hacking haker grafika
9

Kiedyś zainwestował w Google i Facebooka. Dzisiaj przestrzega nas przed hakowaniem mózgu z ich strony

Podobno CEO Netflixa stwierdził jakiś czas temu, że jego głównym rywalem biznesowym jest sen. Doba ma tylko 24 godziny i nie jesteśmy w stanie tego zmienić. Dlatego ludzie muszą tak zarządzać swoim czasem, żeby jego część udało się przeznaczyć na pracę, część na rozrywkę i rodzinę, a część na odpoczynek. Jednak kogo to tak naprawdę obchodzi? Jeśli masz biznes, który zarabia na ludzkiej uwadze, to chętnie zaburzysz stan jakiejkolwiek równowagi, po to żeby zyskać dodatkowe pokłady czyjejś uwagi.

Roger McNamee jest tym przerażony

Roger McNamee zainwestował w Google i Facebooka na bardzo wczesnym etapie ich istnienia i tym samym wspomógł rozwój tych firm. Dziś dzieli się ze światem swoją opinią na ten temat i stwierdza, że jest przerażony tym co giganci z branży internetowej robią z ludźmi. McNamee napisał felieton w USA Today, lecz poza tym udzielił również wypowiedzi dla CNBC, którą chciałbym zacytować. inwestor odniósł się do Facebooka:

Nigdy nie przyszło mi do głowy, że coś złego może się stać w związku z usługami polegającymi na dzieleniu się zdjęciami i wydarzeniami rodzinnymi. W rzeczywistości Facebook i Google to świetne firmy, w których pracują naprawdę świetni ludzie. Nie jestem zdania, że świadomie chcą dążyć do robienia złych rzeczy. Myślę, że to co się wydarzyło, to fakt iż każda z tych firm przyjęła model biznesowy oparty o reklamy, który zachęca do zaangażowania.

Następnie McNamee nawiązuje do świata sprzed lat i zaczyna tłumaczyć, że dzisiaj internet i smartfony wszystko zmieniły. Krótko mówiąc nastąpił pewien zwrot, mianowicie przeszliśmy z niedostatków informacji do niedostatków ludzkiej uwagi. Jak należy to rozumieć? Otóż powszechnie dostępnych informacji jest teraz całe mnóstwo (nie to co kiedyś), ale teraz mamy sytuację, w której firmy zaczynają walczyć o ludzką uwagę – chcą, żebyśmy poświęcali im naszą uwagę i są bardzo zdeterminowane, żeby o to walczyć.

Najlepiej żebyś się uzależnił od Facebooka

facebook logo

Google, Facebook oraz wiele innych firm tworzących platformy internetowe oraz aplikacje, nie boją się sięgać po coraz bardziej wyrafinowane narzędzia do tego, żeby nas uzależniać od swoich usług – dosłownie, nie w przenośni. Jeżeli istnieją jakieś sztuczki, dzięki którym można uzależnić użytkownika od np. aplikacji czy platformy social media, to twórcy będą po nie sięgać… a właściwie to już sięgają od wielu lat. Roger McNamee określił to w swoim felietonie dla USA Today jako „hakowanie mózgu” i jest przerażony faktem, że to zjawisko nie jest w żaden sposób kontrolowane ora brnie tylko i wyłącznie w coraz bardziej zaawansowane metody „hakowania naszych mózgów”.

Nie ma nad tym żadnej kontroli, nawet uczciwego ostrzeżenia „uwaga, to uzależnia”

Czy dajemy dzieciom dostęp do papierosów, alkoholu, hazardu? Nie, ponieważ mogą uzależniać i szkodzić. Czy dajemy im dostęp do Instagrama, Snapchata, Facebooka itd.? Tak, dajemy, a żeby było zabawniej, to pozwalamy na to od najmłodszych lat i to bez jakichkolwiek ograniczeń. Te rzeczy również uzależniają i mogą szkodzić, ponieważ każdego dnia tysiące inżynierów siedzi i głowi się nad tym, co zrobić, żeby ich usługa była jeszcze lepsza w zawładnięciu ludzką uwagą na możliwie najdłuższy czas? Robią to każdego dnia, ponieważ taka jest ich praca.

Dzięki temu mamy regularne aktualizacje, które wnoszą dodatkowe funkcjonalności i korzystają z kolejnych, bardzo dokładnie przemyślanych i zaplanowanych mechanizmów, które mają nas od nich jeszcze bardziej uzależniać.

Wracając do opinii Rogera McNamee

Na koniec chcę jeszcze wrócić do tego czym podzielił się z nami McNamee. W swoim felietonie napisał:

Jak to działa? Badanie z 2013 roku pokazało, że konsumenci zerkają na swój telefon średnio 150 razy dziennie. Ta liczba prawdopodobnie wzrosła od tego czasu. Ludzie spędzają 50 minut dziennie na Facebooku. Inne aplikacje społecznościowe takie jak Snapchat, Instagram i Twitter razem zabierają kolejne pokłady czasu. Te firmy utrzymują profile swoich użytkowników, które rosną za każdym razem kiedy dajesz jakieś polubienie, dzielisz się czymś, korzystasz z wyszukiwania, wstawiasz jakieś zdjęcie. Google analizuje nawet zapisy z kart kredytowych milionów ludzi.

W rezultacie takie firmy wiedzą o nas więcej niż my sami o sobie wiemy. Wykorzystują to żeby na nas wpływać i żeby na nas zarabiać. McNamee przestrzega, że szkodliwość takiego stanu rzeczy będzie tylko wzrastać.

Źródło 1, 2

  • Smok

    Ten artykuł jest napisany w bardzo teoriospiskowym tonie. Każda firma walczyło uwagę swoich klientów. Nie ma tutaj podanego jak firmy to robią i w jaki sposób miałoby to być szkodliwe. Zawsze ostatnie słowo należy do odbiorcy treści. Można a nawet trzeba wyłączać nachalne powiadomienia tak żeby to nie portal decydował kiedy masz sięgnąć po telefon. Co google może? Albo facebook? wyświetlić ciekawy artykuł wyżej żebyśmy częściej tam wchodzili. Faktycznie ten świat nie jest nastawiony na jakość a na konsumpcje. Ale to nie zależy od konkretnych firm tylko mamy takie czasy, taką kulturę i takie społeczeństwo. Tak jak teraz Tiger zawalczył o sławę i wszyscy o tym piszą – a czy to wogóle istotne? Czy ta informacja coś dla kogoś zmienia? Nie – jest kontrowersyjna więc pisząc takie teksty korzystacie ze sztuczki kontrowersyjności. Tyle w temacie.

    • Marcin Hołowacz

      >Każda firma walczyło uwagę swoich klientów. Nie ma tutaj podanego jak firmy to robią i w jaki sposób miałoby to być szkodliwe.

      Ok, przykład takiego mechanizmu to tzw. „snapstreak” ze snapchata. Jeżeli wymieniasz się z kimś snapami przez co najmniej dwa dni, wtedy przy tej osobie pojawia się ikonka z płomieniem. Jeżeli kontynuujesz ten proces i każdego dnia wymieniasz się snapami z tą osobą, wtedy wzrasta liczba, która jest wyświetlana obok ikonki płomienia. Powiedzmy że dobiliście do 100. Odczuwacie presję, żeby nie stracić tak fajnego wyniki i każdego dnia wysyłacie do siebie snapy, a często podstawową motywacją jest to, żeby nie stracić wysokiego snapstreak. Wspomina o tym Tristan Harris, człowiek który był kiedyś product managerem w Google. Wspomina też o dzieciach, które są od tego tak uzależnione, że pierwszą rzeczą którą robią rano, jest rozsyłanie snapów do znajomych, żeby utrzymać wynik, a kiedy jadą na wakacje, dają hasło znajomym, żeby podtrzymywali ich snapstreak.

      https://www.youtube.com/watch?v=HBRLMoL_vTQ

      Mówisz, że zawsze ostatnie słowo należy do odbiorcy treści. No pewnie że tak, dlatego np. hazardziści nad wszystkim panują, gdyby chcieli, to by przestali grać i tyle. Ostatnie słowo należy do nich.

      A tutaj masz jeszcze przykład tego, jak Facebook przeprowadził eksperyment, w którym wykazał, iż potrafi zmieniać samopoczucie ludzi poprzez modyfikowanie ich streamu.

      https://www.theguardian.com/technology/2014/jun/29/facebook-users-emotions-news-feeds

      Takich rzeczy jest więcej. O tym właśnie mówi Roger McNamee, albo Tristan Harris.

    • Paternoster

      Hehehe. Ale ok, rozumiem, że tak to działa. Polecam temat ( niedocenianej jeszcze u nas) grywalizacji. W skrócie, chodzi o zwiększanie wydajności pracowników przez wbijanie ‚achievementów’.

    • Rosi Braidotti

      człowieczeństwo jest ciężkim skoorvvieniem, jedynym lekarstwem jest posthumanizm

    • Smok

      Mam snapchata i też mam ten płomyk… dzisiaj jest na nr 8 i nie chcę go stracić bo to fajne że snapuje z kiimś już 8 dni. Trochę motywuje to mnie i koleżankę do tego żeby pozostać w kontakcie i odpowiedzialność spoczywa na 2 stronach. Jeśli ktoś sobie wziął na cel nabicie jak największego to czemu nie? dzieci mają zabawę – jeden dzień niepowodzenia i wszystko przepada. Ale to nie ma żadnej wartości poza tym że to się wyświetla – porównanie tego do hazardu gdzie ludzie stawiają swój majątek jest nieadekwatne.
      Oczywiście na część osób te sztuczki działają w taki sposób że stają się ‚uzależnieni’, ale nie jest to tak wyniszczające jak np. alkohol. Myślę nawet że ta interaktywność jest lepsza niż ludzie uzależnieni od telewizora. Z czasem każde uzależnienie staje się słabsze lub jest na etapie wyniszczającym. Nie mamy jako społeczeństwo formy regulacji bo to wszystko jest nowe. Nawet nie ma jednego pokolenia które by się urodziło w takich warunkach i umarło.
      Myślę że większym problemem niż portale społecznościowe jest pornografia która realnie wyniszcza i zmienia schematy myślenia. Działa bezpośrednio na układ nagrody i w taki sposób można przeprogramować mózg. Sytuacja jest o tyle beznadziejna że znajduje się między tabu a nową technologią.

    • Kmos

      Stawiasz tutaj swój czas, który jest tak naprawdę Twoim najcenniejszym zasobem – porównanie do hazardu jest bardzo adekwatne.

  • Hrhdb

    Facebook usunięty kilka dni temu :) święty spokój – bezcenny

  • Dariusz Domagała

    Bardzo dobry i ciekawy wpis. Dziękuję!

  • rr

    A skąd pomysł że użytkownicy facezboka i temu podobnych wynalazków mają mózgi?
    Potrzebne im to jak kurwie dziecko :>