23

Redaktor portalu internetowego nie ma w domu internetu [nie zobaczysz tu memów]

Wielu z nas traktuje internet jak coś oczywistego. Nie robią już na nas wrażenia sondaże, w których ankietowani bez mrugnięcia okiem mówią że jeśli mają wybierać między seksem, a dostępem do sieci, wybierają drugą opcję. Są jednak na tym świecie ludzie, którzy bardzo świadomie zrezygnowali z dostępu do sieci. I ja to rozumiem, ale.

Ale, ale, ale. Zawsze jest jakieś ale. Redaktor o którym mowa nie jest nikim z AntyWeb. Ba, nie chodzi nawet o polską redakcję, a The Minimalists. W skrócie: zmęczony tempem świata, chcąc uwolnić się od niekończących się powiadomień, Joshua Fields Millburn zrezygnował z dostępu do internetu we własnym domu. Zamiast tego postawił na pracę w biurze. Albo kawiarni. Chce używać internetu świadomie, jako narzędzia. We własnym zaciszu wybiera święty spokój i efektywność.

Jestem jednym z tych dziwnych ludzi którzy nie mają dziesiątek powiadomień. Nie jestem na każde brzdęknięcie telefonu, a przy okazji wciąż staram się dość grubą kreską oddzielać pracę i rozrywkę. Nawet jeśli nie jest to specjalnie łatwe zadanie. A uwierzcie, kiedy łączycie przyjemne z pożytecznym, robi się to dość skomplikowane, by jakoś to pogrupować.

Kilka tygodni bez internetu

Po przeczytaniu wspomnianego tekstu zacząłem się zastanawiać, czy to w ogóle jest w moim przypadku możliwe. Co by było gdyby. I przypomniałem sobie pierwsze dni po wprowadzeniu do nowego mieszkania, kiedy firma nie wywiązała się z umowy, wszystko się przedłużało w nieskończoność i ostatecznie kilka tygodni zdany byłem wyłącznie na hot spoty z telefonu. Opcjonalnie także uprzejmość mieszkających nieopodal przyjaciół i otwarte sieci w kawiarni. Mówiąc szczerze — nie było łatwo.

O ile w przypadku pracy korzystanie z łączności LTE nie wiązało się z dużym dyskomfortem, o tyle cała reszta okazała się naprawdę kłopotliwą. Jaka reszta?

Internet to nie tylko praca

Rozrywka. Nagle okazało się jak wiele rzeczy robię „w sieci”. Ulubione seriale oglądam na VOD. Książki czytam głównie na Kindle, więc bez hotspotu się nie obeszło. Prawdziwą wisienką na torcie okazały się jednak gry wideo. Jestem wielkim fanem cyfrowej dystrybucji, no i nie da się ukryć że ściąganie kilkudziesięciu gigabajtów potrafi być upierdliwe. Był to jednak czas, w którym grałem w dwie pozycje, które miałem na płytach. Jaki zatem mógł pojawić się problem? Ani sama konsola, ani gry, nie są dziś w dniu premiery produktem skończonym. To żywe twory, które co jakiś czas się zmieniają. Aktualizacja tu. Aktualizacja tam. Pakiet uszczuplony o kilkanaście GB.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze kwestia zakupów. Wiele z nich robię przez internet. Dlaczego? Jest taniej. Jest szybciej. Jest większy wybór. A czasami właściwie nie mam innych opcji — a może po prostu ich nie znam. Nie wiem gdzie lokalnie szukać starych gier, a gdy po odwiedzeniu antykwariatów zostaję odprawiony z kwitkiem jedynym ratunkiem by zdobyć upragnione wydanie okazuje się być zakup przez sieć.

Znalazłoby się jeszcze kilka elementów za tym, że nie byłoby to specjalnie proste zadanie. A ważnym progiem do przeskoczenia byłaby też rezygnacja ze smartfona. Albo chociaż planu z internetem. Wiecie, aby się kompletnie odciąć.

Da się? Da się

I to nie jest tak, że to niewykonalne. Jak najbardziej jest to do zrobienia i Joshua jest tego idealnym przykładem. Sam postrzegam sieć jako narzędzie które wiele rzeczy ułatwia (mimowolnie też niemało utrudnia). Jednocześnie daje możliwość zaoszczędzenia czasu (bieganie po księgarniach by znaleźć książkę, grę, film) i pieniędzy (często są po prostu droższe). Niestety, myślę że wielu z nas zdarza się czasem wpatrywać bezmyślnie w ekran i klikać od strony do strony — mistrzowsko w ten sposób marnując zaoszczędzone wcześniej godziny. Kompletne odcinanie się od internetu jest rozwiązaniem mocno radykalnym. Dlatego staram się wypracować umiejętność efektywnego korzystania z sieci. Z każdym rokiem idzie mi coraz lepiej, ale do doskonałości jeszcze długa droga…

  • Konrad Uroda-Darłak

    „Zamiast tego postawił na pracę w biurze. Albo kawiarni.” A wraca czasem do domu? :P

    • Obserwator_911

      To samo pytanie przyszło mi do głowy. ;)

    • Kamil

      Twierdzi, że tak. Że notuje sobie rzeczy które ma zrobić „w internecie” i odhacza je, googluje i w ten sposób sporo zyskuje. Wierzę w to.

    • Konrad Uroda-Darłak

      W takim razie jego reakcja na nowości jest opóźniona co najmniej o dzień. Jak dla mnie to trochę kombinowanie na siłę, no ale :)

    • Michaś

      Chodzi o samą koncepcję minimalsów. Masz tylko 100 rzeczy. Licząc wszystko, skarpetki, laptopy czy meble. Korzystasz tylko z tych rzeczy z których absolutnie musisz. Nie otaczają się rzeczami materialnymi tylko ludźmi. Trochę pokręcone ale nie takie głupie jak brzmi.

    • Konrad Uroda-Darłak

      Wydaje mi się głupsze, niż się Tobie wydaje :P Takie ograniczanie się na siłę, bo postęp jest „bee”.

  • IdontgiveaF

    https://addons.mozilla.org/en-US/firefox/addon/leechblock/ , na chrome’a też pewnie istnieje niejedno podobne rozszerzenie.
    Ale jak się jest blogerem-kaznodzieją minimalistycznego stylu życia, nie można do tematu podejść przyziemnie, trzeba iść w ekstremum.

    • Kamil

      O, fajne, dzięki :)

  • Netten

    Interesujące. Internet w domu (router mobilny lte i jakiś pakiet play) mam w zasadzie tylko do puszczania bajek dzieciom (router napędza r.pi podpięty do tv i tablet). W pracy mam net, w telefonie mam net (pakiet all in one za 25zeta 10GB net). Ile tego neta naokoło? Chętnie bym się pozbył routera ale nie widzi mi się cudowanie z tetheringiem. I nie jestem jakimś ascetą.

    • Kamil

      No czasami po prostu nie jest potrzebny. Ale widzisz: puszczanie bajek dzieciom można ładnie przełożyć na ściąganie patchy do gier czy wlasnie vod, o ktorym pisalem, że korzystam.

  • Kondzio

    Nie rozumiem takiego podejścia. Wszechobecny internet jest integralną częścią postępu technologicznego i trzeba się nauczyć z niego rozsądnie korzystać, a nie całkiem odcinać. Równie dobrze można odkręcić krany i chodzić po wodę do studni – da się, ale po co?

    • Kamil

      Coś w tym jest. Ale tak, już od kilku lat staram się nauczyć się korzystać tak, abym nie miał poczucia straconego czasu. Idzie mi coraz lepiej, ale do perfekcji jeszcze długa droga.

    • Ray

      Wszelkiego rodzaju powiadomienia – to moim zdaniem jest największa przeszkadzajka.

    • Kamil

      Dlatego skutecznie się ich pozbywam. Ostały się resztki. Ale telefon bez wibracji i dźwięków to już u mnie standard od kilku lat.

    • Ja też jakieś dwa lata temu zdecydowałem o zmianie nawyku telefonowego i wyłączylem wszystkie powiadomienia. Został tylko dźwięk gdy ktoś dzwoni i dźwięk SMS’a. Nie mam kompletnie NIC innego. Ale urodził mi się inny problem – co kilkanaście minut sprawdzam insta/tt/fb/mail. Sam z siebie. Durny nawyk, beznadziejny wręcz, którego ciężko mi się teraz pozbyć. Jedyne rozwiązanie, to wyrzucenie aplikacji – zrobiłem to kiedyś z FB i przyniosło super skutki, problem w tym, że potrzebuję do pracy trochę :/

    • Kamil

      Też wyrzuciłem, nawet z apki Twittera już zrezygnowałem. Ale o ile mail i reszta nie są zagrożeniem, o tyle Instagram przeglądam… bo lubię. Choć pewnie kiedyś nadejdzie moment, że i z niego trzeba będzie zrezygnować.

  • doogopis

    A są tacy co jeść podobno przestali! Hue hue hue! Ja to na przykład telefonu nie mam od dwóch lat.
    Koleś pewnie ma inne rozrywki jak net. Albo sie niczym nie interesuje. No co złego w necie? Kiedy chce korzystam,kiedy nie chce to nie i tyle,po co sie odcinać.

  • Shakuahi

    To jest smutne, bo człowiek sobie zadaje pytanie – gdzie jest siła woli? Naprawdę trzeba sobie całkiem odcinać internet żeby z niego nie korzystać? To trochę trąci uzależnieniem, nie? Mam Internet w telefonie, w komputerze i jakoś nie mam problemu żeby po powrocie z pracy wyciszyć wszystko i usiąść z książką, nawet na cały wieczór. Ludzie są dziwni.

    • Kamil

      Tu zapiszczy, tam trzeba przejrzeć FB/Instagram/Twitter; odpowiedzieć na maile, pogadać przez komunikator. I popołudnie z głowy.

      Rozumiem że może być to problemem. Ale tak, trzeba z głową.

    • IdontgiveaF

      Siła woli ma to do siebie, że jest zasobem który szybko się wyczerpuje. Pewne rzeczy lepiej oddać pod władanie czynnikom zewnętrznym (np. sztywne blokowanie połączeń na routerze po x minutach/godzinach siedzenia w sieci) niż zaprzęgać do tego siłę woli.

  • Są inne sposoby na radzenie sobie z dostępem dla pornografii w Internecie dla dzieci. Niekoniecznie trzeba się odcinać od świata w tak drastyczny sposób :) Ale jak ktoś to robi świadomie to jego indywidualna sprawa :)

  • Michaś

    Artykuł pisze o minimalsie ale nie wspomina co to jest. A szkoda. Ostatnio na netflixie oglądałem dokument o tym i całkiem niegłupia koncepcja.

  • Al

    500 metrów w prostej linii od galerii handlowej – osiedle domków jednorodzinnych. Dostęp tylko przez LTE, które działa jak krew z nosa. Myślałem, że to o mnie… ;-)