revolut tajlandia
174

Od teraz podróżuję tylko z Revolutem. Usługa okazała się świetnym wakacyjnym kompanem

Revolut jest jedną z usług, o której ostatnio mówi się coraz więcej. Sporą promocją dla niej okazała się kwestia darmowych kart, które można było zamówić kilka dni temu. Sam zamówiłem kartę nieco wcześniej, a od kilku miesięcy chwaliłem sobie walutowe przelewy, które wykonywałem za pośrednictwem Revoluta. Podczas ostatniego urlopu miałem możliwość sprawdzenia jak ich karta sprawdzi się "w akcji" — i już teraz wiem, że na stałe zostanie moim kompanem w podróżach.

Revolut w Azji: wygodniej i taniej

Ostatnich kilkanaście dni to dla mnie dość intensywny czas, w ramach którego miałem przyjemność eksplorowania Chin, Tajlandii oraz Malezji. Od kiedy mam szansę podróżować nieco dalej, zacząłem rozglądać się za najlepszymi możliwie usługami, które pozwolą mi stracić jak najmniej na przewalutowaniu. Jednak zawsze były to na tyle drobne kwoty, że zabawa w konta walutowe i Cinkciarz.pl była nieopłacalna. Dlatego z dużą ciekawością przyglądałem się rozwojowi usługi Revolut, a teraz miałem szansę przekonać się, jak wypada w praktyce. I o ile w przypadku tajskich batów byłem przekonany, że wszystko pójdzie gładko — o tyle brak wcześniejszej opcji przewalutowania w aplikacji malezyjskich ringgitów i chińskich juanów pozostawiał zestaw zagadek. Na szczęście — te udało się rozwiązać już przy pierwszym zetknięciu z tamtejszymi bankomatami.

Revolut: to działa!

Większość płatności na szczęście udało się załatwić jeszcze przed wyjazdem: mam tu na myśli głównie opłaty związane z noclegami. Transfery między lotniskami zapewniały taksówki oraz Uber — zamawiane za pośrednictwem aplikacji (Uber, Grab), więc tutaj problem z gotówką też odpadał. Jednak płatność kartą w żadnym z tych trzech krajów nie jest tak powszechna jak u nas — szczególnie w miejscach, które były głównym celem podróży, czyli wszelkiej maści lokalnych targach z lokalnym jedzeniem. Tuż po wyjściu z samolotu zacząłem się więc rozglądać za bankomatami. Nie robiłem w tej kwestii żadnych większych poszukiwań, korzystałem z tych, które napotykałem na drodze. I zarówno w Chinach, Malezji jak i Tajlandii — wszystkie bez problemu radziły sobie z MasterCard od Revoluta.

Wiem ile płacę

Ogromnym ułatwieniem w kwestii korzystania z usługi jest kwestia braku dodatkowych opłat (i mam tu na myśli prowizje z którymi trzeba się liczyć w lokalnych bankach — nie tych, które standardowo serwują nam tamtejsze bankomaty — jak np. te tajskie), ale także natychmiastowe powiadomienie z wartością transakcji. To samo zresztą tyczy się płatności kartą: płacąc debetowymi kartami z banku najpierw powstaje kwota blokady, a dopiero po kilku dniach wiem ile faktycznie wyniosła mnie transakcja (a zdarzało się, że w przypadku różnicy w wartości walut było to nawet kilkaset złotych więcej przy kupnie biletów lotniczych!). Że już o wyjątkowo korzystnych przelicznikach nie wspomnę, bo to temat, o którym mówiliśmy już co najmniej kilka razy.

Jedna podróż, dwa problemy

Przez tych kilkanaście dni korzystałem z Revoluta właściwie codziennie. I przez cały wyjazd miałem dwie sytuacje, w których napotkałem jakiś drobny problem. Pierwszą z nich była kwestia wypłaty walut w przypadku batów. Po przewalutowaniu starannie dobranej sumy która nie uwzględniała prowizji lokalnych bankomatów — Revolut nie „dobrał” sobie brakującej reszty z innych walut, które dostępne były na koncie — co warto mieć na uwadze w przypadku takich przygód, bo w pierwszej chwili nie bardzo wiedziałem co się dzieje. Drugim „ale” okazała się karta MasterCard, która nie była obsługiwana w popularnej sieci sklepów 7-Eleven. Zostałem z koszykiem pełnym zakupów i miałem dwie opcje: wstrzymać kolejkę i skorzystać ze stojącego kilka metrów dalej bankomatu, albo… sięgnąć po kartę Visa. Jako że na tę chwilę miałem wyłącznie MasterCard od Revoluta, a nie chciałem już wszystkiego przedłużać — zdecydowałem się na drugą z opcji. Ale nie bez powodu do mojego konta mam kilka kart różnych operatorów — dlatego przed kolejną wyprawą zadbam też o to, aby w portfelu znalazła się Visa do usługi.

Revolut w praktyce: egzamin zdany na piątkę

Korzystanie z Revoluta lokalnie, czy to w kwestii płatności, czy zagranicznych przelewów, już wcześniej dawało sporo wygody. Okazuje się jednak, że na wyjazdach jest narzędziem równie bezproblemowym, no i już teraz wiem, że na stałe będzie kompanem mojej podróży. Przy najbliższej okazji chętnie przyjrzę się kwestiom związanym z tamtejszymi ubezpieczeniami dla podróżujących… no i nie będę ukrywał, że darmowa wersja to sporo ograniczeń. Akurat życie w odwiedzanych przeze mnie krajach nie było specjalnie kosztowne, ale limity związane z podstawowym kontem w przypadku kilku dni spędzonych chociażby w Stanach Zjednoczonych są jednak śmiesznie niskie. Dlatego też coraz bardziej rozważam wersję Premium — szkoda tylko, że obecnie jej wykupienie wiąże się z koniecznością zapłacenia za cały rok z góry…