8

Co zrobić z kupką starego sprzętu? Bycie retromaniakiem nie jest łatwe

Tyle się ostatnio mówi o minimaliźmie. Kolejne książki o tym że mniej znaczy więcej trafiają na listy bestsellerów, a ja — choć potrafię sobie już naprawdę wielu rzeczy odmówić — wciąż przegrywam z... nostalgią.

Mniej znaczy więcej, ale stare wciąż jest jare. I dużo zajmuje

Kilkanaście miesięcy temu dotarło do mnie, że tak naprawdę to nie potrzebuję tych wszystkich rozmaitości, które piętrzą się pod moim dachem. Sterta gier wideo do których już nigdy nie wrócę tylko pokrywała się regularnie kołtunami kurzu, a ja musiałem to wszystko sprzątać. Szybki rachunek sumienia i z ponad 50. pudełek z tytułami na PlayStation 3 zostały mi raptem cztery — reszta ma nowych właścicieli i mam nadzieję, że wiernie im posłuży. Dorosłem już nawet do tego, by wyprzedać dużą część kolekcji retro — big boxy, gry na Segę Mega Drive, SNES, Game Boya, PSX, PlayStation 2 i Dreamcasta. No, przynajmniej większość z nich — bo na każdej mam pewne perełki, do których regularnie co kilkanaście miesięcy wracam. Filmy i seriale na nośnikach, a także książki również poszły w świat — trochę oddałem do lokalnych bibliotek, trochę porozdawałem znajomym. Są jednak elementy, z którymi po prostu nie mogę się rozstać.

Kochane Amigi, kochane SNESy i spółka

Dla każdego kto lubi czasami obłowić się w stare sprzęty nie jest tajemnicą, że w ostatnich latach urządzenia te solidnie przybrały na cenie. Ale dla wielu kolekcjonerów te sprzęty to coś więcej niż tylko kawałek złomu. To nierzadko całe miesiące poszukiwań, testów, modyfikacji regularnego odświeżania portali aukcyjnych i dogadywania się ze sprzedawcami z tablic pełnych ogłoszeń. Jeżeli ktoś podróżuje, to pewnie też co nieco przytargał z drugiego końca świata — o urządzeniach które towarzyszą im od dzieciństwa nawet nie wspominając. I, kurcze, przyznaję się bez bicia: nie ważne jak bardzo chciałbym ograniczyć ilość rzeczy w moich pudłach, tak bardzo… po prostu nie ze wszystkim potrafię się rozstać.

Idealnym przykładem niech będzie tutaj Commodore CDTV, które było pierwszym moim komputerem. Niebanalne urządzenie, które pod wieloma względami wyprzedzało swoje czasy. To jedna z dwóch Amig które posiadam w domu — poza CDTV mam jeszcze moje niedoścignione marzenie z dzieciństwa, Amigę 1200. Z wbudowaną pamięcią i kartą turbo. I choć ten drugi komputer jest znacznie bardziej wydajny i pozwala mi na dużo więcej, a CDTV w ostatnich 2-3 latach czterokrotnie przybrało na wartości, nie wyobrażam sobie ot tak, po prostu, go sprzedać. Przede wszystkim to właśnie z nim spędziłem setki godzin w swoim życiu, po drugie wiem, że prędzej czy później i tak będę musiał kupić identyczną maszynę. Aby podenerwować się na fatalny kontroler, posłuchać rzępolenia stacji dyskietek i ujrzeć te urzekające animacje w menu głównym. To wszystko siła nostalgii.

Nie wszystko da się ot tak zamienić

Wiele książek wymieniłem na ebooki bez mrugnięcia okiem. Ulubione filmy i gry częściowo odkupiłem w cyfrowej dystrybucji. Do muzyki w 99% wystarczają mi serwisy streamingowe. Ale w kwestii tych sprzętów nostalgia bierze górę. I choćbym uruchamiał je raz na ruski rok, albo nawet nie korzystał z nich wcale przez najbliższą dekadę — to po prostu nie potrafię się z nimi rozstać. Zawijam je w folie ochronne i cały komplet odkładam w bezpieczne miejsce. Bo nostalgia wygrała i czuję się bezsilny.