
O Iloggo pisałem już dwukrotnie, raz przy okazji startu serwisu a później o tym, że serwis poszukuje inwestora.
Ponieważ zaciekawiły mnie plany Iloggo związane z inwestorem oraz wejściem na rynek US dlatego poprosiłem Rafał Mrzygłockiego o klika odpowiedzi na interesujące mnie pytania :
O iloggo było głośno z dwóch powodów, po pierwsze z powodu inwestora, jakim jest ATM ( i kwotę inwestycji) oraz z powodu ambitnych planów związanych z rozwojem serwisu, czy ten PR pomógł serwisowi?
Myślę, że osoby które podważają obecność inwestora i samej inwestycji nigdy nie prowadziły własnej firmy. Ja nie chciałem startować z garażu dlatego przez kilka lat szukałem partnera. Nie jest to łatwe ale dzięki niemu projekt był prowadzony bardzo profesjonalnie. Mięliśmy fundusze na profesjonalne zrobienie serwisu, na zgłoszenia patentowe w Polsce i za granicą i zbudowanie infrastruktury. Teraz jest czas na działania marketingowe i szukanie aliansów.
Odnośnie ambitnych planów to chyba nie jest to nic złego – ja je podtrzymuje. Nie mniej nie da się tak po prostu wejść na rynek USA. Trzeba tam być i my do tego dążymy. Szukamy kogoś kto już tam jest i pomoże poruszać się po tamtym rynku.
Wiele osób (w tym również Ja) ma zastrzeżenia, co do niezrozumiałej funkcjonalności serwisu – czy nie uważasz, że jest on po prostu za skomplikowany w obsłudze dla przeciętnego użytkownika Internetu?
Uważnie słuchamy użytkowników i mam nadzieję, że w obecnej wersji serwis jest już jasny i zrozumiały. Odeszliśmy od „mocno marketingowej” strony powitalnej typu: możesz to, możesz tamto….teraz jest tam krótka definicja czym jest iloggo i filmik tutorialowy pokazujący działanie serwisu. Z ilości rejestracji widzę, że ta zmiana wiele poprawiła – mamy dwa razy więcej rejestracji w stosunku do odwiedzin.
Czy serwis w Polsce odniósł twoim zdaniem sukces i czy osiągnął cele które na pewno zostały dla niego wyznaczone?
Powiem tak, nie sadziłem że spotka się z tak dużą krytyką środowiska web2zerowców i ludzi zorientowanych w Internecie. Nie mniej jeszcze raz podkreślam, że ten serwis nigdy nie miał konkurować z Netvibes czy Pageflakes – jeżeli ktoś potrafi skonfigurować sobie wspomniane serwisy to na pewno nie przesiądzie się na iloggo ponieważ jest ono zbyt proste i nie ma wielu funkcji. Naszym targetem są ludzie nie wiedzący co to RSS, Netvibes i Opera. Dajemy im prostą funkcjonalność, zbliżoną ideą do pulpitu Windows i nic więcej. Ja w każdym razie korzystam z iloggo codziennie i zapomniałem co to jest wpisywanie adresów do przeglądarki – bardzo proste ale i bardzo wygodne.
Wiele mówiło się i mówi o tym, że Iloggo chce wejść na rynek US – co dokładnie przez to rozumiesz i jak oceniasz wasze szanse (biorąc pod uwagę mnogość tego typu serwisów dostępnych dla osób angielsko-języcznych?
Wejście na rynek USA, nie jest prostą sprawą – trzeba tam być, a najlepiej mieć tam zarejestrowaną firmę i właściwych ludzi. Odnośnie konkurencji, no cóż zawsze była i będzie – ale to nie oznacza że nie mamy spróbować – nie jesteśmy klonem serwisu amerykańskiego wiec to nie jest przeszkodą. A nawet jeśli to Google wystartował na rynku wyszukiwarek, który był już podzielony – oni zmienili ten podział. Między innymi dlatego ja widzę szanse na sukces iloggo na innych rynkach niż Polska.
Czy poszukiwania inwestora oznaczają, że ATM nie wspiera już finansowo Iloggo – a jeśli tak to jakimi argumentami chcecie przekonać zagraniczne firmy do tego aby zainwestowały w serwis?
Wspiera, ale ATM to firma technologiczna działająca w Polsce, nie wymagajmy od nich znajomości rynku USA. Serwis jest za to zrobiony tak aby mógł być szybko skalowalny na większą ilość użytkowników. Mimo trywialnej funkcjonalności mechanizmy go obsługujące nie są niestety takie proste. Sama dynamiczna wycinarka to spory kawałek kodu a i tak moim zdaniem działa cały czas zbyt wolno. Pracujemy nad tym.
Czy oprócz znalezienia inwestora rozważasz także sprzedaż serwisu?
Nie, ja na razie nie biorę tego pod uwagę, choć wprowadzenie nowego inwestora na pewno spowoduje rozwodnienie obecnych właścicieli – takie są prawa rynku. Serwis jest technicznie zrobiony ale przed nami ogrom pracy aby stał się popularny w śród swojej grupy docelowej. Dlatego koncentrujemy się na znalezieniu partnera (niekoniecznie funduszu VC), który pomógł by nam dotrzeć do tej grupy i pozyskać grono wiernych użytkowników.
W dzisiejszych czasach wydaje się łatwiej pozyskać pieniądze niż je rozsądnie wydać – jeśli uda wam się pozyskać fundusze jak planujecie je wykorzystać. Czy będą one poświęcone na rozwój serwisu, marketing a może na coś jeszcze?
Spotkałem się z wieloma funduszami, w tym tymi „legendarnymi” i niestety ale zmartwię większość twórców serwisów Web20 – dla nich Polska jest wciąż delikatnie mówiąc „zbyt ryzykowna”. Owszem przyglądają się temu co się tu dzieje ale sami raczej sporadycznie inwestują, jeżeli w ogóle. Łatwiej na pewno rozmawia się z funduszami Europejskimi niż tymi, które swoje biura mają wyłącznie w USA. Dostaliśmy wiele ciekawych propozycji ale wszystko rozbiło się o to, że firma jest w Polsce a nie w USA.
Dziś potrzebujemy wiedzy i kapitału na pozyskanie użytkowników. Nie koniecznie musi to być gotówka – dużo cenniejszy (ale i trudniej osiągalny) jest alians z partnerem, który ma takich użytkowników. Musi to być partner, dla którego nie będziemy konkurencją a uzupełnieniem jego oferty.
Na koniec, czy możesz zdradzić trochę informacji na temat statystyk serwisu – z wpisów na stronie można domniemywać, że macie około 8,000 użytkowników.
Zarejestrowanych jest sporo ponad 10 000 „userów”, licznik nie pokazuje realnej liczny od momentu opcjonalnego ładowania przy rejestracji pakietu domyślnych serwisów. Mniej więcej połowa z nich to aktywni użytkownicy. Na starcie do bazy dodaliśmy ręcznie 1000 wpisów – resztę dodali użytkownicy. Obecnie jest ich prawie 36000. Z danych z ostatniego miesiąca wynika że przybywa mniej więcej 1000 wpisów miesięcznie i ta liczba rośnie.
P.S. Chętnie wysłuchamy wszelkich sugestii i zmian które pomogły by iloggo, stać się bardziej zrozumiałem i potrzebnym. Nie przeczę że serwis jest banalnie prosty w swojej funkcjonalności ale ja widzę ogromną zaletę w tej prostocie. Postarajcie się spojrzeć na niego innym okiem, spróbować go jeszcze raz lub polecić mniej zorientowanym w sieci kolegom czy znajomym. Jeżeli iloggo odniesie sukces poza Polską to będzie to nasz wspólny sukces!
Pozdrawiam serdecznie,
Rafał Mrzygłocki
Dziękuję za odpowiedzi i życzę powodzenia






Witaj, nazywam się Grzegorz Marczak i jestem autorem tego bloga. Piszę tutaj o serwisach społecznościowych, nowych technologiach i nowych trendach w internecie.

Ogólnie Iloggo.pl to dobry pomysł ale samo wykonanie i podejście do sprawy niedoskonałe.
Dobrze by było ustawić stronę główną Iloggo.pl na stronę przedstawiającą to co serwis daje użytkownikowi.
IGoogle nie mówi że możesz mieć to czy to tylko pokazuje i umieszcza przykładowe boxy. Jeden sensowny napis – Oto Twoja strona główna Google. Czuj się jak u siebie. … Jeżeli mówimy już o marketingu to chyba warto wrócić niestety do szkolnej ławy …
Osobiście zmusiłem się do obejrzenia tego filmiku pokazującego możliwości za 4 razem i mnie zaciekawił ale dopiero za 4 razem . Może warto go usunąć ze strony głównej i wrzucić gdzieś w pomocy etc…
A ja mam taką uszczypliwość małą:
500 000zł i 10 000 użytkowników w ciągu niespełna roku – nie wygląda to na bardzo dobrze wydane pieniądze.
Inna uwaga/pytanie do Pana Rafała – jak serwis, który w ojczystym kraju się nie przyjął ma szanse na rozwój na rynku amerykańskim, który jest trudniejszy, bardziej konkurencyjny? Do tego iloggo już tam zaistniało (np. poprzez wpisy techcrunch) i jak widać nie zapuściło korzeni mimo angielskiej lokalizacji. Jakie w takim wypadku ma on szanse skoro w Polsce się nie udało i na rynku globalnym też?
Pozwolę sobie również na kilka słów w tym temacie, bowiem obserwujemy illogo od początku swego istnienia.
Zgadzam się z “małą uszczypliwością” – 500 tys. zł w stosunku do 10 tys. użytkowników w ciągu roku to wynik co najwyżej bardzo marny, jeśli nie dramatycznie żenująco mały. Nie znamy co prawda struktury wydatków – ale można mniemać, że główna “para” poszła we wszystko, tylko nie tylko w zaprojektowanie i przygotowanie serwisu (moim zdaniem serwis jest całkowicie anty “user friendly” – osobiście jestem użytkownikiem sieci od wielu lat i do tej pory nie spotkałem tak jeszcze mało intuicyjnego serwisu o tak dużych ambicjach) oraz w przyciągnięcie użytkowników – nie przypominam sobie, by iloggo było widoczne w sieci w jakikolwiek sposób, poza incydentalnymi notkami pr.
Może pomysł jest i dobry (chociaż niespecjalnie udaje mi się w nim znaleźć tzw. “model biznesowy”, czyli innymi słowami: nie wiem, gdzie iloggo widzi zwrot inwestycji, a potem przychody, śmiem wątpić, by reklamodawcy stali w kolejce), ale realizacja pozostawia wiele do życzenia. W sumie szkoda, bo to następny projekt, nie realizowany przez duże podmioty, który raczej nie zaistnieje na stałe.
iloggo zaistniało w Stanach podobnie jak w Polsce – w blogach o web20. Zostało przyjęte moim zdaniem podobnie jak przez Polskich web2zerwoców – “oni mają Netvibes” który ma więcej funkcji.
Nie mniej ani w Polsce ani nigdzie indziej nie wyszło poza te ramy – zatem trudno traktować to jako porażkę. Dlatego uważam że zarówno w Polsce jak i wszędzie indziej mamy szanse pozyskać zwolenników i użytkowników.
P.S. Moim zdaniem marketing z 1$ to mit – a to że serwis sam się nie chce rozreklamować nie przekreśla sensu jego istnienia.
RM
Nie mogę pojąc,dlaczego niektórym iloggo tak “przeszkadza”.Spełnia swoją role-spełnia,więc o co chodzi.Są lepsze usługi?No pewnie,ale powinno sie wspierać rodzimy produkt,służąc wskazówkami,radami-no nie wiem-to Wy się na tym znacie -a nie dołować twórców.Ja w każdym będę go używał,choć korzystam również z Netvibes,itp.jedno z drugim nie koliduje w żaden sposób.
Pozdrawiam
Witam, Panie Rafale – 1 rok, 500 000 PLN, 10 000 uzytkownikow? A ilu z nich tak naprawde korzysta z serwisu conajmniej kilka razy w tygodniu? W ocenie specjalistow (nazwijmy tak ludzi ktorzy obracaja sie w branzy web2.0) – interfejs conajmniej anty-user-friendly. Wie Pan – na taki falstart moze sobie pozwolic mala grupka amatorow, a nie ludzie ktorzy wpompowali 500 000 PLN w projekt.
Rynek USA? Na Polskim rynku brakuje kilku waznych odpowiednikow zachodnich serwisow – i nawet tutaj nie potraficie sie przebic? Przykro mi ale Iloggo wyglada na banke mydlana dla inwestorow.
Jeżeli ktoś uważa 500tys za niebotyczny kapitał, to moim zdaniem po prostu nigdy nie prowadził firmy i tego typu przedsięwzięcia.
Same zgłoszenia patentowe kosztowały kilkadziesiąt tysięcy złotych. Praca dobrych programistów to także nie małe koszty miesięczne. Jeżeli dodać do tego koszty serwerów, łączy i codziennego utrzymania firmy przez rok czasu to okazuje się że wcale nie są to niebotyczne kwoty.
Skwituje to tak: Jeżeli byłbym uzdolnionym programistą to na pewno napisał bym kod iloggo sam i wtedy koszt byłby zerowy. Może i trwało by to 3 krotnie dłużej ale serwis powstał by “za darmo” – jedynym kosztem byłby mój stracony czas. Ja o programowaniu niestety nie mam pojęcia za to wiem czego chce.
P.S. Jeżeli uważacie, że interfejs iloggo jest zły, zasugerujcie co konkretnie powinniśmy zmienić – zamieniam się w słuch.
Pozdrawiam,
RM
“Same zgłoszenia patentowe kosztowały kilkadziesiąt tysięcy złotych. Praca dobrych programistów to także nie małe koszty miesięczne. Jeżeli dodać do tego koszty serwerów, łączy i codziennego utrzymania firmy przez rok czasu to okazuje się że wcale nie są to niebotyczne kwoty.”
Właśnie o tym pisałem. Moim zdaniem zostały źle wydane pozyskane środki (żeby było jasne, prowadzę fimę od kilku dobrych lat – firmę internetową ;-). Myślę, że koszty serwerów oraz łączy – przy takiej odwiedzalności to akurat promile wydatków. Tak, jak wcześniej pisałem, wydaje mi się, że skoncentrowaliście się za bardzo nad produktem, a za mało nad jego “sprzedażą” użytkownikom, co skutkuje tak małą ich liczebnością (która ZAWSZE będzie liczona w stosunku do środków – bo przecież inwestor oczekuje ich zwrotu, a jego prawdopodobieństwo jest w 100% skorelowane z ich liczbą).
Iloggo jest jednym z pierwszych projektów, który zdobył fundusze na swój rozwój na tak wczesnym etapie – NATURALNĄ więc jest rzeczą, że wzbudza tak duże zainteresowanie w kręgach związanych z web 2.0 (bez względu na to czym to jest, lub nie jest).
Całkowicie również naturalną sprawą jest, że wielu interesuje co się z nim dzieje / będzie działo – dotychczasowe jednak dokonania nie zachwycają.
Moim zdaniem zmiana interfejsu (nawet na bardzo prosty) nie będzie miała specjalnego wpływu na odwiedzalność (zarówno uu, pv czy czas spędzony na witrynie), jeśli nie zostanie połączona z szerokimi działaniami, które sprowadzą na stronę internautów.
Szczerze mówiąc nie mam pojęcia co zmienić w interfejsie – jak dla mnie (ale ja jestem w sieci od dawna i jestem przyzwyczajony do prostych rozwiązań) jest to szalenie skomplikowane i… czasochłonne. Brak moim zdaniem iloggo elementarnej intuicyjności (a podobno ma być używane przez mniej zaawansowanych użytkowników) – nie będę się wgłębiać w szczegóły, bowiem moim zdaniem rzecz jest całkowicie do ewentualnej przebudowy. Moim zdaniem – napiszę wyraźnie, żeby nie było nieporozumień – MOIM ZDANIEM sam pomysł jest słabo trafiony – doprawdny nie rozumiem, dlaczego ulubione strony miałbym mieć na stronie internetowej, skoro mam je już w zakładce ulubione – ale to jest tylko MOJE ZDANIE.
Btw, film na stronie głównej jest w wersko angielskiej, “przechwytywanie” logo dodawanych stron okazało się dla mnie czarną magią, etc…
Co wcale nie oznacza, że życzę źle iloggo. Wprost przeciwnie, niemniej jednak widzę to w mało optymistycznch barwach. Mam nadzieję, że się mylę.
Widze, ze dyskusja na dobre sie rozwinela. Ja co prawda zadnym specjalista od web2zero nie jestem, a serwisy oceniam w bardzo prosty sposob – albo mi sie podobaja i do nich wracam albo wiecej sie nie spotykamy;)
Pamietam jak juz jakis czas temu dotarla do mnie informacja o iloggo od znajomego, ze to polski serwis i zebym zobaczyl. Powiem tak, byly i sa tam pewne mankamenty, nic nie jest idealne, kazdy serwis cos ma co warto by poprawic. I tutaj nawiaze do zdania Grzegorza. Tym sie roznimy, ze mi akurat wlasnie pomysl serwisu przypadl do gustu. Inne braki, ktore wartoby poprawic nadrabia wlasnie to ze dla mnie iloggo jest przydatne i juz. Mysle ze w koncu ten serwis sie dotrze. Zreszta zaszly pewne widoczne zmiany na przestrzeni czasu. O czesci pewnie nawet nie wiem ;) ale niektore sprawy poprawili.
Kazdy ma swoj sposob na przegladanie i katalogowanie internetu, zakladki, netvibes (ktory mi osobiscie nie pasuje, bo po co miec mini wycinek jakiegos serwisu jak mozna szybko na niego wejsc?). Iloggo to kolejny sposob. Chyba im wieksza roznorodnosc tym lepiej? Niech doszlifuja bledy, sciagna wiecej userow i wtedy to dopiero bedzie fajne – wpisujesz sobie cos w wyszukiwarce i widzisz ranking nie stron, które ktoś na siłe wypozycjonował tylko masz coś co pokazuje, dla kogo dany serwis jest na tyle ważny, że trzyma go pod ręką.
klasyczny “cold start”. idea nie chwyciła rok temu, dlaczego ma chwycić teraz?
Co rozumiesz przez: “idea nie chwyciła” ?…że informacja nie rozniosła się po sieci sama i że serwis w 5 miesięcy nie zdobył masy krytycznej użytkowników ?
Moim zdaniem iloggo nie wypromowało się tak zwanym darmowym marketingiem wirusowym bo Ci co “zarażają” to my (web2zerwocy). Ponieważ produkt jest zbyt ubogi dla nich – sami go nie używają a wiec i nie polecają dalej. Nie zmienia to faktu, że serwis przypadł do gustu wielu ludziom i możecie wierzyć lub nie ale to oni dodają dziennie kilkadziesiąt a czasem i kilkaset nowych linków. Wystarczy pośledzić “wspólne” (http://www.iloggo.pl/displayPopular)
Zatem marketing wirusowy poprzez bardziej zaawansowanych użytkowników to nie sposób dla iloggo. Musimy znaleźć inną metodę dotarcia do tych użytkowników….
Grzegorz wspomniał, że iloggo jest “szalenie skomplikowane” ? Czy możesz sprecyzować co jest dla Ciebie skomplikowane ?
Moim zdaniem jest proste: zamiast wpisywać adresy układasz sobie na siatce ikonki serwisów i klikasz w nie. Jeżeli chcesz zmienić kolejność ikonek łapiesz konkretną i przenosisz na w inne miejsce: czy da się zrobić to prościej ?
Pozdr.RM
Panie Rafale, ja rozumiem że broni Pan swojego dziecka jednak może czas warto spojrzeć trzeźwo na fakty i zdać sobie sprawę, że pomimo takich sporych jak na Polskę, nakładów finansowych serwis się nie przyjął. W takim wypadku dalsze pakowanie pieniędzy z myślą że się “kupi” użytkowników reklamami jest w mojej ocenie błędna strategią.
Acha, jeszcze jedna uwaga na marginesie. Pisze Pan “Moim zdaniem jest proste: zamiast wpisywać adresy układasz sobie na siatce ikonki serwisów i klikasz w nie.” To, że Pan uważa daną funkcjonalność za prostą jak widać po komentarzach nie przekłada się na podobny jej odbiór przez użytkowników iloggo.
pozdrawiam i mimo wszystko życzę powodzenia :)
dość dokładne analizy, dlaczego iloggo nie chwyta, znajdziesz na moim blogu, problem w tym, że nie chcesz ich przyjąć do wiadomości. w skrócie: dla tych, którzy mają potrzebę “porządkowania” swojego surfowania w sieci jest za proste i za kłopotliwe (wycinać loga? po co?), zaś newbies po prostu nie mają takiej potrzeby, a nawet jeśli mają, to zaspokajają ją bookmarkami/autocomplete. poza tym bodajże opera ma takie “iloggo” wbudowane. inna rzecz, że przewaga konkurencyjna serwisu biorąca się z network effect jest też bardzo mała (zwłaszcza dla początkujących), więc każdy może takie iloggo sobie skopiować. opera już chyba coś podobnego ma.
serwis nie wypromował się ani w prasie (a był wspominany), ani przez blogi (a sporo o nim pisano), nie wypromował się nawet, kiedy rozdawano laptopy, a chętni przepisywali całe katalogi onetu czy wp jak leci, żeby tylko dodać jak najwięcej stron.
co nie oznacza, że kilkuset/kilkutysiącom użytkowników może przypaść do gustu.
z jednym się zgadzam: 500K to nie jest dużo pieniędzy, ciekaw jestem, z czego iloggo zamierza teraz żyć, bo domyślam się, że 500K już przejedzone.
Jak ja lubię czytać jak Piszecie, że 500 tysięcy to nie jest dużo pieniędzy – a już szczególnie w internecie:)
Hazan, ale co znaczy “w internecie”? Czy “w internecie” nie trzeba płacić pensji pracownikom, nie trzeba płacić za biuro, itd?
Trzeba, trzeba – co jednak nie znaczy, że 500 tysięcy to mało. bo trzeba jeszcze umieć tę kwotę co najmniej potroić aby go potem spłacić. Nikt jednak tego tematu nie porusza.
Stąd też zawsze na mojej twarzy budzi uśmiech mówienie o 0,5 miliona złotych jak o niewielkiej kwocie na biznes internetowy w Polsce (gdzie programistom z pod Katowic agencje płacą po 2,5 3,5 tys. a grafikę do serwisu można stworzyć za niewiele większą kwotę).
A ja myślałem, że cała dyskusja w tym wątku dotyczy właśnie tego, że iloggo tego nie potrafi. ;)
No i tak a propos – 3x to zbyt słaby zwrot przy takim ryzyku – żeby wyjść chociażby na zero, jedna trzecia webowych startupów musiałaby odnieść sukces – a nie odnosi. Inwestując w tak ryzykowne rzeczy oczekuje się zwrotu przynajmniej 10x, a jak chcesz 3x w 5 lat to lepiej w funduszu hedge – mniejsze ryzyko.
A wracając do 500k. Ja wciąż twierdzę, że to niewiele. Być może nigdy nie prowadziłeś/zarządzałeś żadną firmą ani budżetem żadnego projektu, więc tak na szybko:
Jedna pensja w wysokości 7000 brutto miesięcznie (pracownik na rękę bierze 4600 przez 9 miesięcy, potem 4100 bo wpada w wyższy próg podatkowy – łącznie w roku jakieś 52k netto czyli średnio 4300 miesięcznie) to koszt dla pracodawcy równe 100 000 zł rocznie, wliczając w to wszystkie obciążenia płacy jakie mamy w Polsce.
A to tylko pensja. Jeszcze trzeba utrzymać biuro, kupić komputer i oprogramowanie, płacić rachunki za prąd i telefon, itd. Jak już to dodasz i pomnożysz całość razy trzy osoby, to wyjdzie Ci, że z 500k zostało Ci niewiele na cokolwiek innego.
Wyedytowałeś widzę komentarz w trakcie jak pisałem swoją odpowiedź, więc dodaję suplement. :)
Nie wiem, ile płaci się programistom spod Katowic i jakiej klasy są to programiści, natomiast wiem jak jest we Wrocławiu. Znam kilka firm szukających od wielu miesięcy programistów, oferując pensję 4000 netto (a dla naprawdę dobrych więcej) – i nie mogą znaleźć. A chętnie zatrudnią w każdych ilościach.
Co do “agencje płacą”. Spośród kilkudziesięciu “programistów” jakich widziałem w agencjach interaktywnych jednego jestem w stanie nazwać programistą bez cudzysłowia. Cała reszta to skrypciarze, którzy potrafią trzaskać skrypty w PHP na potrzeby stron robionych przez agencje, ale stworzyć żadnego solidnego oprogramowania nie byliby w stanie.
To tak jakbyś porównywał sanitariusza z chirurgiem. I jeden i drugi to “medyk”, który ratuje życie – tak samo jak i skrypciarz z agencji i programista to “programista”, który niby programuje, ale to ich programowanie ma się do siebie mniej więcej tak jak praca chirurga i sanitariusza. Ten drugi nadaje się do założenia bandaża, ale przeszczepu nie zrobi. Tak samo programiści pracujący w agencjach za 2,5-3,5k nadają się znakomicie do pracy w agencjach, ale żadnego z opisywanych przez Ciebie na Antywebie startupów nie potrafiliby zaprogramować.
Dobranoc. :)
@Bartek – no tak się akurat składa, że mam do czynienia z projektami IT (może kilka razy większymi niż te kwoty ale to nie ma znaczenia).
Możliwe, że 500 tysięcy przy twoim stylu prowadzenia startup-a (bo nie mówimy tutaj o inwestycje w firmę o kapitale 2 milionów złotych i kosztami na poziomie miliona), nie wystarczy na rok czasu.
Osobiście wydaje mi się, że wiele osób potrafiło by spożytkować bardziej efektywnie taką kwotę niż wydając ją na biura programistów za 7000 PLN i opłaty za licencje – już na samym początku prowadzenia firmy.
Zresztą jest to ciekawy temat na kolejny post – Czy 500 tysięcy to duża kwota dla startupu w Polsce?
Panie Rafale – 500 000 zl to nie jest duży kapitał – ale nie powie mi Pan że jest mały, zwłaszcza na startup na takim poziomie jak Iloggo, a w warunkach Polskich stokilkadziesiąt tysięcy dolarów – to kwota całkiem spora jak na inwestycje w web2.0.
Teraz do Pana Bartka – ma Pan rację – programista – programiście nie równy – ale to samo można powiedzieć o tzw. managerach. Jeden potrafi zebrać ekipę, stworzyć dobry produkt i go sprzedać lub znaleźć na niego inwestora. Inny potrafi wziąść 500 000 zł przez rok “kulać” projekt a później powiedzieć że rok to mało, 500 000 zł to mało, a 10 000 użytkowników – dużo lub przynajmniej wystarczająco. Dobrymi przykładami są tutaj Wrocek.pl, Patrz.pl, Fotka.pl itd.
Inna sprawa – z pewnością ma Pan dobrego programiste, który zaprogramowałby wiele serwisów opisywanych na Antyweb.pl – jednakże on zaprogramował dla Pana Iloggo…
Przy 10000 użytkowników pyta Pan nas o to co MY byśmy zmienili w interfejsie?
Rozbrajające są też słowa że dla webdwazerowców Iloggo jest ubogie oraz “Musimy znaleźć inną metodę dotarcia do tych [nie webdwazerówych] użytkowników….”.
Dla mnie wniosek jest jeden – 500 000 zł rozeszło się a autorzy nie za bardzo wiedzą co teraz zrobić zwłaszcza że pewnie inwestor nie jest zadowolony z tej sytuacji.
Dobranoc,
@hazan: Nic nie wiesz o moim stylu prowadzenia startupa, więc nie pisz proszę o “moim stylu”. :)
Tak gwoli ścisłości. Na pensje wspomnianych przez Ciebie programistów z agencji spod Katowic zarabiających netto 3,5k firma też musi wydać 76k rocznie (na samą pensję + jej obciążenia) – więc to 7k (brutto, bo netto 4,3k) kosztujące firmę rocznie 100k to nie jest jakiś wydumany koszt. Chyba, że znajdziesz osoby, które zamienią część wypłaty na udziały (polecam), albo zatrudnisz osoby bez doświadczenia, które uczyć się będą na błędach popełnianych w Twojej nowej firmie (zależy od pozycji; w przypadku pierwszych/kluczowych programistów w firmie opartej na technologii – nie polecam).
> Osobiście wydaje mi się, że wiele osób potrafiło by
> spożytkować bardziej efektywnie taką kwotę niż
> wydając ją na biura programistów za 7000 PLN
> i opłaty za licencje – już na samym początku
> prowadzenia firmy.
Oczywiście, można zatruniać ludzi nielegalnie i zaoszczędzić na podatkach i ubezpieczeniach. Można też “zaoszczędzić na opłatach za licencje na oprogramowanie”. Przy czym zatrudnianie na czarno i praca na kradzionym sofcie na pewno są dalekie od mojego stylu prowadzenia czegokolwiek, w tym również startupa.
(choć przyznaję bez bicia – też takie rzeczy robiłem w czasach studenckich, gdy zaczynałem być “przedsiębiorcą” w wieku dwudziestu lat, ale dawno już z tego “wyrosłem”)
@Bartku, nie chciałem Cię w żaden sposób urazić pisząc o “twoim stylu”
Dziwię się jednak, że jedyną alternatywą jaką widzisz dla swojej teorii czy też praktyki prowadzenia startupa jest tylko :
“Przy czym zatrudnianie na czarno i praca na kradzionym sofcie na pewno są dalekie od mojego stylu prowadzenia czegokolwiek, w tym również startupa”
Czy naprawdę nie wydaje ci się, że można inaczej? – bez biura na początku, wynajmując pracowników na umowy zlecenie nie za 7000 brutto, pracując na domowym (oryginalnym) sprzęcie i programach?
@dc1: Ja już tak abstrahuję od iloggo w tym wątku, bo o iloggo nie ma za bardzo co pisać. Zgadzam się z przedmówcami, że jest to klapa i prawdopodobnie utopione pieniądze – i więcej nie mam nic do dodania w temacie.
Pisząc o tym, że 500k to nie jest wiele, nie bronię iloggo (nie mam też z nimi nic wspólnego – po Twoim komentarzu wnioskuję, że być może myślisz, że mam).
Nie piszę też, że jest to bardzo mało, bo za 500k można zrobić bardzo wiele, jeśli się to robi z głową.
Przy czym kilku studentów utrzymywanych przez rodziców i mających zerowe lub zbliżone do zerowych koszty życia, nie ryzykujących niczego, jest w stanie zrobić serwis niemalże za darmo, inwestując tylko swój czas. Ci sami studenci dziesięć lat później mają dużo doświadczenia, ale mają też kredyty hipoteczne, muszą sami utrzymać nie tylko siebie, ale też często żony i dzieci. Tu tkwi zasadnicza różnica i oczywiście zasadnicza przewaga ludzi bardzo młodych. Wszystkie wspomniane przez Ciebie serwisy (wrocek, patrz, fotka) startowały z tego co wiem właśnie w takich warunkach (poprawcie mnie, jeśli się mylę). W takich warunkach nawet kilkadziesiąt, kilkanaście, często nawet kilka tysięcy to gigantyczne fundusze pozwalające “poruszyć niebo i ziemię”. Wiem coś o tym, bo też w tym wieku robiłem różne rzeczy.
Ale startupy to nie tylko domena studentów. Trzydziestoleni wapniacy z kredytem i rodziną z dziećmi też się na to czasem porywają – ale oni nie są poświęcić całego swojego czasu startupowi jednocześnie utrzymując się miesięcznie za 400 zł od rodziców. Wiem, że jeśli chciałbym zatrudnić w moim startupie któregokolwiek ze świetnych programistów jakich znam i z którymi pracowałem w kilku różnych firmach, musiałbym zaproponować mu pensję, która pozwoli mu spłacić kredyty i zapewnić bezpieczną egzystencję jego rodzinie. A do tego i tak musiałby być cholernie odważny zamieniając stabilną pracę na ryzykowne wchodzenie w startup, który może wkrótce upaść.
Wiele osób czytających blogi o webie to entuzjaści i/lub osoby młode i bez doświadczenia, często studenci lub osoby stawiające pierwsze kroki w karierze. Dla nich często kwota pięciocyfrowa wydaje się być duża, a sześciocyfrowa powinna wręcz wystarczyć na wszystko.
Ja staram się jedynie pokazać, że niekoniecznie tak jest. Że nawet pensja 3500 netto, o której pisał hazan, to nie jest 12×3,5k=42k rocznie tylko 76k rocznie jeśli zatrudniać legalnie i dawać swoim pracownikom choćby elementarne poczucie bezpieczeństwa w postaci ubezpieczenia społecznego, zdolności kredytowej wynikającej z udokumentowanych zarobków, itd.
Podsumowując – jeśli startup robi kilku studentów, koszty stworzenia produktu mogą wynieść kilka tysięcy. Jeśli robi go kilku profesjonalistów, samo stworzenie produktu może pochłonąć kilkaset tysięcy.
Dobrym rozwiązaniem jest przemieszanie – 30-40% doświadczonych profesjonalistów i 60-70% zdolnych studentów/młodych ludzi w startupie (ale naprawdę zdolnych i chętnych zrobić coś fajnego i przy okazji nauczyć się czegoś), co pozwoli znacznie ograniczyć kapitałochłonność, przy jednoczesnym zachowaniu jako takiego bezpieczeństwa projektu (bo prowadzić go i czuwać nad nim będą osoby doświadczone). Owych 60-70% młodych ludzi będzie w stanie pracować za 2-3x niższe pensje niż strarsi profesjonaliści, a jednocześnie w trakcie pracy z nimi będą w stanie się bardzo wiele nauczyć i rozwinąć.
Bardzo wielka dygresja nam się zrobiła przez ten temat 500k. Ja już ze swojej strony napisałem chyba wszystko, co miałem do przekazania – więc więcej już pisał nie będę (o ile ktoś nie wywoła mnie do tablicy). Pozdrawiam.
> Czy naprawdę nie wydaje ci się, że można inaczej?
> – bez biura na początku, wynajmując pracowników
> na umowy zlecenie nie za 7000 brutto, pracując
> na domowym (oryginalnym) sprzęcie i programach?
Oczywiście, że można. :)
Różnych dróg jest bardzo wiele. Ja po prostu jednej skrajności (obiegowej opini: “do zrobienia webowego startupa potrzeba trzech zdolnych ludzi i 10 tys. zł”) przeciwstawiam przekornie drugą skrajność. Punktowi widzenia studentów na tworzenie startupa – punkt widzenia dorosłych profesjonalistów z rodzinami i kredytami na karku.
Inteligencji czytających pozostawmy domyślenie się, że oprócz tego czarnego i białego jest jeszcze całe spektrum szarości pomiędzy.
Teraz już naprawdę dobranoc. :)
@Bartek, a jak mogła ta dygresja nie powstać skoro w powietrzu lata marne 0,5 miliona :)
Tak na poważnie, to oczywiście masz racje z tym, że Polskie realia są zbliżone do twojego przykładu z młodymi studentami (no może wiek nie jest w tym przypadku aż tak istotny jak piszesz, bo można zawsze robić na dwa etaty).
I moim zdaniem, każdy startup powinien zaczynać od właśnie takiego założenia, że kilka, kilkanaście tysięcy złotych to jest budżet dzięki któremu można stworzyć prototyp. Sprawdzić się na rynku – a jeśli wszystko się powiedzie szukać inwestora.
Edit: Dobranoc – bo późno się zrobiło, ale dzięki za interesującą dyskusję (prawie jak chat:) )
Dyskusja jest o tyle ciekawa że są dwa obozy: jeden który wydał 500 000zł na nieudany (choć mam nadzieję że nie) produkt a drugi obóz to tych co nie mają 500 000zł ale wiedzą jak i na co je wydać:) (Panie Bartku – w dolinie krzemowej panuje niepisana zasada – nie inwestuj w ludzi powyżej 30tki [czyli tych co się już wypalili, mają kredyty itp.])
Jest jeszcze jedna kwesta – jestem zaskoczony, że nikt z osób które prowadziły dyskusję nie przeczytał jakie naprawdę jest powiązanie pomiędzy firmą ATM, a samym iloggo. To nie jest tak, że ktoś stworzył serwis i szukał inwestora. Pan Rafał jest (był) dyrektorem Działu Aplikacji Internetowych w … ATM :-) Trochę zresztą dziwi mnie fakt, że sam napisał, iż o programowaniu nie ma zielonego pojęcia. Dość to chyba ciekawe jak na takie stanowisko.
Jeśli chodzi o samą kwotę to zgadzam się z kolegą z WEBSTOP – jeżeli projekt prowadzi duża firma, robiąca wszystko legalnie to nie ma naprawdę o czym mówić. 500 tys. zł to jest akurat w sam raz na rok, może półtora prowadzenia takiej działalności.
Mówiliście tutaj o płacach informatyków, a gdzie koszty takie jak chociażby prąd, komputery, monitory, oprogramowanie i jeszcze wiele wiele innych.
Tak sobie czytam wszystkie te wypowiedzi i sobie myślę:
Jakie biura? Jakie pensje dla informatyków?
Masz pomysł na startup? Znajdź dwóch kolegów, którzy pomogą Ci w stworzeniu serwisu. Załóżcie sobie konta na skypie, żeby notorycznie się komunikować. Kupcie domenę, najtańszy serwer w okolicy i jazda.
Tak powinna brzmieć najkrótsza książka pod tytułem “Jak postawić swój własny startup”.
Nie rozumiem, jak można startować z jakimś pomysłem, zaczynając od wynajęcia biura, kupienia każdemu służbowego laptopa i zatrudnienia Pani Heni, w charakterze sekretarki.
W tym przypadku, tak jak w polskich urzędach, cała para idzie w gwizdek.
I ze względu na te biura i bajery, stworzenie iloggo zabrało Wam tyle czasu.
To ciekawe, że iloggo mogłoby wypalić zwłaszcza z 500 tyś, gdyby te wszystkie sugestie w komentarzach, które napisaliście były wykorzystane w trakcie tworzenia projektu. Moim zdaniem zabrakło MENADŻERA, który by znał te wszystkie zagadnienia i je konsekwentnie stosował.
Nad czym myślała osoba decyzyjna, która przeznaczyła tą kwotę na inwestycje? Czy miała odpowiednie kwalifikacje i dogłębną znajomość WEB 2.0?
Teraz już co prawda za późno, ale do zajmowania się, tworzenia, a nawet i reklamowania serwisu illoggo za tą kwotę wystarczyłaby naprawdę tylko jedna osoba i mogłaby to spokojnie robić przez kilka lat. To dużo czasu do naturalnego rozwoju serwisu, zmian w nim i dodatkach i wystarczająco dużo, aby pomyśleć nad najdoskonalszym sposobem zwrotu z inwestycji. To co jest ważne to to, żeby to była osoba odpowiednia – jedna z tych osób, które tu na antyweb i innych serwisach aktywnie udzielają się w komentarzach i od razu można zauważyć, że osiągnęłyby prawdziwy sukces.
Te osoby już tworzą swoje serwisy – przykład nakanapie.pl – to już jest sukces, choć dopiero wystartował. W takich serwisach widać styl, zamiłowanie i czuje się jak przyciągają.
Uff, ale natrzaskaliście tekstu. ;)
Podoba mi się wypowiedź Bartka Raciborskiego (tak, ja też lada chwila będę 30letnim wapniakiem z kredytami :D ) oraz Michała Sadowskiego. Parę słów odnośnie tej ostatniej: moim zdaniem 500k zł to zupełnie przyzwoita kwota jak na polskie warunki, która powinna starczyć na rok rozwoju serwisu. @dizor napisał “nie ma o czym mówić [...] to jest na rok, może półtora”. No ja przepraszam, a na ile to ma być? Na 10 lat? Przy takim tempie rozwoju internetu? Jeżeli coś przez rok nie da rady wyjść na 0 to o czym tu rozmawiać? Skonsumować 500k zł to nie problem, wydać sensownie – jak widać owszem.
Moim zdaniem ile jest warte to 500 000 zł zależy od podejścia do startupu.
Jeśli jest to “garażowy” spontaniczny startup, w którym jedna lub dwie osoby odpowiadają za prawie całe przedsięwzięcie, design “trzaśnie” kuzyn, nie będzie się nic patentować ani zastrzegać nazw i znaków towarowych, a serwis napisze się po uczelnianych zajęciach nie martwiąc się o wszelkie sprawy socjalne, to 500 000 zł to olbrzymia kwota. Nie ukrywam, że dla Wrocka na samym początku taka kwota byłaby bardzo dużym zastrzykiem gotówki.
Jeśli jednak mówimy o dużym, zaplanowanym startupie, z zatrudnianiem programistów, grafików, patentowaniem, biurem, legalnym oprogramowaniem, to 500 000 zł może nie wystarczyć nawet na malutką kampanię w AdWrods.
Zgadza się Karol, jednak w tym przypadku o “dużym startupie” nie ma mowy, bo iloggo funkcjonalnością jakoś specjalnie nie przytłacza.
@Michał Sadowski
> Jakie biura? Jakie pensje dla informatyków?
> Masz pomysł na startup? Znajdź dwóch kolegów,
> którzy pomogą Ci w stworzeniu serwisu. Załóżcie
> sobie konta na skypie, żeby notorycznie się komunikować.
> Kupcie domenę, najtańszy serwer w okolicy i jazda.
To ma szanse zadziałać w jednym z dwóch przypadków:
1) Ty i Twoi dwaj koledzy jesteście na utrzymaniu rodziców/żon/kogokolwiek i możecie “bawić się” w startupowanie (bawić się w kontekście poświęcenia się działalności nie przynoszącej dochodów)
2) Ty i Twoi dwaj koledzy macie oszczędności, z których utrzymacie się jak już rzucicie pracę
- dopóki Wasz startup nie zacznie zarabiać
- czyli optymistycznie rok, bardziej realnie – dłużej
- czyli jakieś 50-100k na głowe
- i nie szkoda Wam tych 3x 50-100k wydać
- ale tak naprawdę to będzie wtedy Wasza inwestycja: 150-300k
W pierwszym przypadku można tylko pozazdrościć – naprawdę! Macie niesamowitą przewagę nad innymi. Jeśli macie pomysły, energię i chęć żeby zmieniać świat, to nie wahajcie się ani chwili!
W drugim wypadku można tylko pogratulować. Ja niestety nie znajdę dwóch kolegów, których będzie stać na to stać (czy to finansowo, czy mentalnie w kontekście ryzyka, czy też jeśli chodzi o zgodę rodziny na takie ryzyko).
Jeśli jednak jesteście gdzieś po środku (już Was nikt nie utrzymuje, ale jeszcze nie macie wolnych 50-100k na wydanie i potencjalne stracenie), to poszukajcie inwestora, który zapewni Wam choćby głodowe, choćby 2-3x mniejsze niż macie obecnie, ale pensje, wystarczające na zapłacenie rachunków i skromne utrzymanie się. Żaden inwestor nie zapewni Wam ciepłej pensyjki bo to nie o to chodzi (Wy też musicie z czegoś zrezygnować i czymś ryzykować), ale każdy rozsądny inwestor to zrozumie – lepiej żebyście mogli skoncentrować się na pracy niż na niespokojnym myśleniu, kiedy Wam zabraknie pieniędzy, albo rozpraszaniu uwagi i energii na różnych fuchach dla podreperowania budżetu.
I oczywiście – na początku będziecie pracować na własnych, prywatnych laptopach, oszczędzać i oglądać z każdej strony każdą wydaną złotówkę. Ale z biura nie rezygnujcie. Nikt nie mówi o powierzchni w biurowcu klasy A+ w centrum miasta, ale choćby o skromnej kawalerce za 700-1000 zł. O ile nie zamierzacie odpalać kolejnego sklepu internetowego albo robić czegokolwiek równie szablonowego, ale jednak coś nowego i kreatywnego, to czeka Was wiele godzin rozmów, burzy mózgów, pracy koncepcyjnej, projektowej, prób i błędów, szukania rozwiązań a potem rezygnowania z nich i szukania lepszych rozwiązań. Takie rzeczy naprawdę znacznie efektywniej i z lepszymi skutkami robi się pracując razem niż zdalnie.
Oczywiście wszystko to ma zastosowanie przy większych projektach – takich, których nie zrobicie pracując po 10-15h tygodniowo po godzinach. Ale pamiętajcie, że ciężko jest utrzymać dyscyplinę po godzinach, jeśli każdy z Was ma wymagającą pracę, rodzinę, własne życie i nie jest cyborgiem – utrzymanie regularności, dyscypliny i motywacji u kilku osób przy wolno posuwającym się projekcie (bo po godzinach) i do tego prowadzonym zdalnie bywa naprawdę trudne, a o problemach komunikacyjnych (synchronizacja czasowa) nawet nie będę pisał (a komunikacja to podstawa każdego grupowego procesu tworzenia czegoś nowego i nieszablonowego – patrz to, co pisałem wyżej).
Nie bez przyczyny sukces odnosi znacznie mniejszy odsetek startupów zaczynanych jako side-projects, niż takich, które od samego początku traktowane były poważnie i fulltime.
Oczywiście, jeśli jesteście w wieku studenckim i macie kogoś, kto za Was będzie martwił się o Wasze utrzymanie, to nie marnujcie czasu na czytanie durnych wątków tylko zabierajcie się do roboty – nie potrzebujecie 500k ani nawet 50k. Macie dużą przewagę, którą powinniście wykorzystać, bo może Wam wystarczyć nawet 5k. :)
@Bartek Raciborski – my kwalifikowaliśmy się jako przypadek nr 2 :-) Każdy miał trochę oszczędzonej kasy, za którą mogliśmy sobie spokojnie żyć, równolegle kończąc studia i pisząc serwis.
Nie zgadzam się jednak, że optymistyczna wersja przewiduje rozpoczęcie zarabiania dopiero po roku. Nasze przedsięwzięcie zaczęło przynosić dochody po 3 miesiącach od powstania. W czasach, w których adsense podpina się “od ręki”, a sieci reklamowe walczą o klientów, w ciągu 3-6 miesięcy można spokojnie zacząć równoważyć koszty utrzymania (hosting plus skromne pensje).
ja uzywam Opery, ktora ma wbudowane od niedawnych wersji cos na kształt iLoggo
zalety rozwiazania z Opery sa takie, ze jest to:
- maksymalnie proste
- nie trzeba sie rejestrowac – bardzo tego nie lubie
- nie laduje mi strony za kazdym razem od nowa
- dziala oczywiscie pod Operą czego o iLoggo powiedziec sie nie da (wykrzacza mi sie przegladarka gdy probuje skorzystac z opcji wycinania)
Szybko sie od tego uzaleznilem, jest to niesamowicie wygodne mimo mojego poczatkowego sceptycznego podejscia. Otwieram sobie nowa zakladke, a tam do wyboru od razu duze, czytelne skroty do stron w postaci duzych miniatur (bez ladowania z serwera bo tego bym nie scierpial)
Mam dodane swoje 9 stron na ktore czesto wchodze (przypuszam, ze programisci Opery rozwina ten pomysl i bedzie mozna dadawac wiecej stron)
Osobiscie jestem absolwentem od niedawna wiec moze rzeczywiscie nie zdaje sobie sprawy z kosztow ale na moje oko to mały serwis nie wymagajacy jakiejs kosmicznej wiedzy.
Nie zajmuje sie programowaniem aplikacji przegladarkowych, piszę tylko klasyczne aplikacje pod Windows (w Windows API – co niektorzy uwazaja za niezłą rzeźbę), ale iLoggo nie wyglada na jakies kosmiczne wyzwanie. Za wyzwanie moge uznac np. pseudo systemy operacyjne z oprogramowaniem dzialajace w przegladarce :)
Mozna wiedziec ile linii kodu zrodlowego naprodukowali Ci wasi programisci?
Co zostalo konkretnie opatentowane? Bo ja w tym serwisie nie widze nic czego by nie bylo w innych tego typu :)
Pomysl ciekawy ale jedynie w postaci wbudowanej w przegladarki.
Ech nie moge uwierzyc, ze sa ludzie, ktorzy pompują takie pieniadze w takie serwisy :)
Pozwolę sobie na jedno spostrzeżenie, bo coś mi się widzi, że większość Rozmówców pominęła moim zdaniem najważniejszy fakt. Tu przecież nie chodzi o to JAK WYDAĆ pozyskane pieniądze (np. 500 tys. zł). Tu chodzi o to jak, jak je zarobić. I co najważniejsze zarobić ich wielokrotność.
Czyżby nikt nie zwrócił uwagi na ten aspekt?
Grzegorz:
niektórzy poruszyli tę kwestię (nie chcialo mi sie nawet wszystkiego czytać).
Pogratulować należy tylko tym co znaleźli naiwniaków na wyłożenie 500 tys. W końcu zespół, który wdrażał ten projekt wziął za to spore pieniądze, a więc jedni zarobili inni utopili :)
@Michał: Eee, bez kredytu hipotecznego, rat za samochód, żony i dzieci na utrzymaniu to się nie liczy… żartuję. :)
Co do prędkości zwrotu, jasne – wszystko zależy od specyfiki biznesu, jeden zacznie zarabiać od drugiego dnia, do innego trzeba będzie dopłacać nawet parę lat.
@Grzegorz: Nie wkładaj kija w mrowisko, tak fajnie wygasający wątek już był. :) W krótkim komentarzu uniwersalnego przepisu jak zwielokrotnić 500k Wam niestety nie napiszę, bo każdy z Was stałby się wkrótce obrzydliwie bogaty, więc sami rozumiecie, że nie mogę. A tak serio: mówiliśmy o tym, ile może kosztować startup. Wiadomo, że w tym wszystkim chodzi o zarabianie pieniędzy, a nie ich wydawanie, ale to temat na osobną bibliotekę (bo nawet nie książkę).
cicho bo juz nikt wiecej nie zgodzi sie na wywiad;)
[...] jest w temacie tego wpisu powstało podczas polemiki, jaka rozwinęła się jako komentarz do wywiadu z autorem iloggo. Uznałem, że temat podejścia przedsiębiorców internetowych do kosztów uruchomienia startupu w [...]
Zerknijcie też na artykuł i dyskusje o iloggo na blogu Godtech, moim zdaniem trafiony pogląd, poniekąd osoby która potrafi spojrzeć “oczami mniej obeznanych użytkowników Internetu”:
http://godtech.info/index.php/2007/01/12/iloggo-jest-bardzo-ok/