19

Ten tryb zupełnie zmienił PlayerUnknown’s Battlegrounds. Ale uwierzcie mi, jest kapitalny

NIe myślałem, że całkowite przemodelowanie rozgrywki w PlayerUnknown's Battlegrounds może aż tak mi się spodobać. Tymczasem weekendowe wydarzenia, do których początkowo podchodziłem dość sceptycznie, okazały się strzałem w dziesiątkę i konkretnym powiewem świeżości dla tej niezwykle popularnej gry.

To zupełnie inna gra

Zasady podstawowego trybu w PlayerUnknown’s Battlegrounds są proste. Setka graczy wyskakuje z samolotu, szuka broni, amunicji i pancerza, a następnie próbuje przeżyć. Co jakiś czas strefa, w której można przebywać jest coraz mniejsza, wymuszając przeniesienie się właśnie do niej. Wygrywa ostatni żywy gracz lub ostatnia żywa drużyna. Nikt się nie respawnuje, powalenie i późniejsza wirtualna śmierć oznacza koniec zabawy.

Trwające w ten weekend wydarzenie „War” jest zupełnie inne. Na bardzo małym wycinku mapy Erangel (ograniczonym znaną z podstawowego trybu strefą) lądują trzy 10-osobowe drużyny. Każdy z graczy ma kamizelkę jedynkę i hełm jedynkę, kilkadziesiąt sztuk amunicji. granat, kilka bandaży, jedną broń przyboczną i jedną broń długą z którymś z podstawowych celowników. Co ważne, bronie są losowe, istnieje więc spora szansa na to, że przy każdym kolejnym lądowaniu, dostaniecie coś zupełnie innego. Tak, dobrze kombinujecie – są respawny. Nieregularne, choć szybkie – samolot lata co 40 sekund i jeśli dobrze wpasujecie swoją śmierć w kolejny przelot, wyskoczycie już po kilkunastu sekundach, w najgorszym wypadku poczekacie około pół minuty. W bardzo małej strefie nie ma lootu, broń czy amunicję możecie zebrać tylko ze skrzynek pokonanych przeciwników, choć te po jakimś czasie znikają. Rozgrywka trwa 15 minut – wygrywa ta drużyna, która będzie mieć więcej punktów gdy zegar pokaże zero lub któraś z trzech drużyn dobije wcześniej do limitu 200 punktów. Na sumę punktów składają się zarówno kille (3 punkty), jak i powalenia (1 punkt) lub podniesienie członka własnej drużyny. Proste, prawda?

PUBG

Przy dwóch, trzech pierwszych meczach w oczy rzucała się totalna rozwałka, w której trochę ciężko mi się było odnaleźć. PUBG to po części gra strategiczna, w której trzeba odpowiednio zaplanować kolejne ruchy, ocenić swoje możliwości (również pod kątem posiadanego sprzętu). W wydarzeniu War to w ogóle nie występuje. Liczy się przede wszystkim celne oko, „radar” dookoła postaci i…zajęcie większą grupa jakiegoś obiektu. Nie zawsze jest to kluczem do sukcesu, ale kiedy 5-8 zawodników zabunkruje się na przykład w hangarze i będzie za osłonami odpierać ataki przeciwnych drużyn zamiast latać bezmyślnie po całej strefie, istnieje spora szansa na zdobycie pierwszego miejsca. My przynajmniej przyjmowaliśmy taką strategię i wielokrotnie przynosiła ona drużynowego kurczaka. Nie warto też specjalnie przejmować się małą ilością amunicji na starcie. W niektórych tylko przypadkach wystrzelacie cały magazynek, podejrzewam że raczej wcześniej zginiecie. No chyba, że zajmiecie jakieś świetne miejsce, z którego wycinanie członków wrogich drużyn będzie banalnie proste – wtedy faktycznie brak amunicji jest problemem. Są też zrzuty, które w takim zestawieniu wyposażenia mogą przechylić szalę zwycięstwa lub przynajmniej zrobić z Was na kilka minut naprawdę groźnego przeciwnika. Tyle tylko, że przy takiej intensywności strzałów, niewyrwanie kilku kulek podczas przeszukiwania skrzyni jest raczej mało prawdopodobne.

„Już nie boję się strzelać”

Te słowa wypowiedział wczoraj jeden z członków ekipy, z którą regularnie gram w PUBG. I ja to doskonale rozumiem – szybkie, dynamiczne starcia, gdzie wirtualna śmierć nie oznacza końca zabawy pozwalają nie tylko nauczyć się strzelania z konkretnych broni, ale również zażegnać strach przed starciami. Nie wiem jeszcze jak takie frywolne podejście sprawdzi się przy klasycznym battle royale, ale też przestałem demonizować wymianę ognia. Nie kryłem się, szedłem do przodu pewny tego, że to ja wyjdę z tego starcia cało, niczym rewolwerowiec po zwycięskim pojedynku. I wielu przypadkach wychodziłem.

PUBG

Oczywiście dużo zależy od tego jak dobrze skonstruowane wydarzenia będą trafiać do PUBG. Natomiast póki co uważam, że to świetny sposób na urozmaicenie rozgrywki. No bo jeśli tak jak ja spędzacie w grze przynajmniej kilka godzin w tygodniu i nie zamierzacie szukać grywać ze znajomymi w coś innego, to takie „skoki w bok” jeśli chodzi o zasady zdecydowanie uprzyjemnią czas spędzony z grą. Jednocześnie mogą okazać się bardzo przydatne jeśli chodzi o naukę na przykład właściwości broni, co na pewno zaowocuje kurczakami w podstawowym trybie.

PUBG

Mam jednak nie do końca wyrobione zdanie co do dostępności do wydarzeń. Z jednej strony tryb War spodobał mi się tak bardzo, że trochę boli jego zniknięcie wraz z końcem weekendu. Z drugiej jeśli wszystkie weekendowe pomysły miałyby pojawić się jako stale dostępne tryby, zabiłyby spójną koncepcję battle royale, jaką jeszcze od wersji testowej prezentuje PlayerUnknown’s Battlegrounds. Co więcej, obciążałoby to niepotrzebnie serwery dzieląc graczy na tych, którzy chcą grać w to, tamto lub owamto. A to na pewno nie odbiłoby się pozytywnie na szybkości dobierania osób chętnych do gry. Niech więc na razie wszystko pozostanie po staremu, a weekendowe wydarzenia urozmaicają zabawę. Świetny pomysł, który przyciąga mnie do ekranu w sobotę i w niedzielę.

grafika