Autorem poniższego tekstu jest Stanisław Nowogrodzki

Angielski The Guardian opublikował swoje coroczne zestawienie MediaGuardian 100 2011 r. Z tegorocznego rankingu wyciągnąć można wiele cennych wniosków na przyszłość, w
szczególności gdy jest się częścią medialnej machiny.

Nie będzie niczym zaskakującym gdy powiem, że pierwsze miejsce w tym miarodajnym rankingu zajmuje założyciel, szef portalu społecznościowego Facebook.com – Mark Zuckerberg. Nie da się ukryć, że do czasu uruchomienia Google+,Facebook z Markiem na czele byli, prawdopodobnie, najczęściej omawianym portalem społecznościowym w mediach elektronicznych. Jednak czy rzeczywiście zasługuje na żółtą koszulkę lidera i awans z siódmego miejsca na pierwsze? O tym dalej.

Kolejna czwórka to szefowie znanych gigantów. Kolejno, na drugim miejscu uplasował się Jack Dorsey, szef zarządu Twitter’a. Jest to jego debiut w tym rankingu. Trzecie miejsce należy do Larry’ego Page’a, szefa firmy Google, który zanotował spadek o jedno miejsce w odniesieniu do zeszłorocznego rankingu. Na czwartym miejscu
Mark Thompson, dyrektor BBC. Zwycięską piątkę zamyka Steve Jobs, współzałożyciel Apple, który zanotował spadek z pierwszego miejsca.

Jak twierdzi sam TheGuardian tegoroczny ranking jest tak naprawdę wynikiem ostatnich kilku tygodni jak nie dni. Ma to związek z aferę podsłuchową, która doprowadziła do przesłuchania Ruperta Murdocha, szefa News Corporation, jednego z najbardziej wpływowych ludzi w przemyśle medialnym. Jak przyznają autorzy jeszcze nigdy, w 11 letniej historii tego zestawienia, jedno wydarzenie nie miało tak zasadniczego wpływu na sam ranking oraz media w Wielkiej Brytanii, jak właśnie incydent z podsłuchiwaniem rozmów
przez dziennikarzy News of the World
.

Jak pokazuje czołówka MediaGuardian 100 2011 r. media ewoluują. Zgodnie z ideą The Guardian w tym roku najpotężniejszymi ludźmi w telewizji, radio, gazetach, magazynach, mediach elektronicznych, mediach biznesowych, reklamie, marketingu oraz PR są szefowie portali społecznościowych Facebook, Twitter oraz Google+ (nie wspominając o samej wyszukiwarkce). Czy rzeczywiście autorzy trafnie założyli, że właściciele portalu typu User Content Generation stoją na czele machiny, którą ogólnie można nazwać „media”? W moim przekonaniu powyższe zestawienie jest efektem bańki spekulacyjnej, z którą mamy
bezsprzecznie aktualnie do czynienia. Bo czy rzeczywiście Mark Zukerberg, ze swoimi 750 milionami użytkowników, jest tak bardzo potężny jak mogłoby się wydawać? Ostatnie wydarzenia związane z uruchomieniem Google+ pokazały, że przemyślany koncept, za którym stoi odpowiedni brand może zatrząść konstrukcją, wydawało by się, stalowego Facebook.com. Zastanawialiście się jaki potencjał mógłby mieć portal społecznościowym stworzony przez Apple, integrujący swoją działalność ze wszystkimi urządzeniami działającymi na iOS? Poza tym, portalom typu UCG brakuje takich narzędzi do wpływania na masy, jakie posiada chociażby imperium stworzone przez R. Murdocha.

Podsumowując, wydaje mi się, że nazwanie Marka Zukerberga najpotężniejszym człowiekiem mediów w 2011 r. stanowi niedoskonały ale jednak przykład przerostu formy nad treścią. MediaGuardian 100 były by bardziej rzeczowe gdyby aktualizowały swój ranking z większą częstotliwością, gdyż określenie roku 2011 rokiem Marka Zukerberga ma się nijak do rzeczywistej sytuacji w przemyśle medialnym. Nie zmienia to jednak faktu, że tak jak kiedyś gazety drukowane nie mogły zlekceważyć gazet w formie elektronicznej, tak dzisiaj trendy w szeroko rozumianych mediach niewątpliwe kształtowane są poprzez portale społecznościowe, czyli w gruncie rzeczy przez samych użytkowników.

W moim przekonaniu czarnym koniem całego zestawienia jest Julian Assange, który awansował z 32 miejsca na 26. Jestem nawet gotowy postawić tezę, że to jest właśnie jego rok. Zrobił on, poprzez swoją odwagę upublicznienia tajnych informacji, więcej dla oczyszczenia mediów, niż którykolwiek z tegorocznych uczestników zestawienia. Dlaczego? Odpowiedzią na to pytanie niech będzie krótki film oraz płynąca z niego puenta:

„I give you private information on corporations for free and I’m a villain. Mark Zuckerberg gives your private information to corporations for money and he’s ‘Man of the Year.’”



Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • DzM

    Pierwszy link nie działa.

  • karol

    Assange to megaloman z kosmicznym ego ktorego motywacja nie jest prawda, tylko okladka gazety. Nie mial skrupolow publikujac dokumenty wiedzac, ze jego informator jest oskarzony o ich ujawnienie i ze pogorszy jego sytuacje. W czym dokladnie przejawila sie jego odwaga? Teraz kazde dziecko moze publikowac co chce, kiedy chce i gdzie chce. Odwazni to byli jego informatorzy, jedyne co on robil to naciskal guzik „share on fb”…

  • karol

    Teza, ze google zatrzeslo posadami fb jest wg mnie troche zbyt wczesnie postawiona. W tej chwili g+ trzesie sie w naglowkach blogow i geekowych gazet. Ok, szybko uzyskali 10mln uu czym sie mocno chwala, ale poczekajmy pol roku zanim bedziemy mowic o jakimkolwiek zagrozeniu dla fb:)

  • Sten

    Jeżeli rzeczywiście jego celem była „jedynka” to słono za to płaci. Nie wiem czy widziałeś film pokazujący, że przez od czasu uwolnienia z aresztu musi codziennie meldować się w komisariacie i podpisywać listę, nie wspominając o ciągłej inwigilacji. Poza tym publikacja tajnych dokumentów musiała zostać podparta wiarygodnym źródłem, a było wikileaks. Wciskając guzik, wziął na siebie całą odpowiedzialność, a to według mnie, wymaga odwagi.

    • karol

      Odkąd wiadomo było kto stoi za WikiLeaks (well – kto jest jej twarzą), Assange stanął w reflektorach otoczony mniej bądź bardziej fanatycznymi wyznawcami oraz wsparty hordami bezrefleksyjnych facebookowiczów, forumowiczów, etc – popierających coś, ale do końca to tak naprawdę nie wiadomo co. Pamiętasz przecież, jak WikiLeaks osiągnęło wielką popularność – przez film pokazujący brutalny ostrzał bezbronnych cywili przez krwiożerczych marines. Świat osłupiał i przez jakiś czas mówiono tylko o tym. Później już jakoś mało było wzmianek o tym, że część filmu „ulepszono” i nie wszystko było tak jak na to wskazuje film, opis a często drastyczny podkład muzyczny.

      Mając „wsparcie” połowy świata i jedynki we wszystkich stacjach informacyjnych, pokazywany jak Mesjasz i bojownik o prawdę….co mu można było zrobić? Oczywiście nic. Część jego informatorów siedzi w więzieniu z groźbą dożywocia. Wobec tego podpisywanie się na liście każdego dnia to nie szczyt heroizmu.

      Assange to geniusz – moim zdaniem dlatego, że wykorzystał sprytnie bezrefleksyjna masę gamoni myślących że zbawi świat, naiwnych informatorów, którzy będą odsiadywać za niego wyrok i dziennikarzy (choć ich nie można winić) łasych niczym wygłodniałe sępy na pustyni – rzucających się na każdy ochłap mięsa, również z tylko udawaną refleksją i czerwonym paskiem „PILNE”.

  • Paweł

    Sorry ,

    ale mi to pachnie propagandą, albo celowym zagraniem. MZ na początku jest na ściemy pokazany, by uwagę odciągnąć!!