warszawa zachód słońca
20

Jakie auta elektryczne kupimy w Polsce? Oferta wąska, ceny wysokie…

Dlaczego Polacy nie kupują aut elektrycznych? Odpowiedzi uzyskamy sporo i... wszystkie mogą się okazać właściwe. Najbardziej kontrowersyjna będzie ta dotycząca zwyczajnej niechęci, strachu przed nowinkami itp. Pojazdy pozbawione silników spalinowych będą się powoli przyjmować na rynku ze względu na swą cenę i słabo rozbudowaną ofertę producentów. Ubogi jest też rynek wtórny. Dopiero wtedy, gdy w Europie spopularyzuje się ten typ samochodów i będą sprzedawane używane maszyny, gdy doczekamy się odpowiedniej infrastruktury, coś może drgnąć.

Samochód elektryczny w Polsce? Zjawisko widywane naprawdę rzadko. Naszej uwagi nie przyciągają już nawet auta luksusowe, przyglądamy się jeszcze naprawdę drogim, niezbyt często widywanym na ulicach modelom. W podobny sposób reagujemy właśnie na elektryki, bo tych przybywa nad Wisłą powoli – w ubiegłym roku zarejestrowano u nas niespełna 600 takich maszyn. W obliczu tych danych śmiesznie i nierealnie brzmią zapowiedzi miliona aut bezemisyjnych lub niskoemisyjnych, które na polskich drogach miałyby się pojawić w połowie kolejnej dekady. O tym pisałem niejednokrotnie. Warto jednak zadać pytanie: dlaczego Polacy nie są zainteresowani tymi pojazdami?

samochód elektryczny w Polsce - ceny

Eksperci Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych oraz Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych sprawdzili ofertę koncernów motoryzacyjnych pod kątem dostępności elektryków i przygotowali katalog aut elektrycznych, który znajdziecie pod tym adresem. Jest on aktualizowany na bieżąco i rzuca światło na branżę. Warto podkreślić, że dotyczy wyłącznie aut dostępnych w stałej ofercie polskich dilerów. Nie ma zatem sensu pytać „gdzie Tesla, dlaczego nie ma Tesli?”. A zatem ile elektryków mamy do wyboru? Ponad czterdzieści. Na pierwszy rzut oka całkiem sporo. Jednak w tej liczbie zaledwie 15 pojazdów to auta w pełni elektryczne – reszta zalicza się do grona hybryd i często bez silnika spalinowego nie może się pochwalić zbyt dużym zasięgiem.

samochód elektryczny - przyspieszenie

W oczy szybko rzucają się ceny pojazdów tego typu. Jeśli ktoś chce kupić samochód elektryczny, musi się przygotować na wydanie około stu tysięcy złotych – tyle kosztują najtańsze modele. Znacznie tańszy jest Renault TWIZY, ale pojawią się pewnie głosy, że trudno uznać to za samochód. Wielu osobom w mieście w zupełności by wystarczył, ale klienci z niechęcią odnoszą się do takich eksperymentów. Mamy zatem sto tysięcy i wyżej – za Volkswagena e-Golf trzeba już zapłacić ponad 160 tysięcy złotych. Spora część klientów stwierdzi, że w tej cenie można kupić naprawdę ciekawe auta z wyższej półki wyposażone w silnik spalinowy. Obniżanie standardu, by kupić eko pojazd? Chyba nie jesteśmy na to gotowi.

samochód elektryczny - zasięg

Bardzo istotne jest to, że wśród tych kilkunastu aut, mniej więcej połowa ma zasięg poniżej 200 km. Być może nie byłby to problem na Zachodzie, gdzie sieć punktów ładowania elektryków szybko się rozwija. W Polsce sprawy mają się jednak inaczej – informowałem jakiś czas temu, że sytuacja ma się zmieniać, że infrastruktura dla elektryków będzie rozbudowywana i białe plamy na mapie kraju w końcu znikną, ale to proces rozłożony na lata. Dzisiaj klient dowiaduje się, że wybrać może spośród wąskiej grupy pojazdów, zapłaci za to sporą sumę (jak na polskie warunki), a potem może stanąć autem w szczerym polu, bo nie było go jak „zatankować”.

samochód elektryczny - ceny

To w zasadzie wyczerpuje temat. Wiele czasu musi upłynąć, nim sytuacja się zmieni. I nie chodzi tylko o to, by mijały lata – branżą musi się w tym czasie przeobrażać i rozwijać, jeśli Polak ma na nią w końcu spojrzeć łaskawym okiem. Infrastruktura musi być rozbudowana, ceny elektryków muszą zanurkować. W znacznej mierze będzie to zależało od spadku cen akumulatorów, a te będą powstawać m.in. w Polsce. Szersza oferta? Kolejne koncerny przedstawiają swoje plany na tym polu i jeśli dotrzymają obietnic, to samochód elektryczny stanie się w nich standardem. I gdy na Zachodzie powstaną warunki na nowy boom… w Polsce poczekamy pewnie kilka lat, aż pojazdy tego typu będą sprzedawane przez pierwszych, drugich i trzecich właścicieli. Taki mamy klimat.

  • PIT

    Hybrydy równoległe takie jak porsche panamera lub volvo xc90 są przyszłościom na najbliższe kilkanaście lat.

    • Hubi75

      Twoją przyszłością jest słownik ortograficzny.

  • marian

    Wszystko się rozbija o cenę. I zasięg.

    Jeżeli przeciętny Kowalski czy Nowak będzie w stanie kupić nowego elektryka w cenie standardowego samochodu, to cała sytuacja będzie wyglądać zupełnie inaczej.

    Inną rzeczą jest to, czy przeciętnego Kowalskiego czy Nowaka w chwili obecnej stać na nowy samochód prosto z salonu. Ale nie to jest tematem artykułu.

    • Tak, jeśli ceny będą zbliżone, zainteresowanie tymi autami wzrośnie. Na razie to margines w naszym kraju.

    • Alf/red/

      Czy stać na nowy z salonu? Odpowiem nie wprost – większość samochodów w salonach jest kupowana za gotówkę. Nie jestem pewien, jak jest traktowany lizing, ale w mieszkaniach nie ma lizingu, a za gotówkę kupuje się 60%. Więc pieniądze są.
      Ale masz rację, jeśli elektryk kosztuje dwa razy więcej, a zwraca się po (gdzieś widziałem wyliczenia) 100 czy 150 tys km, to słaba to zachęta.

  • Podejrzewam, że koncerny samochodowe nie są zainteresowane w szybkiej elektrycznej rewolucji. Wolą wieloletnie, powolne przechodzenie z benzyny na prąd. Dlatego jest dużo zelektryfikowanych modeli z wysokiej półki i prawie brak sensownych budżetowców. A przecież niewielki, prosty elektryk w stylu Logana w nieprzesadzonej cenie mógłby być hitem.

    Co do popularyzacji samochodów elektrycznych – nie jestem dobry w ekonomii, ale czemu by nie zwolnić pojazdy ZEV z akcyzy i nie objąć ulgowym VATem (np. 5%)? Na razie ich udział w rynku jest niezauważalny, więc i strata dla budżetu byłaby niezauważalna. A kiedy elektryki wywalczyłyby jakąś sensowną dolę rynku, to można byłoby wrócić do normalnego opodatkowania.

    • Wojciech Pluta

      Problemem jest to, że jeszcze nikt nie potrafi sensownie na elektrykach zarabiać. Stąd mały udział tych najmniejszych na których marże producenta są najniższe.

    • Czyli VW e-Up jest trzyktotnie droższy od wersji benzynowej i nie przynosi zysków?

    • Wojciech Pluta

      Czy VW nie zarabia na e-UP nie wiem bo pracuję dla ichniej konkurencji i tylko z tej perspektywy mogę się wypowiedzieć. Wiem jedynie, że koszt R&D, koszt zakupu baterii, homologacji takiego pojazdu, testów zderzeniowych, wytrzymałościowych itp. przy obecnym wolumenie to koszt potwornie wysoki w stosunku do wolumenu sprzedaży. Być może na jednej sztuce zarabiają ale jako całość wszyscy póki co są mocno w plecy :)

  • Robert Kamiński

    Cena wbrew pozorom nie jest problemem, bo samochody elektryczne można sprzedawać w modelu stosowanym przez operatorów komórkowych. To znaczy auto może być za „złotówkę”, a reszt spłacana w ratach w ramach umowy z dostawcą prądu. Zasięg zwłaszcza na okoliczność dojazdów do pracy również nie jest kłopotem.
    Problemem natomiast jest nieistniejąca infrastruktura i potencjalna katastrofa warsztatów i całej branży… I nie jest to banalny problem.

    • Wprowadzenie takiego modelu i zmiany, o których wspominasz to karkołomne zadanie i szybko nie dojdzie do takich przetasowań

    • Robert Kamiński

      Wbrew pozorom jest to całkiem możliwe i właśnie z tego modelu już niebawem zamierza skorzystać Ursus sprzedając swojego elektrycznego dostawczaka. Jest tu jednak zasadnicza różnica – Elvi trafi głównie do firm kurierskich, które bez problemu we współpracy np. z Enea zbudują stacje trafo, jak również zainstalują odpowiednią liczbę ładowarek w bazie.
      W przypadku klientów indywidualnych jest to rzeczywiście nie realne, bo jakoś nie wyobrażam sobie bloków obwieszonych pajęczyną przedłużaczy do ładowania elektrowozów ;)
      A nawet gdyby – to mamy pewny blackout całego osiedla… Zatem indywidualna elektryfikacja Kowalskich to mrzonki ministra Morawieckiego i perspektywa 10, 20 lat?

  • Biblo

    Tesle także można kupić w Polsce a jakoś jej tu nie widzę

    • Tomek Niewinnian

      nie ma oficjalnego dealera

    • Alf/red/

      Najbliższy salon Tesli w Berlinie. Serwis zresztą też. A wyprawa do Berlina z każdą pierdółką nie jest trywialna ;-)

      Ewentualnie Helsinki, jeśli kto z Suwałk, w dodatku na promie może może się podładować :-D

  • Pan Kleks

    Zakup elektryka w Polsce mija się z celem z 2 prostych powodów. Pierwszym jest ekonomiczny, za cenę elektryka można kupić bardzo wygodny i dobrze wyposażony samochód z silnikiem diesla (zasięg 1000 km na jednym tankowaniu) i zostanie nam jeszcze na 2-3 lata tankowania. Drugim jest mit o ekologii bo ładowanie odbywa się prądem wytworzonym z węgla.

    • Marcin

      Gdyby różnica w cenie zwracała się po 2-3 latach tankowania, to auto elektryczne powinno być droższe od swojego wysokoprężnego brata o około 20 tys. zł. Różnica, licząc tylko koszt paliwa, zwróci się po ponad 10 latach. Może to być więcej lub mniej, w zależności rocznego przebiegu, ceny ON i spalania.

      Sporo się mówi o prądzie pochodzącym ze spalania węgla. Rzadko jednak zwraca się uwagę na sprawność silników spalinowych i elektrycznych. Pomijana jest kwestia wymiany oleju silnikowego (trzeba go utylizować). Rozrząd, DPF, katalizator, dwumasa, turbiny, wtryski wrażliwe na jakość paliwa, filtry oleju/paliwa i cała masa innych części, których w samochodzie elektrycznym nie ma. Produkcja prądu z węgla może nie jest ekologiczna, ale czy produkcja paliwa nie jest dla środowiska naturalnego obciążeniem? Potem jeszcze to paliwo trzeba cysternami na stację dowieźć. Istnieje ryzyko, że taka cysterna po drodze ulegnie wypadkowi. Osobną kwestią jest jeszcze jakość paliwa. Nie chodzi tu tylko o kaloryczność, ale też o pochodzenie. Mało było afer ze sprzedażą oleju opałowego jako napędowy? Kolejna sprawa to jakość spalin, którą generują pojazdy na naszych drogach. Kto przypomni jaki jest średni wiek samochodów osobowych na naszych drogach i jakie normy te pojazdy spełniają. A co z hałasem który również negatywnie wpływa na człowieka i inne stworzenia. Wydaje mi się również, że kierowcy w samochodach elektrycznych mają lżejszą nogę, jeżdżą wolniej i płynniej a co za tym idzie, bezpieczniej.

      Więc jeśli na problem spojrzeć globalnie, z szerszej perspektywy, to może się okazać że auta elektryczne, mimo że w Polsce jeżdżące głównie na czarnym prądzie, w końcowym rozrachunku takie nieekologiczne nie są.

    • marian

      @Marcin
      A co z utylizacją baterii? Wliczasz ją do całkowitej „ekologiczności” samochodu?

      Zawsze ciekawił mnie ten aspekt. Jak jest rozwiązywany. Baterie są składowane, czy ich poszczególne elementy i pierwiastki z nich są odzyskiwane?

    • Marcin

      Nie wiem na ile cierpi środowisko naturalne podczas produkcji jednego akumulatora, nie wiem ile kosztuje i na czym polega utylizacja akumulatora. Nie liczyłem też ile kosztuje utylizacja tradycyjnych akumulatorów, oleju silnikowego. Czytałem ostatnio o taksówce, przejechała około 400 tys. km. a jej pojemność zmniejszyła się o jakieś 20% Moim zdaniem imponujący wynik, a to dopiero początek. Są Priusy pierwszej generacji, które nadal jeżdżą na oryginalnych akumulatorach. Odnoszę wrażenie, że trochę jesteśmy straszeni tymi akumulatorami.

      Tak jak pisałem wcześniej. Na problem trzeba spojrzeć globalnie.Możliwe, że wliczając koszty utylizacji baterii będziemy na plusie. Mowa oczywiście o kosztach jakie poniesie środowisko. Może ktoś kiedyś policzy jaki jest koszt spalin wydalanych z silników spalinowych stojących w korkach vs produkcja i utylizacja akumulatorów do samochodów elektrycznych. Widzę tu jeden problem. Auto spalinowe stojące w korku spala benzynę. A w benzynie są podatki. Im więcej spalamy benzyny, tym większe wpływy do skarbu państwa. Im dłużej stoimy w korkach, tym większe wpływy. Tym większe trucie środowiska, większe zanieczyszczenie miast, więcej zachorowań. A lekarstwa kosztują. Samochód elektryczny stojący w korku niczego nie emituje oraz niczego nie zużywa. Więc wpływ do budżetu zerowy. Koszty eksploatacji samochodu elektrycznego również mniejsze. Czyli mniejsze wpływy do budżetu z tytułu podatku VAT od części eksploatacyjnych i usług.

  • Nikita2

    Firma s-sar zajmuje się na terenie marszawy skupem aut nowych a także używanych. Płacimy realne i uczciwe ceny adekwatne do stanu technicznego. Zadzwoń do nas.
    http://s-car.pl/