71

Raz kupiłem bilet smartfonem i od tamtej pory już nie kupuję inaczej

Przyznaję, byłem zacofany. Nie dawałem szansy aplikacjom do kupowania biletów przez telefon. Zrobiłem to raz (na próbę) i wiem, że już nie chcę kupować papierowych biletów.

We Wrocławiu w 2010 roku w autobusach pojawiły się biletomaty obsługujące wyłącznie płatności zbliżeniowe. Jeszcze w lutym 2011 roku w taki sposób kupiono 66 tys. biletów. Rok później było to już 940 tys. Za Wrocławiem szybko poszły inne miasta. Dziś kupowanie biletu w szybki i prosty sposób jest podstawą. Ludzie się wiecznie gdzieś śpieszą, nie chcą spędzać czasu w kolejkach, stać przy okienkach kiosków. Zdobycie biletu powinno być banalnie proste.

Zrozumieli to w Londynie, gdzie właściwie już wszystkie płatności za przejazdy są realizowane bezgotówkowo. Pasażerowie mogą w prosty sposób uzyskać Oyster Card, za którą jest pobierana kaucja w wysokości 5 funtów. Następnie doładowują ją w rozstawionych po mieście i stacjach metra automatach. System działa bardzo sprawnie i przede wszystkim jest prosty oraz przystępny.

Kolejnym etapem tego rozwoju są bilety w telefonie, które funkcjonują właściwie od lat. Nie jest to żadna nowość, choć do tej pory konsekwentnie ich unikałem. Z jednej strony nie czułem takiej potrzeby, a z drugiej zewsząd docierały do mnie informacje o kontrolerach, którzy „nie uznają” biletów w telefonie. Po co mi się szarpać i stresować zatem?

W końcu się przełamałem – dość niedawno, bo kilka miesięcy temu. W Warszawie funkcjonują trzy systemy płatności w telefonie i są one realizowane przez trzy różne aplikacje: mPay, SkyCash i Mobilet. Przejrzałem oceny wszystkich programów w sklepie Play i finalnie postawiłem na SkyCash, kierując się najwyższą średnią. Warto tutaj na wstępie dodać, że jest to prawdziwy kombajn pozwalający na przesyłanie pieniędzy znajomym, opłacanie parkomatu, kupowanie biletów do kina i na pociągi, a nawet zaciąganie szybkiego kredytu czy opłacanie ubezpiecznia. Cóż… trzeba jakoś zarabiać, więc szczególnie mnie to nie zraziło.

Jak wyglądają zakupy biletu w SkyCash? Doładowujemy aplikację dowolną kwotą, którą następnie przeznaczymy na płatności aplikacją lub podpinamy naszą kartę płatniczą, z której będziemy mogli bez ograniczeń korzystać, podając za każdym razem kod CVC. Zakupiony bilet jest ważny od razu, także powinniśmy go kupić nie przed, a od razu po wejściu do autobusu/tramwaju/na peron metra. W przypadku niektórych biletów musimy podać numer linii, którą podróżujemy. W Warszawie ma to związek z tym, że bilet jednorazowy pozwala nam podróżować daną linią od stacji początkowej do stacji końcowej (oraz dowolną inną przez 75 minut od skasowania). Bilety możemy kupować wyłącznie będąc połączonymi do sieci, jednak po zakupie są one dostępne w aplikacji również w trybie offline.

Co mi się nie podoba? Przede wszystkim system polegający na tym, że zakupiony bilet jest od razu skasowany. O wiele chętniej widziałbym tutaj możliwość ręcznego kasowania zakupionych wcześniej biletów. Szkoda też, że aplikacja nie wykorzystuje modułu NFC telefonu do np. otwierania bramek w metrze (musimy korzystać z wielorazowych kartoników, aby przejść) – prawdopodobnie wynika to z regulaminu, który tego zabrania. Interfejs aplikacji jest też dość archaiczny, co wcale nie zachęca do używania programu. Na szczęście sam proces zakupu trwa dosłownie chwilę, co należy uznać za spory atut. W ciągu ostatnich 2-3 miesięcy zdarzył mi się błąd – pieniądze z karty zostały pobrane, ale nie otrzymałem biletu. W ciągu kilku dni dokonano automatycznego zwrotu środków.

I właśnie z tego powodu właściwie przestałem korzystać z papierowych biletów. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz korzystałem z biletomatu. Tak jest po prostu wygodniej. Wchodzę do autobusu i w 2-3 minuty kupuję bilet – nie szukam drobnych, nie szukam biletomatu czy kiosku, bo wszystko mam w dłoni. Zacząłem się łapać na tym, że zapominam z domu portfela, bo nie używam go do płacenia za bilety. Ale to już temat na inny raz.