37

Rząd jedną ustawą stworzył polską Dolinę Krzemową. W Inowrocławiu [AntySens]

Kilka dni temu wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki ogłosił plan rozkręcenia naszej gospodarki na kolejne dekady. Dokument ważny, chociaż różnie komentowany - szybko doczekał się zwolenników i przeciwników, rozpoczęła się dyskusja na temat jego założeń, źródeł finansowania, konkretnych działań. Można się było spodziewać takiego rozwoju wypadków. Ale rząd nie zamierza zwalniać i wdawać się jałowe dysputy. Zamiast tego bierze się do pracy i zaczyna realizować projekt. A zacznie od... powołania do życia polskiej Doliny Krzemowej! Znamy już lokalizację - to Inowrocław. Miasto zmieni nazwę na Innowrocław.

Trzeba pochwalić polityków i urzędników za szybkość działania – nie rzucali słów na wiatr, chcą działać. Władza nie planuje konsultacji społecznych, rozmów z ekspertami, przedsiębiorcami czy środowiskiem naukowym, bo to spowolniłoby cały projekt. A liczy się szybkość. Dlatego zamiast pracy organicznej, edukacji i zabawy w szczególiki, wybrano inne rozwiązanie: zamianę Polski w startupowego hegemona z pomocą ustawy. Tak sprawę komentuje jeden z polityków partii rządzącej (typowany na szefa resortu – w myśl ustawy powstanie Ministerstwo Startupów i Podboju Kosmosu):

-Plan Morawieckiego przewiduje m.in. rozwój innowacyjności, stawianie na technologie przyszłości. Od dawna zastanawialiśmy się, jak można szybko osiągnąć zauważalne sukcesy na tym polu. Malkontenci mówili, że to niemożliwe, że nie da się bez pomocy czarodziejskiej różdżki, ale dla nas nie ma rzeczy niemożliwych. W końcu ktoś wstał i krzyknął „Ustawa! Zróbmy to ustawą!”. Wszyscy popatrzyli na siebie, pokiwali głowami i doszli do wniosku, że to genialne. Jedna ustawa i zrobimy tu drugi Izrael. Potem, jak już się rozpędziliśmy, pomyśleliśmy, że nie ma sensu ograniczać się do Izraela – zróbmy tu od razu Amerykę. I tak powstał plan stworzenia polskiej Doliny Krzemowej.

Ustawa została napisana we czwartek, procedowanie nie zajęło wiele czasu, Prezydent już podpisał dokument. Co w nim znajdziemy?

– Na stolicę polskich technologii wyznaczono Inowrocław. Przy tym zmianie ulega nazwa miasta – od marca będzie to Innowrocław.
– Ustawa zakłada, że każdego miesiąca w Polsce powstawać ma tysiąc startupów, z czego minimum 1/3 powinna skupiać się na problemach polskich, a maksymalnie 1/5 na rozwiązywaniu lokalnych problemów Innowrocławia. Reszta może się zajmować czym chce.
– Przynajmniej raz w miesiącu ma się pojawiać nowy „najmłodszy polski milioner”, a media mają obowiązek o nim pisać. Wszystkie media – granice czy bariery językowe nie grają tu większej roli.
– Długofalowym celem jest stworzenie alternatywy da Internetu pod polską flagą i wciągnięcie w naszą strefę cyfrowych wpływów wszystkich państw (z wyjątkiem Tuvalu – nikt nie wie, gdzie to jest).
– W Innowrocławiu w najbliższych latach mają powstać odpowiedniki Microsoftu, Google, Apple, Facebooka, Amazona i Snapchata. Twittera nie, bo to nie ma sensu. A Snapchat ma być grzeczny – bez rozbierania. Do końca dekady nowe twory mają być większe od rywali zza Oceanu.
– Zarobki w Innowrocławiu powinny być wysokie, a starupy zobowiązano do przynoszenia wysokich zysków.

Ambitne. Ale czy wykonalne? O zdanie poprosiliśmy m.in. urzędnika magistratu w Inowrocławiu.

Pomysł nie jest zły – ta ustawa z pewnością pomoże naszemu miastu. Polsce pewnie też. W końcu zrobi się o nas głośno. Miasto już szykuje się na przyjazd naukowców, przedsiebiorców i programistów z całego świata. Ostro podnieśliśmy czynsze i podatki. Do władz mamy tylko jedną prośbę: niech ustawą zmienią pogodę w Innowrocławiu. Mamy tu typową polską aurę, a nasi goście chcieliby słońca i wyższej temperatury – niczym w Dolinie Krzemowej. Zresztą, my też chcemy posmakować Kalifornii.

A jak sprawę komentuje opozycja? Jej lider nie owija w bawełnę:

-To jest hańba! Ten pomysł był nasz, to my chcieliśmy stworzyć w Polsce drugą Dolinę Krzemową. Żeby było bardziej wiarygodnie zamierzaliśmy nawet wykorzystać prawdziwą dolinę – Chochołowską lub Kondratową. Ewentualnie Dolinę Pustą – skoro nic w niej nie ma, to mogą być startupy. Ta ustawa to w zasadzie nasz projekt, nasz sukces i trzeba o tym głośno mówić. Czujemy się oszukani i ograbieni.

Jak widać, szykuje się spór polityczny o to, kto jest ojcem sukcesu. Przyszłego sukcesu. To jednak nieistotne – ważne, że ruszają prace w Inowrocławiu (przyszłym Innowrocławiu), a piecze nad nimi sprawuje Rada Programowa im. Pomysłowego Dobromira.

Niniejszy wpis ma charakter satyryczny, a informacje i cytaty w nim zawarte nie są prawdziwe. Oznaczyliśmy to w tytule [AntySens], podobnie zamierzamy robić w przyszłości.