Reklama w polskim internecie to jedno z kluczowych źródeł dochodów. Jak wszyscy wiemy jest ona podstawą utrzymania portali, serwisów newsowych i informacyjnych w naszym kraju. Reklamą w polskiej sieci jak zapewne wszyscy wiem zarządzają domy mediowe, które dają i odbierają ją reklamodawcom według czegoś co nazwy się mediaplanami. Mówimy tutaj oczywiście o tych dużych kampaniach i naprawdę dużych pieniądzach o której biją się najwięksi w tej branży i najbardziej liczący się czyli czołówka w megapanelowych kategoriach.

Poniższy wpis dotyczy natomiast procederu zwanego przez wszystkich kick backiem, który znany jest z pewnością tym wszystkim, którzy zarabiają pieniądze na reklamie. Materiał ten zebrałem podczas rozmów i dyskusji z przedstawicielami dużych polskich serwisów internetowych (powyżej kliku milionów RU miesięcznie). Wszyscy jednak przekazali mi swoje informacje prosząc aby pozostać anonimowi. Dodam też, że materiał ten nie dotyczy wszystkich domów mediowych czy sieci. Opiera się jednak na powtarzanych przez wszystkich sytuacjach i zdarzeniach.

Czym więc jest kick back?

 

Opiszę go na prostym przykładzie aby można było łatwo go zrozumieć. Załóżmy, że reklamodawca ma do wydania 500 tysięcy złotych (już po prowizji domu mediowego) na kampanie reklamową. Dom mediowy kupuje od wydawców reklamę (dla uproszczenia załóżmy, że nie ma pośredników) za równowartość 500 tysięcy złotych. Jest to wszystko zafakturowane i potwierdzone z klientem.

Tymczasem z kwoty 500 tysięcy złotych na reklamę wydawane jest od 5% do 20% a w ekstremalnych przypadkach nawet 30% mniej ze względu na to, że tyle właśnie wydawca oddaje do domu mediowego w formie kick backu czyli „dodatkowego rabatu”. Robione jest to w rożny sposób, poprzez fakturę korektę, rozliczenie miesięczne czy roczne.

To był prosty przykład, w praktyce jednak rozgrywanie kick backu jest o wiele bardziej skomplikowane ponieważ do gry wchodzą również pośrednicy (sieci) płacący kick backiem domom mediowym. W przypadku pośredników kwota którą płaci klient za reklamę jest dodatkowo pomniejszona o klasyczną prowizję sieci. W skrajnych okolicznościach może się więc zdarzyć, że prowizje i kick backi przekroczą kwotę wydaną faktycznie na reklamę.

Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej w momencie kiedy przy jednej kampanii uczestniczy wielu pośredników. Kwoty jakie dzielone są na pojedynczych wydawców to relatywnie niskie sumy czyli po kilka tysięcy złotych. Skutecznie zaciera się wtedy podgląd na całą sytuację i cały budżet jaki został „pobrany” a później „wydany”.

Podsumowując więc – kick back to taka kolejna „wewnętrzna prowizja” jaką pobiera nie tylko dom mediowy od pośredników i wydawców za to, że dostali kampanię. Kick back jest oczywiście finansowy z pieniędzy klienta który płaci za „reklamę w internecie” nie wiedząc często ile z jego pieniędzy tak naprawdę przeznaczone jest faktycznie na reklamę.

W czym jest problem?

 

Przede wszystkim w tym, że tak naprawdę nie wiadomo czy klienci są świadomi tego ile z pieniędzy na kampanie jest faktycznie wydawane na reklamę. Można założyć, że niektórzy nie mają takiej wiedzy lub się tym nie chcą interesować. Dodatkowo warto pamiętać, że kick back wypłacany jest poza główną fakturą (pokazywaną klientowi) na której nie widać „dodatkowej prowizji”.

Kolejna rzecz to wpływ kick backów na sposób sprzedaży. Kto dostanie reklamę? Ten który ma duży serwis, z targetem pasującym do kampanii klienta, ale mocno negocjował kick back czy też serwis, który nie bardzo pasuje do prowadzonej akcji, ale „oddaje” dużo więcej? Niestety moi rozmówcy twierdzą, że kryterium prowizyjne często wygrywa. Do tego stopnia, że można w ogóle wypaść z akcji jeśli nie gra się według „zasad”. Nikt oczywiście wprost nie powie, że problem był z wielkością kick backu, ale ban lub duże ograniczenia na kilka kolejnych kampanii jasno to uświadamia.

Niestety ta praktyka nazywana przez niektórych rynkową schodzi coraz niżej i przybiera coraz gorszą formę. Inny mój rozmówca dostał ofertę z reklamą za kwotę ok 5 tysięcy, natomiast z góry starano się na fakturze wystawić 10 tysięcy zaznaczając, że później się to skoryguje. Była to mała sieć, która przyszła do znaczącego na rynku podmiotu. Widać więc, że niektórzy nie trzymają się już nawet ustalonych „norm” czyli do ok 20%. Nie chcę w tym przypadku nawet zgadywać czy klient takiej kampanii miał świadomość tego co się dzieje.

Do czego prowadzi bycie bogiem reklamy?

 

Kick back to pewnie tylko wierzchołek góry lodowej. Patologia zaczyna się już w momencie walki o reklamę. Przypadki zabierania mediaplanera (ki) na zakupy za które się płaci czy też śniadanie z przedstawicielem domu mediowego, który na nasz koszt zamawia drogie trunki i wykwintne śniadanie w drogim hotelu, nie są niestety rzadkością. Nie wspomnę już o drogich egzotycznych wycieczkach dla przedstawiciel domów mediowych. Można więc powiedzieć, że reklamobiorcy są sobie sami winno napędzając ten „kołowrotek”. Czy jednak mają wyjście?

Kto nie gra według tych zasad? Nie bawisz się według rynkowych standardów to wypadasz z gry. Smutne ale prawdziwe. W konsekwencji musisz radzić sobie sam. Niektórzy „duzi” jednak nie wytrzymali, którzy ? To łatwo sprawdzić patrząc na działy sprzedaży które w niektórych firmach i portalach dynamicznie się rozrastają. Niestety nie każdy może zbudować własny dział sprzedaży, nie każdy umie i chce się w to bawić.

A może w kick backach nie ma nic złego? Nie wszyscy są jednak przeciwnikami tej praktyki. Dwóch moich rozmówców traktuje ją jako standard, który pozwala utrzymać się i rozwijać domom mediowym. Zakładają też, że duzi klienci świadomi są tej praktyki i związku z tym nie jest to nic „nie etycznego”.

Dlaczego o tym piszę?

Przede wszystkim dlatego, że moim zdaniem cała sytuacja do „zdrowych” nie należy i trzeba o tym głośno mówić. Nie chcę walczyć z domami mediowymi, sieciami i nie twierdzę, że wszyscy stosują opisane powyżej praktyki (mam w mailach nazwy „dobrych” charakterów z tej historii).

Co dalej? Drugą rundę rozmów mam zamiar zrobić wśród przedstawicieli sieci, domów i innych elementów z procesu logicznego w sprzedaży reklamy. Nie wszyscy chcieli ze mną rozmawiać jeszcze w momencie kiedy zbierałem informacje. Może po opublikowaniu tego tekstu będą chcieli się wypowiedzieć.

Ps. Jeśli macie swoje własne historie związane z kick backami zapraszam do przesłania mi ich mailowo (jeśli będą wykorzystane to tylko za zgodą i anonimowo)

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • Wiesiek

    w mojej opinii rynek reklamy internetowej przejął raguły działające na ogromną skalę w całej branży reklamowej; jest jak jest, nie jest dobrze, ale nie widać tu łatwej dorgi aby to zmienić;

    np. wielkoformatowe siatki, o ile mi wiadomo, działają w ogrmonej większości tak, że jak się nie podzielisz ze zlecającym (nie firmą ale osobą która personalnie odpowiada za decyzję) to zapomnij o zleceniu;

    szczytna sprawa, ale Autor chyba Wisły nie zawróci swoimi postami…

    • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

      Mas racje, nie zawrócę ale też nie ma co udawać, że takich rzeczy nie ma.

  • http://blog.ku-fel.comhttp://www.zachody.plhttp://www.freixenet.com Paweł Kuflikowski

    Nie boję się napisać tego pod swoim nazwiskiem, bo jestem czysty. Ale takie zagrania są w każdej branży. Znam ze słyszenia sytuacje gdzie wybiera się tą, a nie inną np. drukarnię, bo zleceniodawca(osoba, a nie firma) dostaje potem rzeczonego „kick back’a”.

    Podobnie jest w sieciach handlowych – sprzedajesz towar w cenie 100, ale od razu wiesz, i to wynika z umowy, że 20-30% tej kwoty wraca do kupującego w postaci różnych retro / marketingowych faktur.

    Temat rzeka… i raczej nihil novi.

  • Jakub Konik

    Jasne dla mnie było. że domy mediowe zarabiają na prowizji. O dodatkowej prowizji, wspomnianym kick back’u nie wiedziałem… i naprawdę ciekawe, czy wiedzieli/wiedzą klienci :) PS Bardzo interesujący temat, zwłaszcza dla osoby, która ma zamiar wkrótce otworzyć swój portal…

  • Przemek

    Ciekawy tekst. Nie miałem zielonego pojęcia, że tak jest. Powinieneś drążyć temat dalej.

  • http://wspolczynnik.pl jurek

    Niestety takie praktyki są w każdej branży. Po prostu żeby przejść na etapie zapytań ofertowych już nie wystarczy cena i jakość tylko trzeba też „odpalić” coś zamawiającemu. Zazwyczaj taka kwota jest doliczana jest po prostu do faktury i wszystko zostaje między handlowcami. Niestety takie praktyki wpisały się już na dobre prawie we wszystkich branżach przy większych zleceniach. czy da się to zmienić? wątpię.

  • szogun

    Ciekawe przez ile miesięcy nie bedzie reklamodawców na antywebie po tym artykule, strzał w kolano to mało powiedziane :)

  • http://blog.ku-fel.comhttp://www.zachody.plhttp://www.freixenet.com Paweł Kuflikowski

    Jeszcze jedno zdanie ode mnie. Wyrazy uznania za mówienie w sposób otwarty o konkretnych rzeczach. Może ktoś z SAR się wypowie? :)

  • http://www.arnoldbuzdygan.com ArnoldBuzdygan

    Nie wiem dlaczego nazywasz to jakimś „kick backiem”.
    To są po prostu zwykłe ŁAPÓWKI.
    I nic z tym nie zrobisz, ten łapówkarski rak toczy wszystkie dziedziny życia w Polsce. Co ja gadam – cały świat taki jest!

    Dla przestrogi – powinieneś sobie przypomnieć dzieje zamieszanych w aferę Rywina. Podpowiem – społeczne potępienie i ostracyzm dotknęło osób wyciągających łapówkarzy na wierzch a nie tych co je chcieli dawać :)

    Ci co mają kasę rządzą – a oni też mają rodziny i żony, które chcą mieć lepsze auta itd. Nie podzielisz się to dostanie ten kto się działkuje.
    Prosta zasada i nienaruszalna poza jednym przypadkiem – gdy kasę wydaje bezpośrednio właściciel. Jeśli ktoś chce być etycznym i działać zgodnie z prawem (teraz takie biznesowe łapówki w Polsce też są przestępstwem, polecam przeczytać kodeks :) ) to pozostaje mu współpracować wyłącznie z bezpośrednimi właścicielami.

    • http://blog.ku-fel.comhttp://www.zachody.plhttp://www.freixenet.com Paweł Kuflikowski

      Łapówka jest pod stołem, nieewidencjonowana. A tu mamy do czynienia z dzieleniem się „łupem” oficjalnie, na fakturę. Trudno powiedzieć które gorsze…

    • http://www.arnoldbuzdygan.com ArnoldBuzdygan

      Łapówką jest każde przekupienie osoby decyzyjnej – nie ma znaczenia czy jest ewidencjonowana czy nie.
      Tacy np. Amerykanie [gdzie łapówki są zakazane, ale... tylko w USA :) ] całkiem jawnie ewidencjonują łapówki dla polityków, władz czy decydentów z innych krajów :)

      Chyba każdy może bez trudu określić gdzie można mówić o prowizji (czyli czymś uczciwym), a gdzie zaczyna się łapówkarstwo i przekupstwo, a to o czym mówi Grzesiek nie jest uczciwe.

      Inna sprawa, że nie ma co o to bić piany – to tak jakby się czepiać, że ptaki srają na głowy.
      Jedni w to po prostu wchodzą i działają inni nie i wypadają z obiegu.
      Tak było, jest i będzie.

  • Michał

    Dawno już nie uświadczyłem takiego wpisu w tym miejscu. Tak trzymać.

  • Arnold Boczek

    dokladnie tak działają dofinansowania z UE np na 50% czy 70% (nie ma znaczenia ile), kupujesz w firmie X, ta firma od Y, a Y od Z i Z od Ciebie po paru miesiacach :) A w papierach czysto

  • Tolo

    Mam podpisaną umowę z agencją i wiele razy proponowałem bezpośrednią sprzedaż klientom którzy kupowali na pewno drożej przez agencje reklamę na mojej stronie. Nawet nie odpisali :) więc jak tu ma być inaczej skoro proponuje dużo tańszą stawkę niż dom mediowy, a nawet nie dostaje odpowiedzi.

    Dziennie notuje kilkadziesiąt uniq więc ruch jakiś tam jest, przeliczając na miesiąc to już dość fajne liczby są.

    • Pankracy

      To proste : osoba decyzyjna po stronie klienta dostaje kick-back od domu mediowego któremu zleca obsługę kampani swojej firmy. Oczywiście Ty również możesz zaproponować kick-back osobie decyzyjnej ale mając kilkadziesiąt uniq możesz zaproponować jej drobne na piwo. Poza tym metodyka łapówkarstwa jest taka, że bierze się ją tylko od jak najmniejszej liczy znajomych najlepiej od tych o których wiemy, że też biorą.

    • Mariusz

      Wiesz, że przynałeś się do bycia oszustem? Złamałeś umowę z agencją:) To, że agencje kroją i robią w c…a nie oznacza, że również ty to powinieneś robić, bo wtedy nie jesteś ani odrobinę lepszy od nich.

  • Matka

    W Polsce wielokrotnie już walczono z kickami, ale każdy, co z nimi walczył – do nich wracał. W ATL, w BTL, w kreacji, w internecie itd
    Pamiętam w 2009, za czasów „kryzysu”, że klienci sprawdzali dokładnie mediaplany i często zwracali się o weryfikację do dostawców. Później „kryzys” minął i wróciło stare.
    Tak to działa i będzie działać, bo klienci sami nie mają szans na poprawne planowanie i zakup mediów – bo musieli by działy planowania utworzyć u siebie i zakupić specjalne narzędzia. Dlatego też (@tolo) proszę zapomnieć o pisaniu z ofertą do klientów bezpośrednio – marny trud.

  • ams

    Gorący temat! Cieszę się, że podchodzicie do niego z wielką rozwagą. Nawet jeżeli naświetlanie problemu nie wpłynie w krótkiej perspektywie na zmianę sposobu pośredniczenia w sprzedaży internetowej powierzchni reklamowej, to i tak przyczynicie się do rozpowszechniania wiedzy o praktykach rynkowych wśród uczestników tego rynku. Zawsze warto. Brawo!

  • http://like-a-geek.jogger.pl Marcin Kosedowski

    Dziwi mnie, że tak mało osób nie zdaje sobie z tego sprawy. W każdym razie oznacza to, że warto pisać o takich sprawach. Znajomy zatrudnił się kiedyś w domu mediowym wyłącznie z powodu „premii od klientów” jak to nazwał. Nawet nie pytał o wynagrodzenie ;).

  • http://www.uxandall.com/ Maciek Saganowski

    Mozna sie zgadzac lub, nie co do szczegolow, ale jedno jest pewne – wiecej takich artykulow Grzegorz. Głębokich, analizujących jakieś zjawisko z różnych perspektyw. Nie tylko newsy i ploty. Takiej treści szukamy :)

  • http://www.mateuszgorecki.com Matteo Alessandro

    Moim zdaniem najważniejszy punkt tego artykułu to pytanie: Czy kampania leci u tego kto jest najlepszy i da najlepszy efekt dla reklamowanego produktu/usługi czy może ten który jakoś się nadaje za to kickback daje lepszy. I niestety jestem przekonany że w większości przypadków działa ta druga opcja. Więksi klienci o tym na pewno wiedzą, a czemu nic z tym nie robią? Bo tam też jest człowiek który odpowiada za marketing, który wydaje nie swoje pieniądze, który „być może” też ma jakiegoś kickbacka w postaci lukratywnej wycieczki od domu mediowego itp.

  • Maciek

    Nikt widzę nie wspomniał na razie o takiej opcji = Niektóre agencje przyznają się do tego przed klientem i poza agencyjnymi zniżkami od cennika przekazują również klientom „całość” kick backu. Także nie wszystkie agencje tak działają.

  • Jarek

    Matteo dopisał coś bardzo ważnego, domy mediowe nie patrzą na konwersje tylko albo na kumpli, albo na największy zasięg (co nie jest wcale dobre dla konwersji, lepiej przecież szukać dobrze sprofilowanych serwisów). A to tylko zniechęca klientów do inwestowania kasy w net.

  • http://facebug.com Facebug

    Ten Kick Back przypomina półkowe.

  • greg

    @Arnold Buzdygan: wyjales mi to z ust: kick back = polkowe = lapowka. Oczywiscie tu w formie legalnej choc kontrowersyjnej. I taki proceder ma miejsce w sumie wszedzie, gdzie osoba decydujaca nie jest wlascicielem (czyli wszelkie korporacje). Czy to zakup aut, sprzetu czy impreza firmowa to schemat jest podobny. Tam gdzie kwoty sa duze to pod stolem jest niezbyt wygodnie (jako lapowka) wiec trzeba bylo stworzyc system ksiegowania i powstal wlasnie kick back.
    I uniknac tego jest ciezko ale trzeba walczyc z tym albo chociaz informowac takze pelne uznanie za ten artykul !

  • Ramon Rembelski

    Mi również podoba się artykuł. Na takie zjawiska warto rzucać światło.

  • Gizmo

    Nieetycznego pisze się razem.

    • El Padre

      Jak już zwracasz komuś uwagę na błędną pisownię, to najpierw zadbaj o to, byś sam wyrażał się poprawnie. Nie mówimy, że coś pisze się „razem” tylko „łącznie”.

  • _visitor_

    Artykuł bardzo mi się podoba, jednak to dopiero wierzchołek góry lodowej. Z niecierpliwością czekam na kolejny tekst.

  • Michał

    Przecież kickback to po prostu łapówka, tylko że ukryta za angielskim słowem. Nawet jest to tak organizowane, aby formalnie było jakoś tam zgodne z prawem, to przecież po to się to robi, aby kogoś oszukać.

  • Troy

    Ważny tekst, gratuluję i cieszę się, że ktoś wreszcie napisał o tym otwarcie.

    Zastanawia, że papierowa prasa branżowa (Brief, MiMP) konsekwentnie od lat milczy na ten temat. Warto odróżnić jednak trzy różne zjawiska – kick-back, różne rzeczowe gratyfikacje od mediów dla domów mediowych oraz zwyczajne, dawane indywidualnym osobom z domów mediowym łapówki.

    Kick-back to ogólnie przyjęte w branży mediowej płatności od mediów dla domów mediowych, rozliczane okresowo w formie zwrotnych przelewów, poza oficjalną kontrolą klientów. Zwykle powiązane z udziałem w wydatkach w obrębie kategorii, wolumenem zakupu lub samym uwzględnieniem w media-planie. Procentowa relacja kick-backu do wartości zleceń jest różna dla TV, outdooru, internetu itd. W tym ostatnim medium ze względu na stosunkowo małą centralizację dostawców udział ten jest najwyższy i dla niedużych graczy może faktycznie przekraczać 50%, a 30% to powoli standard. Istotne, że w rezultacie kryzysu 2009 roku generalnie wszystkie kick-backi wzrosły. Daje do myślenia, że spadek wydatków reklamowych bardzo silnie uderzył w media powodując między innymi duże zwolnienia, tymczasem domy mediowe skutecznie obroniły swoje przychody. Spektakularny wzrost wydatków reklamowych w internecie w ostatnich trzech latach w Polsce można w dużej mierze przypisywać właśnie temu, że dla DM rekomendowanie klientom wydatków w internecie okazało się, z powodu wyższych kick’ów, bardziej opłacalne. Ogólnie zaś utrwalony przez lata oligopol kilku wielkich grup zakupowych spowodował, że coraz większa część kasy kierowanej do mediów, faktycznie ląduje na ich kontach – domy mediowe pasą się na mediach. Czy za tym idzie poprawa jakości świadczonej usługi, jej wartość dla klientów, bardziej efektywne inwestycje reklamowe? Wątpię. To co widać gołym okiem to rosnące zespoły do „obsługi budżetów internetowych”, bardziej reprezentacyjne siedziby i czarterowane na egzotyczne wyjazdy integracyjne samoloty. Całkowita wartość kick-backów wpływających „od tyłu” do domów mediowych to obecnie kilkaset milionów PLN rocznie (tak, to nie błąd) i nawet głodowe, rzędu 1-1,5%, prowizje za obsługę nie uzasadniają skali zjawiska.

    Gratyfikacje rzeczowe dla pracowników domów mediowych (prezenty, wycieczki na wyspy Hula-Gula, obiadki i sesje w spa) to w zasadzie powszechnie w relacjach biznes2biznes praktyki i biznes reklamowo-mediowy nie jest w ich stosowaniu wyjątkowy. Za spędzeniem z handlowcem kilku godzin w spa lub kilku dni w Brazylii nie musi od razu iść nieracjonalna i nieefektywna dla klienta decyzja media plannera-buyera. Czasem skutkiem może być po prostu fakt, że prezentacja oferty medium nie wyląduje w koszu, a telefony od handlowca nie będą ignorowane. Praktyki te nie muszą oznaczać korupcji.

    Indywidualne i konkretnie uzgadniane nagradzanie media plannerów czy buyerów za dokonywanie zleceń to według mnie bardzo wąski margines. Pracowałem wiele lat w domu mediowym i nigdy osobiście nie otrzymałem takiej propozycji, nie zetknąłem się też z korupcją w moim bliskim otoczeniu.

    • Pankracy

      Chyba przez te parę lat pracy w domu mediowym nabrałeś delikatnie rzecz ujmując moralnego relatywizmu. W przedostatnim akapicie opisujesz oczywistą korupcję a następnie konkludujesz „Praktyki te nie muszą oznaczać korupcji” :)

      Zabawne są Twoje rozważania czy opisywane praktyki mają wpływ na „poprawa jakości świadczonej usługi, jej wartość dla klientów, bardziej efektywne inwestycje reklamowe. Wątpię. To co widać gołym okiem to rosnące zespoły do ‘obsługi budżetów internetowych’”.
      Słusznie wątpisz, ale tu nie ma co wątpić sprawa jest oczywista : korupcja źle działa na rynek – rzecz dowiedziona naukowo, nobel z ekonomii. Tak jak w skorumpowanej administracji z roku na rok więcej etatów tak tu mamy puchnące zespoły do ‘obsługi budżetów internetowych’. Każdy chce do koryta.

  • Stanislaw

    Systemu nie da się rozbić. Jedyny sposób to wymyślenie lepszego sposobu inwestowania budżetów reklamowych i tyle, np. cos a la google bidding system dla wszystkich mediow – w stanach probowali ale przegrali. Podobnie jak demokracja nie jest idealnym systemem, ale najlepszym jaki do tej pory wymyslono – chociaz sami na kazdym roku placimy najprzerozniejsze haracze, lacznie z zusem :))

  • Troy

    Myślałem,ze na tym forum można stosować figury retoryczne bez konieczności tłumaczenia co się miało na myśli, widzę jednak, że lata dyskusji z trollami potrafią stępić umiejętność czytania ze zrozumieniem. Specjalnie dla ciebie zatem podsumowanie mojego wywodu w formie cytatu: „domy mediowe pasą się na mediach”. No i na koniec, jeżeli dalej nie widzisz różnicy między kick-backiem, a korupcją, odsyłam po wiedzę do tego zacnego źródła: http://sjp.pwn.pl/slownik/2564758/korupcja

    Pankracy: Chyba przez te parę lat pracy w domu mediowym nabrałeś delikatnie rzecz ujmując moralnego relatywizmu. W przedostatnim akapicie opisujesz oczywistą korupcję a następnie konkludujesz “Praktyki te nie muszą oznaczać korupcji” :)Zabawne są Twoje rozważania czy opisywane praktyki mają wpływ na “poprawa jakości świadczonej usługi, jej wartość dla klientów, bardziej efektywne inwestycje reklamowe. Wątpię. To co widać gołym okiem to rosnące zespoły do ‘obsługi budżetów internetowych’”.
    Słusznie wątpisz, ale tu nie ma co wątpić sprawa jest oczywista : korupcja źle działa na rynek – rzecz dowiedziona naukowo, nobel z ekonomii. Tak jak w skorumpowanej administracji z roku na rok więcej etatów tak tu mamy puchnące zespoły do ‘obsługi budżetów internetowych’. Każdy chce do koryta.

    • Pankracy

      Co do meritum sprawy jesteśmy w 90% zgodni. Nie wiem zatem czemu tak emocjonalnie reagujesz, choć raczej wiem : zarzut o moralny relatywizm jest w 100% trafiony.

      Na 1000 definicji korupcji jakie można wygooglować podajesz link do zdania „przyjmowanie łapówek przez urzędników lub funkcjonariuszy”. Chyba musiałeś się długo naszukać aby podać tego linka pasującego to Twojej „moalnie relatywnej” definicji korupcji.

      Zatem to ja odsyłam po wiedzę :
      „Korupcją, w rozumieniu art. 1 ust. 3 ustawy, jest obiecywanie, proponowanie, wręczanie, żądanie, przyjmowanie przez jakąkolwiek osobę, bezpośrednio lub pośrednio, jakiejkolwiek nienależnej korzyści majątkowej, osobistej lub innej, dla niej samej lub jakiejkolwiek innej osoby, lub przyjmowanie propozycji lub obietnicy takich korzyści w zamian za działanie lub zaniechanie działania w wykonywaniu funkcji publicznej lub w toku DZIAŁALNOŚCI GOSPODARCZEJ”

      Tak to działa w obszarach korupcji biznesowej http://www.sfo.gov.uk/

      W ogóle w większości komenatrzy czytelników przewijają się opinie :
      „cóż tak jest i będzie, trzeba z tym żyć”, „Grzesiek zwariował i strzela sobie w kolano” itd ogólnie to smutne… ale tym bardziej szacun dla Grześka.

  • Piotr

    Ciekawy temat. Szczególnie jeżeli poruszamy temat korupcji w aparacie państwowym a kick-back w gospodarce. Moim zdaniem różnica istnieje. Korupcja w aparacie państwowym ma negatywne skutki dla całego państwa – tym samym dla każdego z nas, czyli społeczeństwa. Kick-back to negatywne skutki dla przedsiębiorstwa, które w mniej efektywny sposób wykorzystuje swój budżet reklamowy. Jeżeli inny przedsiębiorca będzie prowadził firmę tak, że jego budrzet reklamowy będzie skuteczniej wykorzystany, to przy założeniu stałości reszty czynników, jego firma osiągnie większy sukces na rynku. A to ze względy na bardziej skuteczną reklamę lub niższą cenę produktu lub wyższe zyski (z powodu mniejszego ale równie skutecznego budżetu reklamowego).

    Łapówa w aparacie państwowym nie daje szansy na element konkurencji. Jeżeli trzeba dać łapówkę, żeby coś załatwić, to jak jej nie damy, to nic nie załatwimy. Choć tutaj na poziomie lokalnym też udalo się wprowadzić element konkurencji – można przenieść firmę do innego miasta/gminy. Dlatego tak ważne jest aby jak najwięcej spraw można było załatwić na poziomie lokalnym – to wymusza konkurencję na szczeblu samorządów.