4

Król Artur: Legenda Miecza – narzekania co nie miara, ale podobało mi się

Portretowany już Król Artur powraca do kin w nowej, chciałoby się powiedzieć nowoczesnej odsłonie. Historia wypełniona magią, stworami pod kierownictwem Guy’a Ritchiego dysponuje sporym potencjałem, który na pewno chciano by wykorzystać w kolejnych częściach. Tylko czy one powstaną?

Po przedpremierowym pokazie filmu Król Artur: Legenda Miecz mam zdecydowanie ochotę na więcej. I jest to fakt, który dziwi mnie podwójnie, ponieważ a) nie byłem do tej produkcji kompletnie przekonany widząc zwiastuny i zapowiedzi b) odbiór filmu jest niezwykle negatywny. Oceny wystawiane przez krytyków, recenzje innych dziennikarzy mówią same za siebie. A mnie ten film się po prostu podobał. Niezłe, przesadzone kino akcji z re-we-la-cyj-ną ścieżką dźwiękową.

Camelot w Król Artur: Legenda Miecza

David Beckham w Król Artur: Legenda Miecza

Powinienem zacząć wymieniać elementy, które sprawiły, że moje odczucia są jakie są, ale rzeczywistość jest taka, że tylko jako całość nowy Król Artur wypada w mojej ocenie interesująco. Mnóstwo elementów zawiodło, ale pędząca niemalże na oślep akcja podkręcana dynamiczną muzyką w tle lub wychodzącą momentami na pierwszy plan nie pozwala skupić się na żadnych szczegółach. Fenomenalne połączenie klasycznych dźwięków z gitarą (basową) oraz perkusją brzmi intrygująco – nie wiem czy to tylko ja, ale jest to ciekawszy z soundtracków, jakie słyszałem w tym roku.

Początki panowania Króla Artura to pełna brutalnych walk historia. Wszystko rozpoczyna się od tragedii, czyli utraty rodziców przez Artura. Przyczynkiem do zdrady króla jest, oczywiście, chęć objęcia tronu przez Vortigerna, jego brata, do czego udaje mu się doprowadzić. Lud nie jest jednak jego zwolennikiem, więc gdy tylko wychodzi na jaw, że darowany przez Merlina ojcu Artura – Utherowi – miecz może trafić tylko do potomka nieżyjącego władcy i odzyskać utraconą przez ród potęgę, poddani coraz silniej się buntują. Tymczasem Artur dojrzewa w mało królewskich okolicznościach, co pozwala mu jednak stać się zdecydowanym, pewnym siebie i potrafiącym się obronić mężczyzną. Co istotne, staje w obronie nie tylko siebie, ale także osób ze swojego otoczenia. Przemiana – od zera do bohatera króla – odbywa się w błyskawicznym tempie, co w połączeniu z dynamicznym montażem i niewiarygodnymi skokami czasu daje mało przekonujacy efekt.

Król Artur: Legenda Miecza

Król Artur: Legenda Miecza

Wielu powie, że po reżyserze pokroju Guy’a – twórcy dwóch udanych odsłon Sherlocka Holmesa oraz Kryptonim U.N.C.L.E. – powinniśmy oczekiwać czegoś więcej, niż wykorzystania w dużych ilościach i miejscami średnio prezentującego się CGI, efektów zwolnionego tempa i wylewającego się z ekranu patosu – chwile, w których dzierży miecz ojca są tego najlepszym przykładem. Tę historię zapewne można było opowiedzieć lepiej, ale efekt końcowy jest jaki jest. Letni blockbuster miał szansę wylądować w tym samym koszyku, co Wonder Woman, lecz origin księżniczki Amazonek wypada przy nim o niebo, niebo lepiej. Nie oznacza to jednak, że Króla Artura: Legendę Miecza nie powinniście zobaczyć. Bez większych oczekiwań, dla czystej rozrywki, z przymrużeniem oka, zupełnie dla relaksu.

Król Artur: Legenda Miecza wejdzie do kin 16 czerwca.

P.S. Tak, dobrze widzicie, w filmie zobaczymy byłego piłkarza Manchesteru United i Realu Madryt – Davida Beckhama – który wcielił się w Blacklega Triggera i musiał spędzić godzinę na krześle charakteryzatorskim przed nagraniami.

  • Neliel

    Szacunek za Zeppelinów.

    • Konrad Kozłowski

      Jak miło przeczytać taki komentarz :)

  • Kilgore Trout

    Dobrze, że wsadzili czarnego do zwiastuna. Tak wiem – w średniowiecznej Anglii napewno jacyś czarnoskórzy już byli, podobnie jak i eskimosi, jednak tych ostatnich nie upycha się obecnie do każdego historycznego filmu.

  • B.Cubbins

    Bawiłem się na Arturze lepiej niż na Wonder Woman.
    Rozwleczone i bezsensowne zakończenie w WW pogrzebało dla mnie ten film.