Co musi mieć dziś książka, żeby odnieść komercyjny sukces? Czy oryginalna fabuła i wciągająca historia wystarczą? A może to raczej kwestia bohaterów? Barwne postaci, z którymi łatwo się utożsamić zawsze dobrze się sprzedawały. Głośne nazwisko autora? Też pomaga, bo jakżeby inaczej. A może to wszystko na nic, bo w gruncie rzeczy nie mamy gwarancji, ze czytelnik zwróci uwagę właśnie na nasz tytuł. Jak go zatem skłonić? […]

Co musi mieć dziś książka, żeby odnieść komercyjny sukces? Czy oryginalna fabuła i wciągająca historia wystarczą? A może to raczej kwestia bohaterów? Barwne postaci, z którymi łatwo się utożsamić zawsze dobrze się sprzedawały. Głośne nazwisko autora? Też pomaga, bo jakżeby inaczej. A może to wszystko na nic, bo w gruncie rzeczy nie mamy gwarancji, ze czytelnik zwróci uwagę właśnie na nasz tytuł. Jak go zatem skłonić? Jak zachęcić i zaintrygować?

Niewykluczone, że właśnie te pytania zadawali sobie James Frey i Nils Johnson-Shelton, siadając do Endgame. Pierwszy z nich to osobistość już dobrze znana w świecie literatury – szczególnie tej amerykańskiej, choć wiele jego powieści tłumaczono na dziesiątki języków i dystrybuowano po całym świecie. Ja Freya głównie kojarzę z książki „Jestem numerem cztery”, którą zekranizowano w 2010 roku (ostatnio film można było oglądać na jednej z ogólnodostępnych stacji telewizyjnych). „Endgame. Wezwanie” to kolejny kandydat do wejścia na duże ekrany, co zresztą już zostało potwierdzone, bo w styczniu br. prawa do ekranizacji wykupiła wytwórnia 20th Century Fox. W planach są też serial, a nawet program typu reality show. Co takiego wyjątkowego jest w tej powieści?

Na ziemię spada 12 odłamków meteorytu, które sieją spustoszenie w różnych zakątkach globu. Trup ściele się gęsto, a czytelnik już na starcie jest raczony obfitującymi w szczegóły obrazowymi opisami śmierci. Odłamki to znak dla graczy – wybrańców i zarazem przedstawicieli dwunastu starożytnych plemion, które w zamierzchłych czasach zostały stworzone i nauczone życia przez rasę obcych. Tak powstała rasa ludzka. Przybysze nakazali im czuwać, bo gdy człowiek przestanie być godzien daru, jaki otrzymał, rozpocznie się Endgame – gra ostateczna lub raczej sąd ostateczny. Udział w niej weźmie dwunastu graczy (po jednym z każdego z ludów). Jedyny warunek to wiek – nie mogą mieć mniej niż 13 i więcej niż 20 lat.

mapa

Plemiona zatem czekały i przez te wszystkie tysiąclecia szkoliły swoich reprezentantów, przekazując im z pokolenia na pokolenie wiedzę i umiejętności. Jedni z niecierpliwością wyczekiwali Endgame i z niepokojem odliczali dni do swoich 20-tych urodzin. Inni wręcz przeciwnie – ukończenie 20 lat miało być uwolnieniem od spoczywającego na nich ciężaru i początkiem normalnego życia. Wszystkich graczy łączył jednak wyczerpujący, okupiony wieloma wyrzeczeniami i cierpieniem trening, który przekształcił ich w chodzące maszyny do zabijania zdolne do natychmiastowej eliminacji przeciwników, a jednocześnie ponadprzeciętnie inteligentne, sprytne i bezwzględne. Wraz z początkiem Endgame stają naprzeciw siebie i muszą walczyć o to, by zapewnić swojemu plemieniu przetrwanie. A zaszczytu tego dostąpi tylko jeden lud, którego przedstawiciel zdobędzie trzy klucze. Pozostałych czeka zagłada.

Brzmi znajomo? Motyw brutalnego turnieju, w którym uczestniczą mordujący się wzajemnie nastolatkowie jest już dość mocno wyeksploatowany i w kulturze masowej zajął miejsce pod postacią „Igrzysk Śmierci” autorstwa  Suzanne Collins. Pomysł Freya wydaje się zatem dość wtórny, choć zdecydowanie nie można mówić tutaj o jakimkolwiek plagiacie, bo obie powieści wiele dzieli. Przede wszystkim to, że Endgame jest czymś o wiele więcej niż jedynie książką.

Z tego też powodu Antyweb objął ten projekt patronatem medialnym i z tego powodu gości on na naszych łamach. Nie obawiajcie się zatem, że przechodzimy na lifestyle i od jutra będziemy publikować gorące relacje o awariach Dreamlinerów, opowiadania i pseudonaukowe eseje. To zostawiamy innym i zajmujemy się technologią w czystej postaci, a tej w Endgame jest zaskakująco dużo jak na twór literacki.frey-zloto

Endgame jest internetowym projektem, którego książka (a właściwie pierwszy tom trzyczęściowej sagi) stanowi kluczowy element. Jak zapewniają twórcy „rzeczywistość przeplata się tutaj z fikcją”, czego kwintesencją są 3 mln (rzeczywistych) dolarów (w pierwszym tomie jest to 0,5 mln dol. – pozostała kwota będzie dostępna po wydaniu kolejnych części) nagrody dla czytelnika, któremu uda się rozwikłać umieszczoną na stronach książki (i nie tylko) zagadkę. A ta towarzyszy nam właściwie przez całą lekturę. Co kilka stron pojawiają się niezrozumiałe ciągi znaków, tajemnicze obrazki i mozaiki, nic nie mówiące liczby – czytając Endgame miałem nie ustępujące nawet przez moment wrażenie, że ta książka tyle przede mną ukrywa. Rozwikłanie tych tajemnic jest już bezpośrednio związane z internetem, bo odpowiedziami są właśnie linki do stron www, na których poukrywano wskazówki. Żeby zrobić z nich użytek będziemy potrzebowali konta Google, a następnie zalogowania się do specjalnej webowej aplikacji śledzącej nasze postępy. Takiego rozmachu nie miała jeszcze żadna książka.

A to nie koniec, bo niebawem światło dzienne ujrzy aplikacja mobilna wykorzystująca rzeczywistość wirtualną, która nie będzie częścią tej układanki, ale będzie stanowiła wartość samą w sobie, bo pozwoli wziąć wirtualny udział w Endgame i wcielić się w członka jednego z plemion. Za program odpowiada Niantic Labs, a więc firma będąca własnością Google’a. Niestety nie mogę jeszcze ocenić tego aspektu, bo aplikacji nie ma na rynku. Na pewno jednak przyjrzę się jej po premierze. Tymczasem póki co twórcy budują klimat i napięcie wokół swojej powieści w inny sposób. Na poświęconych konkretnym wersjom językowym kanałach YouTube publikowane są klipy wideo, które całkiem skutecznie starają się inscenizować Endgame w rzeczywistym świecie. Mało tego, każdy bohater książki ma swoje konto na Twitterze (przykład), gdzie na bieżąco pojawiają się posty. Jestem pod dużym wrażeniem rozmachu, z jakim twórcy wykorzystują internet, media społecznościowe i technologie w promocji swojego tytułu. To niesamowite, że narzędzia, które teoretycznie stanowią zagrożenie dla istnienia klasycznej literatury właśnie są wykorzystywane w jej służbie.

endgame-skrzydelka-DRUK

Wracając jednak do samej powieści, trzeba przyznać, że nie jest to raczej tytuł najwyższych lotów. Jeżeli spodziewacie się po nim czegoś ambitnego, będziecie rozczarowani. Autorzy od samego początku stawiają na dynamiczną akcję, a w miarę lektury wcale nie zdejmują nogi z gazu. Mkniemy zatem przez te 500 stron jak burza i zanim się obejrzymy, jesteśmy na samym końcu i pragniemy więcej. Zapomnijcie o profilach psychologicznych graczy, rozbudowanych opisach scenerii, długich narracjach przeplatających się z wyczerpującymi dygresjami. Tutaj na każdej stronie bohaterowie coś robią, a co kilka kartek coś wybucha, leje się krew lub ktoś umiera. A skoro o bohaterach mowa, trzeba przyznać, że są to bardzo wyraziste postaci: niema Azjatka o introwertycznym podejściu do świata, niepełnosprawny geniusz komputerowy (nerd i astmatyk), 13-letni rozrabiaka o zapędach sadystycznych… Tego jest tutaj więcej i na ich tle Amerykanka Sarah Allopay, którą od początku kreuje się na główną bohaterkę wypada dość zwyczajnie.

Czytałem „Endgame. Wezwanie” codziennie w drodze do redakcji – w metrze, a potem w autobusie. Za każdym razem wpadałem po uszy i ciężko było mi się oderwać. Nie ukrywam, że jestem targetem tego typu powieści, bo dynamiczny sposób prowadzenia narracji, wkradające się drzwiami i oknami elementy fantastyczne zawsze sprawiały, że łykałem książki jedna po drugiej. I nie przeszkadzały mi nawet grafomańskie zapędy autorów (przełknąłem nawet Andrzeja Pilipiuka), co w „Endgame. Wezwanie” również da się wyłapać bez większego trudu. Jeżeli możecie napisać o sobie to samo lub po prostu jesteście ciekawi tego literackiego eksperymentu, który zdecydowanie wykracza poza ramy standardowej książki, pieniędzy wydanych na Endgame żałować nie będziecie. Ostrzegam jednak raz jeszcze, nie szukajcie tutaj czegoś więcej niż lekkiej, dynamicznej i szybkiej przygody, która równie dobrze mogłaby być scenariuszem hollywoodzkiego blockbustera (i wszystko na to wskazuje, że będzie).

Konkurs

Mamy dla Was 10 egzemplarzy książki „Endgame. Wezwanie”, które ufundowało Wydawnictwo SQN. Pytanie konkursowe może i nie jest zbyt optymistyczne, ale zapewne wielu z Was ma taką swoją wizję, wykreowaną na podstawie obejrzanych filmów w tej tematyce czy właśnie przeczytanych wcześniej książek w podobnym klimacie:

Jak w Waszych wyobrażeniach mógłby wyglądać koniec świata?

Spośród najciekawszych odpowiedzi wybierzemy dziesięć osób, które dostaną od nas książki (niestety bez autografu Jamesa Freya, ale na specjalne życzenie, możemy napisać coś od siebie na wewnętrznej stronie okładki). Na odpowiedzi czekamy tydzień – do 16 listopada.

  • mokka

    Matki płaczą! Dzieci krzyczą! Mężczyźni rwą włosy z głowy!
    Trzęsienie ziemi? Topnienie lodowców? Tsunami? Nie! Brak internetu….

  • Maciej

    Przeludnienie globu, głód i ubóstwo.

  • Aleksandra Wądołowska

    Koniec świata jest nieunikniony, myślę że będzie to drugie życie.
    Po śmierci wszyscy odrodzą się na nowo w innym życiu,a a Ziemia przestanie już istnieć.
    Nie będzie już bólu i cierpienia,kłamstw i zdrady, nieszczęścia.
    Będzie tylko cisza która nas opanuje i spokój jaki nami zawładnie.

  • msialk

    BUUM! i cisza… nie ma już nic, nikt nie krzyczy, nikt się nie odzywa, nie ma już niczego. Takie zwykłe krótkie wielkie BUM.

  • SeverianPL

    Zasoby surowców się kończą, zaczynamy sięgać po metody coraz bardziej dewastujące środowisko. To równolegle uderza w i tak wyjałowioną ziemię, co przekłada się na coraz niższe plony. Nastaje era głodu i rewolucji/wojen, które zmieniają geopolityczną mapę świata.
    Dosłownego końca planety nie będzie, nastąpi jednak koniec cywilizacji jaką znamy – gwałtownie spadnie populacja ludzkości a obecne priorytety/systemy wartości przestaną być aktualne.

  • Koniec świata to rzecz, której nie unikniemy za żadne skarby, choćbyśmy byli w posiadaniu najlepszej technologii.
    Zacznie się niespodziewanie, lecz po cichu, nie będziemy wiedzieć, czy to się zaczęło – czy może skończyło.
    Któregoś dnia, w ziemię uderzy wielki, ba, ogromny meteoryt, który zniszczy cały świat.
    Ludzie będą zmuszeni żyć w podziemiach, a coś takiego jak Chrystus, Budda i inni bogowie znikną w zapomnieniu, a zaczniemy wierzyć tylko w swoje własne umiejętności, ograniczenia.
    Rasa ludzka będzie zdziesiątkowana, pozostanie nam raptem kilka tysięcy wybitnych ludzi, których zostawimy pod ziemią.
    Zanim się obejrzymy, a pod ziemią stworzymy jeszcze lepszy świat, lepszy od tego, co stworzyliśmy przez tysiąclecia na ziemi.
    Będziemy żyć tam kilka wielkich dla ludzkości epok, aż wreszcie pewna grupa ludzi wyjdzie na ziemie, ze zdumieniem zauważając, iż na ziemi powstał nowy, wyjątkowy świat.

    P.s: trochę to zakończenie (odrodzenie) świata, ale jestem wyznawcą zasady: ‚co się kończy, to się zaczyna’, czyli błędne koło.

  • fhrnt

    Koniec świata będzie dniem takim, jak każdy inny. Słońce rano wstanie, ptaki będą ćwierkać, nikt nie wyczuje niczego w powietrzu. Wszyscy tak jak codziennie pójdą rano do pracy, szkoły, albo zostaną w domu. A potem w okamgnieniu nastąpi koniec – wszechświat zamiast rozszerzać się zacznie się skurczać. Ludzie są tak zajęci swoimi sprawami, że nawet nie zauważą kiedy i jak to się stało. Następnie wszystko rozpocznie się od nowa – znów będzie Wielki Wybuch i wszystko rozpocznie się na nowo. Świat będzie taki sam jaki jest teraz łącznie z nami. Znowu będziemy przeżywać wszystko to samo co teraz. To byłby taki cykl trwający po wieczność.

  • zusto198

    Alternatyw na opisanie końca świata może być wiele, ja stawiam na cichy koniec, gdzie nie będzie miała miejsce żadna apokalipsa wywołana meteorytem, żadna wojna swiatowa, która pociągnie za sobą zrzucanie nuków – koniec świata narodzi się z ludzkiej nadzieji i naiwności… Ludzkość stanie przed wizją końca świata przez rozwój, ku ironii przez cheć szerzenia dobra, ale z drugiej strony także przez pazerność i ludzką nieuwagę. W mojej wizji końca świata główną rolę czarnego charakteru będzie odgrywać lekarstwo, które doprowadzi do wyniszczenia ludzkich organizmów, a w następnym kroku do zdziesiątkowania ludzkiej populacji. Oczywiście coś pójdzie nie tak, czegoś się ludzie nie będą spodziewać, ale konsekwencji tych błędów nie będzie dało się naprawić. Optymistycznym założeniem jest jedynie to, że niektóre organizmy będą odporne, bądź nie wszyscy będą mieli kontakt ze śmiertelnym wirusem – co dla nich nie będzie jednoznaczne z pojęciem zbawienia oraz bezpieczeństwa. W tych trudnych czasach będą musieli walczyć między sobą o pokarm, bezpieczne schronienie, przetrwanie o odbudowę świata jaki znali do tej pory.

    A może po prostu spadnie „martwy śnieg” i każdy zapomni kim był?

  • Niepisz

    Lobby producentów mediów wszelakich zabroni kopiowania, udostępniania, czytania, oglądania i słuchania jakichkolwiek treści bez wykupienia specjalnych licencji, a politycy zabronią jakiejkolwiek krytyki tyczącej kogokolwiek i czegokolwiek uzasadniając to „walką z hejtem”.
    W wyniku tych działań ludzkość wymrze z nudów.

  • HannaP

    Mój mąż ma bardzo ścisły umysł. Bardzo. Żadna abstrakcja, niedomówienia i rzeczy nieprawdopodobne nie mieszczą mu się w głowie. Wczoraj wracając do domu poprosił mnie o filozoficzną ( w jego mniemaniu ) odpowiedź na jedno pytanie. I kiedy zapytał jak wyobrażam sobie koniec świata, zdębiałam. Rozmawiamy o wszystkim, ale o tym? Chory, brał coś? Dopiero po chwili uświadomił mi, że ma w tym ukryty cel – chce książkę. Cwany ten mój mąż. Wiedział, że ja będę się nad tym zastanawiać długo. Robię to nieustannie od wczoraj.

    Filozoficznie? Dla mnie końcem świata byłoby, gdybym straciła jego, albo naszą córkę. To byłby definitywny koniec, bez początku. Świat pewnie stałby dalej, ja rozpadłabym się na milion kawałków. Myśląc jednak szerzej, w kontekście wszystkich ludzi, koniec świata musiałby zaczynać coś innego. Nie chcę myśleć o strachu i ciemności, o krzyku i bólu, trzęsieniach ziemi czy erupcji wulkanów. To musi być coś lepszego. Chcę w to wierzyć.

    Myślę, że nagle zrobi się cicho i spokojnie. Czas się zatrzyma, a my razem z nim. Nie będziemy już gonić za pracą, pieniędzmi, do przedszkola czy zakupy. Zwyczajnie staniemy. Nie będziemy musieli się uczyć ani analizować. Wszystko co najważniejsze i najlepsze dla nas zrozumiemy, nagle mądrość pojawi się nam w głowach. Na niebie najpierw zrobi się coś podobnego do „pajęczyny na szkle”. Jak wtedy gdy pęka szyba. Miliardy maleńkich kawałków zaczną spadać na nas w dół i tego się wystraszymy, ale po chwili zobaczymy, że to nie są ostre krawędzie mogące zrobić nam krzywdę. To maleńkie piórka, delikatny puch. Usłyszymy głos, nie wiem czyj, Boga czy ten nasz wewnętrzny, ale on nas uspokoi. Zrozumiemy co się dzieje i strachu w nas nie będzie. Widzieć będziemy wszyscy to samo, ale konsekwencje będą dla każdego z nas zupełnie inne. Mówi się o krainie wiecznej szczęśliwości. Szczęście jest czymś zupełnie innym dla poszczególnych osób. Wszyscy ludzie będą szczęśliwi, na swój sposób. Trafimy tam, gdzie będzie nam dobrze i będziemy tam całą wieczność. Chcę w to wierzyć.

    Chyba warto wspomnieć też o karze za grzechy. Nie wiem czy sprawiedliwie byłoby, gdyby tą radość i spokój wszyscy osiągnęli jednakowo. Może jednak ta mądrość, o której pisałam wcześniej wystarczy? Jeśli będziemy mądrzy, zrozumiemy co jest ważne i dobre, to wystarczającą karą będzie dla nas świadomość tego, co zrobiliśmy? Chcę w to wierzyć.

    Tak naprawdę wcale nie chcę się zastanawiać nad końcem świata. Zmuszam się do wyobrażeń o czymś przyjemnym i bez lęku, a boję się niesamowicie. Chcę, żeby to co mam trwało.

    Jeśli pytanie męża, to filozoficzne, miało sprawić że jeszcze lepiej zrozumiem co mam – podziałało. Nie chcę końca świata, jakikolwiek by nie był.

  • OK!
    Wczoraj wieczorem zrodził się pomysł aby nie był to zwykły komentarz.
    Szybko poleciałem na bazar domen i zrobiłem co trzeba. W czasie rozchodzenia się DNS napisałem historię ze sporym udziałem mojej dziewczyny.
    Dzisiaj były ostatnie szlify, dodanie kilku nowych zagadek i tak oto powstała:
    #endgameadriana
    http://www.endgameadriana.pl

    W razie problemów proszę o kontakt (dane w stopce strony/pliku WTF lub w profilu Disqus).

    Powodzenia!

    • mylo

      okropne tło, mrygające i bez sensu.

    • Nie zgodzę się, ale o gustach się nie dyskutuje :)

  • Isabel

    Koniec świata widzę jako globalną klęskę żywiołową. Każdy kontynent trawiony przez kolejny kataklizm. Szalejąca pogoda, błyskawicznie zmieniający się klimat. Roztapiające się lodowce, trzęsienia ziemi i fale tsunami sięgające coraz dalej w głąb lądu. Pożary wyniszczające lasy i uprawy. Tornada i huragany zrywające dachy i burzące domy, odbierające ludziom kryjówki i resztki poczucia bezpieczeństwa. Narastająca panika i szaleństwo obraca ludzi przeciwko sobie a walka o przetrwanie przybiera postać „zabij lub daj się zabić”. Po kilku miesiącach Ziemia jest kolejną pustą, jałową planetą rozsypującego się Układu Słonecznego.

  • Malwina

    Według mnie człowiek jest zbyt uparty i zbyt mocno trzyma się życia, więc wyginięcie rodzaju ludzkiego jest dla mnie niemożliwe. Jesteśmy jednym z niewielu gatunków na Ziemi, które potrafią się przystosować niemal do wszystkich warunków ( dorównują nam chyba tylko karaluchy i szczury). Dzięki inteligencji jesteśmy w stanie zmienić otoczenie na bardziej korzystne dzięki wykorzystaniu dostępnych środków. Jak dla mnie koniec świata oznacza jedynie brak dalszej możliwości do zamieszkiwania na naszej planecie. A przy obecnym postępie technologicznym sądzę, że pierwsze próby kolonizacji innych planet to kwestia najbliższego stulecia. Po rozprzestrzenieniu się homo sapiens na kilka najbliższych planet ludzie, jako gatunek, będą już praktycznie niezniszczalni. Zniknie problem przeludnienia, powstanie możliwość eksploatacji kosmicznych złóż metali itd. Kluczem do przetrwania jest ludzka inteligencja i zdolność do nauki.

  • Piotr

    Ostatnio widzimy coraz bardziej napiętą sytuację między
    różnymi państwami na świecie… Uważam że prędzej dojdzie do wybuchu wojny
    nuklearnej na skalę światową, niż nastąpi naturalny koniec świata. W posiadaniu
    głowic nuklearnych jest bardzo wiele krajów m.in. Korea Północna, czy Iran. Obecne stosunki na linii USA-Rosją pozostawiają
    wiele do życzenia. Nie jest powiedziane, że któraś ze stron nie użyje w
    przyszłości broni nuklearnej. Wtedy nastąpiłby odwet i cały świat byłby
    skończony… Życie po wybuchu bomby atomowej będzie nie możliwe. Przeżyją jedynie
    ludzie, którzy ukryją się pod ziemią, gdzie ochronią się przed promieniowaniem
    . Takie życie na dłuższą metę nie ma przyszłości, gdyż na powierzchni zapanują
    inne formy życia przystosowane do warunków postapokaliptycznych. Ludzie staną
    się zwierzyną i ich ostatnie dni będą policzone…

  • Ludi

    Koniec świata już za cztery lata, gdy Polska zostanie mistrzem świata!
    W finale 4:0 ruskich pokonamy i Wladimirowi mocno podpadamy.
    W odwecie umrą ludzie na całym świecie…

  • Szymon Konopka

    Nie ma wątpliwości, że wszelkie telewizyjne apokalipsy pokazywane nam są na dużym ekranie w sposób dość naiwny, zwłaszcza, jeżeli nie opierały się na żadnej, fajnie wykreowanej wizji. Nagle ogromna kometa znalazła się miesiąc drogi od orbity ziemskiej? Me-eh, znajdzie się ekipę wiertaczy, którzy ją wysadzą. Obcy, inteligentniejsi od nas chcą nas najechać i wykorzystać nasze surowce? Szkoda, że są brzydsi od portretów kobiet z okresów rewolucji francuskiej. Tak naprawdę nie wykończą nas obcy, meteoryt co najwyżej sobie obok nas przefrunie, a plagi i potopy to scenariusz fantastyczny. Religijna apokalipsa na ten czas też mało prawdopodobna – niebo jest wciąż wolne od smoków, wiem bo sprawdzam codziennie. I choć wizja starożytnej cywilizacji, która pozostawiła nas samych ze sobą na ziemi i po latach powróciła (niczym właśnie z Endgame czy Assassin’s Creed) wygląda imponująca to i tak mam swoją, bardziej trafną ideę… Zniszczy nas technologia i ludzie. Banalne? Niekoniecznie, bo w tej historii brakuje karabinów, krwi i poświęcenia.

    Dojdziemy do takiego rozwoju gospodarczego i technologicznego, że ludziom niczego nie będzie brakować. Rządy światowe będą dążyły do tworzenia utopii wewnątrz swoich państw. To je zamknie, ludzie staną się trybikami w systemie, który będzie kontrolował każdego – jednak dając mu wolność. Niczym w Psycho Pass człowiek będzie posiadał swój wskaźnik przestępczości, a przez rekomendację systemu będzie mógł podjąć daną pracę, w której spędzi całe swoje życie. Zabraknie miejsca na polityków, główną rolę pełnić będą korporacje, zapewniające byt na poziomie. Zniknie policja, armia, konflikty. Cudowny system, kontrolujący tą dystopijną wizję przyszłości w każdym kraju będzie decydować o każdym aspekcie życia, z góry oceniając czy ktoś nadaje się do życia w społeczeństwie czy nie – w tym przypadku zostanie zutylizowany albo resocjalizowany. Ludzie dopadnie znieczulica, życie wśród maszyn i samo mechaniczne życie doprowadzi ostatecznie niektóre jednostki do buntu, który będzie przejawem globalnego konfliktu z systemem – tworzenia się opozycji. System uznając to za zagrożenie zwróci się przeciw ludzkości. Paradoks, rzecz która miała ochraniać współczesny model społeczeństwa stanie się jego wrogiem, co gorsza za systemem staną korporacje. Doprowadzi to do konfliktu na bazie maszyna – człowiek. Świat ostatecznie stanie się pogorzeliskiem tej wojny, w której ludzie będą zmuszeni żyć w totalitarnych systemach. Z utopii do totalitaryzmu, populacja ludzka zmniejszy się do niecałych pół milionów. Końcem świata nie będzie już samo wymieranie naszego gatunku z powodu konfliktu z maszyną, a zatracenie się w strachu, przed czymś, co stworzył właśnie człowiek.

  • munio93

    Jedni bedą pić herbate z pstrokatych kubków, inni wypowiadac zyczenia do złotych rybek. Ktoś bedzie przeżywał swój pierwszy raz, ktoś bedzie niósł swoje dziecko do chrztu, ktoś bedzie czekał na swoich bliskich. Nikt z nich nie bedzie myslał o koncu świata. O tym, ze wydarzy sie to za godzine, dwie, miesiac, rok. Stanie sie to gdy nikt z nas nie bedzie sie tego spodziewał. NIezidentyfikowany obiekt uderzy w ziemie i rozbudzi cała fale wybuchów wyklanów, tsunami, pozarów. Ludzie bedą próbowali sie ratować jak male mrówki którym woda zaleje mrowisko. Na marne. Najwytrwalsi będą umierać ze swoimi drugimi polówkami u boku z braku tlenu i pozywienia. Na koniec wszystko eksploduje co bedzie niesamowitym widowiskiem ale nikomu nie uda sie tego zobaczyc.

  • TeQuila

    Najbardziej przemówiła do mnie wizja świata w przyszłości z filmu „Equilibrium”. Ponieważ uczucia i emocje są przyczyną wszelkiego zła na świecie, człowiek nauczył się je tłumić. W ten sposób powstało „bezbarwne” społeczeństwo, które kieruje się w życiu z góry ustalonymi zasadami i nigdy ich nie łamie, ponieważ nie czuje takiej potrzeby.

    Sądzę, że koniec świata nastąpi z powodu zwykłej błahostki: jeden ze światowych przywódców dysponujących arsenałem nuklearnym zostanie w jakiś sposób obrażony przez innego przywódcę. Urażona duma i ambicja każe mu wywołać wojnę, po której ziemia nie będzie nadawała się do niczego. Lub naród prześladowany przez stulecia z powodu swojej religii lub pochodzenia wreszcie uzyska dostęp do zaawansowanej technologii, która pozwoli na dokonanie zemsty na prześladowcach.

    Dobrym pomysłem jest powołanie organizacji, która będzie gromadzić całą wiedzę, udostępniając ludziom tylko to, co jest im niezbędne do życia, a niebezpieczne technologie bronić przez niewłaściwym wykorzystaniem. Coś na kształt Bractwa Stali z serii gier Fallout.

  • Jacob

    Koniec świata będzie dniem, w którym zacznie brakować surowców mineralnych. Władze tego świata jeszcze bardziej będą wykorzystywać swoje pozycje w celach wzbogacenia się, rynki światowe upadną. Ceny żywności wzrosną drastycznie, bezrobocie zacznie się szerzyć. Władze będą żyły w dostatku, kiedy to najbiedniejsze warstwy społeczne będą walczyć o życie. Pojawią wszechobecne napady na sklepy i ludzi. W końcu rabunki dosięgną także tych stojących najwyżej w hierarchii. Wszystko to zakończy się rewolucją, mordem ludzi rządzących oraz założeniem nowych państw, o innych strukturach społecznych. Aż końcu kiedyś cykl zacznie się znów od nowa…

  • Krzysztof Sowa

    Nie wiem w ilu miejscach na świecie znajdują się serwery Google’a i Facebooka ale końcem świata na pewno było by nieodwracalne uszkodzenie każdego z nich. Wyobraźmy sobie wesoły poranek. Śniadanko, kawka, toaleta. Logujemy się by uruchomić swoją ulubioną playlistę na YouTube. Nie działa. Pewnie jakaś awaria-zaraz naprawią. Wpisujemy w wyszukiwarkę Google’a „awaria YouTube”. Wyszukiwarka nie działa. Poziom zdenerwowania wzrasta. No nic, zapytamy znajomego na „fejsie” czy u niego też. Login, hasło – Facebook nie działa! Poziom zdenerwowania osiągnął poziom maksymalny. Okazuje się, że nieodwracalne awarie nastąpiły na całym świecie. Ludzie wychodzą na ulice, Amerykanie oskarżają Rosję. Zaczyna się cyberwojna, która po czasie zmienia się w nuklearną…

  • Monika Ziędalska

    Prawdopodobnie będziesz zszokowany tylko przez sekundę. Prawdopodobnie w to nie uwierzysz. Prawdopodobnie się oburzysz, ale będzie miło i przyjemnie, szybko i bezboleśnie! Działanie marketingowe nie będą potrzebne bo i tak wszyscy zauważą brak internetu…tak wtedy będzie ten koniec ;) Autentyczność sytuacji to drażliwy temat no ale cóż nastanie ciemność i ktoś zgasi to światło :) Sytuacja opanuje również stolicę więc nie będzie gdzie uciekać :D

  • Karol Gawron

    „Zegar Zagłady” tyka a nasza cywilizacja, jak jej najmniejszy składnik –
    człowiek chce pozostać przy życiu. Dzięki rozwojowi technologicznemu
    czujemy się bezpieczniej niż kiedykolwiek. Śmiertelne niegdyś choroby są
    dla nas codziennością. Według „Skali Torino”, obecnie nie zagraża nam
    żadna asteroida – jeśli kiedyś to nastąpi, dzięki takim misją jak
    „Rosetta” będziemy przygotowani do zmiany jej trajektorii lub wysadzenia
    na mniejsze kawałki co znacznie zmniejszy stopień zniszczeń. Miejmy też
    nadzieję że „Wielcy tego Świata” nie są na tyle niemądrzy aby obsiać
    Ziemię grzybami atomowymi, a systemy antyrakietowe są efektywne.

    Natomiast rozwój technologiczny nieubłaganie przyśpiesza z naszej własnej woli.
    Znaczącym krokiem, a zarazem ogromnym zagrożeniem będzie tzw.
    „Technologiczna osobliwość”, czyli stworzenie sztucznej inteligencji
    zdolnej do stworzenia wydajniejszej SI – wywołując lawinową zmianę w technologii. Trudno będzie ją okiełznać „Prawami Robotyki” czy
    zaprogramowaną miłością do ludzi. Jedynymi ograniczeniami rozwoju
    takiego stworzenia będą zapotrzebowanie na energię i budulec. Jeśli
    ludzie nie przejdą na wyższy poziom świadomości, zostaną wyeliminowani
    jak przeszkoda w rozwoju co nie będzie trudne w czasach powszechnej automatyzacji i wysokiego stopnia scalenia człowieka z technologią. Inaczej nikomu nie będzie dane zobaczyć kontynuacji naszego dziedzictwa w postaci epickich konstrukcji podobnych do „Sfery Dysona” czy „Mózgu matrioszka”,
    tworzonych przez niewyobrażalnie zaawansowany system zawierający jedynie
    cząstkę znanego nam człowieczeństwa.

    Polecam przeczytać na Wikipedii artykuł o „Paradoksie Fermiego” – znajdziemy tam m.in. gdybania na temat rozwoju inteligentnych cywilizacji ;]

  • Ar3k

    Wirus komputerowy stworzony przez internetowych wielbicieli kotów, mający na celu opanować drukarki 3D zdolne produkować żywe tkanki, wymyka się spod kontroli, i ostatecznie przyczynia się do opanowania Ziemi przez jeszcze inteligentniejsze (!) koty, które likwidują już niepotrzebnych im żywicieli – ludzi. I psy też. Bo nadal ich nie lubią.
    Tak powstało najsłodziaśniejsze imperium w dziejach.

  • RGB

    Wiadomo już którzy szczęśliwcy wygrali książki? :)

  • Pingback: Koniec świata według czytelników Antyweba. Ogłaszamy wyniki konkursu Endgame - AntyWeb()

  • Pingback: Tak wydanych ebooków jak „Starość aksolotla” Dukaja powinno być w Polsce znacznie więcej - AntyWeb()