17

Jak ograniczyć zużycie paliwa? Wprowadzając autonomiczne samochody

Wprowadzenie na drogi aut samojezdnych ma nam przynieść szereg korzyści (część osób straci - przykładem kierowcy zawodowi). Od dawna mówi się o zwiększeniu bezpieczeństwa czy odkorkowaniu miast, argumentem "za" ma być także redukcja kosztów. I to na różnych polach: od ubezpieczeń, przez wydatki związane z naprawami (np. powypadkowymi), po uczynienie jazdy bardziej wydajną. W tym ostatnim przypadku w grę wchodzi mocne ograniczenie zużycia paliwa.

Samochody autonomiczne nie są i jeszcze długo nie będą standardem na naszych drogach. Muszą pewnie minąć dekady, nim to rozwiązanie się upowszechni. Nie mam przy tym wątpliwości, że do tego dojdzie, więc intrygują mnie prognozy dotyczące zmian, jakie będzie ze sobą niosła ta rewolucja. Z rozmysłem używam w tym przypadku słowa „rewolucja” – przeobrażenia, jakie zajdą w różnych sferach życia mogą być olbrzymie, jeśli autami na wielką skalę zaczną kierować komputery.

Weźmy wspomniane zużycie paliwa. Z prognoz wynika, iż autonomiczne samochody mogą do roku 2050 zredukować zużycie paliwa o 44% w przypadku pojazdów osobowych i 18% w przypadku ciężarówek. To oznacza wielkie oszczędności surowca, który odnawialny nie jest, może pomóc powstrzymać wzrost jego cen, walkę o nowe złoża, towarzyszącą im ingerencję w środowisko naturalne. Jak zostanie osiągnięta owa redukcja?

Auta samojezdne będą w założeniu poruszać się płynniej od tych kierowanych przez ludzi, w kolejnych dziesięcioleciach powinna się także zmienić ich budowa, zmniejszać będzie się masa, a co za tym idzie zużycie paliwa. Najważniejszym czynnikiem ma być jednak dostosowanie wielkości aut do potrzeb. Zakłada się przy tym, że zmieni się podejście do kwestii posiadania auta. Dzisiaj jest tak, że sporo osób kupuje duży samochód, ale z jego rozmiarów korzysta rzadko, np. podczas wyprawy wakacyjnej. Każdego dnia porusza się jednak owym dużym samochodem do pracy i zużywa więcej paliwa, niż wymaga tego sytuacja.

Wraz z rozwojem jazdy autonomicznej, upowszechnić ma się model współdzielenia samochodów: będziemy je rzadziej kupować, a rozmiar zamawianego pojazdu dostosujemy do obecnych potrzeb: do pracy pojedziemy niewielkim, miejskim autkiem. Zużycie paliwa spadnie. Czy to jednak oznacza, że za kilka dekad będziemy konsumować mniej paliw? Raczej nie. Po pierwsze, przybędzie ludzi do przewiezienia, po drugie, autonomiczna jazda, zwłaszcza tania autonomiczna jazda, może zwiększyć ruch wielu osób, pokaźna część społeczeństwa zwiększy swoją mobilność. Skoro potrzeby wzrosną, warto poszukać gdzieś oszczędności. I dobrze, że są one możliwe – w przeciwnym razie za jakiś czas mógłby się pojawić spory kłopot.

Te oszczędności będą też osiągane, gdy na znaczeniu zaczną zyskiwać auta elektryczne. Przy tym pojawia się jednak pytanie o to, która rewolucja w motoryzacji nastąpi najpierw: jej autonomizacja czy elektryfikacja? Jedno z badań wykazało, że młodzi ludzie, tzw. millenialsi nie są zainteresowani elektrykami. Przynajmniej tak moglibyśmy rozpatrywać wynik ankiety: 70% nie nosi się z zamiarem kupna samochodu z napędem elektrycznym. Warto przy tym podkreślić, że to może się zmieniać – nie są zainteresowani dzisiaj, bo wiedzą, jakie ograniczenia mają takie pojazdy i znają ich ceny. Ale co będzie, gdy w obu przypadkach rzeczywistość zacznie się zmieniać na korzyść elektryków? Ludzie, zwłaszcza ci młodsi, mogą się okazać bardzo przychylni zmianom.

Ciekawe jest to, że przez długie dekady w motoryzacji nie zachodziły głębsze zmiany, a teraz obserwujemy boom na tym rynku, zastanawiamy się, w których kierunkach rozwinie się rynek i w jakim tempie. Wkraczamy w etap, gdy poważnie mówi się już nawet o latających taksówkach autonomicznych. Temat odległy, ale nie niewykonalny. Najpierw jednak naszą uwagę mogą skupić na sobie „zwyczajne” samochody autonomiczne. Oby szybko zyskiwały na znaczeniu – wierzę, że na tym skorzystamy.

  • Meretycz

    Nie żebym miał coś do aut autonomicznych, ale nie widzę powiązań pomiędzy wieloma skutkami zapowiedzianymi przez autora a tym, że każdy będzie miał elektronicznego szofera.

    • Daniel Markiewicz

      dokładnie tak,

    • Każdy z pewnością nie będzie go miał – ci najbogatsi będą mieli ludzi ;)

    • Meretycz

      Dobra, ale i tak nie widzę przełożenia na ceny ropy, które są głównie kwestią polityczną ani na współdzielenie aut, gdzie ludzie bardziej boją się, że ktoś obcy narobi syfu niż wypadku.

    • Jan

      2 ogólne przypadki w których elektroniczny szofer może oszczędzić paliwo przychodzą mi na myśl: nie będzie nigdzie nadrabiał drogi, bo nigdzie nie pomyli zjazdu, albo się pogubi.
      Druga rzecz, przy dobrej integracji takich systemów (zakładam, że taka będzie), na trasach będzie można spokojnie zaprogramować auto tak, żeby jechało metr za pojazdem z przodu (w przypadku potrzeby awaryjnego hamowania cały taki rząd będzie aut będzie mógł rozpocząć hamowanie dokładnie w tym samym momencie). W przypadku takiej jazdy, 2gi i kolejny samochód w takim pociągu pokonuje w zasadzie tylko opór toczenia.

    • Meretycz

      To to tak. Ale inne jak współdzielenie?

  • JamesVoo

    Jest jeszcze jeden problem, jeśli chodzi o wybór większego samochodu, a małego miejskiego.
    Nie jest to oczywiście 100% reguła, ale ZAZWYCZAJ większy samochód jest po prostu wygodniejszy.
    Sam ostatnio się przesiadłem z nowszego hatchbacka segmentu C, na starszego sedana segmentu D. I jest dużo wygodniej.
    Wolę dorzucić +/- 15 zł na 100 km za komfort, niż nie czerpać przyjemności z jazdy.
    A problem z młodymi i elektrykami jest taki, że zwyczajnie nie stać na dwa samochody, a co to za przyjemność, jak nawet raz do roku się jedzie na wakacje i nie można przykładowo na raz pojechać nad morze, po po drodze trzeba samochód naładować(z czego jest przez bagaże, znajomych itp. dużo większe zużycie prądu, niż przy normalnej jeździe).
    A większe baterie = większe zapotrzebowanie na prąd i powstaje błędne koło.
    A że rewolucja w technologii baterii dzieje się równie często, co jest ogłaszany rok linuxa na PCtach i są z tego równie dobre efekty, nie sądzę, że coś się wielce zmieni.
    Podobnie jak Gigafactory niewiele zmieni, bo tam też produkować będą litowo-jonowe z tego co kojarzę

    • W dłuższą trasę ten większy mile widziany, bo wygodę da się zauważyć. Ale w codziennych dojazdach do pracy?

    • JamesVoo

      Codziennie dojeżdżam do pracy około 20km, czyli bardzo krótka trasa. I tak, czuć wygodę :)
      Chociażby kwestia zawieszenia na zakrętach, zapasu mocy jak potrzeba itd. :)

    • Rozumiem. Ale jedna osoba powie, że woli wygodę, druga, że liczy się oszczędność

    • JamesVoo

      Ależ oczywiście że tak :)
      Nigdzie nie napisałem, że jest inaczej :)

    • Daniel Markiewicz

      moi znajomi jeżdzą crossoverami do pracy Toruń-Bydgoszcz, 50km

  • www

    Stuprocentowy napęd elektryczny nie był, nie jest i nie będzie paliwem najbliższej (około 20 lat) przyszłości. natomiast autonomiczne samochody nawet za 50 lat nie będą widokiem powszednim na drodze gminnej w Koluszkach.

    • Daniel Markiewicz

      bo?

    • 50 lat to naprawdę odległa perspektywa. Pół wieku temu w Koluszkach pewnie też nie wyobrażali sobie, że będą mieli komputer w kieszeni…

    • Daniel Markiewicz

      tak jak mówisz, 50 lat temu to w Koluszkach mogło nie byc samochodu

  • Maruda

    Robię po mieście około 200 km dziennie i zamiast autonomii wolałbym skrzynię CVT i KERS.