Sony Walkman NW-A30
20

Odtwarzacz muzyczny na skraju epok. Recenzja Sony Walkman NW-A30

Czy dedykowane jednej czynności urządzenie ma dzisiaj rację bytu? Sony Walkman NW-A30 stara się udowodnić, że tak. Macie ochotę na równoczesny powrót do przeszłości i wycieczkę w przyszłość?

Zgrywanie, synchronizowanie, słuchanie – jak ja za tym tęsknię

Zgrywanie lub pobieranie, tagowanie, synchronizacja i dopiero słuchanie – jeszcze kilkanaście lat temu, gdy zapragnęło się zabrać ze sobą własną muzykę, to wykonanie całej serii czynności było nieuniknione. O niewygodzie takiego rozwiązania można się było dotkliwie przekonać szczególnie w sytuacji, gdy po wyjściu z domu okazało się, że nie skopiowaliśmy tej jednej, ulubionej piosenki lub albumu. Dziś wystarczy otworzyć odpowiednią aplikację (Spotify, Tidal) i nadrobić braki nawet przy użyciu sieci komórkowej.

Mimo wszystko, trochę tęsknie za tamtymiczasami, gdy z taką troską zajmowaliśmy się naszymi biblioteczkami muzycznymi.

Oczywiście wciąż nie brakuje osób, które rozbudowują swoje fizyczne (kompakty, winyle, kasety) oraz cyfrowe kolekcje. Należę do tego grona i jako jedna z siedmiu, może ośmiu osób na Ziemi, z przyjemnością korzystam z iTunes oraz MediaGo. Pierwszej z aplikacji prawdopodobnie nie muszę Wam przedstawiać, zaś druga jest dość niszowa. MediaGo to program autorstwa Sony, w części pokrywający się funkcjonalnością z iTunes. MediaGo umożliwia organizować muzykę, filmy, a także przesyłać je do między innymi na urządzenia Sony, jak PlayStation Portable czy odtwarzacze Walkman. Zawsze lepsze to, niż tradycyjne kopiowanie folderów z katalogu do katalogu.

Sony Walkman NW-A30 powrót do przeszłości

Ręka do góry kto miał Walkmana

Gdy mówimy o Walkmanie, to oczywiście w pierwszej kolejności u nieco bardziej zaawansowanych wiekiem osób na myśl przyjdzie w pierwszej kolejności odtwarzacz kaset magnetofonowych. Sony nie mogło nie skorzystać z okazji i sięgnęło po tę markę również przy muzycznej serii telefonów komórkowych w czasie mariażu z Ericssonem, a w ofercie Japończyków wciąż pozostają klasyczne, cyfrowe odtwarzacze muzyczne sygnowane linią Walkman. Nie brakuje urządzeń z najwyższej półki, których ceny sięgają kilku tysięcy złotych, co wciąż mi imponuje. Ale Sony stara się zaoferować swoje najlepsze rozwiązania – LDAC, Hi-Res oraz technologie poprawiające brzmienie muzyki – również klientom wybierającym tańsze modele.

Jednym z nich, który niedawno pojawił się w sprzedaży, jest Walkman NW-A30. Niewielki sprzęt, mierzący zaledwie 97,5 mm wysokości i 55,9 mm szerokości. Nie jest tak smukły jak niektóre smartfony, ale to wcale nie należy do jego wad – grubość Walkmana to 11,9 mm. Dotykowy ekran o przekątnej 3,1 cala można uznać za zbyt skromny – przyzwyczajone do wyświetlaczy zajmujących całe dłonie osoby mogą poczuć się, jakby im coś odebrano. Ekran wykonany jest w technologii TFT i posiada standardową rozdzielczość 800 na 480 pikseli (WVGA). Jest wystarczająco jasny, by korzystać w niego w skrajnych warunkach, ale dotarcie do ustawień poziomu jasności nie jest zbyt poręczne. Można na nim obejrzeć film, ale w tej roli lepiej sprawdzi się większość smartfonów. Na Walkmanie przede wszystkim słuchamy muzyki.

Sony Walkman NW-A30 interfejs

Niech zabrzmi muzyka

Listę wspieranych formatów plików otwierają oczywiście te najbardziej popularniejsze, jak mp3 czy aac. Nie zapomniano o FLAC-u, ale bardzo istotne jest wsparcie dla muzyki w wysokiej rozdzielczości i plików DSD. Te nie są odtwarzane natywnie, lecz następuje przekształcenie nagrań na format PCM. Sony przygotowało całą armię efektów dźwiękowych mających zapewnić nam jak najlepsze brzmienie. DSEE EX (digital sound enhancement engine) zajmie się plikami o niższym bitracie, po S-Master HX sięgniemy w celu zmniejszenia zniekształceń, ClearAudio+ będzie odpowiedzialne za uczynienie dźwięku jeszcze bardziej przejrzystym, czystszym.

Dla melomanów to spore pole do popisu. Spędziłem sporo czasu dostosowując wyżej wymienione funkcje oraz kilka innych (Clear Phase, kompresor dynamiki, korektor), by otrzymać takie brzmienie, które mnie w pełni usatysfakcjonuje. To się udało osiągnąć, lecz po zmianie rodzaju pliku lub gatunku muzycznego najczęściej musiałem zaczynać całą zabawę od nowa. Zabrakło mi możliwości zapisania moich preferencji obejmujących wszystkie dodatkowe efekty, tak by zaledwie jednym tapnięciem móc się między nimi przełączać.

W większości przypadków Walkman NW-A30 radzi sobie wyśmienicie. Dźwięk jest głęboki, nasycony i wyraźny. Odtwarzacz testowałem w parze ze słuchawkami Sony MDR -ZX770BN, które oferują łączność Bluetooth jak i standardowe połączenie przewodem z wtyczkami jack 3,5 mm. Spadek jakości dźwięku z plików FLAC był delikatnie wyczuwalny, ale nie na tyle, bym mógł to uznać za wadę. Wielka szkoda jednak, że w w tym modelu słuchawek nie znalazła się technologia LDAC, którą wspiera Walkman NW-A30. Pozwala ona na przesyłanie większej ilości danych w tym samym momencie, przez co skompresowany dźwięk ma wyższy bitrate. Najlepszym partnerem dla Walkmana byłyby więc słuchawki z Bluetooth i LDAC. Na szczęście NFC jest obecne niemalże we wszystkich urządzeniach audio Sony – w tym przypadku tak jest – więc parowanie Walkmana ze słuchawkami przebiega błyskawicznie. Samo połączenie może być realizowane w jednym z 4 trybów, gdzie wybieramy pomiędzy jego jakością, a stabilnością (dużo zależy od tego, z jakich słuchawek korzystamy).

Wykonanie, konstrukcja Sony Walkman NW-A30.

Sony Walkman NW-A30 wykonanie

Odtwarzacze Sony Walkman zawsze słynęły z ciekawego, acz minimalistycznego designu. Ich wygląd jest nieco bardziej surowy od tego, co oferuje nam Apple ze swoimi, nie boję się użyć tego słowa, cukierkowymi iPodami (które i tak lubię). Walkman NW-A30 prezentuje się elegancko, a do testów trafił do mnie model w kolorze… niebieskim. Tak mówi o nim strona internetowa producenta, lecz precyzyjniejszym określeniem byłby mocno nasycony turkusowy. Inne wersje kolorystyczne są równie intrygujące i wydaje mi się, że choć jeden przypadnie każdemu do gustu – jest ich aż 5 do wyboru.

Przód odtwarzacza to oczywiście ekran pokryty szkłem i jest on otoczony ramką, na której znalazły się logo Sony (nad ekranem) i Walkman (pod ekranem). Czy trochę na siłę? Można odnieść takie wrażenie, ale Japończycy stosują ten zabieg od dawna, więc nikogo nie powinno to dziwić. Konstrukcja jest solidna, szczelna i dokładna. Przy upadku obawiałbym się tylko o stłuczenie szklanego ekranu – pozostałym komponentom nie powinno się nic stać, oprócz pojawienia się otarć czy rys. W codziennym rozgardiaszu nie jest o nie łatwo, ale kilka znaków użytkowania zdążyło się pojawić na obudowie.

Sony Walkman NW-A30 na słońcu

Tylny panel jest w całości wykonany z aluminium, co cieszy, natomiast krawędzie boczne są wykonane z plastiku. Jest to ten sam kawałek sztucznego tworzywa, który otacza ekran. Po lewej stronie znajdziemy slot na karty pamięci microSD (do 192 GB), natomiast prawa krawędź to malutkie centrum dowodzenia, czy zbiór klawiszy fizycznych. Umieszczono tam (od góry) włącznik, przyciski sterujące poziomem głośności, trzy przyciski sterujące odtwarzaniem oraz – dawno nie widziany – przełącznik „hold” dezaktywujący działanie wszystkich pozostałych. Dla praworęcznych osób jest to cudowne rozwiązanie, ponieważ wszystkie przyciski są w zasięgu kciuka.

Obsługa urządzenia od Sony

Interfejs odtwarzacza jest prosty w obsłudze, ale skomplikowany. Tak, dobrze przeczytaliście. Gdy już poznamy wszystkie triki pozwalające nam szybko przemieszczać się pomiędzy danymi sekcjami i skróty na dolnym pasku nawigacyjnym, to obsługa Walkmana nie będzie wyzwaniem. Muzykę lokalną przeglądamy w klasycznych kategoriach (utwory, albumy, wykonawcy, lata wydania i playlisty). Pojawiła się także dedykowana muzyce w wysokiej rozdzielczości sekcja, byśmy mogli szybko dotrzeć do najlepszej, pod względem technicznym, muzyki. Przyciski ekranowe mogą być miejscami zbyt małe, by w pełni komfortowo z nich korzystać, ale można w tym nabrać wprawy do pewnego stopnia.

 

Dolny pasek zawiera cztery uniwersalne przyciski – wstecz, ekran odtwarzania, biblioteka oraz menu kontekstowe. Do naszej dyspozycji są także listy zakładek (dokładnie 10), gdzie trafiają nasze ulubione kawałki. Nie ma problemu z zarządzaniem utworami w playlistach, przenoszeniem piosenek pomiędzy nimi oraz zmianą kolejności odtwarzania.

Sony Walkman NW-A30 zdjęcie na ławce

Najmniej intuicyjne są ustawienia, gdzie – na przykład – pojawiły się skróty pozwalające zmienić poziom jasności ekranu, włączyć usuwanie szumów lub aktywować Bluetooth. Niestety, zastosowane symbole w dwóch ostatnich przypadkach niewiele mówią i metodą prób i błędów musimy poznać ich działanie – dlaczego nie wykorzystano po prostu logo Bluetooth?

Kilka słów o czasie pracy akumulatora. Ten, by sie naładować do pełna, potrzebuje 4 godzin. Całkiem sporo. W zamian otrzymujemy powyżej 20 godzin odtwarzania muzyki przy włączonej funkcji eliminacji hałasu i plikach DSD. Kolejnym progiem jest 30 godzin, jeśli słuchamy muzyki z plików FLAC, a około 40 godzin przy plikach MP3. Są to wyniki przyzwoite. Do tych wartości możemy doliczyć od 2 do 3 godzin więcej, jeśli zrezygnujemy z eliminacji hałasu. Muszę nadmienić, że mało satysfakcjonująco działa wskaźnik naładowania baterii – ma tylko 3 „kreski”/stopnie naładowania, które bardzo ogólnie informują nas o tym, kiedy rozładuje się akumulator.

Tutaj przydałby się krok naprzód

Pod wieloma względami chciałbym pozostać w latach ’90 lub 2000, ale Sony powinno podjąć decyzję o kroku naprzód w kilku niecierpiących zwłoki sprawach. Przede wszystkim mówię o wprowadzeniu USB 3.0, niezbędnego do szybkiego tranferu dużych plików muzycznych, a przecież obsługa plików FLAC, DSD i dźwięku w wysokiej rozdzielczości przez Walkmana NW-A30 nakłania nas do sięgania po takowe. Wraz z pojawieniem się USB 3.0 z radością przywitałbym złącze USB-C oferujące funkcję szybkiego ładowania i będące zdecydowanie popularniejszą wtyczką, aniżeli stosowany przez Sony 22-stykowy WM-PORT. Wtedy synchronizacja oraz ładowanie byłby mniej bolesne.

Dla kogo Sony Walkman NW-A30?

Sony stara się dostarczyć fanom muzyki odtwarzacz, który postawił już jedną nogę w przyszłości – dotykowy, czytelny ekran, obsługa wielu formatów plików, w tym w wysokiej rozdzielczości, efekty dźwiękowe godne podziwu – ale drugą nogą pozostał w poprzedniej epoce, o której pomimo ogromnego sentymentu wolelibyśmy zapomnieć. Synchronizowanie biblioteczki nie musi być tak utrudnione, a interfejs mógłby być bardziej przyjazny i wpasować się w panujące standardy.

Swoje główne zadanie Walkman NW-A30 spełnia jednak wzorowo i trudno mi cokolwiek mu zarzucić pod względem muzycznym. Brzmi naprawdę świetnie, dostosowanie dźwięku do własnych upodobań nie jest trudne, obsługuje pliki FLAC oraz DSD, a odtwarzaniem wygodnie zarządza się przyciskami fizycznymi, z których tak łatwo zrezygnowali producenci telefonów komórkowych.

Na koniec dodam, że na rynku oferowane są dwie wersje tego modelu – jedna z nich nie posiada w pudełku słuchawek, dlatego zwróćcie na to uwagę. Cena odtwarzacza wynosi 749 złotych, a koszt wzrośnie, ponieważ wbudowaną pamięć 16 GB musowo rozszerzymy za pomocą karty microSD.

  • novos7

    Fajne urządzenie. Sam bym coś takiego kupił. Wolę słuchać muzyki w odtwarzaczu niż w telefonie. Minusem jest cena. Ponad 1000 zł za odtwarzacz muzyki? Rozumiem, gdyby kosztował 200-300 zł, ale taka cena to już zdzierstwo. Już bardziej opłaca się kupić drugi telefon.

    • Konrad Kozłowski

      No tak, dobry odtwarzacz jest teraz w cenie, chociaż zawsze można wybrać mniej firmowe sprzęty i też będą służyć. Do tej pory mam gdzieś tradycyjnego Creative’a – tylko pamięć 512 MB :)

    • qki

      Miałem podobny dylemat, przesiadając się z Minidisca Sony (na linuksie nie wspierana konwersja; dokładnie – konwertery Sony nie działają jak powinny). Szukałem, szukałem i po kilku recenzjach z netu, aż na początku maja kupiłem Shanlinga M1. Potrzebowałem czegoś wyłącznie do słuchania przez siebie konwertowanych FLACów. Sprzęt bardzo zacny, z AKM-AK4452 jako DAC; bez słuchawek, ale z futerałem dałem 600 pln. Jedyny minus to max 12h odtwarzania FLAC – taki Minidisc na jednej baterii AA działał około 60 godzin… no ale w dzisiejszych czasach to se na vrati…

  • Polaczek

    W dobie powszechnego dostepu do sieci i różnych usług streamingowych takie urządzenie to niezły old-school 😀

    • Konrad Kozłowski

      Spojrzenia innych bezcenne :)

    • Ogotay

      W Usa jest firma ktora zbija krocie na produkcji i sprzedazy ……w8 4 it…..kaset magnetofonowych. Tak samo jak w dobie cd,wszyscy mysleli ze vinyle osejda do lamusa. Jednak przywiazanie do pewnych rozwiazan pozostaje😀

    • wajdzik

      VHS to raczej kwestia tego, że sporo monitoringów wciąż się na nich ioiera, i nikt nie myśli ich zmieniać.

    • Habanerdo

      w sumie racja, sam bym chętnie kupił dedykowany odtwarzacz np. do spotify (zwłaszcza jak wprowadzą opcję hifi), gdzie mogę zapisać playlisty w odpowiednim folderze we flac i odtwarzacz automatycznie je zapisze u siebie do użytku offline. A może jest coś takiego?

    • Artorius

      Nie do końca old scholl. Raczej dla fanów jakości dźwieku.
      Dla strumieniowców jest Pioneer XDP-100R na przykład. Z Androidem, apkami GPlay, Tidalem innymi serwisami.

      Cena ? 749 zł ta tanio. Zobacz na Sony NWZ-ZX1 lub ZX2 albo na sprzęt Opusa, Astell&Kern.

    • Polaczek

      Audiofilia? To się leczy.

  • Wodnik Szuwarek

    20 lat temu pewnie zrobiłby furorę. Dzisiaj to zwykły elektrośmieć.

  • Michał Stempkowski

    Ani słowa o długości pracy na baterii – nieźle jak na recenzję przenośnego odtwarzacza muzyki.

    • Konrad Kozłowski

      Jest akapit poświęcony czasu pracy akumulatora.

    • P.A.X.

      Poświęcony (komu? czemu?) czasowi.

    • Maks Cavallera

      „W zamian otrzymujemy powyżej 20 godzin odtwarzania muzyki przy włączonej funkcji eliminacji hałasu i plikach DSD. Kolejnym progiem jest 30 godzin, jeśli słuchamy muzyki z plików FLAC, a około 40 godzin przy plikach MP3. Są to wyniki przyzwoite. Do tych wartości możemy doliczyć od 2 do 3 godzin więcej, jeśli zrezygnujemy z eliminacji hałasu.”

  • sajmon33

    Ręka do góry KTO miał Walkmana…

    • Konrad Kozłowski

      No jasne, poprawione, dzięki!

  • Adam Jarecki

    749? To ja pozostanę przy moich dwóch dziesięcioletnich Creative MuVo V100 za jedną dziesiątą tej ceny. :-)

    • Konrad Kozłowski

      Melduje się kolejny posiadacz Creative MuVo!

  • aaa

    Kompresor dynamiki to rzecz w sam raz dla melomanów; szczególnie tych słuchających koncertów w salach koncertowych gdzie dynamika jest ogromna. Brakuje mi natomiast informacji jak to urządzenie radzi sobie ze słuchawkami o wysokiej impedancji i jaki DAC tam włożono (gdyby był Fluency DAC to kupuje od razu)