4

„Za każdą grą, którą posiadam, kryje się jakaś historia” – rozmawiamy z kolekcjonerami starych gier

Wczoraj wspominałem że w Polsce kolekcjonerów gier nie brakuje. Zostając zatem w temacie regałów wypełnionych retro — zadałem kilka pytań trójce rodzimych pasjonatów, których półki — dosłownie — uginają się od gier, a każdy wolny kąt wypełniają kartridże, płyty, kartony i tona kabli!

Znalezienie wspólnego mianownika dla moich rozmówców byłoby trudne. Zawodowo to zupełnie różne światy, każdy mieszka w innej części kraju, ale łączy ich jedno: miłość do gier wideo. Tych starych i nowych, które kolekcjonują od wielu lat. Ciekawi jesteście co ich napędza, jakie są ich motywacje, a może chcielibyście rozpocząć przygodę z retro grami i szukacie wskazówek jak zacząć? Nie omieszkałem ich o to zapytać!

Michał „Ping” Bartczak

K: Co sprawia, że gromadzisz wszystkie te dobra w domu? Zajmują dużo miejsca i są ogromną inwestycją pieniędzy — potrzeba też sporo czasu i cierpliwości, by znaleźć co rzadsze okazy.

M: Z grami wideo jestem związany zarówno hobbystycznie jak i zawodowo. Gram od wczesnego dzieciństwa, więc zbudowanie sporej kolekcji było podyktowane sentymentem jak i wygodą — gdy chcę wrócić do jakiegoś tytułu, po prostu sięgam po niego z półki, zamiast szukać gry na aukcjach czy grać na emulatorach z pirackiej kopii. Jestem purystą, więc wszystko musi być uruchomione na takiej samej maszynie, na jakiej grałem przed laty. Lubię też próbować niszowych tytułów, w które nie było okazji zagrać wcześniej, więc zbieractwo wiąże się u mnie również z poszerzaniem horyzontów. Wciąż jest to hobby stosunkowo niedrogie — niewiele gier kosztuje po latach więcej niż na premierę.

K: Czy jakaś gra z twojej kolekcji ma dla ciebie specjalną wartość?

M: Wiele tytułów ma dla mnie wartość, ale czysto sentymentalną. Nie traktuję kolekcjonowania jako inwestycji na przyszłość — nośniki nie są trwałe, za kilkadziesiąt lat wszystko zostanie przeżarte disc/bit rotem* i po grze zostanie jedynie ładny kawałek plastiku wraz z poligrafią. Oczkiem w głowie są dla mnie jRPGi na pierwsze PlayStation oraz shmupy/bullet-helle**, jednak każdy tytuł w moich zbiorach znalazł się w nich z jakiegoś powodu, więc wszystko traktuję z sentymentem.

* chodzi o uszkadzanie nośników, przez co ich odczyt stanie się niemożliwy.

** strzelaniny, w których samotnym statkiem stawiamy czoła setkom wrogów, a na ekranie często roi się od tysięcy pocisków — do bardziej popularnych przedstawicieli gatunku należy m.in. Ikaruga czy serie DoDonPachi / Touhou.

K: Jakieś wskazówki dla tych, którzy chcieliby rozpocząć swoją przygodę z kolekcjonowaniem retro konsol?

M: Nie idźcie w hoarding*. Nie kupujcie gier / sprzętów tylko dlatego, że jest okazja, że są tanie. Inwestujcie w rzeczy, które wam się podobają. Po latach satysfakcja z mniejszej kolekcji pełnej perełek jest znacznie większa, niż z posiadania tysięcy gier, z których w połowę nigdy się nie zagrało, a w 1/4 nigdy nie będzie chciało się zagrać. Nie traktujcie też tego jako inwestycji, miejcie świadomość, że przechowywanie swoich skarbów nawet w idealnych warunkach jedynie przedłuży ich życie — nic nie jest wieczne.

* zbieranie wszystkiego, co wpadnie w ręce.

Marek „Mjuszen” Nerć

K: Jak to się stało, że jesteś w stanie spędzić wiele godzin by kupić rzecz, która większość czasu… spędzi na półce?

M: Pamiętam jak dziś, reklamy starych konsol w niemieckich telewizjach czy też w katalogach „QUELLE” — NESa, GameBoya, SNESa… Jako dziecko ze średnio zamożnej rodziny, nie byłem w stanie pozwolić sobie na zakup jakiejkolwiek gry/konsoli w tamtym okresie. Miałem jedynie starego NESa, Segę Master System, GameBoya. Ówczesne „nowości” śledziłem wyłącznie na papierze lub z reklam w TV. Obiecałem sobie wtedy, że gdy dorosnę, to kupię sobie to, na co nie było mnie wtedy stać. Jak powiedziałem, tak uczyniłem i robię tak po dziś dzień. Nostalgia i wspomnienia z tamtych lat sprawiły, że każdy taki zakup to powrót do magicznych chwil z dzieciństwa i spełnienie marzeń.

K: Ile tytułów oraz systemów liczy twoja obecna kolekcja? Przede wszystkim ilość, czy przede wszystkim jakość?

M: Jeżeli chodzi o zakupy gier to wychodzę z założenia, że lepiej kupić jedną, dobrą, grę, niż kilka słabszych. Nie kupuje hurtowo. Tytuły dobieram starannie, dlatego na chwilę obecną mam ponad 500 gier, które staram się nabywać w pełnych zestawach — z oryginalnymi opakowaniami oraz instrukcjami, co często znacząco podbija ich wartość. Jeżeli chodzi o systemy, to mam ich w tej chwili około 60.

K: Polska jest stosunkowo niewielkim krajem, a prawdziwi kolekcjonerzy dobrze się znają. Utrzymujesz kontakt z konkurentami, którzy — możliwe — walczą o te same przedmioty? 

M: Znam przynajmniej trzech, wyjątkowych i bardzo bliskich mi kolekcjonerów (Mariusz, Michał, Arek), z którymi mam bardzo dobry i osobisty kontakt. Na co dzień wymieniamy się opiniami, zdjęciami kolekcji i regularnie się odwiedzamy. Nawzajem się napędzamy — zarówno na stare, jak i nowe rzeczy.

K: Byłbyś w stanie wycenić którąkolwiek z ich kolekcji? A co ze swoją własną?

Bardzo trudno wycenić posiadane kolekcje retro sprzętu. Duża część ceny danej gry/konsoli to czas i nerwy, poświęcone na zdobycie idealnej sztuki, które ciężko przełożyć na złotówki, dolary czy jakąkolwiek inną walutę. Aczkolwiek, wartości takich kolekcji to grube pieniądze, które z czasem, same się powiększają, ponieważ wartość produktu rośnie z upływem lat.

K: A nie boisz się, że pewnego dnia tak starannie gromadzone skarby po prostu… przestaną działać? Nie jest tajemnicą, że żaden z nośników nie jest nieśmiertelny. A utrata całego kartridża zaboli bardziej, niż strata stanu zapisu gdy rozładuje się w nim bateria.

M: Jeżeli chodzi o kartridze to absolutnie się nie boję. One są chyba jednak nieśmiertelne. Co innego płyty CD, bo te są dość podatne na urazy. Ale… Do większości gier mam pudełka/instrukcje, więc jeżeli coś ulegnie zniszczeniu to po prostu kupię sam nośnik.

K: Podzielisz się z nami jakimiś gorącymi historiami z życia kolekcjonera? Może jakieś specjalne szczęście przy zakupie gry, albo wręcz odwrotnie — zawiła droga i zestaw przygód który napotkałeś przy którymś ze swoich zakupów?

M: Było ich całkiem sporo! Tego dnia nie zapomnę chyba nigdy. Był 1 kwietnia, czyli idealny czas na żarty. Odesłałem mojemu koledze, pożyczoną wcześniej grę na Segę Saturn – Panzer Dragoon Saga. Grę bardzo rzadką i bardzo drogą. Żeby upewnić się, że nic nie stanie się podczas wysyłki, zabezpieczyłem płytki, doklejając je taśmą klejącą do pudełka (ta taśma NAPRAWDĘ ledwo przyklejała się do papieru!). Okazało się, że kolega, który otrzymał grę, odrywając te taśmy, oderwał również nadruk z płyt i 3 na 4 dyski zostały zniszczone. Tutaj nie ma za bardzo się czym chwalić, ale mogę dopisać sobie zasługę zniszczenia jednej z niewielu kopii gry w tak dobrym stanie (i ogólnie jakimkolwiek). Na szczęście znajomy nie przejął się za bardzo tym faktem. Po prostu schował grę do szuflady, żeby zniknęła mu z oczu.

Kolejna, tym razem bardziej pozytywna przygoda, przytrafiła mi się na portalu aukcyjnym. Udało mi się kupić idealną i kompletną Zeldę A Link to the Past po bardzo atrakcyjnej cenie. Na tyle atrakcyjnej, że było mi aż głupio, dlatego napisałem do sprzedającego maila, by nawiązać jakąś konwersację. Pisaliśmy całkiem sporo i z rozmowy wynikło, że zabiera się właśnie za pisanie referatu z fizyki o zjawiskach falowych. Akurat ten temat to był mój konik, więc w ramach wdzięczności, napisałem mu kilkustronicową pracę, za którą dostał bardzo dobrą ocenę.

Ogólnie większość moich zakupów z przeszłości to zazwyczaj kombinowanie, szukanie, staranie się o najlepszą cenę… Ta cała otoczka – kontakty z innymi ludźmi, spotkania, podróże, zloty… To w tym było najciekawsze. Potrafiłem wsiąść do pociągu jednego dnia i jechać 300km, żeby odebrać Chrono Triggera albo Super Metroida. Teraz na wiele rzeczy jest mnie po prostu stać, więc wchodzę na ebay, wybieram towar, kupuję, odbieram i odkładam na półkę.

K: Na koniec jeszcze pytanie o wskazówki dla ludzi, którzy chcieliby zacząć kolekcjonować stare gry.

  1. Odpowiedzenie sobie na pytanie: po co chcę to robić? Wtedy łatwiej przyjdzie odpowiedź na pytanie z punktu 2.
  2. Obranie kierunku zbierania – czy same nośniki, jakie wersje, jakie platformy, jaki stan akceptowalny.
  3. Przygotować się na naprawdę drogie zakupy.

Marcin „Kypq” Szczepanik

K: Co sprawia, że wciąż trzymasz całą kolekcję w domu — nadszedł moment, kiedy retro stało się modne i zakładam, że większość gier czy akcesoriów mógłbyś sprzedać za znacznie wyższą cenę, niż je kupiłeś?

M: To samo co spowodowało pierwotny zakup — nie kupiłem tego z chęci zysku. Retro jest cały czas modne — po prostu teraz niektórym się lampki w oczach zapaliły, bo ktoś tam kiedyś sprzedał grę i nawet na tym zarobił. Ot powracająca co parę lat fala.

K: Czy masz w swojej kolekcji jakieś tytuły / sprzęty/ zestawy z których jesteś szczególnie dumny? Co to takiego i dlaczego prawdopodobnie nigdy nie zmienią one właściciela?

M: Będzie to limitowana wersja konsoli PS3 z motywem z “Tales of Xillia”, oraz pad który wyszedł rok później wraz z premierą Xilli 2. Jestem olbrzymim fanem serii “Tales of”, a taka ładnie wyglądająca konsola to diament w kolekcji.

K: Są ludzie, których hobby jest kolekcjonowanie gier. Nie mają czasu, ani nawet ochoty, by w nie grać — możliwość ich postawienia na półce im w zupełności wystarcza. Wiem że sam wciąż grasz dużo — wyobrażasz sobie przerzucenie się w przyszłości wyłącznie na stronę kolekcjonerską?

M: Nie, nie wyobrażam sobie czegoś takiego. Kolekcjonowanie gier dla mnie nie polega tylko na posiadaniu czegoś niczym nieruchomości/aktywu. Za każdą grą którą posiadam kryje się jakaś historia, wspomnienia, miłe doznania.

K: Czy masz jakieś wskazówki, albo przed czymś chciałbyś przestrzec, ludzi, którzy chcieliby zacząć zbierać retro gry?

M: Nie dajcie wmówić innym że wasza kolekcja jest “gorsza”, że jej czegoś brakuje, albo że zbieracie rzeczy bezwartościowe. Pamiętajcie że nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku.

  • fakt

    Fajne! Ale mnie na to nie stac :)

    • Kamil

      Zawsze możesz próbować okazyjnych zakupów. Te, czasami, wciąż się udają! :)

  • ShotgunMesssiah

    „Są ludzie, których hobby jest kolekcjonowanie gier. Nie mają czasu, ani nawet ochoty, by w nie grać”
    Ja niestety powoli staje się jedną z tych osób. Kolekcja rośnie z roku na rok, powoli zbliżam się do okrągłego tysiąca „eksponatów” ;) Oczywiście mowa o kompletnych grach w wydaniach premierowych.
    Z tą ochotą na granie się u mnie na szczęście nie zgada bo ta pozostaje niezmienna. Po prostu moim największym przeciwnikiem stał się… czas :(
    P.S. Bardzo ciekawy artykuł.

    • Kamil

      Dzięki :)

      I mam nadzieję, że z tym czasem jakoś się poukłada. Trzymam kciuki! :)