0

Retrozgrani: Mega Man X

Tekst autorstwa Piotra Rusewicza, ukazał się w archiwalnym cyklu Niezgranych — Retrozgrani.

Jako gracz, który przeskoczył od razu z Pegasusa na PC i pierwsze PlayStation ominąłem sporo. Za dużo. Gry SEGI oraz całą erę SNES-a, co przełożyło się na ogromne zaległości głównie w dwóch ponadczasowych gatunkach – platformerach akcji oraz jRPGach. 

jRPGi oczywiście nadrabiałem jako nastolatek, zagrywając się na emulatorach i w konwersje Final Fantasy IV-VI, Phantasy Star IV, Tactics Ogre, Chrono Triggera i wielu, wielu innych dobrych tytułów, które godne są grzechu do dzisiaj.

Pomijałem jednak platformery akcji. Wydawały mi się za trudne. Za stare. Na szczęście do momentu kupna Wii oraz PSP. Super Castlevania IV.  Rondo of Blood. Klasyczne Mega Many, których nie miałem na Pegasusie. Shinobi III. Rastan. Gry z różnych epok, które doprowadziły mnie do wrzenia krwi, setek wylanych łez, radości i prawdziwej, niesamowitej podjarki samym procesem grania.

I doprowadziły mnie do Mega Mana X. Prawdziwego króla gatunku.

Znajome uczucie

Znacznie to uczucie, kiedy wydaje Wam się, że jakiś klasyk jest polecany tylko dlatego, że jest polecany? Albo, że stare gry, nawet jeżeli wydają się fajne to są dzisiaj po prostu za trudne (czasami sztucznie?). Dokładnie to odczuwałem zawsze myśląc o Mega Manie X. Myliłem się srogo.

Mega Man X to platformer idealny. Bierze wszystko co najlepsze z oryginalnej serii – minimalizm sterowania, jego dokładność, różnorodność wyzwań – przenosząc całość w doroślejszy design. Zmianie ulegają etapy – które teraz są ciągiem, a nie zestawem pojedynczych ekranów. Pozostaje za to zdobywanie broni, wybór etapów i wspaniała oprawa muzyczna, obok której nie da się przejść obojętnie.

Dlaczego w Mega Mana X warto zagrać nawet dzisiaj?:

– Skakanie, strzelanie, ładowanie strzału, dash i „wall jump” to idealny zestaw dla bohatera platformera. Zachowuje zasadę prostoty, uczy kontekstowo, bo poprzez wydarzenia z gry, nie mecząc i nie zaśmiecając głowy gracza niepotrzebnymi nowościami. Jeżeli mamy opanować nową umiejętność – gra pokaże nam ją w nienachlany sposób, nie przerywając akcji. Zazwyczaj sami ją wykonamy, bo etap zostanie pod to odpowiednio zaprojektowany. Dopiero potem, jeżeli nie nauczymy się jej wykorzystywać pojawią się schody. Ale raz poznana zasada nie zmienia się, co jest prawdziwą plagą gier indie (cześć Limbo!).

Chociaż prawdą jest, że X rośnie w siłę w miarę jak zdobywa broń poszczególnych bossów, to prawdziwy skok jakościowy przeżywa sam gracz. I każda z akcji jakie może wykonywać X jest wykorzystywana w sposób kreatywny, inteligentny, zaskakujący. Stając się lepszym graczem, stajesz się lepszym Mega Manem. Nietsche byłby z Ciebie dumny.

– To dynamiczna, szybka zabawa pełna sekretów. Metal Slug 2/X to jedne z ulubionych gier rzeszy polskich graczy, którzy emulowali wszystko, co się dało na swoich pecetach. Mega Man X to ta sama klasa. Tony sekretów, ukryte ścieżki i zakamarki. Powalającym motywem jest planowanie w tej grze – nie tylko pozwala nam zbudować sobie lepszy arsenał na danych bossów, ale także, w zależności od wybieranej przez nas kolejności etapów wprowadza również zmiany do świata gry. Czasami pokonanie jednego bossa zniszczy morze lawy w etapie innego, czasami pozwoli nam zebrać sekret.

– Muzyka. Po prostu. Wystarczy posłuchać kawałków z całej serii:

– To sprawiedliwa, trudna, ucząca pokory gra. Nie jest za trudna. Nie jest za łatwa. Oferuje piękne nawiązania (jest Hadouken Ryu!), inteligentnie poprowadzone walki z bossami oraz ogromne replayability. Świetnie wychodzi tutaj porównanie z Volgarrem, czyli jedną z najlepszych gier na PC tamtego roku. Obie są hardcorowymi platformerami w stylu retro. Obie wymagają umiejętności.

Ale to Mega Man X jest ładniejszy, ciekawszy, bardziej kolorowy, lepiej brzmi, prowadzi się i ma znacznie lepszy balans poziomu trudności.

8 bossów, 2 bohaterów, 6 (dobrych) gier

Nie chciałbym zostać uznany za zgredo-nudziarza. Ale gry naprawdę się zmieniły. Ludzie, którzy pokochali tytuły takie jak Persona 2, Vagrant Story, Final Fantasy Tactics, Super Castelvania IV, czy Shinobi III nie mają czego szuakć na konsolach stacjonarnych.

Gry konsolowe uciekły na handheldy. Ludzie, którzy się w nie zagrywali przeszli na PC, tworząc scenę indie. Konsole przenośne i indie scena PC dostaje częściej następców gier ze SNES-a, niż dostają je stacjonarki. A olewanie przez prasę tytułów takich jak Wonderful 101 nie pomaga naprawić sytuacji. Zmiana się dokonała – stacjonarki to miejsce na interaktywne filmy i FPSy. Ale Steam wcale nie ratuje sytuacji.

Bo w Mega Mana X warto zagrać wreszcie dlatego, że to jedna z gier, które kreowały podstawy dzisiejszych produkcji niezależnych. I lepsza od praktycznie każdej z nich. Dojrzalsza, ciekawsza, znacznie inteligentniej poprowadzona, bo stworzona przez zawodowców i z budżetem. To grając w Mega Mana X zacząłem się zastanawiać po co mi te wszystkie indie platformówki, skoro nie skończyłem jeszcze klasyki gatunku? Lepszej, nie nazywanej tak ze względu na wiek.

Dlatego zaklinam każdego zachwyconego nurtem gier niezależnych – niech sprawdza oryginały. Mnie kolekcja 6 gier z serii kosztowała 30 zł.

To najlepiej wydane 30 zł na gry odkąd tylko pamiętam.