7

Recenzja słuchawek Bose SoundSport Free. Brzmią świetnie, ale po Bose spodziewałem się czegoś więcej

Wybranie dobrych bezprzewodowych słuchawek do treningu nie jest łatwe, szczególnie kiedy koniecznie szukacie sprzętu bez pałąka lub kabla łączącego obie słuchawki. Bose też ma swoją propozycję - postanowiłem więc przetestować model SoundSport Free.

Wygląd Bose SoundSport Free

To nie są najładniejsze bezprzewodowe słuchawki dostępne na rynku. Ja wiem, że wygląd jest kwestią gustu i nie trafiłem też najłfajniejszego koloru – nie podobają mi się, po prostu. Chodzi głównie o rozmiar (3,12 na 2,5 na 3 cm), którego moim zdaniem nic nie usprawiedliwia. Urządzenia wystają z uszu, wyglądają w nich niezgrabnie. Tyle dobrego, że nie są ciężkie – każda z nich waży 18 gramów. Ale jednak przez to wystawanie trochę je w uszach czuć, nie ma więc opcji – „ej, mam słuchawki, a zupełnie o nich zapomniałem”. Zapomnieć za to możecie o słuchaniu muzyki w łóżku leżąc na boku.

Niby wszystko jest tu dobrze spasowane, niby zastosowane do ich budowy tworzywo sztuczne nie wygląda tanio, ale jeśli miałbym kupować oczami, szybko bym je od Bose SoundSport Free odwrócił.

Bose SoundSport Free wyposażono w specjalne „gumki” StayHear+ (można je też dokupić oddzielnie, 44 złote za parę), których zadaniem jest utrzymanie słuchawek w uchu niezależnie od tego jakie ruchy wykonuje głowa i jakie warunki, powiedzmy – wilgotności – nas otaczają. System działa naprawdę dobrze i niezależnie od tego co robiłem na siłowni, ani jak spocona była głowa, urządzenia nie wypadały z uszu. Kiedy jednak chciałem ściągnąć koszulkę – no cóż, słuchawki wystrzeliwały metr dalej. Wystają tak mocno, że zaczepienie ich ściąganym ubraniem jest więcej niż pewne, zapomnijcie też o czapce, będzie niewygodnie. Warto dodać, że słuchawki spełniają normę IPX4, będą więc odporne zarówno na pot, jak i deszcz.

I skoro wciąż jestem przy wyglądzie, nie mogę pominąć kiepskiej realizacji przycisków. Trudno je zarówno znaleźć, wyczuć jak i wciskać – w dodatku wydawało mi się, że działały z minimalnym opóźnieniem.

Brzmienie Bose SoundSport Free

Bezprzewodowe słuchawki Bose brzmią bardzo dobrze. Firma od lat oferuje urządzenia z dźwiękiem na wysokim poziomie i SoundSport Free nie są wyjątkiem. Jest i odpowiednia głębia, jak również selektywność zarówno w wysokich, średnich, jak i niskich tonach. Osoby, które nigdy nie grzebią przy ustawieniach korektora powinny być zadowolone, muzykę będzie brzmieć klarownie, fajnie że ponownie nie przesadzono z basem kosztem reszty pasm. Firma zdążyła nas już jednak do tego przyzwyczaić na tyle, że każde negatywne odstępstwo od normy traktowane byłoby jako niewybaczalna wada.

Bose SoundSport Free, mimo swoich rozmiarów, nie oferują aktywnego systemu redukcji dźwięków otoczenia – czyli czegoś, z czego od lat znana jest firma i co decyduje o wyborze jej słuchawek. Praktycznie każdy z technologicznych znajomych, który dużo lata decyduje się na zakup któregoś z modeli firmy właśnie ze względu na ten system. Tym bardziej nie rozumiem dlaczego Bose nawet nie spróbowało – pewnie będziemy musieli poczekać na kolejną generację. Problem SoundSport Free jest bowiem taki, że pasywne tłumienie dźwięków otoczenia jest raczej mizerne i o ile to dobrze jeśli patrzeć na przykład na jazdę po ulicach czy bieganie po chodnikach, to kiedy z głośników na mojej siłowni płynie niekontrolowany strumień taniego dance-beatu, pozostaje jedynie oscylowanie w granicach maksymalnej skali głośności telefonu i słuchawek. A jak sami wiecie, nie jest to ani zbyt zdrowe, ani komfortowe. Może i system noise-canceling w Sony WF-1000X nie jest idealny, ale na siłowni czułem różnicę, na korzyść Soniaczy właśnie.

Zapytacie pewnie dlaczego Bose SoundSport Free są takie duże, skoro nie mają NC? Podobno chodzi o mocne anteny, dzięki którym nie ma problemów z połączeniem na linii smartfon-słuchawki i słuchawka-słuchawka, czyli czegoś, co dokucza wspomnianym Sony WF-1000X. Testowany przeze mnie model, szczególnie po aktualizacjach aplikacji i słuchawek sprawdzał się w tym temacie świetnie, jakiegokolwiek rozłączenia nawet w dłuższej perspektywie były minimalne i jeśli już faktycznie się pojawiły, dotyczyły połączenia ze smartfonem – ale nie wiem, czy nie była to wina telefonu. Słuchawki nigdy się nie zdesynchronizowały i nie było sytuacji, w których grała tylko jedna. Chyba, że mówimy o połączeniach audio, wtedy niestety mamy dźwięk tylko w jednym uchu.

Niepotrzebna aplikacja

Pierwsze co zrobiłem po wyciągnięciu słuchawek z pudełka to zainstalowanie aplikacji Bose Connect. I w zasadzie poza fajnie działającym systemem odnajdywania słuchawek, do niczego się ona nie przyda. Poziom naładowania i tak można odsłuchać z poziomu słuchawek, nie ma tu korektora ani żadnej ciekawej opcji – no chyba, że za ciekawą opcję uznajecie możliwość nazwania słuchawek wedle własnego uznania. Przy którymś z testowanych telefonów w ogóle o Bose Connect zapomniałem i nie poczułem, bym coś stracił. Szkoda – słuchawki treningowe bez opcji treningowych, brzmi jak mocno niewykorzystany potencjał.

Czas pracy na jednym ładowaniu

5 godzin. Niby są gorsze wyniki, ale znów przy tym rozmiarze słuchawek oczekiwałbym jednak czegoś więcej, tych powiedzmy bonusowych dwóch godzin. Stacja, czy raczej pudełko dokujące gwarantuje 10 kolejnych godzin i to jest super, szczególnie w podróży. Trzeba jednak pamiętać, że słuchawki są wtedy zamknięte w środku i nie możemy ich używać. 15 minut ładowania pozwoli natomiast na 45 słuchania muzyki i to jest naprawdę dobry patent w kryzysowych sytuacjach. Niestety wspomniane pudełko jest duże, brzydkie i niezbyt komfortowe jeśli chcecie wrzucić je do kieszeni. No, ale dzięki temu dobrze chroni słuchawki. Chociaż one same są dość trwałe i mimo tego, że wielokrotnie lądowały na podłodze (i kilka razy na betonie), nie doznały żadnego uszczerbku na wyglądzie.

Werdykt

Wiecie co to są mieszane uczucia? Kiedy z jednej strony rozstając się z testowanym sprzętem żałuję, że muszę już go oddać, z drugiej nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia, bym od razu kupił swój egzemplarz. Bardzo lubię słuchawki firmy Bose, testowałem wszystkie modele, jakie wypuszczono w ostatnich latach i wiem, że Bose SoundSport Free mogłoby być lepsze. Co to znaczy lepsze? Albo mniejsze, albo z systemem aktywnej redukcji dźwięków otoczenia. Wiem, że firma ma świetny system, który niezależnie od modelu działa bardzo efektywnie i kompletnie nie rozumiem, dlaczego przy konstrukcji tych rozmiarów nie pokuszono się o jego implementację. Czyżby się nie dało? Ciekawe, bo w dużo mniejszych i zgrabniejszych Sony WF-1000X było to możliwe.

Bose SoundSport Free to dobre, w wielu aspektach bardzo dobre słuchawki. Jednak ich największą wadą jest rozmiar i to jak wystają z małżowiny usznej. O ile nie przeszkadza to podczas treningu w pomieszczeniu, na dworze – rower/bieganie – dokuczał mi wiatr zatrzymujący się na wystającej konstrukcji. Grają za to bardzo dobrze. Czy jednak warto wydać na nie aż 849 złotych? Za te pieniądze wybrałbym jednak Samsung Gear IconX 2018.

Kup Bose SoundSport Free w Komputronik.pl!