baby driver plakat
15

Recenzja Baby Driver – prawdopodobnie najlepszy letni akcyjniak nadchodzi

Pamiętacie Suicide Squad, czyli Legion Samobójców od Warnera i DC? Wiele osób zarzuciło tej produkcji bycie teledyskiem - muzykę wpakowano do wielu scen niepotrzebnie, prawdopodobnie pod koniec procesu powstawania filmu. A gdyby tak stworzyć film wokół muzyki nadając mu odpowiedni rytm i dołożyć do tego trochę humoru, ładne fury i mnóstwo akcji? Wtedy powstaje Baby Driver.

Baby – oto (nie-do-końca-prawdziwe) imię głównego bohatera filmu. Młodzieniec jest fenomenalnym kierowcą, ale podpada nieodpowiedniemu gościowi – Doktorkowi (Doc) – przez co jego zdolności wykorzystywane są do ucieczek z rabunków. Baby musi spłacić swój dług. Tuż za rogiem czeka na niego jednak przyszłość wolna od kryminalnej drogi, którą pokonuje z zawrotną prędkością i mnóstwem efektownych manewrów. Po drodze spotyka równie zakręconą co on dziewczynę, dla której chce zmienić swoje życie, ale banda rzezimieszków, z którymi współpracował wcale nie podziela jego entuzjazmu. To gangsterzy, z którymi wolałby nie zadrzeć, a na ich czele stoi Doc.

baby driver

Jako ogromny fan Kevina Spacey’ego z przyjemnością zobaczyłem go ponownie na dużym ekranie, ale wykreowana przez niego postać wcale nie okazała się tak intrygująca jak zakładałem. To oczywiście stary, dobry Kevin, lecz nie wzbił się na wyżyny swoich umiejętności. Być może wpływ na to miała narzucona przez reżysera wizja. Pozostali aktorzy spełnili pokładane w nich nadzieje. Ansel Elgort najlepiej znany z Gwiazd naszych wina, znakomicie odnalazł się w przydzielonej mu roli nastolatka kochającego muzykę, wokół której kręci się jego życie. I to dosłownie, bo nie dość że komponuje kawałki wykorzystując nagrane na dyktafonie kawałki rozmów, to nie pozwala innym rozpocząć napadu bez zgrania tego z początkiem ulubionego utworu. Na ekranie zobaczymy ponadto Lily James (Wojna i Pokój 2016),  Jona Hamma (Mad Men), Jona Bernthala (The Walking Dead), Eizę González (Od zmierzchu do świtu) oraz Jamiego Foxxa (Django). 

„Był wolny?” Baby Driver zasuwa jak trzeba

To wspomniane, szalone manewry Baby’ego są jedną z największych ozdób całego filmu. Twórcy nie przekombinowali i mimo, że kilka ujęć wydaje się mało prawdopodobne, to po ujrzeniu nagrań X na YouTube, byłbym skłonny uwierzyć, że były one wykonalne na planie filmowym. To po nich obiecywałem sobie najwięcej po zobaczeniu jednego, pierwszego zwiastuna Baby Driver. Kompozycja szaleństw na drodze i muzyki momentalnie mnie do siebie przekonała, dlatego wyczekiwałem momentów, gdy Baby wreszcie wróci za kierownicę.

baby driver klatka z filmu

Twórcy filmu sięgnęli po zestaw bardzo ciekawych zabiegów wzbogacających warstwę artystyczną. Po pierwsze, muzyki ze słuchawek podłączonych do iPoda słuchamy wspólnie z Babym – gdy wyjmuje on słuchawkę z ucha muzyka w jednym z głośników cichnie. Po drugie dźwięki otoczenia – przeładowanie gnata, kroki, stuknięcia, uderzenia – zgrano z rytmiką utworów, co wypada lepiej, niż mogłoby się wydawać. Po trzecie, dobór piosenek – większość z nich w mgnieniu oka wpada w ucho, noga zaczyna tupać, przez co nawet minimalne niedociągnięcia przestają mieć (chwilowo) znaczenie. Później możemy sobie o nich przypomnieć, ale podczas blisko dwugodzinnego seansu bawimy się świetnie.

Baby przechodzi przemianę, której się raczej nie spodziewałem i podejmuje zaskakujące, choć wynikające z sytuacji, w której się znalazł decyzje. Za to ukłony do twórców, którzy nie spłycili jego osobowości i pokazali, że chłopak zrobi wiele, jeśli nie wszystko, by osiągnąć to, co chce.

Jedno „ale”

Z filmem mam jednak tylko jeden problem, co wynika z oczekiwań, które sobie postawiłem. Nie będę odkrywał przed Wami przebiegu zdarzeń w filmie odbierając frajdę z wizyty w kinie, ale jeśli nie chcecie wiedzieć nawet jaką metamorfozę przechodzi film w drugiej połowie, to przestańcie czytać ten akapit i przejdźcie do następnego. Być może niepotrzebnie, ale spodziewałem się filmu skupionego właśnie na popisach Baby’ego za kierownicą. Sądziłem, że na końcówkę pozostawione zostaną najlepsze triki i na finał zaserwowany nam zostanie pojedynek Dziecięcego-Kierowcy z równym sobie lub hardą rywali. Zamiast tego, Baby Driver staje się filmem akcji pełnym strzelanin i gniecionej blachy. Nie żebym narzekał na realizację tego fragmentu – jest super – ale wielka szkoda, że nie pokuszono się o solidny pościg na poziomie tego otwierającego film.

Baby Driver – akcyjniak lata

baby driver kadr 2

Recenzja Baby Driver powstawała przy akompaniamencie playlisty z utworami z tego filmu. Wciąż nie mogę nacieszyć się doborem kawałków, które tak wryły mi się w pamięć, że nucę je na przemian od kilku dni. To była połowa sukcesu. Druga połowa to dosyć prosta, ale ciekawa historia oraz dobre aktorstwo. Edgar Wright, reżyser choćby uwielbianego przeze mnie Hot Fuzz – Wściekłe Psy, stanął na wysokości zadania.

Ocena: 8/10. Premiera filmu 7 lipca.

  • andrzeju_nie_denerwuj_sie

    Czyli taki Drive dla nastolatków :)

    • Kuba

      Dokladnie. Z bardzo irytujacym aktorem grajacym glowna role.

  • Alot

    Kevina Spaceya.

    Popraw i skasuj komentarz.

  • Darth Artorius

    Jak taki meloman, mógł sobie kupić lepszy player i słuchawki

    • Konrad Kozłowski

      Słucha winyli i kaset magnetofonowych w domu, w drodze stawia na mobilność ;)

  • Anonim

    „akcyjniak”?
    A można tak po polsku?

    • Konrad Kozłowski

      Nie wymyśliłem słowa „akcyjniak”, jest dość często stosowane przy określaniu takich filmów.

    • Anonim

      Wiem, że nie wymyśliłeś. SJP też go nie wymyślił i nie opisał. Używane przez Ciebie słowo jest równie popularne, co określenie „mirki”. Jako blog dla ogółu powinniście pisać po polsku. A przynajmniej bardziej się starać.

  • Ooo, gdzie to już widziałeś?! Czekam na premierę jak na pensję!

    • Kuba

      Na pokazie dla prasy?

    • No właśnie nie słyszałem o żadnym :(

  • Radek

    „A gdyby tak stworzyć film wokół muzyki…”

    Możesz tego nie pamiętać, ale jakiś czas temu nakręcono na przykład „The Wall” ;)

    • lconer

      Albo „It Might Get Loud”

    • Konrad Kozłowski

      Obydwa filmy są raczej o muzyce :)

  • Michał Kwiatkowski