Autorem poniższego tekstu jest Daria Bojkowska

Z czasem zdanie „skocz po gazetę” stanie się dziwnie brzmiącym zlepkiem słów. Internet powoli, ale sukcesywnie wypiera słowo drukowane. W sieci jest szybciej, atrakcyjniej i przede wszystkim taniej. Nie zawsze jednak zawartość zasobów internetowych stanowi sprawdzone i wiarygodne źródło wiedzy.

Postęp technologiczny wymusza na wydawnictwach, zwłaszcza naukowych, szybkie dostosowanie się do zmieniających się trendów, zachowując jednocześnie jakość i rzetelność przekazywanych treści. Współczesne naukowe bazy danych, zawierające najbardziej prestiżowe tytuły e-czasopism i e-booków, to nie tylko wykorzystanie wszelkich możliwości jakie daje Internet, ale także efekt pracy najpotężniejszego z narzędzi, jakim jest ludzki umysł.

Niektórzy twierdzą, że Internet psuje ludzi i język jakim się posługują. Piszemy szybko i na temat. Lakoniczny charakter treści, w dużej mierze odbiegający od szeroko pojmowanej poprawności językowej, staje się znakiem naszych czasów. Częściej jednak spotykamy się z opinią, że Internet to kolejny etap na drodze ewolucji w sposobie formułowania przekazu informacji. Ani lepszy, ani gorszy. Po prostu inny.

Internet jest przedłużeniem i jednocześnie spoiwem prasy drukowanej, radia i telewizji, ponieważ w przystępny sposób integruje tekst, dźwięk i obraz. Niezaprzeczalnym atutem Internetu jest możliwość dwukierunkowego przepływu informacji. W sieci każdy użytkownik może być nadawcą i odbiorcą jednocześnie. Szybkie i ciągłe aktualizowanie treści zawartych w sieci gwarantuje dostęp do najświeższych danych, tak więc czy tego chcemy czy nie, Internet będzie wypierał swoich poprzedników. Już teraz zmniejsza rolę książki i publikacji drukowanych, jako głównego nośnika informacji. Rewolucja cyfrowa nie oszczędza słowa pisanego i wymusza na nim natychmiastowe dostosowanie się do nowych realiów. Na rynku wydawniczym jeszcze w połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku mieliśmy do czynienia prawie zawsze z drukiem, natomiast już w 2005 r. 40% publikacji było dostępne tylko on-line.

Z dnia na dzień wzrasta liczba i zasięg czasopism elektronicznych. E-czasopisma to przede wszystkim wygoda. Są dostępne niemal natychmiast, można je nabyć bez wychodzenia z domu i czytać korzystając z różnych urządzeń elektronicznych, bez których dzisiaj już trudno się obejść w codziennym życiu.

Ten trend dotarł także do rynku wydawniczego, a szczególności jest zauważalny wśród wydawnictw naukowych. Świat nauki opiera się w całości na badaniach, a następnie na dzieleniu się swoją wiedzą i odkryciami właśnie poprzez publikacje naukowe. W wyniku postępującej globalizacji oraz coraz większej powszechności języka angielskiego, prace naukowe na całym świecie dostępne są niemal natychmiast po ich zakończeniu. Aby to było jednak możliwe, instytucje naukowe i uniwersytety coraz częściej korzystają z zakupu elektronicznych baz danych obejmujących znaczną liczbę publikacji i czasopism. Z takich zasobów może korzystać więcej użytkowników, co wydaje się niezłym rozwiązaniem, zważywszy, że cena drukowanych czasopism jest bardzo wysoka, a papier kiedyś się skończy.

Naukowe bazy danych są kierowane przede wszystkich do naukowców, którzy ze względu na wykonywamy zawód muszą mieć dostęp do sprawdzonych i aktualnych informacji. Dostęp do prestiżowych czasopism naukowych, znajdujących się w ramach konkretnej bazy danych niesie za sobą wymierne korzyści.
Użytkownicy mogą mieć do dyspozycji bazy pełnotekstowe (zawierające całe teksty), a także bazy abstraktowe, które są niczym innym, jak zestawieniem streszczeń poszczególnych artykułów naukowych. Bazy pełnotekstowe prenumerowane przez biblioteki obejmują kolekcje czasopism pochodzących bezpośrednio od wydawców (np. Elsevier lub Springer) lub pośrednio od dystrybutorów (bazy EBSCO).

Weźmy za przykład naukową bazę danych SciVerse ScienceDirect. Każdy użytkownik pozyskuje interesujące go treści na najwyższym poziomie. Tu nie ma mowy o przypadkowości. Codzienne aktualizacje wszelkich publikacji naukowych stanowią nieocenione, sprawdzone i niezwykle wiarygodne źródło informacji. Owszem, w momencie poszukiwania istotnych dla nas treści, darmowe internetowe wyszukiwarki zaproponują tysiące rozwiązań. Jednak kwestia jakości i wiarygodności pozostawia wciąż wiele do życzenia.

Oprócz kolekcji czasopism elektronicznych coraz większą popularnością cieszą się e-booki. Większość światowej renomy wydawców (m.in. wspomniany wcześniej Elsevier) wzbogaciło swoje portfolio o elektroniczne książki, które również stanowią kontent naukowych baz danych. Dostęp do jednej książki w wersji elektronicznej może mieć w tym samym czasie nieograniczona ilość użytkowników. Ich niewątpliwym atutem jest łatwość odnajdywania w tekście słów kluczowych, tudzież wybranych fragmentów tematycznych. Do innych zalet należą płynność poruszania się po danych rozdziałach oraz błyskawiczna aktualizacja treści. Opierając się na statystykach dotyczących bibliotecznych dostępów testowych można śmiało pokusić się o tezę, że z czasem i książki elektroniczne zaczną sukcesywnie wypierać słowo drukowane. Już teraz biblioteka Uniwersytetu Stanford stopniowo rezygnuje z tradycyjnych zbiorów na rzecz ich elektronicznych wersji.

Co pozostaje miłośnikom słowa drukowanego? Jak się odnaleźć w e-świecie, gdzie każda informacja, publikacja zanim trafi do druku już widnieje w sieci? Zapewne dla większości książka w wersji drukowanej nadal pozostanie źródłem emocji i przeżyć intelektualnych, ale czy na pewno wiedzy? Informacje dochodzą do nas coraz szybciej. Dzisiaj „news” – jutro będzie zamierzchłą przeszłością. Postęp w nauce i ciągłe zmiany zachodzące w otaczającym nas świecie skłaniają do zastanowienia się raz jeszcze nad sensem naukowych baz danych. A przecież jest nad czym.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że na przykład taka baza danych, jaką jest SciVerse ScienceDirect, stanowi największą na świecie kolekcję internetowych, opublikowanych artykułów badawczych. Zawiera ponad 10 milionów artykułów z ponad 2500 czasopism naukowych. To żywy stwór, nad którym każdego dnia pracuje 500 pracowników naukowych. Trudno sobie to wyobrazić, ale zakres chronologiczny obejmuje w większości tytułów woluminy od pierwszego wydania, najstarsze, jak np. Lancet pochodzi z 1831 roku. Za to wyszukiwarka SciVerse Scopus może poszczycić się abstraktami (streszczenia) i bibliografią z 18,000 tys. recenzowanych czasopism z ponad 5000 tys. światowych wydawnictw.

Naukowe bazy danych są kierowane przede wszystkim do naukowców, którzy są coraz bardziej ograniczeni czasowo i przeładowani informacją. Dlatego też technologia prowadzi do zwiększenia dostępnych treści, ale też daje łatwiejszy do nich dostęp. Człowiek nauki nie traci czasu na żmudne i często bezowocne poszukiwanie materiałów. Poświęca się badaniom, czyli zajmuje się tym, czym powinien, a przecież więcej badań przekłada się na częstsze publikacje w prestiżowych czasopismach. Zwykłemu zjadaczowi chleba pozostaje zachwyt nad potęgą naukowych baz danych i zaczytywanie się w e-czasopismach i e-bookach.

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • Screen

    Brakuje informacji o tym, że artykuł jest sponsorowany. Nie widzę innego wytłumaczenia dlaczego przykłady pochodzą wyłącznie z oferty Elseviera.

    • http://www.randomfunnypictures.org Uncle Demotivator

      Nie dramatyzuj – zostały też wspomniane Springer i EBSCO. Poza tym nie sądzę, żeby Elsevier potrzebował reklamy na Antywebie.

  • http://zakleterewiry.blogspot.com Zaklęte Rewiry

    Niekoniecznie sponsorowany, ale skoro nie jest codzienną praktyką na Antyweb publikowanie tekstów PRowych, wolałbym, żeby były one oznaczane chociaż w stopce w stylu „Autorka jest pracowniczką agencji/firmy XY”

  • http://historiaimedia.org/ mw

    Problem w tym, że z reguły korzystanie z tych baz jest PŁATNE, a warunki dostępu – szczególnie w perspektywie badaczy czy bibliotek z krajów rozwijających się nie są szczególnie atrakcyjne. Dlatego może przy okazji tego tematu powinien pojawić się wątek o Open Access, darmowym i otwartym dostępie do artykułów naukowych. W tym tygodniu trwa Open Access Week (http://www.openaccessweek.org/)

    • http://www.motivationals.org Uncle Demotivator

      Uczelnie wyższe jednak często zapewniają do nich bezpłatny dostęp dla studentów, pracowników naukowych, a nawet osób z zewnątrz, które zapiszą się do biblioteki danej uczelni.

  • http://historiaimedia.org/ mw

    Uncle Demotivator: Uczelnie wyższe jednak często zapewniają do nich bezpłatny dostęp dla studentów, pracowników naukowych, a nawet osób z zewnątrz, które zapiszą się do biblioteki danej uczelni.

    Jasne. Ale to, że nie płaci student nie oznacza, że nie płaci biblioteka.

    • http://advicedogmeme.com Uncle Demotivator

      Oczywiście, że płaci, ale pośrednio wszyscy zrzucamy się na ten dostęp, dzięki czemu w efekcie jednostkowo płacimy naprawdę niewiele i jeżeli ktoś naprawdę będzie potrzebował informacji z tej bazy, to ją dostanie. Nie uważam, żeby to, że taki np. Elsevier pobiera opłaty za dostęp do swoich zasobów było czymś złym – wykonują swoją pracę i ponoszą koszty swojej działalności. Można dyskutować nad sensownością wysokości tych opłat, ale tak jak napisałem wcześniej – dzięki uczelniom wyższym tak naprawdę nie płacimy dużo.

    • Daria

      To chyba dobrze, że płaci biblioteka, a nie biedny student głodny wiedzy. Zresztą ta inwestycja musi się zwrócić. Wyedukowany absolwent idzie do dobrze płatnej pracy. Zatrudniony na umowę o pracę płaci podatki na różne „udziwnienia”, w tym m.in na naukowe bazy danych. Pozdrawiam.

  • Anonim

    dziwne, że tytuł nikogo nie zabolał :(

  • http://e-book.info.pl Justyna

    Uncle Demotivator,

    Nie wiem, czy wiesz dlaczego powstał ruch open Access. To właśnie alternatywa dla zasobów płatnych. Bo niby czemu mamy płacić podwójnie, bo rozumiem, że Ty mówisz o cząstkowych opłatach pobieranych już za drugim razem. Za pierwszym razem Twoje podatki przeznaczane są na badania, wyniki tych badań są publikowane w czasopismach, do których będziesz miał dostęp, jeśli biblioteka zapłaci z Twoich podatków. Więc też ubolewam nad tym, że o OA w ogóle nie wspomniano, bo jeśli mowa o rozwinięciu tematu, to raczej w osobnym artykule.

  • Rob Mammudu

    Dla osob chcacych poszerzyc swoja wiedze w tym temacie polecam zajrzec na jeden z lepszych serwisow dotyczacych bibliotek

    http://www.ebib.info/content/section/8/79/

    • Rob Mammudu

      a tu najnowsze wiesci ze swiata bibliotek i bibliotekarzy
      http://www.sbp.pl/ – kontynuacja EBIBa (EBIB zostal wstrzymany w maju)

    • http://e-book.info.pl Justyna

      Nie został wstrzymany w maju, tylko w maju odciął się od SBP. Ebib jest teraz dostępny na stronie http://nowyebib.info

  • Hugh

    Chciałbym sprostować kilka bzdur z PR-owego artykułu Pani Darii.

    jako pracownik naukowy mam na co dzień do czynienia z dostępem (a raczej z pseudodostępem) do czasopism w jednym z wiodących w polsce instytutów naukowych PAN.

    Pani Daria pisze:
    „Z takich zasobów może korzystać więcej użytkowników, co wydaje się niezłym rozwiązaniem, zważywszy, że cena drukowanych czasopism jest bardzo wysoka, a papier kiedyś się skończy.”

    Sugeruje więc, że e-czasopisma są tańsze.

    Np. dostęp do SciBX – Science-business-exchange wydawnictwa Nature.com kosztuje moją instytucję 15 000 zł rocznie!
    Gdybym subskrybował tygodnik taki jakPolityka, to rocznie bym wydał 182 zł. Niestety, wydawnictwa naukowe blokują mozliwość indywidualnych subskrypcji sprzedając w pakietach kosztujących nieraz po kilka milionów dolarów, gdzie część czasopism w ogóle nie jest potrzebna.

    I dalej:

    „Oprócz kolekcji czasopism elektronicznych coraz większą popularnością cieszą się e-booki. ”

    Oczywiście, ale jakike są to ceny. Rozumiem, że to są wydania specjalistyczne i honoraria autorskie też są wyższe niż tych, co piszą e-booki do Złotych Myśli, ale rzadko ceny e-booków zaczynają się poniżej 100 EURO. Rozumiem, że wydawnictwa wychodzą z założenia, że takie ksiązki kupi się z pieniędzy z grantu albo instytutowych (i słusznie, bo większośc tak robi). Chodzi mi jednak o ograniczenie, ja jako zwykły pracownik naukowy lub ktoś inny, np doktorant, nie może sobie pozwolić na indywidualny zakup takiej e-ksiązki.

    Jeszcze gorsze jest coś innego w przypadku wydawnictw naukowych: Każdy pojedynczy artykuł, który chcemy kupić kosztuje po kilkadziesiąt Euro czy dolarów! A jak chcę dostać dostęp premium do artykułu Wprost.pl to płacę złotówkę lub co najwyżej parę złotych. Cena jest zaporowa.

    Potrzebowałem e-booka z metod (opisane pewne techniki biologiim molekularnej) i specjalistyczny e-book wydawnictwa Springer miał opcję, albo ściągnę każdy protokół po 39 USD albo kupię całą ksiązke (jakieś 30 rozdziałów) za 500 zł! Dziękuję wydawnictwu, ze tylko 500 zł ta ksiązka kosztuje! Moje pokłony.

    A teraz polecam zapoznać się z polityką biznesową pijawek zwanych wydawnictwami naukowymi, które nic nie produkują (kontent cały otrzymują gotowy, bo przecież naukowcy musza publikować), co najwyżej wdrożą technologię związaną z obsługą -eksiązek czy e-czasopism, przy których to wydawnictwach Rupert Murdoch to prawdziwy socjalista!

    http://www.guardian.co.uk/commentisfree/2011/aug/29/academic-publishers-murdoch-socialist

    • http://www.jakubpas.infohttp://www.bioinfo.plhttp://www.darkplanet.pl Jakub Paś

      Prawda jest taka, ze jezeli czegos potrzebujesz to piszesz do autora po reprint a abstrakty sa za darmo np w PubMedzie. Lament wiec jest troche naciagany.

  • Ewa Rozkosz

    Uzupełniając poprzedni komentarz. Wiele tytułów e-booków można kupić dziś wyłącznie na „człowieka” nie na „instytucję”. Skutkiem czego ich zakup finansowany ze środków grantowych jest bądź niemożliwy, bądź wymaga niezłej gimnastyki.

    Co do czasopism dostarczanych przez wspomnianych potentatów naukowego rynku wydawniczego. Faktycznie nie płacą za nie (przynajmniej za wymienione bazy) biblioteki, ale tylko pozornie. Wszak środki przeznaczane na realizację programu Wirtualna Biblioteka Nauki (http://wbn.edu.pl) idą ze wspólnej kasy. Pamiętajmy również o tym, że zaspokajają one potrzeby środowiska naukowego w ograniczonym zakresie. Znaczna część artykułów wymaga uiszczenia dodatkowej opłaty. Ponadto osoby zajmujące się naukami ścisłymi [ale i nie tylko] i tak zmuszone są do poszukiwania informacji gdzie indziej. Informacji, której cena jest nie do zaakceptowania. W kuluarach mówi się o poszukiwaniach alternatywnych sposobów pozyskiwania dostępu do treści artykułów (np. nieformalnej wymiany publikacji elektronicznych pomiędzy naukowcami). Tam gdzie dobre chęci i posiadany budżet nie pomogą rodzi się szara strefa…

    Była mowa o środkach, jakie wydawnictwa muszą przeznaczać na obróbkę i udostępnienie kontentu. Istniejące modele open access pokazują (przede wszystkim tzw. „złota droga”, reprezentowana przez otwarte czasopisma naukowe), że środki mogą pochodzić niekoniecznie z kieszeni podatnika (a propos kwestii podwójnego płacenia za badania i dostęp do ich wyników).
    Więcej na ten temat modeli finansowania otwartych czasopism odnaleźć można w serwisie Otwarta Nauka: http://otwartanauka.pl/przewodnik-po-otwartej-nauce/ruch-open-access

    Pozdrawiam,
    ER

    PS: Małe sprostowanie odnośnie platform internetowych tworzonych przez bibliotekarzy. Serwis EBIB nadal funkcjonuje (obecnie niezależnie od SBP – czyli Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich), tyle że pod nowym adresem: http://www.nowyebib.info
    Polecam najnowszy numer prowadzonego przez Stowarzyszenie EBIB Biuletynu. Niemal w całości poświęcony jest on otwartej nauce i edukacji: http://www.nowyebib.info/biuletyn/numer-125-spis

    PS: Dla czytelników bloga, którzy pierwszy raz słyszą o Open Access polecam uwadze najnowszy wpis w serwisie ‘Historia i Media’: http://historiaimedia.org/2011/10/24/dziesiec-linkow-na-tydzien-otwartego-dostepu-open-access-week/

  • Marcin

    Jako wieloletni użytkownik sciencedirect i stron powiązanych chciałbym odnieść się do jakości, o której mówi Autorka. Otóż wśród moich przyjaciół krąży pewien dowcip: „Nie potrafię odtworzyć wyników z tej publikacji – ale to pewnie ja robię coś nie tak, bo przecież artykuł z takiego czasopisma nie może się mylić…” – kończy się on zawsze gromkim śmiechem. Niestety w dzisiejszych czasach jakość wielu publikacji naukowych jest żenująco niska. W tekstach są błędy, np. ten sam wzór w trzech różnych manuskryptach tego samego autora może mieć trzy wykluczające się wzajemnie postacie. Warunki eksperymentów podane są w taki sposób, aby pozornie wszystko wyglądało dobrze ale samego doświadczenia na pewno nie dało się odtworzyć. W końcu sam proces recenzji jest często wręcz upokarzający. Autorzy ze Stanów Zjednoczonych od momentu wysłania tekstu czekają parę miesięcy na recenzję. Ja nie raz czekałem ponad rok, a w jednym z czasopism po 12 miesiącach dostałem maila z zapytaniem czy nie mogę zasugerować recenzenta ponieważ nikt z czasopisma nie chce się podjąć recenzji. Można się również spotkać z uprzedzeniami na tle rasowym. Współpracując z wieloma naukowcami, np. z bliskiego wschodu, ich nazwiska pojawiały się jako pierwsze na liście autorów. Wówczas w niektórych czasopismach dostawaliśmy bardzo agresywne komentarze, które sprowadzić można do stwierdzenia „nie, bo nie”, podczas gdy w innych czasopismach (ze stanowczo wyższym IF) były one przyjmowane bardzo chętnie. Stąd też nauczyłem się podchodzić z dużą rezerwą do informacji zawartych w dzisiejszych artykułach naukowych. Traktuje je jako ogólnikową informację, a nie jako pewnik. Pozdrawiam.

  • Paweł

    O co chodzi w tym artykule? Że można sobie kupić publikację naukową? *W*O*W*

    • Daria

      Drogi Pawle,
      Tekst jest o tym, że możesz mieć bezpłatny dostęp do publikacji naukowych przeróżnych wydawnictw. Od początku 2010r, dzięki 100% finansowaniu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, każda polska jednostka naukowa ma dostęp do tzw. Wirtualnej Biblioteki Nauki, czyli największych na świecie zbiorów artykułów badawczo – naukowych. Ja sądzę, że to przełom. Do wiedzy mają dostęp wszyscy, wystarczy zgłosić swoje adresy IP i po sprawie.

  • http://www.salveart.pl/ Anna Magdalena Walczak

    CZYTAJMY REGULAMIN – zasady PRAWA [po prawej stronie u dołu] — OTO darmowa WYSZUKIWARKA MEGO BRATA: http://www.czytanki.net/ : Biblioteka Otwartego Uniwersytetu. Portal dla poszukujących wiedzy. Wersja 2.0, od 1 stycznia 2011 r. Tutaj masz dostęp do tysięcy prac naukowych. Skorzystaj (w języku publikacji z wyszukiwarki powyżej. [WIĘKSZOŚĆ W J. ANG. -ale są i publikacje po polsku, m. in. z "Nauka w Polsce"]) http://www.czytanki.net/