10

Recenzja Ghost Recon: Wildlands – dla tej gry warto mieć kolegów

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Na etapie zapowiedzi i zwiastunów, kompletnie nie kręciło mnie Tom Clancy’s Ghost Recon: Wildlands. Po testach bety było już inaczej - tytuł mnie zaciekawił. A po ograniu pełnej wersji mogę z czystym sumieniem napisać, że naprawdę dobrze się przy tej grze bawię.

Piękna Boliwia

Nigdy nie byłem w Boliwii, ale po zabawie w Ghost Recon: Wildlands mam ochotę ją odwiedzić. Tam bowiem rzuca nas akcja gry. 2019 rok, Boliwia przesiąknięta jest wpływami narkotykowego kartelu Santa Blanca, na którego czele stoi niejaki El Sueno. Przestępcza organizacja sprawuje władzę niemal absolutną, mając w swojej kieszeni praktycznie każdego – od prokuratora i sędziego, aż po polityków. Dziwnym trafem amerykańskie DEA bierze sprawy w swoje ręce dopiero gdy podczas ataku na ambasadę ginie ich agent – Ricky Sandoval. Tytułowe Duchy to elitarna jednostka, która ma rozbić organizację El Sueno, zniszczyć tyle, ile się da – choć główny celem jest ujawnienie powiązań kartelu z rządem Boliwii. Do Duchów dołącza boliwijska partyzantka, która ma dość rządów narkotykowego barona. Wspominam o tym z czystego obowiązku, bowiem fabuła w Ghost Recon: Wildlands nie jest tak naprawdę istotna i równie dobrze możecie nie zwracać na nią większej uwagi. Dlaczego?

Kooperacja!

Jeśli planujecie kupować Ghost Recon: Wildlands tylko dla samotnej zabawy, warto się dwa razy zastanowić. Owszem, to te same misje, te same tereny, ta sama oprawa i ta sama frajda ze strzelania. Teoretycznie, bo wszystkie te elementy zyskują w kooperacji ze znajomymi – trzy osoby to już po prostu mega frajda. I mówię to w pełni świadomie – ogrywałem wersje testowe głównie samotnie, do pełnej odsłony od razu usiadłem z ekipą.

Oczywiście nie jest tajemnicą, że w praktycznie każdej grze posiadającej tryb kooperacji gra się lepiej w grupie. Podobnie jest też ze strzelankami i nie wyobrażam sobie samotnego spędzania wieczorów nad Overwatch. Początkowo wydawało mi się jednak, że w przypadku Wildlands będzie to ten sam poziom zabawy, co w The Division. Jak się jednak okazało, duży otwarty (tak naprawdę otwarty, a nie zamknięty w mieście) świat to zupełnie inna para kaloszy. Ghost Recon: Wildlands to na dobrą sprawę spełnienie młodzieńczych marzeń każdego gracza. Wielka, śliczna i wciągająca swoimi terenami piaskownica, w której do każdej misji można podejść na dowolny sposób. A przy okazji świetnie się przy tym bawić.

Otwarty świat

Gra z serii Ghost Recon po raz pierwszy jest piaskownicą i nie ukrywam, że to była moja największa obawa. Ta jednak szybko przekształciła się w największe zaskoczenie i jednocześnie największy plus Wildlands. Wirtulna Boliwia jest śliczna, czerpałem masę frajdy z najzwyklejszego zwiedzania – pieszo, samochodem, na motocyklu lub w helikopterze. To bez wątpienia jedna z najładniejszych gier Ubisoftu, w dodatku świetnie korzysta z technologii HDR. Nie widać tego niestety na obrazkach załączonych do recenzji – musicie mi uwierzyć na słowo, na żywo gra wygląda jeszcze lepiej (grałem na Samsungu KS7000 – czyli telewizorze z 4K i HDR-em i PS4 Pro). Zachwyca rozmiar wirtualnej „piaskownicy”, często również detale. Miejscówki są zróżnicowane, zaskakuje też pieczołowitość, z jaką Ubisoft podszedł do niektórych detali. Swoje robią zmienne warunki pogodowe i cykl dobowy – często tę samą misję gra się zupełnie inaczej gdy zastaniecie inne warunki. Ta gra robi wrażenie przede wszystkim rozmachem – niejeden sandbox płacze teraz w kąciku jak mała dziewczynka.

Przy tak dużej grze nie uniknięto niestety wpadek. Kolizja obiektów potrafi szaleć, na początku trudno przyzwyczaić się do bardzo miękkiego zawieszenia samochodów. Czasem zamieszkujący Boliwię ludzie robią głupie rzeczy – wjeżdżając na przykład bezmyślnie w walczącą grupkę (no chyba, że to jest celowy algorytm). Czasem coś dziwnego dzieje się z twarzami bohaterów, innym razem znikają lub pojawiają się obiekty – ale ku mojemu zaskoczeniu gra nie chrupie i działa lepiej niż beta.

Sporo tu znajdziek – surowców i dokumentów. Te drugie pchają fabułę do przodu, tworząc swoistą siatkę powiązań kartelu, co pomaga w zaliczaniu kolejnych misji. Bardzo podoba mi się natomiast to, że graczowi pozostawiono  dużą swobodę w kwestii wykonywania misji fabularnych. Tak naprawdę to od Was zależeć będzie, jak podejdziecie do działań w Boliwii i mówię zarówno o głównej przygodzie, jak i misjach pobocznych. Standardowo rozwijamy bohatera i jego umiejętności, odblokowujemy nowe elementy garderoby (jest tego naprawdę sporo) i nowy arsenał. Prędzej czy później stworzycie wojaka idealnego, który będzie prawdziwy maszyną do zabijania. No chyba że wolicie akcje typu „stealth”, bo na nie również pozwala Wildlands. Powtórzę – praktycznie wszystko zależy tu od Was i póki co w grach Ubisoftu takiej swobody jeszcze nie było. W porównaniu z nowym Ghost Recon, The Divivision prowadziło gracza za rączkę.










Bawię się świetnie

Był wieczór, rozsądek podpowiadał wyłączenie konsoli, trzeba w końcu rano wstać. Ale jak miałem odejść od Wildlands, skoro właśnie w trzyosobowej ekipie lecieliśmy helikopterami, lądowaliśmy w zaroślach, oznaczaliśmy cele, by później jak najciszej je eliminować. Oczywiście zgodnie z planem, który w tych zaroślach ułożyliśmy. Później próbowaliśmy przestawić duży medyczny helikopter, który jakimś cudem okoliczni kierowcy przesunęli tak, że nie dało się do niego wejść. Oczywiście podobnym sposobem, taranując go pickupem. Krzyczeliśmy na jednego z członków ekipy, gdy ten sprawdzając jak kule przebijają opony, nieopatrznie wysadził nam helikopter i dwa motocykle. Innym razem eskortowany NPC nie wyskoczył z samochodu i wpadł do rzeki – oczywiście zginął, a my musieliśmy zaczynać misję od początku. Naprawdę dużo zależy tu od zaangażowania ekipy i czasem zamiast profesjonalnego podejścia, jest to po prostu zabawa i masa śmiechu – ale trzeba pamiętać, że to Ubisoft oddając w moje ręce ten świat, dał mi możliwość spędzania czasu w ten sposób. Trochę jak w starszych Far Cry 4, trochę jak Just Cause 3. Tyle tylko, że ze znajomymi. Dodam oczywiście, że jeśli zdecydujecie się na samotną zabawę, trzema wirtualnymi kompanami sterować będzie konsola. Nie jest to może AI idealne, ale taka ekipa sprawdza się nieźle – pomaga, kiedy trzeba podnosi i da się z nią wykonać praktycznie każdą misję.

Werdykt

Tom Clancy’s Ghost Recon: Wildlands nie powalczy o tytuł gry roku. Nie jest to ani poziom Wiedźmina 3, ani GTA V. Grze bliżej do The Division, choć wiem że tym razem oczekiwania były dużo mniejsze. Najważniejsze jest jednak to, że Wildlands to po prostu dobra gra, z naprawdę dużym poziomem swobody, pięknym otwartym światem i masą frajdy, jaką daje zabawa w kooperacji ze znajomi. Jasne, są tu błędy, często typowe dla gier Ubisoftu niedociągnięcia. W ogólnym rozrachunku jednak to solidna pozycja, na którą warto wydać pieniądze. Pamiętajcie jednak, że to produkcja nastawiona na zabawę wieloosobową i dopiero w kooperacji pokazuje swoją najlepszą stronę.

Ocena: 8/10

  • Adam Ruczko

    A ja wciąż nie mogę znaleźć ekipy 30+ do Overwatcha na ps4 :(

    • Marcin360360

      Kup Xboxa to będziesz miał z kim grać. Prawda jest taka że Xbox od zawsze był skierowany do starszych graczy oraz na rozrywkę online.

  • szemo82

    Kolejna recenzja gdzie jak czytam na wstępie że gra tylko do co-op’a to mam mdłości. Powielanie bzdur o których spekulowano przy zamkniętej Becie. To jest tak jak recenzuje się daną grę w większość opartą na narzekaniach z kilku miesięcy wstecz.
    Jestem po 30 h grania i robię to zupełnie w singlu / inteligencja botów została poprawiona, panowie nie komplikują życia – wręcz przeciwnie wiele razy potrafią zaskoczyć – w 100 % można czerpać „fun” w grze solo. Potwierdzone przez serwisy zajmujące się grami i te Polskie jak i zachodnie. Nie każdy ma czas na umawianie się po nocach na grę z przypadkową gimbazą – która lata w stylu Rambo sama nie wiedząc gdzie – strzelając gdzie popadnie. Piszę to jako że sam się zastanawiałem na samym początku przy zamkniętej Becie czy do końca sprawdzi się system samodzielnego grania – dla tych co się zastanawiają – jak najbardziej !

    • Gra, podobnie jak The Division, jest ewidentnie tworzona pod coop. Ale zgadzam się, w becie kompanów AI sprawdzało się zdecydowanie gorzej.

    • Matjus Zicz

      Masz człowieku rację! Nie mam pełnej wersji ale w becie nic bardziej mnie nie denerwowało jak granie z ludźmi i w pewnym momencie zdecydowałem się bawić samemu z AI niż z innymi którzy „dawali dupy” na każdym kroku no i spokojnie mogłem sobie robić screenshoty przy pomocy Nvidia Ansel :)

    • Jezu stary ty masz jakieś uprzednie do coop? Nie masz ekipy to nie grasz ale uwierz każda gra smakuje lepiej się gra z paczką znajomych.

      Ps. Wybacz ale inteligencja botów to poziom sprzed 5 lat nic tutaj się nie zmieniło – nadal wybiegają klasycznie pod lufy lub nie potrafią trafić z 2 metrów. Nie mówiąc o naszych towarzyszach, którzy jak się im nie wskaże to nie wiadomo gdzie chodzą :) I nie piszę tego na podstawie bety tylko właśnie skończonej rozgrywki

    • marcinwhite

      Co do singla się nie wypowiem bo ogrywam grę tylko w coopie, ale jest nas 4 i muszę przyznać, że zabawa jest przednia. Fakt, kolizje i inne drobne błędy trochę denerwują, ale te na które trafiamy nie przeszkadzają w rozgrywce. Ale to Ubisoft, więc było to do przewidzenia (w załączniku – gość na samolocie pilotuje go) . Polecam też pograć w dwie osoby – dużo trudniej grać po cichu niż w 4 osoby. Jedyna w sumie denerwująca rzecz to spostrzegawczość przeciwnika. Potrafi czasami wypatrzeć nas z ponad 80 metrów w zaroślach. Drugim minusem jest minimapka i jej dokładność, a w zasadzie brak. Często wydaje się, że dana rzecz jest w budynku a okazuje się po drugiej stronie ściany. Mogliby też (jak w GTA) zmieniać ikonki jeśli są na innej wysokości. Bo nigdy nei wiadomo na którym piętrze leży to co nas interesuje. To samo tyczy się ludzi z drużyny. Mogliby na tej mapce byc jakoś rozróżniani.bo jeśli ktoś nas woła (po głosie wiesz kto) to trzeba się rozglądać z oznaczeniem, zamiast szybko rzucić okiem na mapkę.

      Dodatkowo gra nie jest jakoś przesadnie wymagająca sprzętowowo.

      Ubisoft przygotowal też apke na Androida i iOS, która powinna się łączyć z grą (dodatkowa minigra pozwalająca zbierać surowce i dostęp do mapy), ale za nic nie mogę jej połączyć z moją grą.

      https://uploads.disquscdn.com/images/399f2cd596ed3254f5cf55a20efb1bb6ed7453259d370862b7fecf5598223cd4.jpg

  • To teraz tylko czekać na wprowadzenie mikropłatności ;)

  • Szymon

    „ale ku mojemu zaskoczeniu gra nie chrupie i działa lepiej niż beta.”

    hahaha :) to takie nienormalne, że po premierze gra dobrze działa :) buahahaha :) znak czasów :D

  • dabbs

    Sorry ale 240 zeta za grę PC… moja cierpliwość się skończyła