recenzja Fear Effect: Sedna
1

Fear Effect: Sedna nie jest tym, na co czekałem

Powrót marki Fear Effect był dla mnie sporym zaskoczeniem. Ostatnia odsłona wyszła w 2001 i nigdy za bardzo nie liczyłem, że kiedykolwiek powróci. Nie zrozumcie mnie źle. Dwie pierwsze części były bardzo przyjemne, ale wydaję mi się, że trafiły do wąskiego grona odbiorców. Tytuły nieco szokowały w tamtych czasach, ale oceny zbierały wysokie, w okolicach 7-9/10. Za sprawą studia Sushee i wydawcy Forever Entertainment kolejny FE ujrzał światło dzienne. Nie ma tutaj tego samego klimatu, bliżej mu do gry taktycznej niż klasyków ze statycznymi kamerami: Resident Evil, Dino Crisis czy nawet Parasite Eve. Czuć, że budżet też nie był zbyt duży, a część rozwiązań okazało się nietrafionych. Zatem czy Sedna to tytuł, który lepiej odpuścić?

Dobry plan, słabe wykonanie

Studio Sushee chciało odkurzyć klasyka i zaserwować dzisiejszym graczom zupełnie nową odsłonę Fear Effect. Zapowiedzi nie zrobiły na nikim wielkiego wrażenia, ale część graczy mimo wszystko chciała zaryzykować i dorzucić trzy grosze na akcję Kickstarter. Sedna ujrzała światło dzienne i niestety czar prysł. Sama zmiana rozgrywki wypadła całkiem nieźle. Postacie poruszają się po świecie przedstawionym z widoku izometrycznego. Kontrola bohaterek jest dość prosta, podobnie jak atakowanie i spowalnianie czasu.

Recenzja Fear Effect Sedna Nintendo Switch

Próżno tu szukać rozbudowanych opcji strategicznych, czy też pomysłów rodem z serii X-COM. Bliżej temu do Alien Shootera niż taktycznych RPG-ów. W sumie nie byłoby z tym żadnego problemu, gdyby nie sztuczna inteligencja wrogów, która jest naprawdę źle zaprojektowana. Nasi oponenci są głupi i sami praktycznie podchodzą pod celownik. Żadnego planowania, zmieniania szyku czy też chowania się za osłonami. Biegają we wszystkie strony niczym przestraszone pisklaki. Takie strzelanie do kaczek bez żadnego wyzwania. Równie „rozwinięci”, są także sojusznicy. Nie raz stają na linii ognia, więcej przeszkadzają, niż pomagają, a ich rola w sumie sprowadza się do tego, że mamy o jednego NPC-a więcej na ekranie.

Inaczej nie znaczy gorzej

Oprócz samej eksploracji i zabijania kolejnych przeciwników nie zabrakło miejsca na proste zagadki i łamigłówki. Te rzecz jasna, nie sprawią, że przez jakiś czas będziecie się zastanawiać nad rozwiązaniem, ale spełniają swoją funkcję. Niby można próbować się skradać i likwidować cele z ukrycia, ale rzadko kiedy ten system działa prawidłowo. Lepiej postawić na swobodną i prostą wymianę ognia. Wrogowie i tak nie są zbyt rozgarnięci, więc, zamiast włączyć alarm, po prostu wrócą do swoich czynności, jak gdyby nic się nie stało.

Recenzja Fear Effect Sedna Nintendo Switch

Co z tego, że kolega obok nie żyje. Można dalej patrolować perymetr i udawać niewidomego. Jeżeli ktoś będzie miał ochotę, to dane postaci oprócz możliwości strzelania zostały wyposażone w dodatkowe umiejętności. Nie są one niezbędne do przejścia gry, a część z nich w ogóle wydawała się nieprzydatna. Niby możemy ich używać, ale w sumie nie ma po co. Trochę element wrzucony na siłę lub po prostu niedokończony. Sedna wydaje się projektem, któremu przydałoby się jeszcze sporo czasu na udoskonalenie. Szkoda, że nie zainwestowano tutaj więcej pieniędzy, bo potencjał był.

Czuć więź ze starszymi odsłonami

Oprawa wizualna stara się trzymać tego, co zapoczątkowały dwie pierwsze odsłony, więc mamy sporo cel-shadingu. Efekt jest taki, że odbiorca czuje się, jakby miał do czynienia z tytułem na smartfony i to wcale nie takim z najwyższej półki. Część przerywników pamięta chyba czasy PSX-a i w sumie nie wiem, czy zabieg ten był celowy, czy twórcy nie mieli pieniędzy na coś lepszego. Z drugiej strony nowy Fear Effect działa naprawdę nieźle, a oprawa dźwiękowa trzyma jakiś standard.

Recenzja Fear Effect Sedna Nintendo Switch

Najlepiej wypada natomiast fabuła. Niezbyt skomplikowana, ale potrafi wciągnąć gracza. Znalazło się w niej miejsce na kilka odniesień do dwóch pierwszych odsłon, choć relację między Hany i Rain zostały trochę spłycone. Przez to można odnieść wrażenie, że to para zwykłych kochanków, a nie kobiet kryjących masę tajemnic i posiadających sporo wdzięku. Historia czerpie garściami z oryginału, więc przynajmniej ten aspekt został na tyle dobrze zachowany i nie irytuje. To jednak trochę za mało.

Niewykorzystany potencjał

Kiedy dana seria chce powrócić, to czeka na nią trudne zadanie. Należy nie tylko zadowolić starych fanów, ale również przypodobać się zupełnie nowym odbiorcom. To naprawdę trudna sztuka, którą mało kto jest w stanie wykonać, jak należy. Nie można dostarczyć słabego produktu, który będzie zawierał błędy i odbiegał od obecnych standardów. Niestety, tak wyszło z Fear Effect: Sedna. Deweloper od samego początku sporo ryzykował, idąc w zupełnie inną mechanikę, której daleko od tego, co oferowały dwie pierwsze odsłony.

Recenzja Fear Effect Sedna Nintendo Switch

Klimat próbuje bazować na oryginalne i czasami nawet udaje się osiągnąć efekt. Tylko co z tego, jak wiele innych elementów po prostu kuleje? O wiele lepiej by było, gdyby omawiany tytuł dostał nieco więcej czasu, większy budżet i został dobrze dopracowany. Tego wszystkiego po prostu zabrakło. Sama Sedna to typowy średniak, w którego można zagrać, gdy będzie w promocji. Lepiej dorwać klasyczne odsłony, które prezentują lepszy poziom, mimo upływu lat.

Werdykt: 5/10