15

Obejrzałem ten dokument i zmieniam zdanie na temat Gwiezdnych Wojen

"Ostatni Jedi" wzbudził i nadal wzbudza niemałe emocje, często skrajne, a wśród dodatków do filmu, który trafił na Blu-Ray przed weekendem znalazł się głośny dokument "Reżyser i Jedi". Przedstawia on niemal od samego początku historię powstawania najnowszej odsłony "Gwiezdnych Wojen". Jeśli widzieliście film, to dokument po prostu trzeba zobaczyć. 

Ostatni Jedi” mnie nie zachwycił – napiszę to na samym początku. Zbyt wiele elementów filmu uznałem za zbyt naciągane, przekombinowane lub nielogiczne (jak na Gwiezdne Wojny, powinienem chyba dopisać). Nie miałem wygórowanych oczekiwań, ale nie chciałem, by film próbował być czymś, czym nie powinien. A niestety, Rian Johnson postanowił z Gwiezdnych Wojen zrobić własne Gwiezdne Wojny i jego wizja mi kompletnie nie odpowiada. Nadzieja w Abramsie, który zamykając trylogię ma szansę ten bajzel posprzątać.

Ale nie o samym filmie chciałem tym razem napisać, bo odbiór „Ostatniego Jedi” to kwestia indywidualna. Znam osoby, dla których był to najlepszy epizod Star Wars, a jeszcze więcej znajomych po prostu go lubi. Nie wiem, czy którykolwiek z filmów sagi wzbudzał tak skrajne emocje. Po premierze filmu Johnson tłumaczył wiele podjętych przez siebie decyzji, co cofało nas do samego procesu powstawania filmu. To pokazuje właśnie „Reżyser i Jedi”.

Kup Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi w cdp.pl!

Znakomicie zrealizowany dokument trwa około 1,5 godziny i jest zdecydowanie najważniejszym punktem wśród dodatków do filmów. Całość zaczyna się od momentu, w którym ruszają prace nad filmem. Możemy śledzić poczynania nie tylko Riana Jonshona, ale i Rama Bergmana (producent) oraz aktorów i osób odpowiedzialnych za kostiumy czy scenografie. Tych ostatnich powstała ponad 100, co jest rekorderem. Pod względem budżetu i ogólnego rozmachu „Ostatni Jedi” miał przebić połączone statystyki „Przebudzenia Mocy” oraz „Łotra 1”. To już dużo mówi.

Dzięki materiałowi mamy szansę zajrzeć w kulisy wielu kluczowych (pod różnym względami) scen w filmie. Jedną z nich jest pojedynek Rey oraz Luke’a – po obejrzeniu surowej wersji nagrania Johnson zdecydował się przepisać początek filmu, by nadać całości inny ton. Wprost dowiadujemy się też, że od samego początku Mark Hamill kompletnie nie zgadzał się z wizją Johnsona, jeśli chodzi o postać Luke’a. Hamill najwyraźniej spodziewał się, że przyjdzie mu ponownie zagrać młodego Skywalkera (z charakteru i zachowania), a nie Obi-Wana Kenobiego z oryginalnej trylogii. Mimo to, panowie doszli do porozumienia i robili co mogli, by jak najlepiej wywiązać się ze swoich obowiązków. Odnoszę jednak wrażenie, że Hamill przez cały czas robi to wszystko nieco z przymusu i z grymasem na twarzy. Być może wyolbrzymiam całą tę sytuację, dlatego najlepiej będzie, jeśli zobaczycie to sami.

Równie wiele czasu poświęcono Carrie Fisher, która po raz ostatni wcieliła się w Generał Leię. W dokumencie znalazły się jej wypowiedzi na temat Johnsona i vice versa. Nie zabrakło scen ukazujących powstawanie wielu ujęć, które później w filmie robią niemałe wrażenie. Wszystko to spinają klamry, jakimi są wypowiedzi innych członków produkcji i statystów. Muszę przyznać, że z przyjemnością oglądało mi się coś takiego i chyba ponownie zobaczę podobny materiał poświęcony „Przebudzeniu Mocy”.

W tytule napisałem, że zmieniam zdanie na temat Gwiezdnych Wojen. I to prawda. Choć nie muszę zgadzać się z wizją Johnsona, to dokument w pewnym sensie uświadomił mi, że najwyższy czas na zmiany. Marka musi się zmieniać i rozwijać, podobnie jak dzieje się to z widownią.