12

Battle Royale i PUBG: Mobile naprawdę wciągają. Ja jestem tego żywym przykładem

Drogi pamiętniczku, czy wiesz co robi redaktor Antyweba przed pójściem spać? Walczy na gigantycznej wirtualnej arenie o przetrwanie i cieszy się z medali wartych tyle co paprochy z pępka. Dziwnie to brzmi, przepraszam ze ten początek, ale sam się śmieję z siebie, że dałem się wciągnąć w coś, od czego odżegnywałem się obydwiema rękami. PUBG: Mobile ukradł moje serce i cały czas każe mi grać.

Jeszcze nie jest tak źle, żebym nadawał się na odwyk, ale mimo wszystko muszę odnotować ten fakt. Niewiele razy zdarzyło się, by jakakolwiek gra wciągnęła mnie tak mocno. Co jest odkrywczego w setce graczy na mapie, walce o przetrwanie, zbieraniu broni i pod sam koniec rozgrywki – siedzeniu w krzakach i liczeniu na błąd oponenta? Sam nie wiem i ja Wam tego fenomenu nie wyjaśnię. Wiem tyle tylko, że nie jestem w tej sytuacji jedyny.

Kto by się spodziewał, że dobra gra po prostu wciąga?

PUBG: Mobile nie różni się od swojego „pełnego” odpowiednika na pecety i konsole zbyt wiele. Nieco bardziej upierdliwe jest sterowanie, które można ogarnąć i cieszyć się z jego całkiem dobrej jak na mobilną odsłonę precyzji. Piękne jest to, że gra wręcz wymaga myślenia i dostosowywania się do aktualnej sytuacji. Polowanie na kolejnych graczy – czy to szturmując budynki w stylu Rambo, czy też „kitrając” się w jednym miejscu siejąc kule w kierunku zbłąkanych żołnierzy (albo botów) jest proste, po pewnym czasie wtórne, ale emocjonujące. Nie zawsze też uda Wam się znaleźć Wasze ulubione elementy ekwipunku. Każdy właściwie zaczyna od zera i odrobinę szczęścia trzeba mieć, by utrafić taki jak trzeba karabin, lunetę (bądź celownik) i jeżeli się uda, to i tłumik. Ja z lubością chowam się w ruinach tylko po to, aby zdjąć kilku nieostrożnych graczy przechadzających się w pobliżu i poszukujących dobrych broni.

Tym samym PUBG: Mobile uruchomił we mnie wewnętrzną potrzebę polowania. Dotychczas ogrywałem głównie typowe dla konsol i pecetów tytuły, również przez sieć. Na wyżyny „polowania” wspinałem się co najwyżej na zakupach albo na grzybobraniu. PUBG: Mobile dał mi to, czego mi cholernie brakowało. Mogę sobie zagrać dosłownie wszędzie, jeżeli się odpowiednio uprę i dodatkowo – jest to tytuł tak rozbudowany, że nie ma dwóch takich samych graczy i dwóch takich samych taktyk. Dzieje się tam dużo i to w sposób niesamowicie intensywny. Fortnite, którego w ogóle nie czuję jest bardziej dynamiczny (dodatkowo irytuje mnie ciągłym obudowywaniem się w trakcie bezpośrednich starć), a PUBG, jego surowość i wyważona prostota powodują, że człowiek serio czuje się nieco zaszczuty. Przejść się do następnego budynku? Przeczekać chwilę w jednym miejscu? Ta gra to sztuka wyborów, wiele zależy też od Waszego szczęścia.

PUBG Mobile

Ginąłem przeróżnie – czasami na początku rozgrywki, parę razy jako „drugi”, 4 mecze zakończyłem jako ostatni na mapie. Czym dalej w las tym trudniej – gra sobie „ogarnęła”, że trochę doświadczenia już zdobyłem i nagrodziła mnie za to mniejszą ilością botów na start. Irytują mnie czasami horrendalne opóźnienia i wyraźnie zasapane serwery, mimo dobrego połączenia sieciowego. Sama gra pożera miliamperogodziny jak odkurzacz, grafika nierzadko wygląda po prostu źle, a tytuł nawet na flagowcu nierzadko się… zatnie. Ale emocji jest tutaj sporo. Człowiek wlepia wzrok w ekran i szuka – dobrego punktu obserwacyjnego, oznak życia, obmyśla plan na kolejne zmniejszenie się obszaru gry.

Marketingowy majstersztyk. Podjąłem decyzję – w PUBG trzeba zagrać na konsoli

Moi koledzy już grają – nie chciałem jednak do nich się przyłączać z obawy o wsiąknięcie w kolejną bezsensowną aktywność, na którą szkoda mi czasu. Mobilna odsłona PUBG pokazała mi, że owszem – jest się czego bać, ale wcale nie jest tak źle. I co ważne – warto. Skoro już mobilna wersja gry tak mocno przykuła mnie do smartfona, co będzie gry zasiądę przy niej na konsoli? Może być całkiem śmiesznie. Nie zakładam co prawda, że stanę się no-life’em, który przestanie się myć, golić i załatwiać z powodu głupiej gry, ale na pewno przez kilka tygodni będę przykuty do konsoli.

Ale i tak mi się kiedyś ta gra znudzi. I obiecuję sobie, również Wam, że żadnych płatnych skinów itp. nie kupię.