie inwestowali w ekologiczne i tanie w eksploatacji napędy elektryczne, a na koniec włączyły się rządy krajów, którym zależało na zachowaniu status quo.
    W jednym z powstałych na temat EV-1 filmów dokumentalnych pojawiła się jeszcze jedna teoria spiskowa, która jak wszystkie tego typu teorie brzmi całkiem prawdopodobnie. Plan był takie, aby ta cała moda na ekologię została nieco przytępiona przez udowodnienie, że świat nie jest jeszcze gotowy na samochody elektryczne. Dzięki temu wpływy koncernów paliwowych i producentów samochodów, którzy do perfekcji opanowali produkcje silników spalinowych miały zostać zachowane w takiej postaci, w jakiej wszyscy tego sobie życzyli.
    P.S Dodatkowo zasięg tego – przypomnijmy wyprodukowanego w 1996 roku – samochodu był nie mniejszy niż zasięg produkowanego obecnie BMW i3, które kosztuje ponad 150 tys. zł. Wynosił bowiem około 120 km, a druga odsłona EV-1 dwukrotnie poprawiła ten wynik oferując zasięg na poziomie 240 km!
    To jasno pokazuje jak rynek elektryków jest sztucznie upośledzany,jak i pozyskiwanie energii.

    • Bee!

      Renault Z-oe, w nowej odsłonie, ma zasięg 400 km. Pewnie w codziennym użytkowaniu, gdzie nie będziemy się ograniczać, spadnie do 200-250 km, ale jest to już wynik na tyle przyzwoity, że warty uwagi.

    • doogopis

      Dodatkowo można akumulator wymieniać na naładowany,a nie samemu ładować. Choć można,czemu nie.

      Tyle że widać że od min 10 lat w tej technologii postępu większego nie widać. Praktycznie żadnego. Dlatego powstanie kilka modeli za kupe siana dla ekscentrycznej elity. Może coś dla ludzi,ale na rewolucje to nie ma co sie szykować. Bynajmniej ja nie eidze nic co na to wskazuje.

    • Daniel Markiewicz

      widze ze dowolny temat w którym sie doogopis wypowiada mozna ignorowac

    • kofeina

      Tylko 3, w pozostałych bywa nawet rzeczowy ;)

    • Daniel Markiewicz

      a widzisz, do tej pory widziałem go tylko w tematach związanych z kosmosem, bo właściwie tylko do motoryzacji i nauki tu zaglądam

    • kofeina

      Hmm… Niestety, ale doogopis ma już własny fanclub i bardzo często nawet pod wpisami spoza tych 3 tematów zostaje wciągnięty w „kosmos”.

    • Daniel Markiewicz

      oj to bardzo niedobrze, bo on z tematu kosmos ma tylko przygotowane gify bez argumentów a co to za dyskusja jak obie strony przerzucaja się „argumentami”

  • Arrczi

    Śmiejecie się z Rządowego programu elektro-mobilności Polaków. Co my mamy do stracenia? Czego się tak naprawdę boimy? Nie mamy ropy, nie mamy lobby samochodowego na karku, a mamy zdolnych młodych inżynierów którzy zaraz wyjadą pracować dla międzynarodowych koncernów. Wystarczy, że zostanie wynaleziony lepszy sposób by magazynować energię i będzie​ światowa rewolucja którą możemy przegapić. Od czegoś trzeba zacząć. Niemcy określili w przeprowadzonych badaniach, że średni dystans jaki pokonuje się w miastach to około 50 – 60 km. Tak więc to nie jest problem dla teraźniejszej technologii. Ciekawe jak by się oddychało w takim Krakowie jak by jeździły tylko pojazdy elektryczne, a do tego ograniczono spalanie śmieci w kominkach? Sam mam chęć zbudować sobie takie małe wozidełko na bazie powiedzmy Trabanta :)

    • „Co my mamy do stracenia?”

      Odpowiem krótko: pieniądze ;)

    • kofeina

      Na co byś je przeznaczył? Gdybyś był w rządzie, to na co przeznaczyłbyś tę kupę kasy?

    • Daniel Markiewicz

      1. infrastruktura
      2. zwolnienie z akcyzy dla elektrykow
      3. zwolnienie z VATu dla elektryków, zmniejszenie VATu dla niskoemisyjnych typu hybryda
      4. nic więcej nie potrzeba

    • kofeina

      Infrastruktura to jeden z celów tego programu elektromobilności (do 2020 chcą powstania 6000 standardowych ładowarek i 400 punktów szybkiego ładowania samochodów elektrycznych).

      Z punktami 2 i 3 zobaczymy co będzie, na razie zapowiedzi są na tańsze taryfy, czy coś, ale ustawy jeszcze nie ma. Pozostaje trzymać kciuki, jeśli się nie ma wpływu na to co w niej będzie. W każdym razie zachęcanie na różne sposoby do przesiadki na elektryki wchodzi w ten program.

      @Arrczi:disqus i @sikorak87:disqus bardziej piszą tutaj o planach powstania „polskich elektryków”, które również znajdują się w programie.

    • Daniel Markiewicz

      tak tylko że na razie słychać głownie o budowie samochodu, to się dzieje choć moim zdaniem absolutnie nie powinno, pozostałe… są w planach a raczej liczymy że same się zrobią i będziemy mogli ogłosić sukces bez wnikania jak do niego doszło :)

    • kofeina

      No to zależy skąd te głosy dochodzą i warto sobie pomyśleć dlaczego właśnie tylko o tym słychać w mainstreamie. Bo najbardziej ambitne? Bo najbardziej nierealne? Bo najbardziej głupie? Nie wiem.

      Sam Plan, który niedawno został przyjęty przez rząd znajdziesz tutaj: http://bip.me.gov.pl/files/upload/26453/Plan%20Rozwoju%20Elektromobilno%C5%9Bci.pdf
      Zauważ, że cel, który został wymieniony jako pierwszy mówi własnie o rozwoju infrastruktury i o stosowaniu zachęt mających przełamać barierę kosztów nabycia pojazdu elektrycznego.

      Ale też są artykuły mniejsze lub większe na ten temat, np. tutaj:
      http://info.peritusnet.eu/index.php/2017/03/20/rzadowy-plan-rozwoju-elektromobilnosci/
      http://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/rusza-program-elektromobilnosci-cel-to-milion-pojazdow,2480251,4199
      http://gramwzielone.pl/auto-ekologiczne/25938/rzad-przyjal-plan-rozwoju-elektromobilnosci
      https://enerad.pl/aktualnosci/rzadowy-plan-rozwoju-elektromobilnosci/

      (wpisy raczej bliźniacze, ale chciałem tylko pokazać, że w paru miejscach ktoś jednak o tym pisał)

    • Daniel Markiewicz

      w widzisz, fajne te linki, zwłaszcza do planu, tylko wywalić I etap i przejść od razu do drugiego, oby był i został zrealizowany, jednak media głównie podchwyciły plan stworzenia samochodu, bo przecież można się pośmiać a nie będą promować rewolucji bo jeszcze im sie oberwie :)

    • kofeina

      Ej, chciałbyś żeby nie narzekać? Ty w ogóle nazywasz siebie Polakiem? ;)