47

Rozmowa z Kominkiem

Dlaczego z nim? Przecież ostatnio wszędzie go pełno. Bo uznałem, że musi być coś ciekawego w facecie, którego teraz lubię poczytać, a jeszcze parę miesięcy temu omijałem szerokim łukiem (alergia na wulgarnych typków, którzy prowokują i otaczają się legionem wyznawców). A także dlatego, że każdy ma wyrobioną opinię o nim, ale nikt wcześniej nie usiadł z nim do poważnej rozmowy i nie posłuchał, co facet ma do powiedzenia, gdy zdejmie tę śmieszną maskę kontrowersyjnego […]

Dlaczego z nim? Przecież ostatnio wszędzie go pełno. Bo uznałem, że musi być coś ciekawego w facecie, którego teraz lubię poczytać, a jeszcze parę miesięcy temu omijałem szerokim łukiem (alergia na wulgarnych typków, którzy prowokują i otaczają się legionem wyznawców). A także dlatego, że każdy ma wyrobioną opinię o nim, ale nikt wcześniej nie usiadł z nim do poważnej rozmowy i nie posłuchał, co facet ma do powiedzenia, gdy zdejmie tę śmieszną maskę kontrowersyjnego blogera.

Na początek przedstaw się ładnie, bo jeszcze nie jest tak pięknie, że wszyscy wiedzą coś ty za jeden.

Suche fakty: autor dwóch blogów: kominek.in (od 2005 r, tematyka to relacje damsko-męskie) oraz kominek.tv (czerwiec 2009, tematyka to media, reklamy, blogosfera). Propaganda: najpopularniejszy bloger w kraju.


To na dobry początek zdradź, o co chodzi z tymi cytrynami ? Wiem, że to zagadka, której czytelnicy twojego bloga chyba nie odgadli ?

Tak, to zagadka w całości oparta na faktach. Z pięć, może sześć lat temu kobieta, z którą wówczas byłem, zadzwoniła do mnie i powiedziała: kochanie, dziś wieczorem będzie inaczej. Przygotuj czyste prześcieradło i 4 cytryny. Natychmiast podzieliłem się tym ze znajomymi z forum dyskusyjnego, będąc przekonanym, że szybko wyjaśnią mi, co planuje dziewczyna. Ja dowiedziałem się tego wieczorem, natomiast do dziś cierpliwie czekam aż ktoś odgadnie, po co dokładnie jej to było.


Liczyłem na to, że ujawnisz tę tajemnicę sam – bo Google chyba już wie? :)

Nie wie ani google ani nikt inny poza mną, moją byłą i o ile dobrze pamiętam – jej babcią. Odpowiedzi, które wyskakują ci w wyszukiwarce są po prostu absurdalne. Zresztą, największa wartość tej zagadki leży w tym, że nikt poza mną nie zna jej rozwiązania.

Ile razy ktoś pytał się Ciebie dlaczego prowadzisz bloga i jak to się zaczęło?. Jeśli nie za dużo to chętnie powtórzę to pytanie

Kiedy Kazik śpiewał w 12 groszach „…jak powstają Twoje teksty, gdy mnie ktoś tak spyta, zakurwię z laczka i poprawię z kopyta„, nie rozumiałem tych słów tak bardzo, jak rozumiem je teraz. Dlaczego prowadzę, skąd biorę pomysły, itp to pytania, które czytam niemalże codziennie. Zaczęło się całkiem banalnie. Przez kilka lat udzielałem się jako Kominek na grupach dyskusyjnych. Czytelnicy prosili mnie, abym zebrał swoje najlepsze teksty w jedno miejsce. Tak powstał blog Kominka. Gdy zobaczyłem, że ludzie chcą czytać to, co piszę, zacząłem pisać więcej. I tak to trwa do dziś.

Masz coś wspólnego z dziennikarstwem, byłeś dziennikarzem a może jesteś nadal? Pytam dlatego, że niewiele osób potrafi pisać w taki sposób, aby długimi wpisami zainteresować ludzi, trzymać przy treści aż do końca i dobrze puentować.

Oczywiście. Dziennikarstwem param się praktycznie od liceum. Z tymi długimi wpisami mam ogromny problem, bo na oko 90 proc. moich tekstów przed publikacją jest o połowę skracana. Marzę o tym, by pisać na blogu teksty na trzy akapity, ale nie potrafię i zawsze wychodzą mi dłuższe Naturalnie pilnuję, aby każdy tekst miał właściwą konstrukcję: ciekawy tytuł, dobry lead, „dynamiczny” pierwszy akapit i zakończenie, które nie musi być zaskakujące, ale nie powinno być banalne. Większość blogerów nie stosuje się do żadnych reguł, przez co czytanie ich bywa nieco uciążliwe.

Nie chcę ci wchodzić w cztery litery, ale od kiedy przeczytałem jeden z tekstów na kominek.tv również zostałem twoim czytelnikiem. Magia działa?

Ten pierwszy blog na zawsze pozostanie skażony starym, wulgarnym kominkiem, dlatego nie miałem szans zainteresować nim kogoś takiego jak ty. Nie wiem, czy na kominek.tv czytałeś wszystkie teksty, ale połowę z nich opublikowałem już dawno na starym blogu. To w sumie taka ciekawostka – wystarczyło przybić nowy szyld i jechać dalej ze swoim stylem, aby przyciągnąć całkiem nowe grono czytelników. W ciągu pierwszych trzech miesięcy istnienia nowego bloga poznałem więcej ludzi z szeroko rozumianej branży mediów/reklam/PR/i_innych_grzybów niż w ciągu poprzednich 4 lat. A przecież Kominek wcale się nie zmienił, a przynajmniej nie w ciągu ostatnich 2 lat.

No to nie do końca jest tak jak piszesz, wpadłem na starego Kominka kilka razy, przeczytałem i pomyślałem  „o fuck co za rzeźnia”. Kiedy usłyszałem /przeczytałem, że zmieniasz trochę styl to zajrzałem jeszcze raz – był to wtedy już kominek.tv. Zauważyłem (choć może mylnie), że od momentu zmiany bloga na kominek.tv zacząłeś udzielać się w blogosferze, w nowych  (blipy, flakery, i co tam jeszcze) i starych mediach. Skąd taka zmiana?

O widzisz, o tym właśnie mówię. Styl na kominek.tv jest dokładnie tym samym stylem, co na starym blogu (kominek.in). Przejrzyj ostatnie 10 tekstów na obu blogach, a przekonasz się. „Rzeźnia” skończyła się lata temu, ale spaprana opinia pozostała. Dość powiedzieć, że od półtora roku nie było chyba ani jednej notki, w której użyłbym brzydkiego słowa.
Na dobrą sprawę mój udział w serwisach społecznościowych to tylko zabawa i najczęściej ogranicza się do informowania czytelników o nowych tekstach na blogu. Z całą pewnością na żadnym z nich nie zamierzam budować swojej społeczności. Od tego mam blogi i moimi czytelnikami nie zamierzam się z nikim dzielić.

Spece do budowania marki i marketingu byliby chyba zawiedzeni taką odpowiedzią :) Przecież te nowe media to przyszłość – blog to przeżytek. Nie czytałeś o tym?

To zależy, o jakiej formie blogów mówimy. Faktycznie, te pisane dla paru znajomych, mające pamiętnikarską formę w końcu przestaną mieć rację bytu w obecnym kształcie i wygodniejszym będzie pisanie ich na serwisach społecznościowych.Nie ma większego znaczenia, czy ktoś prowadzi swojego bloga na blox.pl czy na facebook.com czy na twitter.com. O ogromnej krótkowzroczności popularnych platform blogowych świadczy, że same nie chciały lub nie potrafiły przekształcić się w typowe serwisy społecznościowe. Nie robią też nic, aby zatrzymać u siebie popularnych blogerów. Blogi takie jak mój czy Twój z całą pewnością nie są i jeszcze przez wiele lat nie będą przeżytkiem i już teraz widzę, że serwisy społecznościowe mogą nam pomóc w gromadzeniu czytelników i integrowaniu ich, a na pewno nie przyczynią się do utraty.

Mam podobne zdanie co do nowych mediów, choć przyznam że niektóre wciągają i są bardzo absorbujące. Na twoim blogu czytałem, że ruch jaki one generują (300 UU/ 1m PV) jest wielkości której nie powstydziłby się żaden serwis internetowy. Czas na tym zarobić?  Dodam, że do zarabiania na blogach podchodzę normalnie, bez uprzedzeń czy teorii o sprzedawaniu się za kasę i innych bzdur.

Plebs jest wciąż zbyt głupi, aby pojąć, że zarabianie na blogach nie musi wiązać się z utratą niezależności. Trudno mi pojąć z czego wynika takie rozumowanie, bo przecież dziennikarzy tradycyjnych mediów nikt nie obwinia za to, że dostają kasę. Uważam natomiast, że na dobre pieniądze musimy poczekać jeszcze ze trzy lata. Mnie się nigdzie nie spieszy, od lat różni ludzie proponowali mi mniej lub bardziej uczciwe formy zarobienia dużej kasy w oparciu o markę kominka, ale wychodzę z założenia, że wszystko należy robić powolutku. Kominek.tv będzie za kilka lat maszynką do zarabiania pieniędzy, ale muszę bardzo dbać o to, abym wśród swoich czytelników wciąż był postrzegany jako uczciwy facet. Nie ma tygodnia, aby nie zgłaszał się ktoś z propozycją reklamy. I zawsze kończy się to na niczym, bo albo mam za wysokie ceny albo reklamodawca jest idiotą.


Zmieniając trochę tematykę – jak to się stało, że przestałeś być anonimowym Kominkiem i stałeś się facetem ze zdjęcia? Nie wiem, czy ujawniłeś inne  swoje dane?

Anonimowość była pozorna, ponieważ kto chciał i umiał obsługiwać google, mógł znaleźć w sieci wszystkie moje dane, łącznie z setkami zdjęć. Całe lata użerałem się z baranami, którzy lansowali się na forach, podając moje dane, wrzucając jakieś fotki. Było to dosyć męczące. Zdecydowałem się ujawnić wszystko, bo taką drogę rozwoju blogów obrałem. Wszystko robiłem powoli. Mój głos czytelnicy usłyszeli dopiero po roku, pierwsze niewyraźne fotki postaci po dwóch latach, po trzech – fotki w pełnej okazałości, po czterech dane personalne. Gdybym miał jeszcze raz zaczynać wszystko od początku, nie byłbym anonimowy. Mimo wszystko to był błąd.

Chyba rozumiem dlaczego. Miałeś jakieś ciekawe lub śmieszne  sytuacje po publikacji zdjęć, znajomy nie wiedział, że Kominek to Ty itp. ? Tak długa anonimowość (bo mimo wszystko dla postronnych czytelników byłeś pewnie anonimowy) może spowodować wiele ciekawych zdarzeń.

Nie. Z dwóch powodów. Wszyscy moi znajomi wiedzieli o tym, że jestem Kominkiem. Ciekawostką jest, że nigdy żaden z nich nie wykorzystał tej wiedzy przeciwko mnie. Drugi powód – moja popularność także jest pozorna i określeń „najsławniejszy, naj, naj…) używam tylko w celach propagandowych, a nie dlatego, że  w nie wierzę. Paręset tysięcy UU w 40-milionowym kraju to mniej niż 1 proc. W Polsce coś takiego jak „popularny bloger” funkcjonuje tylko w teorii. I pobożnych życzeniach..

Mi się przytrafiło ostatnio przybicie piątki z zupełnie nieznaną osobą, która jest czytelnikiem mojego bloga. Bardzo miłe to było – łachocze próżność :).

Niedawno jeden z członków mojej rodziny znalazł nagrania mp3 do autohipnozy z moim głosem, które opublikowałem przed dwoma laty i mówi do mnie „Ty, komin, ty wiesz, że ich autor też jest Kominek?”. Zareagowałem pełnym zaskoczeniem, dodając, że nigdy o kimś takim nie słyszałem :) ..

Po tylu latach pisania na blogu zapewne oprócz pochlebstw i wyrazów podziwu z pewnością też parę razy mocno ci się oberwało (zakładam, nie wiem). Pamiętasz za co najbardziej ?

Pierwsze ciosy na klatę przyjąłem już w drugim tygodniu prowadzenia bloga za tekst, w którym wyśmiewałem Patrycję Markowską zwierzającą się w tabloidach, że dostaje biegunek. W ogóle to pierwsze dwa lata bloga kojarzą mi się z codziennymi wyzwiskami i na blogu i w prywatnej korespondencji. Gdy wprowadziłem regulamin kontaktowania się ze mną, zmieniłem nieco styl na lżejszy ataki ustały. Do dziś obrywam za 3 teksty. O osobach niepełnosprawnych, gdzie stwierdzam, że nie ma potrzeby ich kochać, skoro możemy kochać pełnosprawnych. O zgwałconych kobietach, gdzie stwierdzam, że sam gwałt nie jest taki straszny jak go malują. I wreszcie za tekst o kobiecie, która wolała urodzić dziecko i umrzeć, niż dokonać aborcji i mieć szansę na przeżycie. Z tej trójki żałuję napisania tylko tego o gwałcie, ponieważ nie umiałem dostatecznie uargumentować swoich racji ..

Faktycznie, jest za co Cię kopać :) A chwalić?  Z których tekstów jesteś najbardziej zadowolony i uważasz je za najlepsze?

Najlepsze to te, które mocno trzepią w mózg. Z całą pewnością „Latawiec„, uznany zresztą przez moich czytelników za najlepszy tekst Kominka w 2008 r. Bardzo mało osób, które uważnie przeczytały go przy włączonej piosence, przeszło obojętnie. W tym samym zestawieniu na drugim miejscu znalazło się „Życie ukryte w milczeniu„. To jest tekst, który „pisałem” w głowie przez parę lat, a gdy w końcu do niego siadłem, wstałem po 7 godzinach. Trzecie miejsce wypada przyznać notce, która była symbolem starego, kontrowersyjnego Kominka, ale do dziś jest często linkowana i ja sam uważam, że jest świetnie napisany : „Idealny kochanek”. To coś dla tych, którzy potrzebują argumentów, by mówić o mnie jak o tym złym i wulgarnym:)

Jak sobie radziłeś i radzisz z krytyką (tą nie konstruktywną, opartą na jakieś chorej niechęci czy wręcz nienawiści) ? Ja mimo, iż zbudowałem w sobie (tak mi się wydaje)  olbrzymie pokłady cierpliwości i wyrozumiałości to jednak czasami  nie wytrzymuję czytając jak internetowe „mendy” starają się dowalić każdemu kto nie pasuje do ich schematu czy też każdemu kogo nie rozumieją.

Pierwsze dwa lata istnienia bloga oparte były na powszechnej krytyce, zarówno tej najniższych lotów jak i konstruktywnej. Reakcje plebsu budowały mi markę. Gdy po 2 latach uznałem, że czas na zmiany i w ciągu paru tygodni pozbyłem się z bloga prawie wszystkich stałych komentatorów (blokowałem ich pod byle pozorem) oraz wprowadziłem zapis w regulaminie mówiący, że krytyka tekstów jest dozwolona, ale nie można krytykować Kominka. Przez pierwsze miesiące kasowałem setki komentarzy aż w końcu krytykanci zrozumieli, że tracą czas. I tak jest do dzisiaj. Wolność słowa nie istnieje. Zresztą cenzura jest przyszłością internetu, ja tylko przecieram szlak pokazując, że można zbudować ogromną społeczność wartościowych czytelników i komentatorów i to pomimo surowych regulaminów. Dziś na moim blogu nie przeczytasz ani jednego komentarza w rodzaju „nie podoba mi się ten tekst”.

Myślisz, że to dobrze? Rozumiem, że wycinasz niekonstruktywną krytykę czy każdą?

Można niewulgarnie krytykować moje teksty, ale nie można krytykować Kominka ani moich decyzji. I to się sprawdza, bo ja mam święty spokój i wspaniałych komentatorów. Niedawno poznałem wielu z nich w realu, co utwierdziło mnie tylko w przekonaniu, że plebs trzeba wycinać bez litości.


Czy  to jest według Ciebie rozwiązanie problemu chamstwa w internecie? – tematu, po którym ostatnio tak chętnie „pływają” media i niektórzy dziennikarze?

Tak, tylko trzeba mieć jaja, aby powiedzieć: tutaj panuje cenzura i jak wam się nie podoba to wypad z baru. Spójrz na komentarze Wykop.pl i przypomnij sobie, jak fajnie tam było jeszcze 2 lata temu. Spójrz na Naszą-Klasę i tych wszystkich antyśledzikowych baranów. Gdybym ja tam rządził, obowiązywałaby cenzura i likwidowałbym konta za każde brzydkie słowo skierowane np. przeciwko administratorom. Myślisz, że ludzie odeszliby z Wykopu i Naszej-Klasy. A niby dokąd? ..

Myślę, że trzeba mieć i jaja i kasę. Przy serwisach wielkości NK trudno jest zapanować chyba nad ilością informacji nie mówiąc o ich weryfikacji. No, ale ten problem każdy kiedyś chyba będzie musiał na własną rękę rozwiązać. Choć przyznam, że jasny komunikat o nie tolerancji dla chamstwa i prostactwa pewnie jakiś procent ludzi z miejsca pohamowałby przed tego typu zachowaniami – szczególnie, kiedy widzieliby konsekwencje nie stosowania się.

Wcale nie byłoby trudno. Na Naszej-Klasie i większości tego typu serwisów są przyciski do zgłaszania nadużyć. Wystarczyłby krótki komunikat: „jeśli widzicie brzydkie słowo/przejaw chamstwa, to nam o tym donieście, a my wytniemy ich bez patrzenia na kontekst wypowiedzi. Wedle zasady: zabijcie ich wszystkich, Bóg rozpozna swoich”. Ci „swoi” po prostu wróciliby do serwisu z nowym kontem i wiedzą, że nie warto podskakiwać.

Gorzej kiedy takie działania naruszą tę cenną liczbę użytkowników – która jest tak ważna dla reklamodawców i megpanelu. Wtedy dylemat jest bardziej moralny – normalni czy pieniądze :) No, ale nie chcę męczyć tego tematu dłużej  – bo można do rana dyskutować o sposobach na tępienie debilizmu w sieci.

Trzeba też sobie zadać pytanie – kogo dotyczyłaby cenzura? Odpowiedź jest prosta: mniejszości! Czyż  strach przed mniejszością nie jest głupotą. Kiedy ja wprowadziłem cenzurę, liczba moich czytelników nie zmniejszyła się, a wzrost trzymał wcześniejszy poziom, natomiast liczba komentarzy na blogu – w ciągu 6 miesięcy – zwiększyła się dziesięciokrotnie. Takie forum onetu może i nie może sobie pozwolić na mocną cenzurę, bo plebs przejdzie gdzie indziej, ale taki Kominek, Wykop, Nasza-Klasa nie mają mocnej konkurencji. Kiedy plebs nie ma gdzie odejść, zostaje i żyje zgodzie z regulaminami.


Ciekawy jestem, czy poniosłeś kiedyś jakieś konsekwencje swojej działalności w sieci? Nie pytam o krytykę, ale coś poważniejszego: sądy, prokuraturę itp? Wbrew pozorom zgłosić popełnienie przestępstwa czy też prywatny pozew nie jest ani trudno ani nie jest to specjalnie pracochłonne zajęcie. Ja mam tę nieprzyjemność być czasami straszony sądami – jedna sprawa (nie związana akurat  z Antyweb tylko z forum fotograficznym, które prowadzę) znalazła nawet finał na policji i w przyszłym tygodniu czeka mnie kolejna wizyta, podczas której usłyszę pewnie, że sprawa jest przekazana do prokuratury.

Ciekawe pytanie. Otóż nigdy nie poniosłem żadnych konsekwencji, ale nie było to też wynikiem mego szczęścia. Prawo prasowe znam na pamięć i wszystkie teksty są tak pisane, aby nikt nie mógł się do mnie przyczepić. Precyzując – wszystkie po 2007 r., bo np. zdjęcia kobiet z Playboya, które wrzucałem w 2005 i 2006 r. to było czyste złodziejstwo, mimo że i zachęcałem do kupna pisma i wrzucałem tylko część zdjęć z danego numeru.

DR. OETKER nie próbował cię pozwać? Szczególnie po tym co do ciebie wysłali (http://www.kominek.tv/tt.kominek.vs.dr..oetker,artykuly,59.htm)?

Podobno pozew mieli przygotowany. Spasowali, gdy nagłośniłem sprawę i od 3 miesięcy nie mam z nimi kontaktu. Wiesz, jeśli już jesteśmy przy temacie ponoszenia konsekwencji – uważam się za uczciwego człowieka, choć wiem, że wśród blisko 1000 tekstów, jakie napisałem na blogach, znalazłoby się kilka, które można rzucić prokuratorowi na biurko. Rzecz w tym, że ja i tak spadnę na cztery łapy. Proces? Proszę bardzo. 4 lata po sądach i w najgorszym wypadku… kogoś się przeprosi. Dla mnie to żaden problem i świetna reklama.

No tak to się pewnie wszystko kończy dlatego nikomu się nie chce nawet zaczynać – inna sprawa, że kiedy już się idzie do prokuratury, czy też na policję to nagle widać że jest się już samemu. Nie ma tych wiernych podgrzewających do boju odważnych internautów. No, ale to takie nieistotne w sumie spostrzeżenie. Co myślisz o autorytetach, bohaterach? Te czasy już się skończyły?

Nie tyle skończyły, co zmieniły. Każda epoka miała swoich bohaterów. Nam przyszło żyć w pięknych czasach, kiedy bohaterów i autorytety kreują nam  tradycyjne media, ale dosyć szybko wchodzimy w czasy, gdy autorytetami staną się ci, którzy w internecie będą potrafili porywać tłumy. To będą takie kominki jak ja i to już nie będzie takie dobre, bo tłum z natury jest bezmyślny i podatny na emocje. Tradycyjne media są rozsądniejsze i zazwyczaj nie kreują debili. Zauważ, że jedną z podstawowych cech współczesnych autorytetów jest wiek. Są zazwyczaj starszymi, wykształconymi ludźmi, którzy od czasu do czasu powiedzą coś mądrego. W sieci ta cecha nie ma żadnego znaczenia. Wystarczy kilka socjotechnicznych sztuczek i z dnia na dzień stajesz się bogiem. Na szczęście internetowi bogowie cechują się wysoką śmiertelnością.

To cię nie przeraża? Wprawdzie zdaję sobie sprawę, że krytyka młodego pokolenia jest oznaką tego, że człowiek się starzeje. Natomiast trudno mi wytłumaczyć sobie pobudki ówczesnych nastolatków, którzy potrafią zrobić takie rzeczy, jakie za moich czasów były domeną bandytów, debili i zwyrodnialców. Wiem, że nie jest to tylko wina internetu czy też nowych mediów, ale przerażenie i dylemat „bić czy tłumaczyć” pozostaje.

Przerażałoby mnie, gdybym stał po stronie tłumu, ale na szczęście jestem Kominkiem i to mnie ustawia w roli tego, który mówi, jak należy żyć, a nie tego, który tej wiedzy potrzebuje. Notabene ty jesteś po tej samej stronie, co ja :-) Wszystko sprowadza się do poczucia bezkarności oraz braku kontroli. Przyzwyczailiśmy się, że internet jest miejscem dużo większej swobody, wolności słowa i takich tam bzdur, ale patrząc na to obiektywnie – tak nie powinno być. Telewizja, prasa i radio poddają się wielu ograniczeniom i nikogo to nie dziwi. Jestem przekonany, że następne pokolenie nie będzie rozumiało, jakim cudem potrafiliśmy się odnaleźć w tym syfie.

Zmieniając nieco temat na bardziej internetowy (bo w końcu antyweb to blog o internecie), dałeś się wkręcić w te nowe media. Czy wykorzystujesz je tylko do promocji kominka? Właściwie pytanie czy tak naprawdę wszyscy nie używamy ich w podobnym celu :)

W internecie jestem wyłącznie na potrzeby kreowania Kominka. Prywatnie nigdzie się nie udzielam, nie mam żadnej strony internetowej, żadnych „drugich” kont. Jest tylko Kominek.

W którymś momencie przyjdzie jednak chwila na konferencje, prezentacje, przemowy.  Wiem, że ostatnio cię chcieli zaprosić na pewną konferencję – przyjdziesz?

Odmówiłem. Z dwóch powodów. Po pierwsze – nie będzie tam wódki. Po drugie – jest we mnie jeszcze wiele z takiego szczeniackiego outsidera, faceta, który zachowuje się trochę aspołecznie wręcz niemądrze. Powinienem być na tej konferencji, bo poznałbym tam ludzi, którzy w niemałym stopniu trzęsą polskim internetem i pewnie byłoby przyjemnie wypić herbatkę, ale… Ja nie miałbym tam nic ciekawego do powiedzenia. Znam się na trochę na blogach, trochę na mediach, kobietach i paru innych bzdurach, ale tematyka konfernecji nieco odbiegała od tego, co robię na co dzień. Nie lubię być w jakimś towarzystwie i milczeć lub głupio się uśmiechać.Fakt faktem – żałuję, że mnie tam nie będzie.

Kiedy jednak zaczniesz pojawiać się na konferencjach, nawiązywać kontakty, znajomości to za chwilę wciągną cię  te nowe media blipy, facebooki itp. Ze mną było podobnie – na początku Twittery i tego typu rzeczy były dla mnie kompletnie obce i nie zrozumiałe. Kiedy jednak z czasem zacząłem obserwować co robią ludzie których znam / poznałem – kiedy zaczęli do mnie zagadywać, zacząłem odpowiadać i tak poszło… Pytanie, czy można wykorzystać nowe media do promocji siebie / własnego biznesu – bez zbytniego angażowania się?


Każdy, kto obserwował rozwój Kominka wiedział, że wyjście z hermetycznego miejsca, jakim jest blog, było tylko kwestią czasu. Mnie się nie spieszyło, ale po 4 latach uznałem, że nie można sprowadzać kominka tylko do pisaniny i trzeba wejść poziom wyżej. Tak, prędzej czy później zacznę pojawiać się na różnych konferencjach, jak znam siebie to pewnie w końcu sam będą je organizował. Nie boję się, że poprzez nawiązywanie coraz szerszych znajomości w pewnym sensie sprzedam swój obiektywizm. Z prostej przyczyny – zawsze, także w życiu prywatnym, asertywność była moim atutem. Wychodzę z założenia, że każdy jest do zastąpienia i widzę siebie w roli blogera, który nie boi się „zabijać” przyjaciół. Ja nawet lubię to robić i to się podoba masom. Taki jest Kominek. Odpowiadając na pytanie – na dłuższą metę nie jest możliwe promowanie siebie bez angażowania się w znajomości z ludźmi, którzy robią z tobą interesy, ale jest jak najbardziej możliwe, by chwili kiedy czujesz, że ktoś cię wykorzystuje, powiedzieć: mam cię w dupie.


Konferencja Kominka? To ciekawe – jaki byłby temat przewodni?

Najbardziej interesuje mnie przyszłość mediów – zarówno tradycyjnych jak i nowych. Te pierwsze kocham, w tych drugich się wybiłem. Temat konferencji…hm… „Jak w ciągu 10 lat przejąć władzę nad polskimi mediami”:-) Teraz wydaje się to zabawne i można parsknąć śmiechem, ale prawda jest taka, że przyszłość należy do nas. Jedyny problem to trzymać się ciągle blisko szczytu.  ..


Podbicie mediów to niezły plan :) Pytanie kiedy zaczniesz na kominek.tv robić to do czego zobowiązuje ta domena czyli video / tv ? Jednym z moich ulubionych komików/krytyków z niezaprzeczalnym talentem do kamery jest Loren Feldman. Tutaj jedno z jego nagrań (http://www.1938media.com/forum/index.php?pageid=home&news_page=11)

To kwestia najbliższej przyszłości. Tak się złożyło, że dziś testowałem kamerę w netbooku. Jest beznadziejna, ale w sumie to nie jest duży problem. Rzecz w tym, że nie chciałbym robić video z tego, co mogę napisać. Tak jak ty to robisz (vide nagranie przy okazji sprostowania). Chciałbym przekazywać treść, która musi zostać przekazana na wizji, bo w innej formie jej siła rażenia będzie mniejsza. Mam już kilka koncepcji, zapewne na początku będę robił jakieś krótkie formy, aby oswoić się z kamerą i upewnić, że w tym kierunku także należy rozwijać kominka. Muszę sporo popracować nad mimiką, bo gdy nic nie mówię, wyglądam jakbym chciał kogoś zabić. Cóż, twarzy się nie wybiera.

To kiedy możemy spodziewać się pierwszego odcinka?

W ciągu najbliższych tygodni. Prawdopodobnie będzie to test konsumencki robiony pół żartem, pół serio.

O co chodzi z tym rankingiem blogerów – skąd to zainteresowanie blogosferą?

Siedzę przecież w tym interesie od 4 lat, więc na pewno mam coś do powiedzenia, a że w Polsce nie ma blogerów, którzy ciekawie piszą o blogosferze, postanowiłem zapełnić tę lukę:) Ranking najbardziej wpływowych blogerów to świetna zabawa i patrząc na to bardzo subiektywnie, cieszę się, że ja go zrobiłem, a nie jakiś ignorant z „Przekroju” czy bloger uwikłany w niejasne interesy. Wśród 30 osób wymienionych w rankingu nie było takiej, którą znałbym w realu, a zaledwie paru znałem z kilku rozmów. Uważam, że byłem i jestem osobą, która bardzo obiektywnie może taki ranking robić, zwłaszcza że w dużym stopniu opierałem się o opinie zarówno zwyczajnych czytelników jak i „branżowców”.  Następne notowanie już 27 września, choć w znacznie zmienionej formie.

Będzie tabelka, ilość odwiedzin – reakcje społeczności ? :) Taki megapanel dla blogów?

Nie będzie rankingu 30 najbardziej wpływowych blogerów, bo niby co miałoby się zmienić w ciągu niespełna 2 miesięcy od ostatniego notowania? Takie notowania będę prezentował co pół roku, a główny nacisk położę na to, co chyba jest najciekawsze – teksty blogerów. Będzie to lista – jeszcze nie wiem czy pogrupowana – tekstów, które w ostatnich miesiącach miały wpływ czy to na czytelników czy na blogosferę, itp…  Połowa moich czytelników nie czyta innych blogów. Nie zdziwiłbym się, gdyby i u Ciebie było podobnie. Warto robić co kwartał spis tekstów, które po prostu trzeba znać, aby być na bieżąco.

Mi raczej po głowie chodzi ostatnio seria „10 najgłupszych cytatów z branży” :) Widziałem ankietę na twoim blogu i faktycznie chyba 50% ludzi nie czyta innego bloga tylko kominka.  Czy ty czytasz jakieś inne blogi poza swoim:) ?

Bardzo dobry pomysł z tymi cytatami, o ile nie bałbyś się podpaść wszystkim, bo prędzej czy później dopadłbyś każdego „branżowca”. Oni przecież nie są najlepiej rozwiniętymi jednostkami :)

Myślę, że przyjmą to z godnością – przecież to nie będzie złośliwe :)

A według mnie powinno. Ogólnie na Twoim blogu jest za mało emocji. Pokazuj się częściej z „ludzkiej” strony, choćby tak jak to zrobiłeś przy ww. video-komentarzu do sprostowania. ..

Używam emocji w umiarkowany sposób, dlatego bo chcę je zostawiać na wyjątkowe okazje. A co z tymi blogami, czytasz jakieś oprócz mojego :) ?

Tak, czytam większość blogów z listy najbardziej wpływowych, a oprócz nich jeszcze kilka niszowych (piłka nożna, film). Codziennie też przeglądam kilkadziesiąt zagranicznych. Jedyne blogi, jakich nie czytam to te traktujące o relacjach damsko-męskich, bo są nudne i nie chciałbym się nikim inspirować. Twojego zacząłem czytać dopiero jak pozbyłeś się towarzyszy. Wcześniej nudziłeś.

Ja nudziłem ty kląłeś – każdy ma jakiegoś garba.

Niestety. Tego garba z etykietką „wulgarny i chamski” to będę pewnie jeszcze bardzo długo nosił, ale wierzę, że nie było lepszej drogi, by wypromować Kominka. Coś za coś.

Wracając do blogów, nie zauważyłem abyś komentował u siebie to o czym piszą inni w blogosferze. Nie chcesz zanudzać swoich czytelników ? Czy też robisz to z premedytacją? (bo nie wierzę, że nie było tematów, w których nie chciałbyś się wypowiedzieć)
..

Przez wiele lat robiłem to z premedytacją. Na starym blogu nie było żadnych odnośników do innych blogów, banerów, nawet w tekstach nigdy nie wspominałem, że poza Kominkiem też jest jakiś świat. Wychodziłem z założenia, że mnie do szczęścia nie jest potrzebne robienie sobie konkurencji i jako kominek jestem samowystarczalny. Taką politykę wciąż uprawiam na kominek.in, natomiast na kominek.tv dosyć często wrzucam linki do ciekawych stron, bo aktywne uczestnictwo w blogosferze jest jednym z głównych elementów rozwoju bloga.


Rozgadaliśmy się chyba aż za bardzo – dzięki za rozmowę i czekam na komentarze od Kominka na Antywebie :)