9

Recenzja SanDisk Extreme 500. Jeśli dysk przenośny to tylko SSD?

Spadające ceny SSD-ków sprawiły, że na rynku coraz częściej pojawiają się one w postaci przenośnych dysków twardych. Do tego grona zalicza się maleńki SanDisk Extreme 500, który okazał się niezwykle udanym, choć nie idealnym produktem.

Przenośne magazyny pamięci dotąd dzieliliśmy w dość prosty sposób. Po jednej stronie znajdowały się pendrive’y – małe, poręczne i zgrabne, ale też charakteryzujące się niewielką pojemnością (a jeśli było inaczej, to ceny zwalały z nóg). Powyżej 250 GB lepiej było rozglądać się za dyskiem twardym. Przenośne HDD królowały przez lata. I przez lata dostarczały niemało frustracji. Przyznam szczerze, że nigdy nie miałem szczególnie dużego zaufania do tego typu nośników. Bałem się trzymać na nich newralgiczne dane. Wystarczyła bowiem chwila nieuwagi, by je bezpowrotnie stracić. Pomijam już kwestię innych awarii, z którymi nieuwaga użytkownika nie miała nic wspólnego.

Wszystko co trzeba wiedzieć o dyskach SSD

Rozwój nośników półprzewodnikowych przynosi rewolucję na tym gruncie. Zanim się obejrzymy twardziele odejdą do lamusa. Owszem, SSD w dalszym ciągu nie jest w stanie zapewnić nam maksymalnej przestrzeni na dane (właściwie jest, ale kosztuje to krocie). Ceny nie są jednak już zaporowe, choć końcówka roku im nie sprzyja – znowu dało się zaobserwować pewne wzrosty. Za opisywanego SanDiska Extreme 500 zapłacimy ok. 500 złotych w wersji 250 GB i ok. 420 zł w wersji 120 GB. Nie są to oczywiście ciągle małe kwoty. Czy jednak warto się skusić?

Podstawka pod kubek?

SanDisk Extreme 500 jest maleńki. Oczywiście ciągle trochę mu brakuje do rozmiaru kluczy USB, które przecież również w takich pojemnościach występują. Z powodzeniem dysk jednak zmieścimy w każdej kieszeni i nie zajmie on nam wiele miejsca w plecaku.

SanDisk Extreme 500 test

Wykonana z plastiku obudowa ma kształt spłaszczonej kostki (kwadratowego dysku?). Wierzch wykonano z chropowatej powierzchni i przyozdobiono logotypem producenta. Spód to tabliczka znamionowa i guma, która ma utrzymywać dysk w stabilnej pozycji po położeniu na płaskiej powierzchni.

SanDisk dysk SSD 250 GB

Krawędzie wzmocniono amortyzującą listewką, która ma chronić przed uszkodzeniami fizycznymi. W jednym z rogów znajdziemy metalowy zaczep, do którego możemy przymocować np. smyczkę albo kółko na klucze. Na przeciwległym krańcu, pod gumową zaślepką ukryto złącze Micro USB 3.1 typu B. I to największy minus tego dysku, bo to oznacza, że musimy zawsze mieć w zanadrzu stosowny kabelek. Czy nie prościej byłoby iść z duchem czasu i postawić na USB-C? Coraz więcej smartfonów ma te porty, a więc znalezienie odpowiedniego przewodu nie powinno być problemem. Szkoda.

SanDisk SSD

SanDisk Extreme 500 MicroUSB

Osiągi i możliwości

Dysk został oparty na kontrolerze Silicon Motion SMI2246XT. Zastosowanie znalazły tutaj pamięci NAND 19 nm MLC. Nie zabrakło oczywiście wsparcie dla TRIM, NCQ oraz SMART. Po sformatowaniu rzeczywista przestrzeń dostępna dla użytkownika wynosi 238 GB

Sprawdźmy to, co najważniejsze w tego typu urządzeniach, a więc prędkości odczytu i zapisu. W tym celu użyłem kilku popularnych programów, a także zmierzyłem prędkości notowane podczas kopiowania plików. Oto rezultaty:
SanDisk CrystalDisk Mark

SanDisk Extreme 500 dobrze się sprawdza podczas kopiowania dużych plików: filmów, archiwów, obrazów dysków etc. W przypadku dużej liczby mniejszych plików (ebooków, obrazów i im podobnych) sytuacja wygląda nieco gorzej, ale w dalszym ciągu akceptowalnie. Nie polecałbym jednak wykorzystywanie nośnika do instalacji np. bootowalnego systemu operacyjnego. Niska prędkość odczytu i zapisu losowego będzie stanowić tutaj wąskie gardło.

Czy warto?

Nie jest to tani sprzęt, a więc musicie poważnie się zastanowić, czy SSD o pojemności 250 GB będzie dla Was lepszym wyborem niż HDD o pojemności 4 TB. Takiego bowiem twardziela możemy kupić w cenie ok. 500 złotych, które wydajemy na SanDiska.

SanDisk SSD Extreme 500 250 GB

Różnice są oczywiste. Opisywany produkt jest szybszy i bardziej niezawodny. Na HDD umieścimy znacznie więcej danych. Wszystko zatem sprowadza się do potrzeb końcowego użytkownika. SanDisk Extreme 500 jest na pewno produktem o przyzwoitych parametrach i zadowalających możliwościach. Gdyby tylko producent zastąpił USB typu B złączem w nowym standardzie typu C i zadbał o lepsze prędkości przy transferze małych plików, byłoby idealnie.

Plusy:

  • Fajny, kompaktowy design
  • Przyzwoite prędkości

Minusy:

  • MicroUSB type B
  • spadki wydajności przy losowym zapisie/odczycie

Ocena: 7/10

  • iksde

    microusb typu B jako minus? przecież do tej pory większość dysków zewnętrznych z tego złącza korzysta… poza tym, po co usb typu C, jeśli i tak by miało być maksymalnie w standardzie 3.0/3.1 rev A, a co za tym idzie, nie byłoby z tego tytułu wzrostu wydajności? Przy dyskach na PCIe to faktycznie USB typu C by się przydało, albo wręcz od razu thunderbolt. W takim przypadku – nie ma to sensu.

    • Chodzi o względy praktyczne – mając smartfona z USB-C (których jest coraz więcej) nie musisz brać dodatkowego kabelka do dysku, bo podłączysz go tym od ładowarki (jasne, możesz użyć też zwykłego z MicroUSB, ale nie wyciągniesz pełni mocy). Nic więcej.

    • Obstawiam, że jest duuuużo więcej potencjalnych chętnych do zakupu, posiadających normalny komputer i chcących używać tego dysku z komputerem, niż posiadających smartfona z USB-C. Mamy mimo wszystko 2017, a nie np. 2037…

  • Erehr

    Równie dobrze za połowę ceny można kupić zwykły SSD + obudowę. Ba, w cenie tego sandiska można by zmieścić kilkukrotnie szybszy dysk NVME i obudowę z USB-C.

    • wyjdzie ciut drożej, ale fakt – da się.

    • Ja kupiłem wersję 500 GB za niecałe 600 zł. Ale kilka miesięcy temu – dzisiaj dyski SSD są znacznie droższe.

      Natomiast również zastanawiałem się nad obudową SSD i wykorzystaniem któregoś z wewnętrznych dysków SSD, które już mam i leżą – i niestety z obudów można kupić tylko chłam typu Icy Box czy podobny, który się nawet sprawdzał w czasach USB 2.0 i dysków podłączanych na chwilę, ale ja chciałem dysk do pracy 24/7. I póki co jestem z zakupu bardzo zadowolony. Chodzi na nim całe stado wirtualek na VirtualBoksie i nie ma z nim żadnych problemów, ani z wydajnością, ani stabilnością.

      Jedyne do czego bym się przyczepił, to ta gumowa zaślepka – jest tak skonstruowana, że obawiam się, że po kilku latach ciągłego podłączenia kabla, może się odkształcić. Np. Samsung w swoich pancernych wersjach telefonów stosuje o wiele lepszy zaczep do zaślepki, można było zrobić coś podobnego (no chyba że patent).

  • Salival667

    są już pendrive 500GB….

  • Michał K

    Albo z dyskiem albo z testem jest coś nie tak. Jeśli dysk obsługuje protokół komunikacji UASP to wyniki w CrystalDisku dla 4K i 4K Q32 nie byłyby równe. Jeśli testowany Sandisk nie obsługuje UASP a jedynie starsze USB BOT, to znaczy że zastosowali kiepski układ w obudowie i pomimo że sam dysk obsługuje TRIM i NCQ to realnie nie są one aktywne, wtedy nie jest wart zakupu. Być może jednak dysk jest ok, tylko testy były przeprowadzone na jakimś kompie z kiepskim kontrolerem USB 3.0 bez UASP i dysk dział tylko w wolniejszym BOT (w kompie mogą nie być zainstalowane odpowiednie sterowniki lub jest jakiś stary zewnętrzny układ firm trzecich).

    • Mateusz Łysoń

      Celne spostrzeżenie. Mam ten dysk i identyczne rezultaty benchmarków – co ciekawe, platforma śmiga na Windowsie 10 i składa się z chipsetu B350 od AMD. Tak, płyta obsługuje protokół USP.