28

Emoji w komentarzach na Facebooku to o jeden krok za daleko

Z każdą kolejną zmianą i z każdym kolejnym pomysłem Facebook staje się gorszy, mniej czytelny i zwyczajnie męczący w użytkowaniu. Jakoś przebolałem emoji pod wpisami, ale po wprowadzeniu ich do komentarzy, zrobil się już tu totalny śmietnik. O Messengerze szkoda nawet wspominać, używanie go to jakaś katorga.

Blogerowi nie podobają się zmiany na Facebooku

W sumie mogłem użyć i tego tytułu, wydźwięk jest bowiem ten sam. Ameryki nie odkryłem, bo z lekkim, przyjemnym i przejrzystym serwisem społecznościowym Facebook już od lat nie ma nic wspólnego. Kiedy jednak wydaje się, że gorzej być nie może, dostaję kolejną aktualizację, która niszczy moją wiarę w to, że kiedyś może być lepiej.

Chciałbym wyłączyć reakcje

Logiczne i przejrzyste były zwykłe kciuki w górę. Wystarczyło dodać kciuk w dół by miłośnicy reakcji na posty mieli dwa główne wybory – podoba się, nie podoba się. Serduszko, haha, wrr – co to niby ma być? Jak w rozmowie publicznej dorosły człowiek ma używać tego typu wyrażeń? Ja wiem, że nie wszystko jest poważne, również w internecie, ale kluczem do rozmowy w serwisie społecznościowym jest komentarz (wartościowy), a nie emotka symbolizująca reakcję czy emocje. Świeci się to z kilometra, psuje wizualny odbiór i tak już upaćkanego wszystkim i w każdym miejscu serwisu. A tu jeszcze ten sam wizualny koszmarek został właśnie dodany do komentarzy w przeglądarkowej wersji serwisu. Za chwilę wyląduje też na mobilach. Oczy już mi krwawią, a to najwidoczniej nie będzie koniec. Szczególnie, że wciąż nie mogę przetrawić reakcji w Messengerze.

Brak alternatywy

Serwis Zuckerberga nie ma aktualnie żadnej sensownej alternatywy i jeśli ktokolwiek chce być częścią sieci społecznościowej, przeglądać posty znajomych, oglądać ich zdjęcia, filmy i statusy dotyczące aktualnie oglądanego filmu – nie ma innego wyboru. Ja serwisy społecznościowe lubię, tak jak ktoś lubi piesze wycieczki po lesie. Jest w tym coś złego, nie mam życia? Każdy podchodzi do tego inaczej i potrafię zrozumieć ludzi, którzy spędzają tu cały dzień oraz tych, którzy w ogóle nie mają na FB konta. Nie próbowałem usuwać swojego i nie zamierzam, choć zdaję sobie sprawę z tego, że zajmuje to część mojego czasu. Z drugiej strony pracuję w sieci i na taki „luksus” pozwolić sobie nie mogę.

Wspomniałem o braku alternatywy – bo niby co, Google Plus? Google co? Nie zaglądałem tam od miesięcy i kompletnie nic mnie do G+ nie ciągnie. Jest Twitter, ale to po pierwszy medium i serwis zupełnie innego rodzaju, po drugie przekopać się przez posty obserwowanych osób też nie jest wcale tak łatwo, więc do sprawnego używania Twittera też trzeba mieć cierpliwość. Można oczywiście „rzucić w cholerę wszystkie serwisy społecznościowe”. Jest to jakieś wyjście skoro cały ten FB mi już nie pasuje. Obrażę się i zabiorę zabawki z piaskownicy.

Messenger, przestań!

Niestety jeszcze gorzej jest w Messengerze, bez której ciężko wyobrazić sobie już komunikację w sieci. Wszyscy tam są, nie potrzebuję pisać sms-ów, szukać ludzi na innych komunikatorach. Załatwiał w ten sposób masę spraw zarówno prywatnych jak i służbowych. Pod plusikiem jakaś lokalizacja, plany, milion rozszerzeń – w tym NBA. No serio, NBA? Ostatnio w koszykówkę grałem regularnie w podstawówce, a NBA oglądałem rozpoczynając szkołę średnią, na cholerę mi NBA? Nie potrzebuję filtrów na zdjęcia, bo mam je w dziesięciu innych aplikacjach, jak można było zepsuć dodawanie obrazków z galerii z poziomu aplikacji? I co to w ogóle za wysuwany pasek, w którym mam wpisać wiadomość? Mam wrażenie, że słowo pisane zostało w aplikacji mobilnej zepchnięte na dalszy plan. Sorry, Facebooku, wciąż mam znajomych, którzy piszą, a nie wklejają głupie gify i emotki. A ten cały „twój dzień” zasłania mi tyle ekranu, że sam już nie wiem czy ktoś coś do mnie napisał, czy nie. Na szczęście są lżejsze i bardziej czytelne alternatywy sieciowego komunikatora i sam nie wiem dlaczego raz na jakiś czas wracam do oficjalnej aplikacji.

A może to już nie dla naszego pokolenia?

Wychowywałem się z internetem wdzwanianym, marzyłem o stałym łączu. Byłem na gronie i naszej-klasie, pamiętam początki Facebooka. Zastanawiam się jednak dokąd zmierzają serwisy społecznościowe, bo patrząc na mechanizmy do nich dodawane, nie jestem już grupą odbiorczą Zuckerberga. Nie dość, że nie używam nowości wprowadzanych do facebookowych usług, to zwyczajnie przeszkadzają mi one w normalnym korzystaniu z aplikacji.