109

Bogaci w końcu będą musieli podzielić się pieniędzmi. W przeciwnym wypadku może dojść do rewolucji

Dochód gwarantowany to ostatnio gorący temat. Jedni twierdzą, że jest słusznym rozwiązaniem, inni nazywają to mokrym snem komunistów. W niedawnym referendum Szwajcarzy stwierdzili, że nie chcą go wprowadzać, ale eksperyment zostanie podjęty w Kalifornii, zajmie się tym inkubator startupów Y Combinator. Kilka dni temu na AW pojawił się tekst, w którym relacjonowałem wyprawę do Krakowa - okazją była wizyta Sama Altmana, szefa Y Combinator. Spotkanie można uznać za dość intensywne, młody Amerykanin mówił o wielu rzeczach, więc podzieliłem to na dwie części. Właśnie pojawia się druga. Składa się na nią m.in. rozmowa, jaką miałem okazję przeprowadzić z Altmanem - nie zabrakło kwestii dochodu gwarantowanego.

Sam Altman jest człowiekiem dość zajętym i rozchwytywanym, więc nie było okazji, by przez godzinę rozmawiać o Dolinie Krzemowej, startupach i robotach. Szkoda, ale spotkanie i tak uznaję za udane – im dłużej słuchałem tego człowieka, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że wspomniany dochód podstawowy trzeba testować. Dobrze, że ktoś się tym zajął.

Albo basic income albo… kłopot

Basic income, czyli dochód gwarantowany to jeden z projektów rozwijanych w ramach YC Research – ramienia inkubatora odpowiedzialnego za sprawdzanie rozwiązań, którym trzeba poświęcić dużo czasu i pracy. Osoby pracujące nad tymi zadaniami są opłacane, ale sama jednostka działa w ramach non profit – akcelerator nie chce na tym zarabiać, badania mają się przysłużyć całej ludzkości. Obecnie prace dotyczą przede wszystkim sztucznej inteligencji (OpenAI) oraz dochodu gwarantowanego. Zacznę od tego ostatniego.

Niedawno podejmowałem to zagadnienie na AW, obszerny tekst na ten temat napisała także Ewa Cieślak. Efektem była dyskusja, w której pojawiają się zarzuty o „lewackie ciągoty” i budowanie socjalizmu. Ale jeżeli rzeczywiście chodzi o socjalizm, czy nawet komunizm, to dlaczego za sprawę bierze się Y Combinator?

Podczas spotkania w Krakowie, Sam Altman odpowiadał na te pytania (w trakcie obszernej sesji zadawał je Jakub Krzych, szef Estimote) i przekonywał, że dochód gwarantowany to nie jest komunizm, że decydowanie się na takie rozwiązanie nie jest podążaniem w kierunku, który testowały już m.in. kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Ten system był sprawdzany i nie wypalił. Ale jednocześnie trzeba zmierzyć się z pewnym zagrożeniem: kapitalizm też zaczyna się wyczerpywać. Potrzebna jest nowa droga, a tą ma być dochód podstawowy. Zasobów będzie przybywać, świat będzie się coraz szybciej rozwijał, a zapewnią to maszyny i sztuczna inteligencja. I te zasoby muszą być odpowiednio dystrybuowane, ponieważ masa ludzi straci pracę. I nie znajdzie nowej. Przynajmniej nie w takiej formie, o jakiej dzisiaj mowa.

Zapytałem Sama o szczegóły eksperymentu w Oakland, usłyszałem, że przez kilka miesięcy setka ludzi (maksymalnie) będzie otrzymywać pieniądze (do dwóch tysięcy dolarów) i to będzie pierwsza faza projektu. Twórcy chcą zdobyć wstępne dane, by odpowiednio skalibrować resztę badania. Ostatecznie ma ono trwać pięć lat, swym zasięgiem może objąć nawet tysiąc osób. Taka grupa Amerykanów będzie dostawała pieniądze bez względu na to, czy pracuje, czym się zajmuje i jak sobie radzi w życiu. Ten czas ma być poświęcony na zbieranie danych. YC Research chce się dowiedzieć, co ludzie zrobią z pieniędzmi, ze swoim życiem. Co potem? Prawdopodobnie współpraca z rządem – akcelerator chce przedstawić wyniki badań władzom, by wspólnie wyciągnąć wnioski i podjąć ewentualne działania. Ale to odległa perspektywa.

Wyraziłem wątpliwość w kwestii tego, czy ten plan można realizować na większą skalę – np. kraju tak dużym, jak USA. Czy państwo może podjąć taki wysiłek? Skąd ma na to brać pieniądze? Przecież z wyliczeń ekonomistów wynika, że dochód podstawowy to dzisiaj samobójstwo dla budżetu.

Sam Altman stwierdził, że nie należy na to patrzeć z dzisiejszej perspektywy, a kasa nie jest tu najważniejszym zagadnieniem. Jeżeli rzeczywiście nastąpi gwałtowny rozwój robotyki i SI, to koszty życia powinny spaść: produkty i usługi będą tańsze. Aby dzisiaj godnie żyć w USA, człowiek potrzebuje 4 tysięcy dolarów. Ale może za jakiś czas ten sam standard będzie osiągalny za tysiąc dolarów albo mniej? Jak dzisiejsze wyliczenia będą się miały do tego rachunku? Należy sprawdzać samo rozwiązanie, a nie zastanawiać się wyłącznie nad tym, skąd wziąć pieniądze.

Drążyłem temat i wskazałem na nierówności społeczne, jakie dzisiaj występują na świecie: niewielka część populacji kontroluje większość bogactw, miliardy żyją w biedzie – skąd założenie, że ci bogaci będą chcieli dzielić się bogactwem? Bo to przecież oni w jakimś stopniu będą musieli zrzucić się na ten projekt. Odpowiedź była krótka: dojdziemy do takiego momentu, w którym ta garstka będzie musiała przystać na inną dystrybucję dóbr. Spytałem czy alternatywą jest rewolucja, Sam odpowiedział, że nie można jej wykluczać. Tak przedstawia się wizja basic income wg szefa Y Combinator.

Sam Altman współtworzy OpenAI, czyli SI dla wszystkich

Rozmawialiśmy także na temat projektu OpenAI, nad którym czuwają Sam Altman i Elon Musk. Ten drugi znany jest ze swoich wypowiedzi dotyczących sztucznej inteligencji, swego czasu porównywał ja nawet do demona. Zapytałem Altmana czy też obawia się prac na SI. Najpierw rozwinął wypowiedź Muska, dodał, że szef Tesli nie boi się samej sztucznej inteligencji, lecz tego, że podejdziemy do tematu beztrosko i stworzymy narzędzie, nad którym nie będziemy panować. W tym celu powstało OpenAI – wiedza na temat SI ma być dostępna dla wszystkich. By każdy człowiek na świecie mógł ją zrozumieć i by każdy miał wpływ na jej rozwój. A jeśli zajdzie taka potrzeba, by każdy mógł zareagować. Bo naprawdę źle się stanie, jeśli prace nad tym będzie prowadziła garstka firm, którym uda się stworzyć prawdziwą sztuczną inteligencję. To dam im władzę, która może być zagrożeniem dla reszty ludzkości.

Z jednej strony brzmi to logicznie, z drugiej nie brakuje głosów, że OpenAI do dolewanie oliwy do ognia: YC Research będzie finansować prace i udostępniać wyniki wszystkim, lecz większość nie zrobi z tego użytku. Wykorzystać mogą to natomiast wspomniane firmy, którym Altman i Musk zwyczajnie wyświadczają przysługę. Zwraca się nawet uwagę na to, że takie narzędzia nie powinny trafiać w ręce każdego. Kto ma rację? Pokażą kolejne lata, może dopiero za kilka dekad poznamy odpowiedź. Warto przy tym dodać (Altman zwracał na to uwagę), że w zespole OpenAI pracują Polacy, pokaźna część zespołu to ludzie z naszego regionu, bardzo zdolni programiści i matematycy. Mówiąc o nich Sam Altman podkreślał, że ten potencjał warto wykorzystać, że to mocny atut Polski. A jeśli ktoś jest zainteresowany projektem i myśli, że przydałby się w OpenAI, to powinien aplikować – czekają na ludzi.

W Polsce w końcu pojawią się jednorożce

Kto będzie nakręcał rozwój technologiczny? Duże firmy pokroju Apple i Facebooka czy startupy? Sam Altman odpowiedział zdecydowanie: startupy – to one będą silnikiem napędzającym zmiany i pociągną nas w przyszłość. Ale nie można deprecjonować wkładu dużych graczy: posiadają pieniądze, inwestują w mniejsze firmy i wspierają je, a to też bardzo istotne. Tu doszliśmy do kwestii jednorożców, czyli firm wycenianych na przynajmniej miliard dolarów. Dopytywałem Altmana o bieżącą liczbę unicornów w portfelu Y Combinator oraz ich potencjalną liczbę. Na dzień dzisiejszy mogą się pochwalić 11 biznesami, w które zainwestowali, a które są wyceniane na wspomnianą sumę. Ale potencjalnych jednorożców jest od 30 do 50, a mówimy jedynie o firmach, którym już pomogli.

Możliwe, że w tym gronie znajdzie się Estimote – Altman chwalił polski startup, stwierdził, że możliwości rozwoju są całkiem spore. Inne biznesy z naszego podwórka? Te miał dopiero poznać, więc nie chciał strzelać w ciemno. Jednocześnie zgodził się z tym, o czym w jednym z wywiadów mówił Piotr Wilam, szef Innovaton Nest: startup nie powinien działać lokalnie, jeśli ma ambicje, by stać się wielkim (lub jeśli chce przetrwać) – potrzebne jest szybkie działanie w skali globalnej, bo tylko ono przybliża do dużego sukcesu. W tym miejscu warto wspomnieć o programie YC Fellowship skierowanym do międzynarodowej społeczności. Zakłada on wspieranie nie tyle firm we wczesnej fazie rozwoju, co przedsiębiorców… „potencjalnych”, ludzi, którzy dopiero mają pomysł czy niedopracowany prototyp. Osoby zgłaszające się do tego programu nie muszą działać w Dolinie Krzemowej, mogą tworzyć np. w Polsce i kontaktować się z inkubatorem za pośrednictwem Skype’a. Kolejny ruch, który ma rozkręcić branżę startupów w globalnej skali.

Na koniec przyszła wymiana zdań dotycząca ekonomii współdzielenia. Poprosiłem Altmana, by odniósł się do idei sharing economy i formy, jaką przybrała ona w ostatnich kwartałach. Spytałem, czy firmy takie, jak Uber albo Airbnb (ta ostatnia znajduje się w portfelu Y Combinator) można nazywać biznesami z poletka ekonomii współdzielenia. Sam Altman stwierdził, że tak – chociaż są to duże biznesy i nie da się ukryć, że mogą zarabiać duże pieniądze, to nadal mamy tu łączenie ludzi. Sam korzysta z Airbnb i spotyka się z gospodarzami, spędza z nimi czas, korzysta, jeśli proponują mu np. oprowadzanie. Główna idea, jego zdaniem, nie została zatem wypaczona.

Altman nie chciał bawić się w spekulacje i strzelać, które technologie czy rozwiązania będą The Next Big Thing, stwierdził, że to nie jego rola. Ale i on i YC zamierzają inwestować w biznesy z różnych segmentów gospodarki, by nakręcać rozwój wielotorowo. Przykładem firmy energetyczne, którym poświęcił sporo uwagi podczas spotkania z szerszym gronie. Można zakładać, że o YC nadal będzie głośno. Oby dotyczyło to także inwestycji w polskie firmy.

Postać pozytywna, spotkanie ciekawe – plus dla Estimote, że postarało się ściągnąć do Polski Altmana. Mam nadzieję, że na tym się nie skończy. I oby spełniły się jego słowa dotyczące rozwoju krakowskiego startupu – za to trzymam mocno kciuki.