41

Roboty mogą nas zastąpić, ale spokojnie – nadal będziecie mogli pracować dla przyjemności innych

Coraz częściej piszę o zmianach na rynku pracy, zmianach wywołanych przez postęp technologiczny. Jedne branże są nim bardziej zagrożone, drugie mniej, ale nie ulega wątpliwości, że będzie się działo sporo. Koniec pracy człowieka? Taki całkowity koniec? Nie, w to nie wierzę - zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał zapłacić za produkt czy usługę wykonane przez człowieka. Powody będą różne, wśród nich pewnie chęć okazania wyższości nad jednostką tego samego gatunku...

Maszyny nadchodzą. Szybkim krokiem

Kilka dni temu pisałem o restauracji w Chinach, w której klientów nie obsługują ludzie. Kelnerów zastąpiła aplikacja. W komentarzach wspominaliście o innych lokalach, czasem sieciach, w których są już testowane rozwiązania tego typu. Nie jest potrzebna osoba stojąca za ladą czy barem, by kupić kawę albo kanapkę wystarczy wyciągnąć smartfon albo zdać się na automat w lokalu. Firmy pójdą niebawem jeszcze dalej. Maszyna będzie sprzątać pomieszczenia, maszyna przywiezie zamówiony posiłek do stolika, maszyna nawet przygotuje ów posiłek. Może nie za rok czy dwa, ale w kolejnej dekadzie takie rozwiązania nie muszą już być pieśnią przyszłości.

Tak to będzie wyglądało w restauracjach. A w sklepach? Podobnie – pracowników zastąpią komputery, roboty, aplikacje. Na różnych etapach, w różnych wersjach zakupów. Do tego dochodzą produkcja towarów, prowadzenie samochodów, praca w urzędach, sprzątanie, uczenie… Znacie ten temat, nie muszę go ponownie tłumaczyć. I zdajecie sobie pewnie sprawę z tego, że te zmiany nadchodzą, będą coraz mocniej wpływać na naszą rzeczywistość, na rynek pracy. Pojawiają się uzasadnione obawy o to, jak się to skończy. Co więcej, na znaczeniu zyskują pomysły w stylu gwarantowanego dochodu podstawowego. Bo co się stanie, gdy pracy zabraknie dla wszystkich? No właśnie: zabraknie?

Koniec pracy człowieka? Nie, do tego nie dojdzie

Praca wykonywana przez człowieka nie zniknie. Pisząc to nie mam na myśli jedynie zawodów technicznych czy technologicznych. Nie chodzi mi wyłącznie o specjalistów, informatyków czy programistów, którzy będą potrzebni, by tworzyć ów cyfrowy świat i nad nim czuwać. Nie, to osobna historia. Zastanawiając się nad tym dochodzę do wniosków, że nie znikną też wszyscy kelnerzy, zwodowi kierowcy (mam na myśli głównie szoferów) czy rzemieślnicy. Czy ich praca zostanie zachowana (w mniejszym wymiarze, ale jednak), bo będą ją wykonywać szybciej albo lepiej niż maszyny? Nie, na tym polu pewnie przegrają. Chodzi raczej o kontakt z człowiekiem, fakt, że daną usługę wykonuje dla nas druga osoba.

Już teraz produkty wykonywane ręcznie cieszą się większym szacunkiem, są bardziej pożądane, zazwyczaj kosztują więcej. Wątpię, by w przyszłości, nawet tej bardziej odległej, miało się to zmienić. Nadal będzie można zamówić buty u szewca, garnitur u krawca, posiłek do stolika przyniesie żywy kelner, a masaż wykona specjalista z krwi kości a nie z metalu i tworzyw sztucznych. Podkreślę: to wszystko pozostanie nawet wtedy, gdy maszyny będą mogły w pełni zastąpić człowieka na jakimś stanowisku, przejąć jego pracę. Liczba przedstawicieli danej profesji się zmniejszy, lecz jednocześnie płaca tych, którzy pozostaną, powinna wzrosnąć. Bo inny człowiek będzie miał zachciankę, by skorzystać z ich usług.

Z czego to wynika? Tu pewnie fachowej odpowiedzi udzieliłby psycholog czy socjolog, ja mogę jedynie zakładać, że jednym będzie łatwiej funkcjonować z rzeczywistości, która nie została zdominowana przez maszyny. Dla drugich to pewnie forma okazania wyższości nad drugim człowiekiem. Jeszcze inny przypadek to ludzie, którzy za wszelką cenę będą chcieli posiadać produkt wyróżniający się na tle innych. Niekoniecznie doskonały – raczej niepowtarzalny. I nawet, jeśli robot będzie w stanie ową niedoskonałość zapewnić (celowo), to pojawi się pytanie o „duszę” towaru. Ta przecież musi powstawać w wyniku pracy ludzkich rąk. Przypadki różne, ale efekt ten sam.

Nadal tworzyć będą artyści, nadal ludzie będą się chcieli uczyć od drugiego człowieka, nadal wybiorą się na stadion, by zobaczyć zmagania ludzi. Owszem, obok może się odbywać mecz piłki nożnej robotów, ale nie wszystkim musi on przypaść do gustu. Nie ma zatem sensu przyjmować już teraz, że praca ludzkich rąk, języków czy nóg całkowicie straci na znaczeniu. Nadchodzą zmiany, ale nie muszą mieć charakteru ostatecznych i totalnych.