4

Recenzja Beat Cop – gra retro w bardzo dobrym wydaniu

Oprawa graficzna, ścieżka dźwiękowa, dialogi i fabuła. Beat Cop zapowiadał się świetną grą pod każdym z tych aspektów. Styl retro jest nadal w modzie, a polski zespół 11bit Studios postanowił wykorzystać wszystko, co ma do zaoferowania, dlatego cofamy się w czasie i śledzimy losy Jacka Kelly’ego, niegdyś detektywa, dziś zaledwie krawężnika.

Szczęście Kelly’emu nie sprzyja. Podczas jest z akcji zostaje wrobiony w kradzież, ponieważ zastrzelony przez niego złodziej wcale nie opuszczał miejsca zdarzenia z fantami pod pachą. Zaginione diamenty senatora muszą się znaleźć, inaczej zdegradowany do roli dzielnicowego Kelly może zapomnieć o powrocie na szczyt. Ma na to jedynie 3 tygodnie – niespodziewany sojusznik nie będzie w stanie mu pomóc po tym czasie.

Od detektywa do krawężnika

Gra wciąga nas w wir wydarzeń w mgnieniu oka. Rozpikselowane postacie i miejscówki prezentują się wyśmienicie, a my poruszamy się po mapie celując równie rozpikselowanym kursorem. Osią fabuły Beat Cop jest przywrócenie dobrego imienia Jacka Kelly’ego i powrót do roli detektywa, ale zanim to nastąpi Jack musi radzić sobie ze wszystkimi zmorami dnia codziennego.

W naszych rękach leży więc pilnowanie spokoju na dzielni – wypisywanie mandatów, uciszanie dzieciaków i łapanie złodziejaszków. Wszystkie nasze działania mają swoje konsekwencje, więc musimy z rozmysłem podejmować decyzje. Przymknięcie oka na drobną kradzież nie spodoba się lokalnej społeczności, ale przysporzy “plusów” w oczach gangsterki. W międzyczasie możemy wybrać się na kawę czy hot-doga, ale pieniądze musimy wydawać z rozsądkiem – najważniejszym zobowiązaniem są bowiem alimenty wypłacane ex-żonce, na które po prostu musi nam wystarczyć.

Typowa robota

Co ciekawe, utrzymanie budżetu w ryzach nie jest wcale takie trudne, a dla odważnych są też dostępne dodatkowe źródła gotówki poza wypłatą i premiami. Mowa naturalnie o łapówkach. Za pasem przez cały czas towarzyszą nam kajdanki, niezła giwera i krótkofalówka. Nie zabrakło klasycznego zegarka. Jego obecność jest kluczowa, ponieważ wiele sytuacji rozgrywa się o ustalonych porach – to nie jest gra dla spóźnialskich.

Zdarzają się dodatkowe atrakcje w postaci poszukiwań zbiega czy rozpracowanie gangu narkotykowego. Wszystko to okraszone jest typowym dla lat ‘80 językiem. Dialogi rozpisane są po mistrzowsku i każda scena na posterunku – dzień rozpoczynamy standardowo od odprawy – to źródło dobrego humoru. Niestety, zdarzają się żarty i “żarty”, o których wolałbym nie wspominać. Nie zdziwiłbym się, gdyby dla niektórych taki humor był lekką przesadą. Na całe szczęście nie ma go zbyt wiele.

Beat Cop wprawia w dobry nastrój, a cała historia jest do zamknięcia w kilka (ekhem…5-6…ekhem) godzin. To całkiem niezły wynik i myślę, że wystarczający. Najważniejsze atuty obroniły tytuł – czuć w nim ducha poprzednich dekad. Na polskim rynku doczekaliśmy się obfitego fizycznego wydania gry, której jest jak najbardziej wskazane – taka gra powinna nie tylko znaleźć się w cyfrowej biblioteczce na Steamie.

  • Gosc

    Chetnie bym pogral ale nie za 11 funtow…

  • galtom

    „Podczas jest z akcji zostaje wrobiony” – cooo??? :-)

  • Łukasz Tkacz

    Dziwna ta „recenzja”. Widziałem od pewnego znajomego gameplaya gdzie gra była już po polsku.. A tu opis dosyć ogólnikowy + screeny z oficjalnej jej strony. Autor serio w to grał?

    • NaturaLBRUTUS

      widać że nie a recenzja pewnie napisana przez agencje. a szkoda bo tytuł bardzo udany. Sam przeszedlem. I nawet bez wspomnienia o ciekawej wersji kolekcjonerskiej..