SteelSeries dzięki słuchawkom Siberia dość dobrze zapisał się w świadomości graczy. Firma idzie za ciosem i odświeża całą swoją słuchawkową ofertę, wprowadzający na rynek eleganckie i intrygujące modele Arctis.

Tym razem SteelSeries zrobiło to zupełnie inaczej niż dotychczas. Ba, zrobili to inaczej niż cała reszta branży. Seria Arctis składa się z kilku modeli należących do różnych kategorii cenowych, ale opartych na tych samych przetwornikach (podobno zaczerpnięto je z topowego modelu Siberia 840). Różnice sprowadzają się zatem tak naprawdę do detali. Do mnie trafił headset ze średniej półki cenowej – Arctis 5. Jego największym atutem ma być wsparcie dla dźwięku przestrzennego DTS 7.1 Surround. A to nie wszystko, bo zastosowanie znalazł tutaj również dwustronny mikrofon oraz pokrętło do dopasowania stosunku dźwięku pomiędzy odgłosami z gry i czatem głosowym. Czy to wszystko daje sprzęt, którym warto się zainteresować, będąc fanem gier?

Design, wykonanie i ergonomia

Pierwsze, co rzuca się w oczy po spojrzeniu na SteelSeries Arctis 5, to dość minimalistyczny, umiarkowany i nieco nawet elegancki design. Producent odszedł od jaskrawych kolorów, futurystycznych i agresywnych kształtów oraz taniego plastiku. Zastąpiła je matowa czerń, prosta konstrukcja i gumowane tworzywo – efekt jest bardzo przyjemny dla oka. Słuchawki nie wyglądają odpustowo i zdecydowanie mogą się podobać również starszym graczom. Dopełnieniem całego designu jest podświetlenie RGB na każdej z muszli. Jest ono subtelne i podkreśla tak naprawdę ich kontur oraz niewielkie logo SteelSeries. Duży plus, choć fanem podświetlenia na słuchawkach zdecydowanie nie jestem.

Większość firm w tym segmencie stawia na sztuczną skórę, która dobrze tłumi dźwięki, ale potrafi też izolować ciepło, co po dłuższym czasie wywołuje dyskomfort. Materiałowe nauszniki nie mają tego problemu.

Każda z muszli ma dość szeroki zakres regulacji. Możemy je obracać o 90 stopni i zmieniać kąt nachylenia. Z pałąkiem są połączone jedynie za pomocą pojedynczych zaczepów. Sam pałąk wykonano z grubego plastiku, a od wewnątrz dodatkowo wyłożono gumowanym tworzywem. Nie uświadczymy tutaj żadnej regulacji. Headset dopasowujemy do głowy bowiem za pomocą materiałowego paska przymocowanego do pałąka za pomocą metalowych zaczepów. I tu uwaga – pasek wzięto od… gogli narciarskich. Po obu stronach mamy rzepy, które całkiem dobrze spełniają swoje zadanie. Warto dodać, że jest to element służący do personalizacji słuchawek. W sklepie SteelSeries znajdziemy dziesiątki innych wzorów oraz kolorów. Dość ciekawe i nietuzinkowe rozwiązanie.

Czy Arctis 5 są wygodne? Tutaj od razu natkniemy się na pewną nowość, bo producent zastosował materiałowe nauszniki. Na ogół większość firm w tym segmencie stawia na sztuczną skórę, która dobrze tłumi dźwięki, ale potrafi też izolować ciepło, co po dłuższym czasie wywołuje dyskomfort. Materiałowe nauszniki nie mają tego problemu, ale znowu gorzej tłumią odgłosy (z zewnątrz i z wewnątrz). Podejrzewam, że wiele będzie tutaj zależało od osobistych preferencji – ja generalnie nigdy nie narzekałem na skórę, więc nie widzę powodu, dla którego miałbym szukać słuchawek z materiałowym obiciem nauszników. Kwestia potrzeb (skórzane nauszniki oczywiście możemy dokupić, ale będzie nas to kosztowało 15 euro).

Czy wpływa to w jakikolwiek sposób na wygodę noszenia Arctisów 5? Muszle są duże, pianka bardzo miękka i przyjemna w dotyku. Spędzałem w słuchawkach dużo czasu – nie tylko na graniu. Potrafiłem je przez 5-6 godzin mieć na uszach w biurze podczas przygotowywania artykułów. Nie czułem zmęczenia. Headset jest bardzo lekki, co trzeba niewątpliwie docenić. Elastyczny pałąk nie ściska zbyt mocno czaszki, ale jest na tyle sztywny, aby utrzymać słuchawki w stabilnej pozycji na głowie.

Na lewej muszli, na dolnej krawędzi znajdziemy złącza. Jedno z nich to klasyczny minijack, a drugie to dedykowane złącze producenta. Przypomina ono nieco MicroUSB, ale jest od niego zauważalnie mniejsze. Tuż obok mamy pokrętło regulacji głośności, które notorycznie przesuwałem podczas zdejmowania i zakładania słuchawek. Nad nim umieszczono przycisk do aktywowania i dezaktywowania mikrofonu.

A skoro o mikrofonie mowa, jest on wysuwany z tej samej muszli i ma długość zaledwie 5-6 cm. To jednak w zupełności wystarcza, żeby dobrze zgarniał dźwięk naszego głosu. Mikrofon ma bardzo elastyczne ramię, więc bez trudu dopasujemy jego pozycję. Warto tutaj od razu podkreślić, że w końcówce wbudowano tak naprawdę nie jeden, a dwa mikrofony. Pierwszy odpowiada za rejestrowanie naszego głosu, a drugi za redukcję dźwięków otoczenia. Efekt jest bardzo zadowalający – przynajmniej tak mówili wszyscy, z którymi miałem przyjemność grać. Głos jest czysty i pozbawiony zniekształceń. Headsety SteelSeries zawsze na tym polu spisywały się dobrze i nie inaczej jest tym razem.

Warto jeszcze wspomnieć o okablowaniu. Tutaj mamy kilka możliwości. Przewód z dedykowanym złączem możemy podczepić do końcówki z czteropolową wtyczką minijack. Zdecydowanie lepszym wyborem będzie skorzystanie z dołączonego pokrętła do dopasowania stosunku dźwięku pomiędzy odgłosami z gry i czatem głosowym. Wówczas headset podłączamy do portu USB i otrzymujemy software’ową wirtualizację dźwięku przestrzennego DTS 7.1.

Jakość dźwięku i możliwości

Producent chwali się, że we współpracy z  DTS Headphone:X udało się mu zaprojektować algorytm indywidualnie dopasowany do słuchawek Arctis, aby uzyskać jak najlepsze rezultaty.

Największą zaletą headsetu ma być wsparcie dla przestrzennego dźwięku DTS 7.1. Producent chwali się, że we współpracy z  DTS Headphone:X udało się mu zaprojektować algorytm indywidualnie dopasowany do słuchawek Arctis, aby uzyskać jak najlepsze rezultaty. I faktycznie muszę przyznać, że są one bardzo satysfakcjonujące. Dźwięk jest pozycjonowany w sposób całkiem precyzyjny, co może przekładać się na wyższą skuteczność podczas gry. Doskonale bowiem słychać, z której strony nadbiegają przeciwnicy, eksplodował granat czy rozległy się wystrzały. Szkoda tylko, że efekty te są dostępne wyłącznie na Windowsie.

Jak już wspomniałem w Arctisach zastosowanie znalazły te same sterowniki dźwięku S1, których używano w modelu Siberia 840. Ten jest wyceniany na ok. 300 dol., a więc kilkukrotnie więcej niż opisywany headset. I… ciągle brzmi lepiej (czego właściwie można się było spodziewać). Przetworniki mają 40 mm, czułość 98 db, pasmo przenoszenia 20-22000 Hz i impedancję 32 Ohm.

Nie mogę jednak napisać, żeby Arctis 5 mnie rozczarował. Wręcz przeciwnie. Jestem mile zaskoczony wysoką jakością dźwięku. Szczególnie satysfakcjonujące są rozsądne proporcje między poszczególnymi pasmami. Często bowiem w gamingowych słuchawkach jest tak, że dominują tony niskie. Tutaj są one wyraźne, ale nie nachodzą na średnie i wysokie dźwięki, co czyni słuchawki całkiem muzykalnymi. Nie umywają się co prawda do produktów stricte przeznaczonych do muzyki, ale zdecydowanie nie mają czego się wstydzić na tym polu.

Wystrzały, eksplozje, dialogi prezentują się bardzo dobrze – są wyraziste i dość szczegółowe (na tyle, na ile szczegółowy może być huk wybuchającego granatu).

Podczas grania natomiast dźwięk satysfakcjonuje. Nie zaobserwowałem żadnych zniekształceń – również przy najwyższych poziomach głośności. Da się za to natomiast wyczuć delikatną głębię, która tworzy przyjemne wrażenie przestrzeni – również, gdy słuchawki podłączymy do złącza minijack a nie USB (i siłą rzeczy cyfrowe 7.1 nie działa). Wystrzały, eksplozje, dialogi prezentują się bardzo dobrze – są wyraziste i dość szczegółowe (na tyle, na ile szczegółowy może być huk wybuchającego granatu). Jestem przekonany, że usatysfakcjonuje to zdecydowaną większość użytkowników.

Tradycyjnie słuchawki dopełnia oprogramowanie SteelSeries Engine, w którym uzyskujemy dostęp do podstawowych opcji konfiguracyjnych (w tym możliwości dostosowania oświetlenia), a także equalizera. Nie jest to tak naprawdę żadna nowość, jeśli chodzi o słuchawki – ani SteelSeries ani ogółem gamingowe. Właściwie każda szanująca się firma z tego segmentu oferuje już takie dodatki.

Podsumowanie

SteelSeries Arctis to nietypowe słuchawki gamingowe. Swoim wyglądem zdecydowanie nie przypominają akcesorium stworzonego dla graczy. Tym samym z powodzeniem sprawdzą się zarówno w pokoju młodszego jak i starszego fana wirtualnej rozrywki. A na tym nie koniec, bo z powodzeniem możemy je zabrać ze sobą na miasto. Stonowany design, matowe wykończenie i niebanalne wzornictwo w postaci paska pod pałąkiem sprawiają, że headset może naprawdę przyciągać wzrok.

Słuchawki grają naprawdę dobrze – co zaskakujące sprawdzają się nieźle również podczas słuchania muzyki. Dużym plusem jest świetnie działająca wirtualizacja dźwięku 7.1 oraz pokrętło pozwalające dostosować stosunek głośności dźwięków gry do dźwięków z czatu. Wszystko to idzie natomiast w parze z ceną, która nie powinna spustoszyć portfela – 499 złotych. Oczywiście nie jest to mało, ale też trudno nazwać to wysoką kwotą, biorąc pod uwagę markę, oferowane możliwości oraz podatek od nowości (headset zadebiutował niespełna dwa miesiące temu).

Ocena: 8/10

  • DamGal

    Jak to się ma do HyperX Cloud 1 i czy nadaje się do słuchania muzyki?

    • coo

      Też jestem ciekaw jak się mają słuchawki do muzyki. Cloud 1 będą dobre do porównania.

    • @damiangaluszka:disqus @disqus_gae0E9CeBc:disqus Mam Cloud II (a więc praktycznie to samo co jedynki + karta dźwiękowa) i niestety jeśli chodzi o muzykę, ciągle nie doścignęły ich żadne słuchawki gamingowe. Arctisy są blisko i naprawdę przyjemnie grają, ale moje uszy ciągle są przy Cloudach.

    • DamGal

      @tompopielarczyk:disqus dzięki, czyli ciągle będę się trzymał Cloudów. Ewentualnie możesz coś innego polecić w podobnej cenie?

  • LukasH

    Jeśli dobrze zrozumiałem artykuł, żeby uzyskać dźwięk przestrzenny należy użyć dołączonej przejściówki na USB z regulacją głośności w której znajduje się karta dźwiękowa? Pytam bo nigdy nie byłem posiadaczem takowych sluchawek. A co jeśli posiadam dobra kartę dźwiękową lub moja płyta główna obsługuje dzwiek dolby, czy w takim wypadku również jest potrzebna ta przejściówka?