10

Recenzja Shadow Tactics. Jeżeli lubiłeś Commandos, musisz w to zagrać

Dzisiejsze skradanki kojarzą się głównie z produkcjami z widokiem z perspektywy pierwszej lub ewentualnie trzeciej osoby. A tymczasem u podstaw tego gatunku leżą zupełnie inne produkcje mające wiele wspólnego ze strategiami. Okazuje się, że w 2016 roku ciągle mają one rację bytu. Lubiliście Commandos i Desperados? Czytajcie zatem dalej.

Wspomniane Commandos i Desperados (a później m.in. Robin Hood: The Legend of Sherwood) łączy bowiem przynależność do jednego gatunku – taktycznych skradanek z widokiem izometrycznym. Gracz wciela się tutaj nie w jednego bohatera, a w dowódcę kierującym drużyną złożoną z różnych postaci. Te posiadają unikatowe cechy, umiejętności i ograniczenia. To wszystko idzie w parze z wyśrubowanym poziomem trudności i niezwykle satysfakcjonującą rozgrywką. Tęsknicie za tym? No to już nie musicie, bo za kilka dni na półkach sklepowych pojawi się Shadow Tactics stworzony przez niewielkie studio Mimimi Productions.

Ninja, złodziejka, szpieg, samuraj i co jeszcze?

Trafiamy do feudalnej Japonii (a konkretnie gdzieś w czasy epoki Edo). To wtedy władza w kraju została silnie scentralizowana i dokładnie my powinniśmy o to zadbać. Nasz władca ma bowiem rebelię do opanowania kierowaną przez niejakiego Kage-Samę. Z tym uporać się mogą wyłącznie jego specjalni agenci, tytułowi „Blades of Shogun”. Nie jest to szczególnie porywająca fabuła. Prawdę mówiąc nie ma tutaj praktycznie żadnej historii, która mogłaby nas wciągnąć i zaangażować. W trakcie zabawy będziemy oczywiście obserwowali postępy w walce z rebelią, a także poznamy historie kierowanych postaci. To wszystko ma stanowi tutaj jednak wyłącznie dodatek do głównego dania, jakim jest rozgrywka.

Kampania składa się z trzynastu misji. Każda z nich to ok 1-2 godziny gry, w trakcie których pod swoją komendą będziemy mieli dostępny oddział bohaterów. W sumie w grze jest ich pięciu. Powolny i silny samuraj Mugen potrafi przenosić dwa ciała jednocześnie i odciągać uwagę wrogów butelką sake. Szybka Yuki skacze po dachach i zakłada pułapki. Aiko potrafi się przebierać za służące lub kurtyzany i zajmować strażników. Hayato to natomiast ninja sprawnie posługujący się shurikenami. Jest też ktoś od czystej roboty – snajper Takuma eliminujący przeciwników na dystans i dysponujący szopem do (a jakże) prowokowania strażników. W poszczególnych misjach będziemy dysponowali jedynie wybranymi postaciami, co w naturalny sposób podnosi poziom trudności. Jak widać, ich zróżnicowane umiejętności połączone w jedno tworzą śmiercionośną machinę, której efektywność mogłaby paść cieniem na satysfakcję płynącą z rozgrywki.

A ta jest ogromna. Przez większość czasu kombinujemy, wyliczamy, układamy plany. Efekty przynosi tylko sumienne i dokładne realizowane przyjętych założeń – przy czym są to wyłącznie nasze założenia, bo twórcy pozostawili pełną swobodę i każdą misję możemy przejść na wiele sposobów. Opłaca się zatem kombinować, łączyć umiejętności i inicjować współprace bohaterów, a także wykorzystywać elementy otoczenia. Przeciwnicy są różni – od najprostszych strażników, przez nie reagujących na zaczepki i odciąganie uwagi kapeluszników, a na najtrudniejszych samurajach, których w bezpośrednim starciu pokona tylko inny samuraj (wspomniany Mugen). Sztuczna inteligencja stoi na zróżnicowanym poziomie, które jest mocno uzależniony od typów nieprzyjaciół. Nie zabrakło jednak fajnych smaczków, jak np. oficerów, którzy po eliminacji przez nas patrolu zaczynają go szukać. A to nie wszystko, bo tu i ówdzie spotkamy też cywili, którzy mogą szybko zaalarmować pobliskich strażników.

Nasze zadania są różne – czasem jest to infiltracja, a innym razem zabójstwo. Sytuacja zmienia się dynamicznie i na przykład w momencie, gdy misja zbliża się ku końcowi, mapę zalewają dziesiątki strażników, przez których musimy się przedrzeć, aby uciec. Urozmaiceniem są też różne warunki na mapach. W nocy poole widzenia jest ograniczone, a w trakcie deszczu poruszanie się powoduje więcej hałasu. Musimy zatem ciągle dostosowywać się do nowych okoliczności, a nawet wykorzystywać to jako naszą przewagę. I choć nie jest to gra tak trudna, jak Commandso, zdecydowanie stanowi dla gracze spore wyzwanie. Zapewniam Was zatem, że będziecie niezwykle często wczytywać zapisane stany gry (na szczęście, zapisu można dokonywać w dowolnym momencie zabawy).

Nie zabrakło też pewnych innowacyjnych rozwiązań. Tutaj szczególnie wyróżnia się tryb cienia, a więc możliwość przypisania naszym postaciom po jednej akcji, które następnie (po stuknięciu klawisza enter) zostaną równolegle wykonane. Chciałbym napisać, że to trochę taki odpowiednik makr, ale niestety nie mamy możliwości kolejkowania rozkazów i automatyzowania misji. Szkoda, bo mogłoby to dawać niesamowite efekty, a tak niestety otrzymujemy smaczny dodatek… z którego skorzystamy okazyjnie.

Cell-shading w malowniczej odsłonie

Oprawę graficzną Shadow Tactics utrzymano w lekkim, bajkowym stylu. Dominuje tutaj cell-shading, w którym zakochałem się od czasów pierwszego Borderlands. Mapy są fantastycznie zaprojektowanie i tryskają soczystymi kolorami. Twórcom udało się doskonale oddać klimat feudalnej Japonii. Niestety, uważnie przypatrując się detalom i zbliżając kamerę, szybko dostrzeżemy budżetowość tej produkcji. Szczególnie rzuca się to w oczy w przypadku modeli postaci, gdzie zaniedbano detale. Nie wpływa to jednak jakoś szczególnie mocno na ogólne, dobre wrażenie z rozgrywki. Zakładając oczywiście, że nie będą Wam przeszkadzały bajkowe, okraszone cell-shadingiem scenerie.

Udźwiękowienie dobrze dopasowano do klimatu. Nie czułem co prawda tutaj żadnych przebłysków geniuszu. Jest  po prostu poprawnie. Japońszczyzna brzmi dostatecznie japońsko, a orientalna muzyka dobrze buduje klimat. Trudno mi napisać na ten temat cokolwiek więcej.

Zdumiewająco dobra!

Shadow Tactics mnie mocno zaskoczyło. Spodziewałem się średniaka – produkcji bazującej mocno na sentymencie i serwującej wtórne rozwiązania ubrane w konwencję feudalnej Japonii. Otrzymałem jednak grę dopracowaną, satysfakcjonującą i rozbudowaną o szereg nietuzinkowych i innowacyjnych w tym gatunku elementów. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że ideał to nie jest. Potencjał Shadow Tactics dało się wykorzystać lepiej. Widać, że grę tworzyło małe studio, bo brakuje w niej tych wszystkich dodatków typowych dla produkcji AAA. I tak zabawa mogłaby być rozbudowana o elementy RPG lub nawet ekonomiczne. Moglibyśmy mieć tutaj dodatkowy system zleceń i między głównymi zadaniami wykonywać mniejsze i krótsze misje poboczne. Możliwości jest cała masa. Twórcy postawili na klasykę, co oczywiście trudno uznać za wadę. Niemniej mam wrażenie, że silniejsze rozbudowanie tej całej otoczki mogłoby znacząco wydłużyć żywot całej produkcji. A tak po tych 15-20 godzinach kombinowania musimy odłożyć ją na półkę i zaczekać na sequel/dodatki.

Co oczywiście nie zmienia faktu, że te 15-20 godzin jest zdecydowanie wartych swojej ceny.

Ocena: 8/10

P.S. Na Steam dostępna jest wersja demo gry. Tak, dobrze czytacie – w 2016 roku małe studio wypuszcza demo swojego produktu. Brawo dla nich!

  • haVoc vulTure

    Dzieki za info. Oprocz komandosa, desperados i robin chooda bylo cos jeszcze o czasach prohibicji, chyba chicago 1930.

  • Namar Okmar

    Oj, szkoda, że konsole dopiero w przyszłym roku, już chciałem kupować :)

    • yottahz

      Ja czekam :)

  • szcz

    Co do misji pobocznych. Uznałbym za to zbieranie odznak. Np podczas misji nie chować się w krzakach. Nie są to typowe misje ‚szukaj znajdźki’, ale czasem misję trzeba przechodzić kilka razy na różne sposoby, żeby zdobyć wszystkie odznaki.

  • KrytycznymOkiem

    Na wirtus.pl jest przecena – 95 ziko.

  • Mateusz Cichocki

    Zna ktoś coś w klimacie Industry Giant II ?
    W Commandos grałem, bardzo fajna gra ale jak z jakieś 10 lat temu zignorowałem w którejś tam z kolei misji przestrogę na forum gier online że jak zacznie się używać kodów to już potem kaszana, zabije to zabawe, więc skończyło się niefajnie
    Desperados nie znam, nigdy nie grałem. Dorównuje Commandosom?
    W Robin Hooda zagrałem raz kiedyś i pamiętam że mnie zawsze w pierwszej misji zabijali, jakiś chyba błąd gry ze nie mogłem się ruszać lub wykonać jakiejś akcji nie pamiętam dokładnie, albo może poziom trudności był duży i nie grałem więcej.

    Generalnie mam w domu b. stary komputer z którego teraz pisze i nie grałem w żadne gry na nim od lat, myśle nad zakupem nowego i zastanawiam się nad tym czy złożyć PC czy jednak laptop, w sumie to do takich gier to nawet słaby laptop da rade, ale jak już go sobie kupie to myśle nad powrotem do takich gier strategicznych (lubię też symulatory) np. kojarzę stare Age of Empires II. Czy nowe gry strategiczne dorównują poziomem / grywalnością tym starym?
    Generalnie nie znalazłem nic w klimacie strategiczno ekonomicznej gry Industry Giant II, szkoda. Może takie tytuły są mało opłacalne lub są opłacalne ale w dłuższym okresie czasu.

    • szcz

      Jeśli chcesz zagrać w desperados, to polecam coś ze starym systemem win xp, może win 7 też da radę. Na aukcjach laptopy z win xp chodzą poniżej 500zł. U mnie na win 10 nie idzie zagrać w desperados 1 i 2, robin hood, i chicago (wszystkie te gry są od jednego producenta). Strasznie lagują. Jest jakiś hak, co lagowanie trochę zmniejsza, ale nie do zera. Dodatkowo u mnie nie można wdać żadnej akcji myszką. Przez menu trzeba przejść klawiaturą, ale w rozgrywce myszka musi być. Normalnie kursor chodzi za ruchami myszki, ale nie reaguje na klikanie.
      Komandosy działają dobrze wszystkie części.
      Nie wiem jak z tamtymi byłoby na maszynie wirtualnej z xp, bo nie próbowałem.

    • Mateusz Cichocki

      Np Industry Giant II wymagał jakiegoś dodatku do grania na nowszych systemach. Zobaczę w praniu co będzie.

  • Sir Sinclair

    Wcześniej było Syndicate na ZX Spectrum – zajefajne!

  • Tkn

    Na Kinguinie kupowalem za 69 zl..